Dziś jest odrobinę ciekawiej niż wczoraj – warto na pewno przeczytać wywiad z Tomaszem Kuszczakiem w „Przeglądzie Sportowym” i artykuły „Faktu”, który wychylił się dziś nieco poza reprezentację.
FAKT
Poza tekstami o reprezentacji mamy tu kilka ciekawych informacji: Lech obserwuje Wojciecha Trochima z Warty, a Jagiellonia kontaktowała się z Maciejem Skorżą. Jest też bilans Jacka Bednarza w roli dyrektora Wisły, który – jak wyliczył „Fakt” – utopił w Wiśle 22 miliony złotych.
Tomas Jirsak (28 l.) kosztował Białą Gwiazdę łącznie pewnie z 6 milionów złotych. Przez pięć lat zagrał raptem kilka dobrych meczów. Podobną furę pieniędzy wyłożono na Wojciecha Łobodzińskiego (29 l.). Z takim samym skutkiem.
Niewiele kosztowało sprowadzenie w 2009 r. Mariusza Jopa (34 l.). Ale zakończyło się prawdziwą tragedią. W meczu derbowym z Cracovią Jop strzelił samobójczą bramkę, która pozbawiła krakowian niemal pewnego już tytułu mistrzowskiego.
Pablo Alvarez (27 l.) miał trzy lata temu pomóc Wiśle w awansie do Ligi Mistrzów. Niestety transfer został sfinalizowany za późno i Urugwajczyk nie mógł zagrać w dwumeczu z Levadią Tallinn. Jak tamte mecze się skończyły, wszyscy dobrze pamiętamy.
W tegorocznym okienku transferowym Bednarz nie miał łatwego zadania, bo musiał skupiać się na darmowych transferach. Skuteczność więc miał równie niską. Z klubu lekką ręką pozbyto się Dragana Paljicia (29 l.) i Juniora Diaza (29 l.). W ich miejsce sprowadzono starszego od nich Jana Frederiksena (30 l.), który jest po prostu słabszym piłkarzem.
Nos nie zawiódł Bednarza tylko raz. W sierpniu 2008 roku sprowadził do klubu Marcelo (25 l.). Kosztował około 700 tysięcy euro. Dwa lata później za 3,5 mln euro został sprzedany do PSV Eindhoven. Oprócz niego Wisła zarobiła jeszcze tylko na Diazie.
No i tekst o Zbigniewie Bońku.
Boniek prowadząc spokojne życie w Rzymie początkowo nie był przekonany do startowania w wyborach. Długo nie ulegał, ale w końcu dał się przekonać. – I od razu spotkała go fala nienawiści, zarzutów i oszczerstw – mówi Faktowi osoba z otoczenia Bońka. Stąd przez pewien moment były piłkarz nosił się nawet z zamiarem zrezygnowania z ubiegania się o prezesurę w PZPN i skupieniu się wyłącznie na prowadzeniu własnego biznesu. – To była chwilowa słabość. Zbyszek to uparta osoba. Jeśli ktoś w niego rzuca obelgami, staje się zacięty i chce za wszelką cenę pokazać tym osobom, że nie mają z nim większych szans – mówi nasz informator.
Najbardziej Bońkowi za skórę zalazł Cezary Kucharski (40 l.). – Gdyby nie jego ataki na Zbyszka, być może nie byłoby go już w gronie kandydatów. Ale prowadzona przez Kucharskiego brudna kampania tylko rozwścieczyła i zmobilizowała Bońka. Brudna, bo jak inaczej można rozumieć zarzuty pod adresem Zbyszka, że nie mieszka w Polsce od człowieka, który sam ma zarejestrowaną firmę za granicą?! – pyta nasz rozmówca. – Boniek ubiega się o fotel również dlatego, że nie chce, by PZPN rządzili politycy. Uważa, że byłaby to strata kolejnych lat.
GAZETA POLSKA CODZIENNIE
Tekst o Kaladze.
Kaładze skończył karierę piłkarską. Zdecydował jednak, że nie będzie siedział w domu i chce zacząć zmieniać swój kraj, Gruzję. Dołącza do partii „Gruzińskie Marzenie” miliardera Bidzina Iwaniszwiliego. Partii kontrowersyjnej. Partii, która chce rozpocząć współpracę z Rosją, co dla Gruzinów jest policzkiem w twarz. Wykorzystuje to Mihaił Saakaszwili, premier Gruzji. Podczas spotkania z wyborcami w Samtredii, rodzinnym mieście Kaładze, przechodzi do ataku – Oni mówią, że nie ważne kto zaczął wojnę. Ale co się dziwić. Im nie przeszkadza, że strzelają dwa razy nie do swojej bramki. Kaładze mówiąc, że jesteśmy winnymi rozpoczęcia wojny, strzela kolejnego samobója – powiedział Saakaszwili. Kaładze, chcąc nie chcąc, stał się częścią politycznej wojny. Więcej, jednym z głównych żołnierzy opozycyjnej partii.
SUPER EXPRESS
Tekst o Waldemarze Sobocie.
– Wiadomo, że marzy nam się zwycięska powtórka. Tym bardziej że dla polskich kibiców starcia z Anglią są czymś szczególnym. Dla nas zresztą też. Któż nie ogląda transmisji z ligi angielskiej? Stajemy przed wielką szansą i nie możemy jej zmarnować. Czasami całe życie czeka się na taki mecz. Drużyna Roya Hodgsona jest naszpikowana gwiazdami, ale nie wolno nam się bać. Trzeba wyjść i dać z siebie wszystko – dodaje Sobota.
Skrzydłowy Śląska od kilku kolejek jest motorem napędowym „wojskowych”. Strzela, asystuje, bierze udział w niemal każdej akcji ofensywnej drużyny. – Są takie momenty, że na boisku wszystko wychodzi. Czuję się świetnie, jestem w gazie. Ł»artuję, że forma przyszła w odpowiednim czasie, akurat na Anglię. I może naprawdę coś w tym jest. Co prawda za zwycięstwo w tym meczu, podobnie jak w każdym innym, przyznaje się tylko trzy punkty, ale to nie jest zwykłe spotkanie. To starcie z piłkarskimi gigantami. Al e nam nie wolno przed nimi pęknąć. Nie damy się! Zobaczycie! – obiecuje Sobota.
RZECZPOSPOLITA
Wywiad z Przemysławem Tytoniem.
Dlaczego nie gra pan w PSV? W Holandii pisze się o urazie, jaki ma pan po wstrząśnieniu mózgu, kiedy stracił pan przytomność.
Trener Dick Advocaat po prostu ogłosił, że teraz będzie bronił Boy Waterman. Nie wiem, skąd wzięły się te informacje w mediach, ale zdecydowanie się z nimi nie zgadzam. Uraz był rok temu, od tego czasu rozegrałem wiele meczów w lidze, pucharze, Lidze Europejskiej i na mistrzostwach Europy. Jakoś nikt nie widział problemu. Sam dla siebie jestem najlepszym lekarzem. Zapewniam, że jeżeli czułbym jakiś dyskomfort, od razu bym to zgłosił. Słyszałem, że Advocaat szuka bramkarza, ale to jego wybór, jestem profesjonalistą i normalnie pracuję na treningach. Nie jest to dla mnie oczywiście łatwa sytuacja, ale nie uważam, żeby miała negatywny wpływ na moją psychikę.
GAZETA WYBORCZA
Wywiad z Jakubem Koseckim.
Pamiętasz ojca w reprezentacji?
– Szczerze mówiąc pamiętam tylko moment, jak ściągnął koszulkę w meczu ze Słowacją [Roman Kosecki w ostatnim meczu w kadrze – w 1995 r. – przed zmianą schodząc z boiska ściągnął koszulkę i został za to ukarany drugą żółtą kartką]. W domu było czasem śmiesznie, kiedy – jak żartował z moich sukcesów, których na razie… no, nie mam – wypominałem mu tę sytuację. Ale wiem jak grał, widziałem jego gole i mam nadzieję, że i mi uda się zdobyć bramkę.
Nie irytują cię ciągłe pytania o niego?
– Zawsze będę do niego porównywany. Ale nie spuszczę głowy, jeśli ktoś mi powie, że jestem beznadziejny, bo mój tata to dopiero był piłkarz, strzelał gole i tak dalej… W takim żyjemy kraju. Jest więcej ludzi, którzy życzą komuś połamania nóg, niż zwycięstwa z Anglią. Przyzwyczaiłem się do tego.
I tekst o młodzieży w Arce Gdynia.
Stosunkowo niewysoką średnią wieku Arka zawdzięcza aż 10 piłkarzom, urodzonym w latach 90. Prym wiedzie w tym gronie duet 19-latków Mateusz Szwoch i Julien Tadrowski. Pierwszy pracuje na miano głównej postaci w drugiej linii, drugi na odkrycie rundy. Coraz mocniejszą pozycję w drużynie mają też pomocnik Michał Rzuchowski (19 lat) i bramkarz Michał Szromnik (19). W defensywie Nemec korzysta też z 21-letniego Bartosza Brodzińskiego, w ataku zmiennikiem Marcusa da Silvy jest Maciej Górski (22 lata). Epizod w pierwszej drużynie zaliczył już 16-letni Dariusz Formella i trzy lata starszy Paweł Brzuzy, do zdrowia po kontuzji wraca jego rówieśnik Krystian Ł»ołnierewicz. Wciąż na szansę czeka 18-letni trzeci bramkarz Patryk Kamola.
(…)
Co prawda w I lidze grają zespoły od Arki młodsze, bo więcej młodych zawodników mają trenerzy w Bytomiu, Olsztynie, Brzesku i Łodzi. Ale w ich przypadku szatnia oparta na młodzieżowcach nie przynosi takich efektów, jak w Gdyni. Wszystkie te drużyny (najmłodsza Polonia Bytom oraz Stomil, Okocimski i ŁKS) zajmują w tabeli cztery ostatnie miejsca. Warto jednak podkreślić, że polityka stawiania na młodych zawodników była w tych klubach wymuszona, głównie przez problemy finansowe.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Wywiad z Tomaszem Kuszczakiem.
Dla nas to o tyle istotne, że praktycznie stracił pan kawałek kariery na przepychanki.
Coś w tym jest. Proszę zwrócić uwagę na to, że Shay Given w Manchesterze City miał jeszcze trzy lata ważny kontrakt i sprzedano go do Aston Villa za 2 miliony funtów. Ja miałem jeszcze rok ważny kontrakt i żądano za mnie 5 milionów. Ta kwota była nie do zaakceptowania dla kontrahentów.
Wielu było chętnych?
Najbardziej zdeterminowany był West Bromwich Albion. Udało się zejść do 4 milionów, ale to było wciąż za dużo. Kluby z Rosji, Turcji, Olympiakos. Byłem blisko CSKA Moskwa. Igor Akinfiejew miał kontuzję i potrzebowali kogoś wypożyczyć. Porozumiałem się indywidualnie, ale Manchester chciał zbyt duże pieniądze. Potem prowadziłem rozmowy z klubami z Premier League i The Champioship, ale też z Turcji i Rosji, m.in. z Dynamem Moskwa, Kubaniem Krasnodar. Tam były znacznie większe pieniądze, ale w kwietniu urodziła mi się druga córka, Nelly May, i wolałem zostać w Anglii.
(…)
Ma pan poczucie, że w Manchesterze nie zachowali się w porządku?
Na pewno było to trochę z ich strony nie fair. Od trzech lat próbowałem odejść, ale Sir Alex Ferguson mówił, że mnie potrzebuje. A więc nie wszystko zależało ode mnie.
On dba przede wszystkim o interes zespołu.
Nie mam do niego wielkich pretensji. Zresztą pożegnaliśmy się kulturalnie. Rozmawiałem z nim, padło kilka słów, uczciwych, takich które musiały paść.
Jakich?
To muszę zostawić dla siebie. Ale pożegnałem się z godnością. Uścisnąłem rękę tym, którym chciałem uścisnąć.

