Działaczom Śląska gratulujemy. Oporowską ekspresowo przenieśli na Pilczyce

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2012, 19:10 • 5 min czytania

Reklama
Działaczom Śląska gratulujemy. Oporowską ekspresowo przenieśli na Pilczyce

Wrocławski kolos gości piłkarzy Śląska od niemalże roku. Miało być bajecznie, dla co niektórych wręcz nierealnie. I było. Szkoda, że jedynie przez chwilę. Szkoda, że sukces w postaci kompletu widzów na meczach z Wisłą i Lechią to tylko niepowtarzalny sen, który przy obecnej sytuacji nie ma prawa wrócić.
Mecze z zaprzyjaźnionymi drużynami z Krakowa i Gdańska swoją otoczką wręcz urzekły. Wypełniony po brzegi stadion stworzył niepowtarzalną – polskim obiektom obcą – atmosferę. Gra świateł, ryk 40-tysięcznego tłumu podczas meczu ligowego. Wydawać by się mogło, że każdy z obserwatorów wróci jeszcze na ten stadion. Przecież drużyna gra o mistrzostwo, przecież wrażenia z samej areny wynieśli wyłącznie pozytywne. Może i z komunikacją miejską oraz dystrybucją biletów już tak różowo nie było, no ale nieczęsto Śląsk walczy o krajowy prym. O wrocławskiej przeprowadzce mogliście przeczytać TUTAJ.

Reklama

O patologiach organizacji meczu na Pilczycach śmiało donosiły media. Ileż można stać w kolejce przy Oporowskiej? Dlaczego drogą elektroniczną bilet mogą zamówić wyłącznie posiadacze kart kibica? Swoją drogą, kart kibica za których wyrobieniem nie ma co stać, bo panie przy kasach zajęte są sprzedażą kolejnych wejściówek. Poza jesiennym dwumeczem, ponad 30-tysięczną frekwencję zapewnił jedynie przyjazd Legii. Ale wszyscy wiemy, jak wrocławianie od lat traktują klub ze stolicy, klub w którego cieniu przez lata dojrzewał ich WKS. A nastroje, by zagrać na nosie warszawiakom były ogromne – w końcu Śląsk wyprzedzał legionistów aż o pięć punktów. Co miało miejsce później, doskonale wiemy.

Image and video hosting by TinyPic

Mija dwunasty miesiąc, a w mieście wciąż funkcjonują wyłącznie dwa punkty, w których można nabyć wejściówki na mecze Śląska. Spacerujesz po wrocławskim Rynku? Śmiało, wsiądź w tramwaj i po 15-minutowej podróży wysiądź na przystanku Fadroma. Po chwili ujrzysz obiekt przy Oporowskiej, wiedz że tam kupisz bilet na mecz WKS-u. Hmm, a może jesteś zwolennikiem dłuższych podróży komunikacją miejską? Polecamy zatem wyjazd na Pilczyce, no przecież to jedno ze strategicznych miejsc dla każdego kibica Śląska. Przytulisz wejściówkę i stracisz nieco ponad godzinę swojego cennego czasu. Wszystko po to, by w najbliższy weekend spędzić 90 minut na stadionie.

Bilet i wio do domu! Bo co więcej zapewnia nam pilczycka arena. Ani nie znajdziemy pod nią sklepu z klubowymi gadżetami, a o muzeum poświęconym wrocławskiej piłce możemy zapomnieć. Brakuje tego, co w Poznaniu, Krakowie, czy Warszawie. Przy wrocławskim stadionie nikt nie zobaczy mistrzowskich ujęć z 1977 roku, nagrań z legendarnymi bramkami Sybisa, debiutem Tarasiewicza.

Reklama

Parodia, przyznacie? W mieście, którego powierzchnia sięga niespełna 300 kilometrów kwadratowych, bilet dostaniemy wyłącznie w dwóch sporo oddalonych od centrum punktach. Co o problemach z kulejącą frekwencją myślą przedstawiciele rady nadzorczej Śląska? – Do końca zadowolonym być nie mogę, ale aż tak źle nie jest – mówi sekretarz miasta Włodzimierza Patalas. Średnia wynosi około 13-14 tysięcy, czyli nieźle. Poza tym, Śląsk zaczął nieco gorzej grać, a co przy tym normalne, frekwencja spada. Bylibyśmy usatysfakcjonowani średnią sięgającą 20 tysięcy, podobnie jak na Lechu Poznań. Różnica jest taka, że ekstraklasowe tradycje „Kolejorza” są dużo większe, stąd frekwencję mają wyższą.

I mówi to przedstawiciel klubu, który przez cały obecny sezon ściska puchar za mistrzostwo Polski. Dopiero drugi w historii, ale zdobyty w niezwykle dramatycznych okolicznościach. Porównując Wrocław, z miastem bądź co bądź, mniejszym i nieco bardziej ograniczonym dla studentów. A skoro przy tych studentach jesteśmy, może warto zwrócić uwagę na zabiegi marketingowe działaczy z Poznania? Pierwszoroczni październikowe mecze Lecha oglądają za darmo, cała reszta o połowę taniej. Śląsk zastosował wyłącznie drugą promocję, wyłącznie na jeden mecz (ten z Polonią).

Na efekt nie musieliśmy długo czekać – mecze „Kolejorza” z Pogonią i Górnikiem Zabrze obserwowało prawie 30 tysięcy ludzi. Halo, Wrocław! Prawie 30 tysięcy ludzi! Tyle to ten cały Polish Masters łącznie nie przyciągnął w dwa dni. Wrocławska promocja na spotkanie z „Czarnymi Koszulami” zapewniła 14-tysięczną widownię. Czemu się dziwić, skoro plakaty reklamujące to wydarzenie wywieszono tylko przy akademikach. Kibice z Wrocławia zwracają także uwagę na humor sprzedawców. – W dniu meczu ligowego kupiłem bilet w cenie przedsprzedażowej. Dwa tygodnie później o tej samej porze, już kasjer tak wyrozumiały nie był. Gdzie tu logika? – pyta retorycznie jeden z wrocławian.

Gorzej sprawa ma się z reklamą klubu na Dolnym Śląsku. Tramwaj z hasłem „Nasze serca biją za Śląsk. Pokaż znajomym prawdziwe emocje” nie spełnia funkcji promującej. Raczej informacyjną. Może i ci nasi znajomi chcieliby ujrzeć te prawdziwe emocje, ale jeśli ktoś ze stadionowych bywalców skutecznie ich nie nakłoni, wątpliwe by sami zajęli się poszukiwaniem cen i miejsc, gdzie można nabyć bilet. Billboardy z hasłem „Mistrz Polski zaprasza” też niewiele nam mówią o nadchodzących meczach wrocławian. Ale marketing wciąż broni się tą samą formułką: – Akcje promocyjne przeprowadzamy w granicach naszych możliwości finansowych. Większych zastrzeżeń co do tego działu nie mają przedstawiciele rady nadzorczej. – Uważam, że marketing Śląska pracuje przyzwoicie. Zresztą we wtorek, podczas spotkania Prezydenta z radnymi klubu, nie padły poważniejsze uwagi dotyczące funkcjonowania tego działu oraz wydawanych na niego pieniędzy – twierdzi Włodzimierz Patalas. Co innego uważają kibice, którzy w internecie nie zostawiają suchej nici na ludziach odpowiadających za promocję Śląska.

Reklama

Fakty są jednak niezaprzeczalne. Stadion Miejski dysponuje NAJNIŁ»SZÄ„ średnią widzów wśród większych obiektów w obecnym sezonie.

Image and video hosting by TinyPic

I co z tego, że Wiśle bliżej do walki o utrzymanie niż mistrzostwo? Co z tego, że Lechia aż do ostatnich kolejek poprzedniego sezonu była niepewna ekstraklasowego bytu? Co z tego, że Legia i Lech mają za sobą miesiące rozczarowań? Na ich mecze wciąż przychodzi więcej ludzi niż na spotkania mistrzów Polski.

Śląsk w przeciągu niespełna dwunastu miesięcy roztrwonił niepowtarzalny kapitał, jakim była 40-tysięczna publiczność. Już jest za późno, by walczyć o połowę z tej liczby. Swoją szansę pogrzebano mistrzowskiej wiosny i nie sposób sugerować, że zrobili to piłkarze, czy trener Lenczyk. Jeszcze w tej rundzie do Wrocławia przyjedzie Zagłębie, Piast, Jagiellonia i Legia. Powątpiewamy, by warszawiacy znów przyciągnęli takie grono widzów, jak w lutym. W mieście brakuje mody na Stadion Miejski, a sekretarz Patalas zapewnia: – Będziemy wymagać od zarządu przedstawienia planów dotyczących wzrostu frekwencji.

Reklama

Oby na planach się nie skończyło. Bo zerkając na frekwencję z wrocławskiej inauguracji ligi, odnosimy wrażenie że Śląsk niezwykle szybko przeniósł Oporowską na Pilczyce. Tylko atmosfera nie ta, gdy wśród czterech krzesełek trzy pozostają puste.

MICHAف WYRWA

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama