Największy plus meczów Śląska o Ligę Mistrzów jest taki, że już więcej tych meczów nie będzie

redakcja

Autor:redakcja

08 sierpnia 2012, 19:45 • 2 min czytania

Reklama
Największy plus meczów Śląska o Ligę Mistrzów jest taki, że już więcej tych meczów nie będzie

O naiwności. Komentator TVP z zapałem liczył, ile goli musi zdobyć Śląsk Wrocław, żeby awansować, chociaż każdy wiedział, że zdobycie chociaż jednego graniczyć będzie z cudem. Jeszcze w 49 minucie poinformował: – Teraz zdobycie trzech bramek nie będzie oznaczało dogrywki, ale bezpośredni awans!
Niby sama prawda, ale żeby drużyna w zielonych koszulkach zdobyła trzy gole to niestety zawodnicy musieliby się zamienić strojami. Ciekawi jesteśmy, czy na przykład litewski komentator relacjonujący mecz Ekranas – Anderlecht w 50 minucie poinformował widzów, że teraz zdobycie 10 bramek da Litwinom awans, czy też to tylko polska przypadłość?

Reklama

W dwumeczu mistrz Polski dostał w papę 1:6. Od 1996 roku żadna z polskich drużyn nie może dostać się do Ligi Mistrzów, ale w tym czasie w takim wymiarze naszych drużyn nie lała ani Barcelona, ani Real Madryt, ani Manchester United. Teraz wystarczają Szwedzi, wpuszczający na końcówki jakiegoś Brazylijczyka z minimum dziesięcioma kilogramami nadwagi. Owszem, raz jeden zdarzyło się, że dostaliśmy łomot jeszcze większy, bo Widzew w dwumeczu przegrał 1:7 z Parmą, ale wtedy łodzianom gole strzelali Enrico Chiesa czy Sensini, a nie jakiś Thomas Sorum.

– Nie tracę nadziei – oświadczył w przerwie ekspert, Adam Godlewski, ale to niestety jakaś panująca na Woronicza epidemia. Kiedy tam się wchodzi, należy wyzbyć się zdrowego rozsądku i w sposób idiotyczny utrzymywać, że „nasi dadzą radę”. A przecież największy plus przygody Śląska pt. „walka o Ligę Mistrzów” jest taki, że… już się tak przygoda skończyła.

Jak zwykle, należałoby wskazać najgorszych zawodników, ale tym razem jest to wyjątkowo trudne. Przemysław Kaźmierczak odkąd wyleczył kontuzję wygląda, jakby nabawił się innej (pierdołowatość wrodzona), tym razem miał udział przy pierwszej i trzeciej bramce. Tomasz Jodłowiec miał tak wielką ochotę do gry, że gdy nie pokazywali mu się koledzy z drużyny to podawał nawet do przeciwników (głównie do nich), a Kowalczyk powinien przeprosić naszego Wojtka za deprecjonowanie nazwiska. Pawelec permanentnie zeszmacony, a Mraz jak zawsze nieprzytomny.

Na kabaret pt. Polacy walczą o Ligę Mistrzów zapraszamy za rok.

Reklama

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama