My wygrywamy, oni zarabiają. Znów udowodnią wyższość nad piłkarzami?

redakcja

Autor:redakcja

08 sierpnia 2012, 12:59 • 5 min czytania

Reklama
My wygrywamy, oni zarabiają. Znów udowodnią wyższość nad piłkarzami?

W środowy wieczór zagrają o swoje miejsce w sercach Polaków. O pozycję, przynajmniej na chwilę, przed Szczęsnym, czy Błaszczykowskim, z których najzwyczajniej kpią. Dla siatkarzy Andrei Anastasiego mecz z Rosją to najważniejsze wydarzenie w karierze. Nie stoją na straconej pozycji, bo znają swoją wartość. Bo są mocni, czego nie mogliśmy powiedzieć o piłkarzach Franciszka Smudy.
Bartosz Kurek. 24 lata, wyróżnień indywidualnych a co dopiero drużynowych, nie ma sensu przytaczać. Przez wielu już okraszony mianem najlepszego siatkarza świata. Banery z jego wizerunkiem przedstawiają największe kampanie reklamowe Międzynarodowej Federacji Siatkówki. Przez cztery lata pobytu w Bełchatowie nabrał niemalże 20 kilogramów, ale jak sam twierdzi, czystych mięśni. Nie sposób się kłócić, argumenty stawia w polu serwisowym. Długo wybierał między siatkówką a koszykówką. Ostatecznie jedyne, co pozostało mu z basketu to obuwie. W typowo koszykarskich butach tworzy nowy trend na parkiecie. Od nowego sezonu będzie zarabiał pieniądze w Dynamie Moskwa. Dlaczego? Pomny doświadczeń ojca wie, że kariera siatkarza nie trwa wieczność. Starszy z rodu Kurków dziś musi dorabiać jako strażak w Nysie. Wszystko po to, by postawić dom pod Świdnicą. Bartek za rok gry w Rosji zainkasuje 700 tysięcy euro. W Bełchatowie byli mu w stanie zaproponować umowę wysokości 200 tysięcy.

Reklama

Kurkowie nie uciekają od kibiców, często podczas pobytu w rodzinnych stronach odwiedzają gimnazja i szkoły podstawowe. – Dlaczego o polskim siatkarzu mówi się, że to jest spoko koleś, a o piłkarzu, że oni to są jacyś, bujają się z modelkami? Bo my wygrywamy mecze, gramy sobie w siatkówkę – powiedział podczas wizyty u Kuby Wojewódzkiego, Bartek Kurek. Od piłkarskiego porównania nie omieszkał się także selekcjoner Argentyńczyków, Javier Weber: – Bartek jest tak samo ważny dla zespołu, jak Messi dla Barcelony. Imponuje siłą fizyczną i jest w drużynie tym, który robi różnicę.

Messi, Ronaldo, Zidane. Na siatkarzach te porównania nie wywierają większego wrażenia. Sami obok polsko-ukraińskiego Euro przeszli obojętnie. – Wiemy, że popularnością piłce nożnej nigdy nie dorównamy. Chciałem obejrzeć kilka meczów Euro, ale nie mamy na to czasu – mówił „Przeglądowi Sportowemu” Michał Winiarski. – Jedyne co mi pozostanie to Internet, telewizja i menedżer piłkarski. Byli w rozjazdach, co chwilę podróżowali, by rozgrywać kolejne turnieje z cyklu Ligi Światowej. Zaraz po zakończeniu sezonu w klubie, przepakowali torby i udali się za głosem Anastasiego. Mecz, trening, hotel, trening, mecz. Tak wygląda ich cykl. Kurek, który spędził w Bełchatowie cztery lata, nawet nie wynajmował mieszkania, pomijając już kupno. Sypiał w hotelach, uzależniony od ciągłych zgrupowań. Odcięty od znajomych, choć sam zapewnia, że siatkówka już wystarczająco zmieniła jego życie. – Nie jestem na tyle towarzyski, by cierpieć na brak czasu spędzanego ze znajomymi – mówi siatkarz. Każdą wolną chwilę próbuje spożytkować z rodziną. W ostatnim czasie ze swoim młodszym bratem wystąpił w reklamie, a Strzegom, gdzie mieszka jego babcia obiegła plotka, jakoby Bartek doczekał się potomka. – To tylko młodszy brat – zapewniali bliscy.

Najlepszy piłkarz wśród siatkarzy i najlepszy siatkarz wśród piłkarzy. Tak można trafnie opisać Michała Winiarskiego. Z gry w piłkę zrezygnował mając 14 lat i 193 cm wzrostu. Jednak jego umiejętności wyniesione z zielonego boiska uratowały reprezentacji kilka punktów. Nieco więcej mógł zaprezentować jako Turbo Kozak. Suma summarum uzbierał więcej „oczek” niż takie tuzy polskiego podwórka jak Małecki, Kaźmierczak czy Cionek.

Reklama

Siatkarze pytani o piłkarzy, z reguły kpią. – Miejmy nadzieję, że nie będzie blamażu. To już jakiś sukces – wypowiadał się o szansach drużyny Smudy, Marcin Możdżonek. – My wygrywamy, oni zarabiają – śmieją się w kuluarach reprezentanci Anastasiego. Wśród najbogatszych polskich sportowców, dopiero na 79. miejscu jest Paweł Zagumny. Kilka pozycji niżej znajdziemy Winiarskiego i Kurka (zestawienie sprzed transferu do Moskwy). Jak się ma 900 tysięcy złotych czołowego siatkarza do 10,5 milionów Tomasza Kuszczaka?

– Kibic nasz pan – to słowa jednego z bardziej kontrowersyjnych zawodników, „Zibiego” Bartmana. Pierwszą, i jak zapewniał, jedyną do tej pory stłuczkę samochodową zaliczył w wieku… ośmiu lat. Po osiągnięciu pełnoletniości punkty gromadził dość systematycznie, ponoć kończyło się kilkukrotnym zawieszeniem prawa jazdy. Wszystko za przekroczenie szybkości. W jednym z wywiadów wręcz pozdrowił panów z drogówki w Ł»orach. Nie owija w bawełnę, jest szczery i śmiało mówi, że poza jazdą samochodem, najwięcej adrenaliny zapewnia mu seks. Również tatuaże, choć posiada ledwie jeden. – Ale muszą mieć przesłanie – zapewnia Bartman. „This is my life, my game and it’s played by my rules” to hasło widnieje na prawym bicepsie atakującego kadry.

O rozładowanie atmosfery w kadrze dba 34-letni Krzysztof Ignaczak. Przed jednym ze spotkań „Igła” podszedł do spikera i poprosił by po udanej „kiwce” Zagumnego puścić utwór „Rudi Colour” z repertuaru Papa Dance. Ł»yczenie libero zostało spełnione i z trybun popłynęły słowa „rudy ojciec, ruda matka, ruda nawet jest sąsiadka…”. Wpieniony rozgrywający podbiegł do spikera, pytając czyja to sprawka. Facet nie chciał sprzedać „Igły” na co Zagumny wykrzyczał: – Powiedz Ignaczakowi, że ma przejebane!

Kontakt ze złotem w Londynie siatkarze mają już za sobą. – Wczoraj dopadłem „wielkiego” Tomka Majewskiego i gratulowałem sukcesu. Miałem też przyjemność potrzymać złoty krążek. Jest piękny!!! Mam nadzieję, że odpowiednio się „zaraziłem” od mistrza – donosi na swoim blogu, Krzysztof Ignaczak. Sukces kulomiota wywarł jeszcze większą presję na Bartmanie. – Sąsiad z klatki na warszawskim Ursynowie już wiezie złoto do Polski. Przydałoby się pójść w jego ślady – mówił „Zibi”, mieszkający cztery piętra pod Majewskim.

Reklama

Drużyna Anastasiego nigdy nie wygra walki o miejsce w mediach z piłkarzami. Futbol to wciąż polski sport narodowy i nie decydują o tym sukcesy, a masowość. W innych krajach z popularnością siatkówki jest jeszcze gorzej. Można nawet stwierdzić, że Polacy medialnie królują w tej dyscyplinie. Przykład? Brazylijski chłopiec umorusany w piachu Copacabany został zapytany o dwójkę sportowców ze swojego kraju. – Kim jest Giba? A kim Roger Guerreiro? – drążyli temat dziennikarze. Dzieciak bez dłuższego zastanowienia stwierdził, że ten drugi reprezentował Polskę podczas EURO, a o Gibie pierwszy raz słyszy. I na nic kilogramy medali zawieszone na szyi brazylijskiego mistrza, i na nic indywidualne wyróżnienia, do których mógłby nawiązać jedynie Messi. Tak wygląda wyścig siatkówki z futbolem i nic tego nie zmieni.

Dla Kurka, Bartmana i reszty mecz z Rosją będzie przypominać wojnę. Wojnę o miejsce w sercach 40 milionowego narodu. W przeciwieństwie do czerwcowej potyczki piłkarzy, tu nikt nie pochwali drużyny Anastasiego jeśli z parkietu nie wyrwą zwycięstwa. W ciągu jednego wieczora Polacy podejmą decyzję o umiejętnościach trenerskich siwego Włocha. Zadecydują, ile warci są siatkarze w zestawieniu z bogatszymi kolegami z zielonych boisk. Póki co, wszyscy ściskają kciuki by i tego Kurka Rosja nam nie przykręciła.

MICHAف WYRWA

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama