Chciał grać w klubie z Europy albo z Hiszpanii, a przeszedł do historii Izraela…

redakcja

Autor:redakcja

08 stycznia 2012, 10:03 • 3 min czytania

Gdyby Alon Mizrahi po prostu kopał piłkę, zapewne byłby szanowanym człowiekiem, bo trzeba mu oddać, że potrafił robić to znakomicie. Głównie dzięki inteligencji nigdy nie zrobił wielkiej kariery w Europie, mimo iż miał ku temu znakomite okazję. Choćby w 1993 roku, gdy został najlepszym strzelcem rozgrywek protoplasty obecnej Ligi Europejskiej. Mógł zrobić to również w 1998 roku, gdy powtórzył osiągnięcie sprzed pięciu lat. Wolał jednak ciągle kisić się w miernej lidze Izraela, praktycznie co roku zmieniając klub. Trochę dziwne, że ktoś strzelający 48 bramek w 64 meczach jest niespecjalnie zatrzymywany przez Bnei Yahude? Zdumiewające, że po znakomitym sezonie Maccabi Hajfa (28 bramek) bez żalu oddała go do Tel-Awiwu? Pewnie tak, przynajmniej do momentu, gdy nie posłuchamy tego co tworzy głowa naszego bohatera.
– Chcę grać w Europie i mówiłem o tym zarówno w mediach, jak i w telewizji – pojedynczy błąd? Każdemu się mogło zdarzyć? Nie w tym przypadku.

Chciał grać w klubie z Europy albo z Hiszpanii, a przeszedł do historii Izraela…
Reklama

– Chcę przeprowadzić się bliżej morza, żeby codziennie rano móc oglądać wschód słońca – Mizrahi w najlepszym literackim dziele XXI wieku (a poważnie w kolejnym ośmieszającym wywiadzie, dla wyjaśnienia w Izraelu morze jest na zachód od lądu).

– Napoleon powiedział: przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Ja jestem taki sam: przybywam, widzę, zwyciężam – wykład na temat historii. Nie pogardził również oświecić ciemny lud w kwestii geografii:

Reklama

– Chcę grać w klubie z Europy albo z Hiszpanii – nie odpuścił również królowej nauk:

– Problem drużyn z Izraela w rozgrywkach europejskich jest taki, że mają trzy sytuacje w meczu, ale strzelają z nich jedynie dwa gole. Nie możesz odnieść sukcesu, jeżeli wykorzystujesz tylko 80% szans.

Na boisku jednak zapominał o swojej ułomności i umieszczał piłkę w siatce z regularnością szwajcarskiego zegarka. W sierpniu 2004 roku był na ustach całego kraju i to bynajmniej nie z powodu kolejnej wypowiedzi. Właśnie wtedy pobił mający już sporą brodę rekord Odeda Machnesa w ilości strzelonych bramek wynikiem 207. Czterokrotnie został królem strzelców, dwa razy w barwach Bnei Yahudy i dwukrotnie jako zawodnik Maccabi Hajfa.

Nie przestawał jednak gadać od rzeczy, coraz bardziej rozszerzając spektrum tematów.

– Jestem pod dużym wrażeniem faktu, że z grup wyszły same europejskie drużyny – tym imponującym sukcesem europejskiej piłki podniecał się Mizrahi podczas EURO 2004.

Ciężko zazdrościć partnerkom piłkarza, gdyż wiedzą na temat chorób przenoszonych drogą płciową nie pobiłby nawet przedszkolaka:

– HIV? Nie idę do łóżka z każdą dziewczyną, więc się nie martwię. Dajmy sobie spokój z tymi wszystkimi chorobami i resztą bzdur – jeszcze nikt od tego nie umarł.

Może jednak nieśmiertelność w świadomości izraelskich fanów jest warta regularnego robienia z siebie kretyna? W końcu ktoś stale przebywający na świeczniku zazwyczaj ma z tego tytułu spore profity. Głupota (mimo, że nie jest towarem deficytowym) zawsze sprzedaje się znakomicie, zazwyczaj lepiej od inteligencji, więc być może nasz bohater jest po prostu świetnie odnajdującym się na tym rynku zawodnikiem? Tę tezę lekko podkopuje kilka innych wypowiedzi Alona.

Gdy zrozumiał, że robi z siebie kretyna stwierdził, iż to były jedynie żarty (dlaczego natychmiast chóralnie zaprzeczyli byli partnerzy z zespołów?) i postanowił mówić jedynie o rzeczach na wskroś prawdziwych (zaznaczając, że w tym momencie jest w stu procentach poważny) :

– Myślę, że drużyna, która zdobędzie najwięcej punktów, zdobędzie mistrzostwo.

– Aby utrzymać się w lidze, musimy pokonać wszystkie drużyny, a zwłaszcza te, z którymi będziemy grać.

– Murowaliśmy bramkę, lecz nie atakowaliśmy.

Strategia nosiła znamiona geniuszu, lecz nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Cytaty, których nie powstydziłby się Paulo Coelho nie poprawiły reputacji zawodnika. Mizrahi nadal miał przyprawioną łatkę nadwornego błazna (tyle, że bez stańczykowskiej ironii) izraelskiego futbolu. Zaczął się jednak realizować również na niwie beach-soccera, gdzie ponoć szło mu całkiem nieźle, a gdy wreszcie postanowił zaprzestać czynnego uprawiania sportu został szkoleniowcem Hapoelu Yehud. Jego podopiecznym autentycznie zazdrościmy przemów motywacyjnych, bądź taktycznych, zapewne stand-up w najlepszej postaci.

KACPER GAWفOWSKI

Najnowsze

Anglia

Gwiazda czerwonej latarni Premier League ucieka. Dogadał się ze zwycięzcą Ligi Mistrzów

Maciej Bartkowiak
6
Gwiazda czerwonej latarni Premier League ucieka. Dogadał się ze zwycięzcą Ligi Mistrzów
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama