Różnie układają się ludzkie życiorysy. Czasem decyduje o nich przypadek, czasem ktoś kogoś omami, chwilowo oczaruje, wzbudzi zaufanie, a na koniec oszuka. Wtedy zaufanie staje się naiwnością, a przyjaciele okazują zwykłymi chujami. Wtedy człowiek zastanawia się nad całą sytuacją, wyciąga wnioski i więcej nie popełnia podobnych błędów. Stara się w przyszłości unikać takich osób, stara się nie wchodzić w takie środowisko, nie szukać już takich znajomych. Problem pojawia się dopiero, jeśli ktoś tych wniosków nie wyciąga i dalej tkwi w matni, konsekwentnie ciągnąc się na dno.
Dlaczego o tym piszemy? Doskonale powinien to wiedzieć Janusz Gancarczyk. Nie tak dawno – całkiem niezły skrzydłowy, który staje się powoli remizowym balangowiczem. Zdaje się, że także niezłym…
Według nas, to zdjęcie też nie nadaje się do publikacji, ale skoro kolega Janusza myśli inaczej, to pewnie ma rację. Co nie, Janek?
Generalnie – mamy głęboko gdzieś, co robią ze swoim życiem piłkarze. Ale widać, że akurat Gancarczyk nie ma w pobliżu nikogo, kto byłby w stanie mu tak po ludzku podpowiedzieć, co ma robić. Bo, że chłopak się pogubił, to było widać już jak odchodził ze Śląska do Polonii Warszawa. Tam Józef Wojciechowski go odpalił, więc poszedł do Zagłębia i już w pierwszych wywiadach nagadał, że jest kibicem znienawidzonego klubu z Wrocławia. Na tle większości kolegów z Lubina, wypadał nie najgorzej, ale Hapal odsunął go od drużyny. Jak widać na powyższym obrazku – nie zareagował na to pozytywnie.
I nie chodzi wcale o to, że poszedł się gdzieś napić. Nawet nie o to, że tak ostro się sponiewierał. Tylko o to, że znowu znalazł się wśród ludzi, którzy nie powiedzą mu złego słowa, żeby tylko ich nie odciął od swojej, wciąż w ładnych sumkach, przypływającej na konto, gotówki. Klepią go więc po plecach i to tak mocno, że niewiele trzeba, aby się przewrócił i upadł na twarz. A jak kasa się skończy, to kto ci, Janek, poda rękę i pomoże wstać? Uważaj z tymi imprezami, żeby się nie okazało, że bawisz się na stypie po własnej karierze sportowca.
