Do szkoły? Nie, do Realu

redakcja

Autor:redakcja

08 sierpnia 2011, 22:16 • 3 min czytania

Reklama
Do szkoły? Nie, do Realu

Dzieciaki, które we wrześniu rozpoczną edukację, w większości korzystają teraz z wakacji. Bawią się na podwórku, siedzą w piaskownicy albo kompletują sobie zawartość piórnika. Jest jednak jeden siedmiolatek, który ma to wszystko głęboko w dupie. Nie obchodzą go podręczniki, szkoła, ani cały ten syf. Właśnie podpisał kontrakt z Realem i tam, a nie na lekcjach wychowania fizycznego będzie grał w piłkę.
Ma być przyszłą gwiazdą Królewskich, ma być ich Messim. Też pochodzi z Argentyny i też ma na imię Leo, ale nie dostał go na cześć piłkarza Barcelony. Ma je po Leonelu Gancedo, ulubionym graczu swojego ojca, który wyznawał z nim wspólne motto – grasz zawsze tak, jak żyjesz. W tym właśnie stwierdzeniu mieści się cała filozofia życia i futbolu jaką wpajał synowi. A wpajał od małego, bo świadomie szykował go na piłkarza. Sam chciał nim kiedyś być, próbował, ale kariery zrobić się nie udało. Futbol jednak został mu w sercu, a miłość do piłki rozpaliła się na nowo, kiedy z całą rodziną przeprowadzili się do Hiszpanii. Miguel Coira osiadł z żoną i dziećmi w okolicach Madrytu i zaczął pracować jako szkoleniowiec młodzieży. I jak dotąd jego najlepszym wychowankiem był starszy z synów – Nacho, który jakiś czas temu podpisał umowę z Realem, ale Valladolid. W momencie jej parafowania miał już jednak prawie dziesięć lat więcej niż młodszy brat. Teraz to jednak Leo będzie oczkiem w głowie tatusia.

Reklama

W końcu nie często się zdarza, aby tak wielki klub, kontraktował tak młodego piłkarza. Hiszpańska prasa nawet twierdzi, że Real musiał zdecydować się na taki ruch, bo na Leo Angela czaił się już lokalny rywal – Atletico. Wszystko to wygląda jak film o marzeniach z płytkim scenariuszem. Bajkowy klimat dodatkowo podsyca w mediach ojciec chłopaka. – Wszystko się zaczęło, kiedy poprosił mnie, abym kupił mu gumową piłkę. Później chciał grać cały czas, bardzo szybko zobaczyłem u niego pasję do futbolu – opowiadał. I choć pewnie sporo podkoloryzował, to fakty mówią same za siebie.

– Podpisał kontrakt na rok, z opcją przedłużenia o kolejne lata. Na razie nie będzie otrzymywał żadnego wynagrodzenia, ale to może się zmienić już przy ewentualnym przedłużeniu umowy. Zawarto także klauzulę mówiącą o tym, że będzie mógł zagrać w pierwszej drużynie dopiero w wieku szesnastu lat. Nie jest to jednak najmłodszy w historii zawodnik, sprowadzony do naszego klubu – powiedział rzecznik Realu, Juan Tapiador.

Co ciekawe, to właśnie skauci Atletico wypatrzyli Leo Coirę, ale kiedy zaprosili go na coś w rodzaju testów – od razu to samo zrobił Real. Wybór był prosty. Tym bardziej, że decyzję podejmował szczęśliwy tatuś. Sam zainteresowany był natomiast… średnio zainteresowany, ale i tak wypowiedział się w mediach. Powiedział jednak słowa, które już nawet kilka lat starszemu nabytkowi Los Blancos nie uszły by na sucho. – Moim idolem jest Messi, chciałbym być jak on i też tak wspaniale grać – wypalił. Nikt jednak nie bierze tego serio, ale młody wydaje się mówić poważnie. – Nie chcę być napastnikiem i strzelać tylko goli. Chcę podawać piłki, podania są super i naprawdę ważne. Lubię też robić różne zwody i sztuczki. Potrafię ładnie okiwać kolegów – sam siebie scharakteryzował.

Treningi z zespołem juniorów rozpocznie we wtorek, 6. września. Dzień wcześniej pojawi się już w ośrodku szkoleniowym, żeby zobaczyć co i jak, poznać nowych kumpli z drużyny, a kto wie, co jeszcze? Może będzie musiał stawić się przed dziennikarzami na konferencji, rozdać fanom autografy i zaprezentować kibicom w nowej koszulce? Jak widać, wszystko już jest możliwe, ale może warto zadać sobie pytanie – ile piłkarz musi mieć lat, żeby był jeszcze za młody?

Reklama

TOMASZ KWAŚNIAK

JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIÄ˜Ł»NE!

[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama