Reklama

Pamiętacie jeszcze Jarosiewicza?

redakcja

Autor:redakcja

12 stycznia 2011, 16:44 • 5 min czytania 0 komentarzy

Pamiętacie jeszcze tego chłopaka? Łukasz Jarosiewicz nie był nigdy wiodącą postacią w polskiej lidze, ale miewał przebłyski, które pozwalały widzieć w nim potencjalną gwiazdę. No dobra – gwiazdę może nie, ale kogoś, kto jednak do naszej ekstraklasy coś wniesie. Niestety, za bardzo interesowały go obrzeża sportu, życie, używki. Gubił się coraz częściej i na coraz dłużej, aż w końcu przepadł jak kamień w wodę. Jedni mówili, że pije, inni, że wpadł w długi i się ukrywa, jeszcze inni, że ma depresję. A kolejni – że i pije, i ma długi, i wpadł w depresję. Kompletował nieszczęścia.

Niektórzy twierdzą, że to wariat, inni, że dobry chłopak, tylko nie radzi sobie z otaczającym go światem. Może pechowiec, a może osoba destrukcyjna, która we wszystkie kłopoty wpakowała się z własnej głupoty. Pewnie to drugie. Ale teraz próbuje się znowu podnieść – ostatnio grał w Pomorzu Potęgowo, teraz jedzie na testy do Kolejarza Stóże. Oby mu się udało. Mimo wszystko.

A poniżej wywiad z Jarosiewiczem, zamieszczony w 2007 roku w “Dzienniku”:

Handlowałeś kiedyś meczami?

Łukasz Jarosiewicz: Raz wziąłem udział w takim zdarzeniu. Ale wiem dużo. Mam w sumie spisanych sześć meczów, daty, nazwiska “naszych sędziów”. Jak będzie trzeba, to zostanę świadkiem. Sporo tego było, w tym czasie kiedy Polonia grała w pierwszej lidze i walczyła o utrzymanie. Były i takie mecze, że byś się zdziwił. Ja siedziałem w tym po uszy, bo grałem w pierwszym składzie, konsultowaliśmy się.

Cały zespół?

Nie cały, wiadomo, była starszyzna. Poza tym sterowali wszystkim panowie dyrektorzy klubu. A także kierownik drużyny.

Ten kierownik jest do dziś i wygląda raczej na porządnego faceta…

Może i tak, ale to on przychodził do szatni i mówił: “Panowie, musimy się zrzucić po 4 tysiące dla sędziego F.” On siedzi w więzieniu, ten Fijarczyk, czy nie siedzi? Były takie mecze, które Fijarczyk sędziował i wszyscy dokładnie wiedzieli, co będzie grane. Tak się zastanawiam się, czy wbić gwóźdź do trumny, pójść na całość i o wszystkim opowiedzieć. W końcu ci, którzy robili numery i nas okradali, ponieśliby odpowiedzialność.

Teraz jest nowa Polonia, nowi właściciele.

Polonia to Polonia, nikogo nie interesuje, że przyszedł nowy właściciel, że powyrzucał takich Ruszkiewiczów (Marek Ruszkiewicz to były członek zarządu Polonii), którzy też maczali w tym wszystkim palce. Dam ci zresztą taki przykład. Graliśmy z Pogonią Szczecin. Wygraliśmy na wyjeździe 2:0, na cztery kolejki przed końcem, i to nam dało spokojne utrzymanie. Musieliśmy jednak za to z własnej kasy wyłożyć 60 tysięcy złotych.

Za jeden mecz 60 tysięcy?

Dokładnie. Wtedy Pogoń była zupełnie rozbita, grali takimi ogórkami, nie mieli pieniędzy, nie mieli nic. Ale mimo wszystko mecz został ułożony. Na wszelki wypadek. Pamiętam jak dziś, jak tam pojechaliśmy. Byli z nami wszyscy działacze: Jerzy Piekarzewski, Marek Ruszkiewicz, Konrad Pionkowski. Jak już wygraliśmy ten mecz, to do szatni wchodzi ekipa tych w garniturach, pogratulowali nam i mówią: “Ale panowie, premii za ten mecz to nie będzie, bo musimy oddać kasę na pewien cel. Wiadomo jaki to był cel. Kto tam sędziowałâ€¦ nie pamiętam. Ale wiem, że z karnego strzeliliśmy bramkę (strzelił Igor Gołaszewski). To był taki karny z kapelusza, w ogóle nie powinno go być.

Kto wziął te pieniądze? Piłkarze Pogoni czy sędzia?

I piłkarze, i sędzia. Było tych meczów jeszcze trochę. Z Łęczną u siebie 3:0. Musieliśmy oddać “kapustę”. Do tego ostatni mecz z Górnikiem.

Ten, w którym Dariusz Dźwigała strzelił z wolnego Piotrowi Lechowi?

Ten też, ale nie o tym mówię. Chodzi o ten sezon, w którym Górnika prowadził Liczka. Było 2:0, a bramki strzelił Krzysiek Bąk i Piotrek (Stokowiec). A ten z Pogonią, 10 maja 2003, ten za 60 tysięcy, to Pacuda sędziował. Wiesz, kto to jest Pacuda… Dalej jedziemy. Polonia – Górnik, 11 czerwca 2004, Słupik sędziował, kupiony. Polonia – Polkowice 0:1, sprzedany, Pacuda sędziował.

Ten Pacuda to jakiś wasz sędzia?

Nasz i nie nasz, trochę krzywdy nam zrobił. Dalej: Polonia – GKS, 3 czerwca 2003, sto tysięcy dostaliśmy wtedy za ten mecz od prezesa Dziurowicza. To była ostatnia kolejka. Jeśli nie wygrywamy, to w pucharach gra GKS, a nie Legia. Nawet bramkę strzeliłem, ale zaraz powiedzieli mi, że mam więcej nie strzelać, bo ma być 1:1. Sędziował ten mecz Fijarczyk.

Został przyłapany na wzięciu pieniędzy za ustawienie meczu.

Brał nie tylko pieniądze. Ode mnie po tym meczu wziął spodenki i koszulkę. Powiedział, że muszę mu dać. Dalej jedziemy: Polonia — Łęczna, 3 maja 2004, kupiony, Marczyk sędziował. To w sumie 5 meczów, w których ja brałem udział, które były kupione i sprzedane. A jeszcze był ten jeden, ten wspomniany na Górniku, kiedy Darek strzelił bramkę z wolnego.

Tak to wyglądało, że Piotr Lech podłożył się z tym wolnym.

No, nieźle się podłożył. Ale wiesz, to są tylko takie małe fakciki.

A te duże?

Nie wiem sam, nie chciałbym robić wielkiego szumu. Na razie powiedziałem część tego, co wiem. Chodzi mi o to, żeby ci ludzie, którzy chcieli, żebyśmy oddawali hajs, ponieśli jakąś odpowiedzialność. Mam tego jeszcze trochę. Jak to się mówi, coś mi się może jeszcze przypomnieć. Wszystkiego nie powiem, bo muszę mieć jakieś asy w rękawie. Jeszcze mam w zapasie dwa mecze, gdzie mogę być świadkiem. To są takie mecze, że głowa boli. Sam byś nie uwierzył, a jak ludzie by się dowiedzieli, to by się załamali chyba.

W ustawionym meczu zawsze wynik się zgadzał?

Nie. 23 kwietnia 2006 graliśmy z Groclinem. Byliśmy pod kreską, zajmowaliśmy ostatnie miejsce. Mecz był niby załatwiony niby. Z piłkarzem, który teraz podpisał kontrakt w Polonii. Ruszkiewicz powiedział, że jak wejdę, to mam grać pod stopera, nazwijmy go X.

Chodzi o Mariusza Pawlaka?

No tak. Z tego, co wiem, to Drzymała się dowiedział o wszystkim i powyrzucał ze składu wszystkich podejrzanych. Igora Kozioła i innych. Ja wszedłem i nic nie mogłem zrobić. Kładłem się “na wapno”, ale sędzia nic nie gwizdał.

Reklama

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...