Premiership dla każdego! Dziennikarze oszaleli…

redakcja

Autor:redakcja

01 września 2009, 20:07 • 2 min czytania

Reklama

Ostatnio ilekroć braliśmy do ręki prasę sportową, to oczom nie wierzyliśmy. Dziennikarze najwyraźniej nie zauważają, że Premiership to trochę inny świat. Tydzień temu „Przegląd Sportowy” wielkim tytułem poinformował: „Carlos Costly w Wigan”. Hmm, myślimy sobie, w Wigan? Chłop trafi do Premiership, mimo że był wypożyczony do Birmingham (Championship) i nie strzelił ani jednego gola? I mimo że w naszej nędznej lidze też nie strzela?
No i tak czekamy jeden dzień – nic. Ale „PS” swoje – że Costly już w zasadzie wybiera mieszkanie w Anglii. Mijają trzy dni – kontraktu wciąż nie ma. Pięć dni – też nie. Aż w końcu zamknęło się transferowe okno. W tzw. międzyczasie przeczytaliśmy też, że Fulham ogląda Glika, a West Ham Polczaka. Halo, ktoś ma tu kontakt z bazą? Trenerzy z Premiership nie poszukują piłkarzy w najsłabszych zespołach ligi w Polsce, Azerbejdżanie, Kazachstanie i Mołdawii (sorry, to akurat aktualnie nasze towarzystwo). Może pora to zrozumieć? Bo zwykła statystyka – mówiąca, ilu polskich piłkarzy z pola zagrało w Anglii przez ostatnie 20 lat – najwyraźniej nie do wszystkich trafia. Potem piłkarze czytają takie głupoty i naprawdę sądzą, że są coś warci i że świat się będzie o nich zabijał.

Fulham to nie wziął nawet króla strzelców naszej ligi, trafiającego w meczach reprezentacji i w europejskich pucharach. Bo jak wysłannicy tego klubu przyjechali na mecz ligowy i zobaczyli jak swojaka strzela Adrian Mrowiec, to się przeżegnali nogą. A wydatek to był dla nich – powiedzmy sobie szczerze – żaden. Wspomniane, nędzne w angielskiej skali Birmingham, po awansie do Premiership wydało na wzmocnienia… 90 milionów złotych.

Najnowsze

La Liga

Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Jan Broda
13
Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Weszło