Reklama

Nowy ranking darmozjadów. „Arru” zarobi milion euro!

redakcja

Autor:redakcja

02 sierpnia 2008, 22:52 • 5 min czytania 0 komentarzy

Czas na aktualizację naszego rankingu na największych darmozjadów w polskich klubach. Jeszcze sezon nie ruszył, a już mamy nowego lidera. Uwaga, uwaga, przedstawimy „Jasia Fasolę” polskich boisk i jednocześnie krezusa – Mikela Arruabarrenę, który zarabia na Łazienkowskiej 330 tysięcy euro rocznie! A że podpisał trzyletnią umowę, to w Warszawie zarobi okrągły milion! Może to brzmi niedorzecznie, ale zarabia więcej niż Roger. Biorąc pod uwagę, że już w samej Legii mówią o nim, jako o nieporozumieniu (na razie po cichu), to zapowiada nam się niezła transferowa wpadka. Zresztą już sam fakt, że w meczu z Homel, w którym grać nie mogli Chinyama i Grzelak, Hiszpan wszedł z ławki na marne 11 minut daje do myślenia. To ciekawe, gdzie będzie grał, gdy tamta dwójka się wyleczy?
W sobotę Arruabarrenie można było się przyjrzeć w sparingu z Jagiellonią. Niestety, znów sprawiał wrażenie człowieka, który nie dokopie z szesnastki do bramki. Biega pokracznie i nie w tę stronę. Jak miał jedną okazję, to nie trafił w piłkę. Monty Python! My naprawdę się na niego nie uparliśmy, naprawdę nie jesteśmy na niego uczuleni. Tylko jak na razie nie za bardzo daje nam powody nie tyle by go pochwalić, ale chociażby, aby przestać go krytykować.

Nowy ranking darmozjadów. „Arru” zarobi milion euro!

Niestety, ale jak na razie to mamy wrażenie, że Legia za milion euro zafundowała sobie coś mniej więcej takiego…

O kolejnym Hiszpanie, Tito, nawet nie chce nam się wspominać, bo chyba następnym jego krokiem będzie przejście do Dolcana Ząbki, gdzie grającym trenerem jest Sergiusz Wiechowski. A jeszcze przed przyjściem hiszpańskiego duetu nasz ranking darmozjadów wyglądał tak…


1. Marcin Chmiest (Arka Gdynia)

Absolutny fenomen. W całej swojej karierze zdobył marne 11 goli na pierwszoligowych boiskach, a jest jednym z najlepiej opłacanych zawodników w Polsce. Na rękę zarabia rocznie ok. 200 tysięcy euro, czyli mniej więcej tyle co Paweł Brożek po podwyżce (bodajże dostał 300 tysięcy, ale brutto). Widać, że ktoś uznał, iż skoro Ryszard Krauze daje, to trzeba brać (Wojciech Stawowy dostawał 25 tysięcy euro miesięcznie). Szybko, dużo, póki można. W Gdyni są na Chmiesta teraz źli, bo nie godzi się na choćby drobną renegocjację umowy. A za pieniądze które zarabia można byłoby ściągnąć naprawdę dobrego zawodnika. Braga, kiedy go kupowała, też sobie wiele obiecywała – tutaj prezentacja zawodnika (rozwalił nas stwierdzeniem „na początku bom dia”)…

Reklama


2. Błażej Augustyn (Legia Warszawa)

Ile dokładnie zarabia – nie wiemy. Ale zanim przyszedł do Legii rozmawiał z innymi klubami i żądał ok. 200 tysięcy euro rocznie (w Boltonie mógł liczyć na porównywalne pieniądze), pewnie skończyło się na około 150 tysiącach. A to oznacza, że rozgrywki Młodej Ekstraklasy pozyskały naprawdę dobrze opłacanego zawodnika. Augustyn w Legii gra rzadko, a jeśli już – to kiepsko. Lekkoduch, piłkarza z niego nie będzie nigdy. Ale za to szybko sobie kupił coś takiego…


3. Tomasz Dawidowski (Wisła Kraków)

Dopiero miejsce trzecie, a nie pierwsze. Dlaczego? Bo Wisła sprowadzając go nie popełniła błędu w ocenie umiejętności piłkarza (te były wówczas naprawdę wysokie), tylko zawodnika dopadł pech i całe lata stracił z powodu kontuzji. Wedle niektórych informacji zarabia między 60 a 90 tysięcy złotych miesięcznie, ale bez względu na to, która suma jest prawdziwa, wiadomo że z perspektywy czasu brutalnie przepłacono. Aktualnie wrócił do gry, ale świata już raczej nie zawojuje. Jedyna jego bramka z Wisły, jaką da się obejrzeć w internecie wygląda tak…


4. Maciej Stolarczyk (GKS Bełchatów)

Plotki o jego zarobkach są szokujące. Podobno dostaje około 700 tysięcy złotych rocznie, a podpisał trzyletnią umowę (czyli na stare lata zgarnie ponad dwa miliony). To bardzo dużo jak na zupełnie średniego obrońcę, który pozwala Rogerowi na oddanie takiego strzału…

Reklama


5. Bartłomiej Grzelak

Dopiero piąte miejsce, bo coś tam potrafi, tylko jakoś nie może tego pokazać. Ale jak na razie pełny transferowy niewypał. O tego zawodnika licytowało się kilka klubów, więc mógł sobie pozwolić na duże wymagania – no i dostaje około miliona złotych rocznie. A ci, którzy go sprowadzali, spodziewali się pewnie lepszego bilansu niż pięć ligowych bramek przez półtora roku (co daje średnio jedną bramkę na trzy miesiące). Ma w sobie coś z łamagi, choć ta bramka akurat była ładna…


6. Emilian Dolha (Lech Poznań)

Już go nie ma, ale drogą wyjątku uwzględniliśmy go w rankingu. W Lechu miał kontrakt wart 250 tysięcy euro netto rocznie. Przez ten czas zdążył kompletnie zawalić dwa mecze (z Wisłą i ŁKS) oraz nie być bohaterem ani jednego. Tutaj gol, który pogrążył go ostatecznie…


7. Dariusz Pietrasiak

Miał swoje pięć minut, gdy chciał go Lech Poznań. Wolał jednak wywalczyć dużą podwyżkę w Bełchatowie i dalej doić dotychczasowego pracodawcę. No to doi – 600 tysięcy złotych rocznie, czyli 50 tysięcy miesięcznie robi wrażenie. A pamiętajmy, że do wszystkich kwot (w przypadku Pietrasiaka, ale i innych zawodników) trzeba dodać premie meczowe.


8. Radosław Matusiak (Wisła Kraków)

No dobrze, jego też już nie ma, ale nie mogliśmy odpuścić. 175 tysięcy euro za pół roku gry. Najbardziej absurdalny transfer wszechczasów. Wisła gdy sprowadzała tego zawodnika miała już pewne mistrzostwo Polski. Po co więc go wypożyczała na pół roku i płaciła jak za zboże? Matusiak strzelił jednego gola, banalnie łatwego…


9. Wojciech Kowalewski (Korona Kielce)

250 tysięcy euro rocznie dla Kowalewskiego? Ktoś dał się nabrać na urok Leo Beenhakkera. Kowalewski przed wyjazdem z polskiej ligi był bramkarzem mocno średnim, a po powrocie do niej średni jest nadal. Tutaj mała próbka (od razu przewińcie na końcówkę)…


10. No właśnie, kto?

Tu niech każdy wpisze sobie nazwisko dowolnie wybranego leszcza – tego, który irytuje najbardziej samą swoją obecnością i każda wypłacona mu złotówka jest złotówką wyrzuconą do śmieci.


FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...