Reklama

Dziaduś Aragones wprowadził Hiszpanię do finału Euro 2008

redakcja

Autor:redakcja

26 czerwca 2008, 22:50 • 4 min czytania 0 komentarzy

Hiszpania rozniosła Rosję, wygrywając w półfinale Euro 2008 aż 3:0. Teraz cała Europa czeka na spotkanie z Niemcami – górą będą efektownie grający podopieczni Luisa Aragonesa, czy ten niemiecki czołg, który jakimś cudem doturlał się do finału? Kto odważy się wskazać faworyta? Kto odważy się obstawić, że ci cholerni Niemcy przegrają? A może właśnie te mistrzostwa będą końcem pewnych reguł – nie zawsze nasi zachodni sąsiedzi muszą wygrać i nie zawsze Hiszpanie skazani są na klęskę.
Nam miło dodać, że trenerem Hiszpanii jest Luis Aragones, który w Betisie Sewilla trenował naszego autora, Wojtka Kowalczyka. Jeszcze kilka dni temu na swoim blogu „Kowal” sporo miejsca poświęcił temu szkoleniowcowi. Kto nie czytał – zapraszamy do lektury…

Dziaduś Aragones wprowadził Hiszpanię do finału Euro 2008


ARAGONES I JA

Zauważyłem, że Andrzej Niedzielan na swoim blogu poświęcił sporo miejsca Guusowi Hiddinkowi, bo kilka razy grał przeciwko prowadzonym przez niego drużynom. W takim razie ja skrobnę coś na temat selekcjonera Hiszpanów Luisa Aragonesa, który prowadził mnie w Betisie Sewilla…

No to do rzeczy – jak wam się wydaje, że Aragones to tylko taki dziadek, który już niewiele z tego wszystkiego rozumie i na niezbyt wiele ma wpływ, to się mylicie. Może sprawia takie wrażenie, ale na robocie się zna. Potrafi i wybrać piłkarzy, i wprowadzić fajną atmosferę. Jest raczej surowy, ale wie też, kiedy odpuścić. Od kilkunastu lat współpracuje z tym samym asystentem i razem potrafią pożartować. Jestem pewny, że po meczu z Grecją nie tylko trenerzy, ale i hiszpańscy piłkarze wypili w hotelu kilka dobrych butelek wina. To u nich norma.

Jego filozofia futbolu opiera się na szybkości – zupełnie nie poważa piłkarzy, którzy grają tyłem do bramki, zgrywają. U niego każdy ma być szybki i wybiegany (o technice w przypadku Hiszpanów nie ma co mówić). Zespół ma wymieniać jak najwięcej podań, a każdy zawodnik ma jak najczęściej pokazywać się na pozycji. Po pierwszym meczu Euro 2008 Aragones ostro opieprzył Sergio Ramosa, bo ten tylko trzy razy podbiegł pod bramkę przeciwnika. U niego nawet boczny obrońca ma być cały czas w natarciu.

Poza tym nigdy nie liczyły się dla niego nazwiska. Jesteś gwiazdą – fajnie, ale pokaż to na boisku. Dużo zarabiasz? Super, ale miejsca w jedenastce nie kupisz. No i proszę – w pierwszym składzie Hiszpanii w środku pola nie gra ani Xabi Alonso, ani Cesc Fabregas, tylko Marcos Senna. A Guti z Raulem w ogóle zostali w domach…

Reklama

Czego Aragones nie toleruje – gwiazdorstwa, to na pewno. Lekceważenia treningów, sto procent. Dyskusji w mediach, zakazane. Zresztą on po każdym przegranym meczu jak grałem w Betisie mówił dziennikarzom: – To wszystko jest moja wina. Ci piłkarze nie mogli lepiej zagrać, bo ja ich źle ustawiłem. Jak macie kogoś krytykować, to tylko mnie.

Ale tak źle nie graliśmy, więc i krytyki nie było dużo. Jako piłkarz Betisu w Primera Division zajmowałem trzecie i czwarte miejsce, co jest fajnym osiągnięciem. Przypomina mi się, że po wygranych meczach Aragones raczej studził emocje – wchodził, podawał każdemu rękę i to był koniec radości. Zrobiliśmy swoje, tyle.

Szkoda, że tu w Austrii nie miałem przepustek na konferencje prasowe. Chętnie bym się z nim spotkał. Na sto procent wypytywałby się, co się stało po moim odejściu z Betisu, co robiłem dalej, co robię teraz. To człowiek dość srogi, ale konkretny i szczery. W Sewilli nie było między nami żadnych nieporozumień, do momentu kontuzji, którą odniosłem na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Z każdego treningu schodziłem po 30 minutach, mówiąc, że noga niemiłosiernie boli. Tymczasem wszystkie badania niczego nie wykazywały – niby byłem zdrów jak ryba. W pewnym momencie Aragones uznał, że go lekceważę, oszukuję i wypożyczył mnie do Las Palmas. Dopiero tam się okazało, że mam pękniętą kość i trzeba założyć gips. Po jakimś czasie Aragones przeprosił mnie za tę sytuację, po męsku powiedział: – Przepraszam, nie wiedziałem, jak było naprawdę, to wina naszych lekarzy. I podaliśmy sobie ręce, jak dorośli faceci.

Chciałbym, żeby mistrzostwo zdobyła Hiszpania, bo to zawsze fajnie, jak wygrywa ktoś, kogo znasz i z kim trochę przeżyłeś. Moim zdaniem zespół Aragonesa jest faworytem w meczu z Włochami (Włosi bez środka pola, czyli bez Pirlo i Gattuso), ale łatwo nie będzie. Dwa lata temu w grupie też Hiszpanie grali świetnie, a potem nie dali rady dziadkowi „Zizou”…

FOT: W.Sierakowski FOTO SPORT

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...