Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI
Blogi i felietony

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Ten tekst nie ma „przynależności klubowej”, ponieważ głupota nie ma barw, herbów, szalików, hymnów i kodów pocztowych. Kibice – część z nich – są identyczni, tylko nie wszystkich sytuacja popycha do identycznych rozwiązań.

Tyle tytułem wstępu, a teraz do rzeczy.

Jeśli zastanowilibyśmy się nad hamulcami, które wstrzymują polską piłkę, to niezmiennie na pierwszym miejscu wymieniam kibiców. Tych najzagorzalszych, w złym tego słowa znaczeniu. Jeszcze kilka lat temu w gronie 100 najbogatszych Polaków bez trudu dało się znaleźć kilku, którzy posiadali kluby piłkarskie. Ta lista jednak skurczyła się w zastraszającym tempie. Dzisiaj nikt zamożny nie pcha się do futbolu, ponieważ nie czeka tam na niego nic przyjemnego – wyłącznie frustracja i gorycz. Od naszej ligi z daleka trzyma się prywatny biznes i gdyby odciąć ją od pieniędzy publicznych (gminy, miasta, spółki skarbu państwa czy spółki miejskie) to wyrżnęłaby malowniczego orła.

Dziesiątki razy rozmawiałem z właścicielami czy prezesami dużych firm, którzy pytani o to, dlaczego nie chcą promować się przez futbol, odpowiadali to samo: – Prowadzę interesy w wielu miastach, nie chcę być kojarzony z jednym, bo to proszenie się o problemy.

Kiedy więc kibice Legii chcą przepędzić jednego inwestora Polonii, przepędzają jednocześnie 10 sponsorów dla swojego klubu – co wynika z efektu skali, Legia jest zwyczajnie dużo większym i popularniejszym klubem. Ktoś nie zacznie sponsorować Legii, bo boi się reakcji Poznania, ktoś nie zacznie sponsorować Lecha, bo boi się reakcji Szczecina, ktoś nie zacznie sponsorować Szczecina, bo boi się reakcji Gdańska itd. Takie transparenty jak ten na Łazienkowskiej, połączone ze szkalowaniem w internecie, są golem samobójczym: raz jeszcze poszedł sygnał, że wydawanie pieniędzy na futbol automatycznie łączy się z ryzykiem strat wizerunkowych. I nie ma znaczenia, że to Polonia akurat, dzisiaj klub marginalny. Sygnał to sygnał: branża niepiłkarska utwierdziła się w przekonaniu, by nie romansować z branżą piłkarską i że można lokować pieniądze bezpieczniej.

Czy kibic musi to rozumieć? Nie musi. W swojej naiwności może nie dostrzegać tych mechanizmów, ma prawo sądzić, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Jednocześnie podchodzę do transparentu wymierzonego w Polonię z nutką zrozumienia – pamiętam bowiem akcję „Hoopa do klopa” sprzed lat dwudziestu, kiedy sam za mądry nie byłem i nie widziałem w niej niczego szczególnie wartego potępienia. Chciałbym więc wierzyć, że z tej głupoty się wyrasta, tak jak ja wyrosłem. Ale głowy nie dam.

Przyznaję: śpiewałem sto razy, że „Polonii nie ma w Warszawie”, znacznie gorzej też mi się zdarzyło, pamiętam ścisk na trybunie kamiennej, gdy policja natarła na kibiców Legii z dwóch stron i nie mogłem złapać tchu. Ale byłem wtedy nastolatkiem, który niczego o życiu nie wiedział.

Dzisiaj wiem, że Polonia Warszawa jest Legii potrzebna – jako rywal sportowy, którym może kiedyś znowu będzie, jako zwyczajnie kolejny klub w mieście, w którym piłka nożna na wielu poziomach dogorywa. Jako klub, który stanowi naturalne zaplecze. Taki, który wyszkoli Pawła Wszołka, taki, który zbuduje Krzysztofa Dowhania, taki, który wyedukuje Michała Żewłakowa, taki, który wypromuje Tomasza Kiełbowicza. Udawanie, że Polonii i nie ma i że Legia nie korzysta z jej istnienia to dziecinne zaklinanie rzeczywistości. Jeśli kibic z Łazienkowskiej zada sobie pytanie, czy bez Polonii Legia byłaby równie silna i odpowie twierdząco, to – przepraszam bardzo – jest głupi.

Przed niektórymi z buntowników z Żylety być może ciekawy test – zapewne zdarzą się tacy, którzy zostaną ojcami. Bardzo prawdopodobne, że będą pchali swoich synów w kierunku piłki nożnej. I możliwe, że ci synowie będą zbyt słabi na grę w Legii, a jednym z kolejnych wyborów będzie Polonia. Znam wiele przypadków, gdzie kibice Legii zapisują swoje dzieci na Konwiktorską, z uwagi na poziom szkolenia lub po prostu lokalizację. I wtedy się okazuje, że to nie do końca prawda, iż „Polonii nie ma w Warszawie”, bo jednak jest i trzeba zawieźć syna na trening. Do sympatycznych ludzi, którzy za moment mogą być twoimi znajomymi czy kolegami.

Polonia mnie ani ziębi, ani grzeje. Kiedy napisałem swego czasu, że jest to klub dzielnicowy to było sporo oburzenia, że jak można – no ale tak dzisiejszą Polonię postrzegam: jako klub, którym realnie interesuje się jedna dzielnica i to pewnie niecała. Dlatego wyrażałem niezadowolenie, gdy powstał plan wydania kosmicznych publicznych pieniędzy na niepotrzebny moim zdaniem stadion (ten aktualny jest niczego sobie), ale tak samo oburzam się próbą zduszenia Polonii i sprawienia, by prywatni biznesmeni nie mogli jej wspierać. Jeśli pan Gregoire Nitot wejdzie do futbolu, z zainteresowaniem przyjrzę się ofercie jego firmy – bo jeśli mam do wyboru produkt firmy, która wspiera piłkę i takiej, która nie wspiera, to chętniej wybiorę tę pierwszą. Absolutnie nie wierzę, że wszyscy kibice będą tak robić, waśnie są zbyt silne, ale jak przestaną prowadzić bojkoty konsumencie to już będzie połowa sukcesu. Wtedy się okaże, że są firmy z Łodzi, które chętnie wydadzą pieniądze na Widzew bądź ŁKS, okaże się, że są firmy ze Śląska, które mogą wspierać Ruch, GKS czy Górnika…

Trzeba spojrzeć na piłkę nie jak na kilkadziesiąt oddzielnych podmiotów, ale jak na jedną spółkę-matkę, do której stale dosypuje się pieniędzy i zaprasza kolejne firmy, by się dołączyły. A potem dystrybucją tych pieniędzy zajmie się rynek…

*

Tyle jeśli chodzi o mrzonki, bo ja sobie mogę popisać i nic poza tym, świata nie zmienię.

Świat wygląda inaczej.

Świat to „Kisiel won z Legii”. Świat to „Midak kurwa”. Świat to „Osuch cwel”.

Świat tworzony przez półświatek.

Sterroryzowana liga.

Legia Warszawa wydała tak miałkie oświadczenie po meczu z ŁKS-em, że w sumie lepiej już było nic nie pisać. Autorowi przez klawiaturę nie przeszło nawet słowo Polonia, a fragmentu o wykluczeniu ze stadionowej społeczności autorów transparentu na temat 17-letniego piłkarza próżno szukać. Rozumiem więc, że klubowi nie przeszkadza obecność ludzi, którzy zastraszają Kisiela. Nie przeszkadza obecność ludzi, którzy skoro z takim transparentem przyszli, to niewykluczone, że mają też coś wspólnego z listopadowym napadem na rodzinę zawodnika (co, pewnie nie wycofał zeznań i teraz problemy?). Można pisać te pierdy o wartościach, wycierać sobie gębę jakimiś frazesami o fair-play, jakieś dyrdymały o fundacji, a na koniec nabrać wody w usta (czytaj: zesrać się w gacie).

A przecież można przeprowadzić akcję edukacyjną.

Można na oficjalnej stronie klubu zamieścić wywiad z Krzysztofem Dowhaniem pod tytułem „Jestem legionistą i jestem polonistą”. Można to samo powtórzyć z Wszołkiem, Kiełbowiczem…

Ale nie, teraz to trochę głupio by było, bo klub przecież bawi się inaczej. „Żyleta” nie zdołała przekonać Wszołka do wspólnego obrażania Polonii, ale już genialny pracownik Legii namówił go na wideo, w którym piłkarz wymieniał garderobę i wyrzucał wszystkie czarne rzeczy (nie wiem, czy czarną koszulkę Legii na 100-lecie klubu też, nie było to sprecyzowane). To są takie małe rzeczy, które sprawiają, że ciągle jesteśmy jakimś zaściankiem i ciągle za chodzenie w koszulce innego klubu po mieście można dostać w łeb.

Halo, Legio, może teraz filmik z Kisielem jak wyrzuca czarne ubrania? Łatwiej wam nagrać filmik z wyrzucaniem czarnych ubrań niż nagrać filmik z wyrzucaniem tych wywieszanych szmat. Monitoring się zawiesił?

O, to jest dobra charakterystyka tych rozgrywek: liga szmat. Oddaje nie tylko poziom sportowy, ale przede wszystkim organizacyjny. Tydzień w tydzień czytamy na transparentach, kto akurat trafił do więzienia i jest pozdrawiany, kto jest chujem, kto kurwą, kto ma wypierdalać, a kto jeszcze nie musi, bo dostał ostatnią szansę od jakiegoś 19-letniego chłopaczka po szkole samochodowej. I nikt z tym nic nie robi. Nikt tych meczów nie przerywa, nikt nie nakazuje zdjęcia. Jest super. Zaraz Kraków da o sobie znać jakąś oprawą gloryfikujących morderców, ktoś poprawi antysemityzmem i tak to się będzie toczyć, a panowie w garniturach będą rozmawiali, czy lepiej aby te szmaty wisiały na 16 stadionach, czy może na 18.

Co gorsza, szmatowisko rozprzestrzenia się. Może być tak, że idziesz ulicą i widzisz szmatę obrażającą właściciela klubu, jak w Gdyni czy pod jego rodzinnym domem, w Ożarowie. Kibice Arki bardzo mocno pracują, by nikt rozsądny do ich klubu z forsą nie przyszedł. Myślę, że Dominik Midak w Gdyni nie zrobił dobrze ani jednej rzeczy, myślę, że jego Arka zmierzała donikąd i myślę, że kibice mieli pełne prawo żądać jego odejścia.

Ale na Boga, jest różnica między białymi chusteczkami, a białymi prześcieradłami.

Na koniec zostałem postawiony przed niezbyt komfortowym wyborem: czy wolę nieudolnego prezesa klubu, czy wolę ludzi, którzy zastraszają jego rodzinę pod domem. I każdy normalny człowiek w takim momencie postawi się po stronie prezesa, mimo jego miliarda wad.

Wy, grupa od szmat wywieszanych przed czyimś domem, jesteście zakałą tego sportu. Jesteście czymś, co piłka nożna stworzyła najgorszego. Niepożądanym efektem ubocznym.

KRZYSZTOF STANOWSKI

KOMENTARZE (124)