Kadra zagrała w piłkę nożną i w piłkę nożną wygrała
Blogi i felietony

Kadra zagrała w piłkę nożną i w piłkę nożną wygrała

Mecze reprezentacji Polski za Jerzego Brzęczka częściej nadawały się do „Trudnych spraw”, „Dlaczego ja”, a nawet „Sekretów rodziny” niż na anteny kanałów sportowych. Polska – Macedonia Północna, pozostając w retoryce seriali paradokumentalnych, to nie był „Dzień, który zmienił moje życie”, na pewno „Pierwsza klasa”, ale też na pewno nie żadne „Na sygnale” czy „Słoiki”.

Kadra zagrała w piłkę nożną i w piłkę nożną wygrała, a to w piłce nożnej całkiem ważne, więcej: całkiem przyjemne do oglądania.

Ja wiem, że graliśmy dzisiaj z Macedonią Północną, która – jak ostatnio sprawdzałem – nie kolekcjonuje tytułów międzynarodowych, nie wychowuje też stadami Roberto Carlosów, Djalminhów i Romariów. Ja wiem, że oni grali w Lidze Narodów D.

Ale nie róbmy z siebie wańki wstańki, a przynajmniej ja nie będę. Uważam, że nasz dzisiejszy rywal nie wypadł – wybaczcie – kurze spod ogona, pokazał to z nami na własnym stadionie, gdzie wygraliśmy po najśmieszniejszej bramce w dziejach futbolu, gdzie w zasadzie Macedończycy mieli lepsze okazje, a to co my strzeliliśmy, to przecież trudno nazwać za stworzeni okazji, ktoś sobie na górze z Macedończyków zakpił i tyle; jeden wielki slapstick, wszystko zaczęte od tego, że obrońca Macedonii z tylko sobie znanych przyczyn, kompletnie nieatakowany, posłał piłkę głową w kierunku własnej bramki zamiast wykopać ją na dwa kilometry lub zacząć kontrę.

Od 1:10, kto dobrze nie pamięta:

Druga rzecz, sprzed kilku dni: oni ograli Słowenię. W naszych warunkach, gdzie w rywalizacji ze Słoweńcami możemy czuć się w miarę pewnie tylko w rzucie młotem, żużlu i zbieraniu grzybów, jakiejkolwiek drużyny potrafiącej Słoweńców ograć  w cokolwiek co uprawia więcej niż pięć nacji nie wolno deprecjonować.

Dopiero co Słowenia – tak tak – nas ośmieszyła, a teraz ci, którzy dali im radę, mają być parodystami, których powinniśmy ograć z marszu, prosto z baru, a jeszcze składem z meczu Polska – Nowa Zelandia z Bangkoku 1999, oczywiście przy dzisiejszej metryce?

Nie zgadzam się.

Screen Shot 10-13-19 at 11.15 PM 001

Prawda o Macedonii zawiera się w tej całej Lidze Narodów: tak, startowali w grupie D. Ale z drugiej strony, oni i Kosowo to faworyci by tą ścieżką wywalczyć awans na Euro. Może znajdą się więc na finałach dzięki jednej z furtek, ale W OGÓLE mnie nie zdziwi, jeśli pokonaliśmy dzisiaj przyszłego uczestnika mistrzostw Europy.

I chcę tu zachować umiar, nie przyjechała Hiszpania, Francja, Anglia, nie przyjechała Chorwacja, Czechy, Serbia, ale w Europie jest obecnie od cholery całkiem mocnych średniaków, które potrafią się postawić, z którymi diabelnie ciężko się gra, a które na pewno ciężko jest zdominować. Uważam, że Macedonię Północną dzisiaj zdominowaliśmy – wiem kiedy strzelaliśmy decydujące gole, ale śmierdziało nimi od samego początku. Uważam, że intensywność grania dzisiaj – trudno to określić, jakaś gra z zębem, jakieś podrasowane silniki – była taka, jak z Łotwą przez pierwszy kwadrans. I nie zeszli z tego, była w tym konsekwencja, nawet jeśli nie przekładało się to długo na Bóg wie ile stuprocentowych sytuacji, ale widać było, że z tej mąki może być chleb.

Świetnie grał wyżej podwieszony Krychowiak, to było to – podobała mi się jego aktywność, podobały mi się jego strzały. Ostatnio rozmawiałem z pewnym kadrowiczem, który grał z Krychą, trenował z Krychą, i nie mógł mu wybaczyć, że tak rzadko próbuje strzałów – to może odpalić na jeszcze większą skalę. Krychowiak ma absolutnie umiejętności, by wystąpić tu, gdzie dzisiaj wystąpił, czyli nie udając dychy, będąc trochę głębiej, ale zarazem będąc bardzo odważnym i ciągle pod prądem przed szesnatką. A jego podanie – sorry Arek, gol ładny, ale jednak – przy bramce Frankowskiego to moim zdaniem zagarnie meczu.

To był taki mecz, który przypomniał mi jaką klasę swego czasu prezentował Krychowiak, a jaką – jak słyszymy – prezentuje obecnie w Rosji. Krychowiak w kadrze ostatnio staczał się do sympatycznego Mariusza Lewandowskiego, który nie zawadzał, przecinał, ale z przodu imponował tylko podaniem do Krzynówka. Krychowiak umie mnóstwo rzeczy.

Jak zwykle jednak, co to jest zespół: Krychowiak mógł grać wyżej, bo Góralski był jak pies spuszczony z łańcucha, Krycha nie musiał się o tyły martwić. Góral lubił być przedstawiany jako zawodnik ograniczony, funkcyjny, człowiek wślizg, a potem wchodzi na boisku i okazuje się… że tak, że jest graczem funkcyjnym, jest człowiekiem wślizgiem, jest mistrzem walki, ale też że taki ktoś na boisku jest na WAGĘ ZŁOTA. Nawet, jeśli samo nie puści pięknego podania otwierającego, to swoim stylem gry umożliwia to innym. Klasyczny specjalista od czarnej roboty. Boisko potrzebuje różnych ludzi, różnych – by tak rzec – zestawów jakościowych. Zespół złożony z jedenastu Riquelme przegrałby z Górnikiem Łęczna.

Pewnie zagraliśmy też dzisiaj w tyłach. Tak, miałem wielokrotnie wrażenie, że nasz rewelacyjny bilans bramkowy, gdzie ledwo uświadczysz stracone gole, to nie jest efekt defensywnego monolitu, ale jednak w dużej mierze szczęścia – nawet Łotysze mieli z nami czyste sytuacje, Łotysze na Narodowym, to mówi samo za siebie. Dzisiaj natomiast nie daliśmy w ogóle Macedonii Północnej pograć, a oni chcieli ten mecz wygrać. Wiadomo, że nie poprzez huraganowe ataki, to nie są jacyś szaleńcy, ale to biło z ich wypowiedzi: gra o zwycięstwo. Jest finisz eliminacji, przed nimi historyczna szansa, znali nasze słabości, grali z nami i widzieli, że nie ma się czego bać. A jednak wyciągnęliśmy im wtyczkę.

Zmiany? Jasne, dobre, ale myślę, że jeśli chwalić Jerzego Brzęczka, to można dzisiaj za inne rzeczy – za Góralskiego, za wyższe ustawienie Krychy, za dużo lepsze ustawienie boków obrony, które robiły robotę – ale zmiany pokazują przede wszystkim głębię naszej ławki. Pozwolić sobie na wejście z ławki Milika – oby ten gol go odblokował – i na Frankowskiego, który jest w gazie w MLS… My naprawdę mamy kim grać. O tym nie wolno zapominać. To też mnie nie dziwi, że akurat zmiennicy ostatecznie strzelili bramkę – świeżość zrobiła swoje. Macedończycy zostawili dzisiaj mnóstwo zdrowia, myślę, że mogą spojrzeć sobie w lustro po tym meczu, bo dali ile fabryka dała, ale to zwyczajnie nie wystarczyło.

Jest więc drugi, obok 4:0 z Izraelem, naprawdę udany mecz tych eliminacji, moim zdaniem ten chyba nawet był lepszy, choć wynik gorszy. Problem numer jeden:

Euro nie gramy na Narodowym.

Problem drugi: chcemy mierzyć w dobrą grę z mocniejszymi rywalami, z całym szacunkiem dla tej dwójki.

Pracy jest mnóstwo, szampany dzisiaj były zbędne – może nawet trochę żenujące, szczerze mówiąc miałem nadzieję, że ich nie będzie – ale sam mecz, samo dziewięćdziesiąt minut: nie ma o co jęczeć.

Leszek Milewski

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (5)