Ansu Fati – zapamiętajcie to nazwisko!
Hiszpania

Ansu Fati – zapamiętajcie to nazwisko!

Zawłaszczenie gwiazdorskich reflektorów podczas wieczoru na Camp Nou to sztuka zarezerwowana tylko dla piłkarskich artystów. W Barcelonie błyszczeli najwięksi, najwspanialsi, najwybitniejsi, więc niełatwo zaimponować wymagającej publiczności i choć wielu próbuje, naprawę niewielu śmiałkom się udaje. Tym bardziej należy docenić wyczyn Ansu Fatiego, który jeszcze miesiąc temu był kompletnie anonimowym wychowankiem La Masii, ma szesnaście lat, a właśnie został najmłodszym zawodnikiem, który zdobył bramkę i asystował w historii ligi hiszpańskiej, otrzymując przy tym kilkukrotną owację na stojąco od całego stadionu. Swoją grą zasygnalizował, że w jego ciele znajduje się potencjał na geniusza.

Młodziutki skrzydłowy potrzebował piętnastu minut debiutu w pierwszym składzie na domowym obiekcie, żeby zaczarować wszystkich. Swoich kolegów, przeciwników z Valencii i cały piłkarski świat obserwujący jego poczynania sprzed ekranów. Już po dwóch minutach gry cieszył się z premierowego trafienia, kiedy to mocnym strzałem, kończącym zespołową akcję mistrza Hiszpanii, nie dał najmniejszych szans bezradnemu Jasperowi Cillessenowi.

Samo to stanowiłoby o tym, że zalicza wspaniałe zawody, ale on nie zamierzał się zatrzymać. Ani na chwilę. Chwilę później, niczym juniorem, zakręcił Ezequielem Garayem i z idealną precyzją wyłożył futbolówkę na dziesiąty metr do nabiegającego Frenkiego de Jonga, któremu nie pozostało nic innego, jak przyłożyć stopę i podwyższyć wynik.

Jak u Alfreda Hitchcocka. Najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Ansu Fati po siedmiu minutach miał już na koncie rekordowe osiągnięcia statystyczne, ale nie tylko one definiują jego fenomenalny występ. Grał bezkompromisowo, technicznie, przebojowo, nieszablonowo, niebanalnie. Wykonał 49 podań, większość do przodu, a z tego 76% celnych, oddał trzy strzały, zaliczył trzy udane (ale jakie!) dryblingi i jedno kluczowe podanie. Przypominał Neymara z jego najlepszych występów w katalońskich barwach. Tylko że nie cechowała go ta próżniacza aktorska buta, która irytuje u Brazylijczyka. On jest na to jeszcze za młody i za mało świadomy.

Po swoim genialnym występie zapisał się złotymi zgłoskami w następujących kategoriach: jako drugi najmłodszy zawodnik i najmłodszy strzelec gola dla Barcelony, trzeci najmłodszy zdobywca bramki w rozgrywkach La Liga i pierwszy piłkarz z rocznika 2002, który zagrał w lidze hiszpańskiej.

Jest predestynowany do wielkości i w Barcelonie o tym wiedzą. Władze klubu, wobec szumu wokół swojego młodego wychowanka, postanowiły przestrzec go – jak informują katalońskie media – przed niebezpieczeństwami nadmiernego uczestnictwa w wirtualnym życiu mediów społecznościowych oraz nierezygnowaniu ze skromnego życia nastolatka. Nawet wobec fleszów, blasków i oklasków. Jeśli to mu się uda, może czekać go wielka kariera. Warto zapamiętać sobie jego nazwisko.

Przeciwko Valencii Fati opuścił murawę po godzinie gry i został zmieniony przez Luisa Suareza, a ten w swoim stylu wcale nie pogodził się z tym, że ten wieczór należy do kogoś innego, zakasał rękawy i zrobił swoje – pokazał, że jest wielką gwiazdą światowego futbolu. Chwilę po pojawieniu się na boisku, przyjął piłkę w niezbyt dogodnej pozycji przed polem karnym, zamarkował uderzenie, po czym ze stojącej piłki tak przymierzył do bramki rywali, że ręce same składały się do oklasków.

Pierwszym, który przybiegł złożyć mu gratulacje, był Antoine Griezmann, który odkąd występuje na północy Hiszpanii, gra jakby z większą gracją. Jest bardziej flegmatyczny, nobliwy, ale wobec absencji Leo Messiego, niejako przejmuje rolę lidera ataku, który wychodzi na pozycję, przyspiesza, jednym podaniem potrafi przenieść ciężar gry z jednej strony na drugą, a kiedy trzeba odda strzał lub wzbudzi okrzyk zachwytu trybun technicznym zagraniem.

Widać i słychać jednak, że wszyscy w tym zespole czekają na powrót swojego króla. Bo tutaj tłem może być kolejny rywal, tym razem Valencia, może błysnąć młodziutki Fati, może genialnie strzelić Suarez, może liderować Griezmann, ale i tak pod koniec spotkania całe Camp Nou skandowało: „Messi! Messi!”. Nawet mimo tego że ten całe spotkanie przesiedział na trybunach.

FC Barcelona 5:2 Valencia CF

Fati 2′, De Jong 7′, Pique 51′, Suarez 61′, 82′ – Gameiro 27′, Gomez 90′

Fot. Newspix

 

KOMENTARZE (11)