Nasi wygrywają w Kanadzie – jak na tenisową pustynię, to całkiem spoko
Inne sporty

Nasi wygrywają w Kanadzie – jak na tenisową pustynię, to całkiem spoko

Wielkimi krokami zbliża się wielkoszlemowy US Open i musimy przyznać, że naprawdę podoba nam się to, co się ostatnio dzieje w polskim tenisie. Zarówno Iga Świątek, jak i Hubert Hurkacz świetnie sobie radzą w wielkich turniejach w Kanadzie. Kurczę, przecież po Agnieszce Radwańskiej zdaniem części ekspertów miała być pustynia, tymczasem ta polska tenisowa pustynia wygląda jak coraz ładniej kwitnący ogród!

Iga po rewelacyjnym występie w wielkoszlemowym french Open (czwarta runda), nieco spuściła z tonu. Zdecydowanie poniżej oczekiwań wyglądały jej występy na trawie. Po triumfie w ubiegłorocznym juniorskim Wimbledonie, akurat po tej części sezonu obiecywaliśmy sobie wiele. Tymczasem w głównej drabince turniejów w Birmingham Eastbourne i Londynie, zawodniczka z Warszawy nie zdołała wygrać ani jednego meczu. O ile pierwsze dwie porażki z utytułowanymi Samanthą Stosur i Jeleną Ostapenko można było zrozumieć, o tyle odpadnięcie w pierwszej rundzie Wimbledonu z notowaną w rankingu o 20 miejsc niżej Viktoriją Golubić, było już poważnym sygnałem alarmowym. Wygląda jednak na to, że Iga po prostu była przemęczona. Pojechała na długie wakacje, naładowała baterie, zresetowała głowę i wróciła do gry na swoim najwyższym poziomie.

W Waszyngtonie stoczyła dwa zacięte mecze z zawodniczkami notowanymi niedaleko w rankingu, pierwszy wygrała, drugi nieznacznie przegrała. W tym tygodniu gra w Kanadzie i wygląda to jeszcze lepiej. W kwalifikacjach w Toronto odniosła dwa gładkie zwycięstwa, wczoraj zaczęła walkę w turnieju głównym. Faworytką w pierwszej rundzie była jednak Alja Tomljanović, 42. na liście WTA reprezentantka Australii.

Nie będziemy się rozpisywać o samym meczu, powiemy tylko, że nie mógł ułożyć się lepiej. Polka szybko zaczęła zyskiwać przewagę, co wynikało w pewnym stopniu z jej dobrej gry, a w pewnym z kłopotów rywalki z plecami. Przy stanie 4:1 Tomljanović poprosiła o pomoc medyczną, a po konsultacji z lekarzem zdecydowała się zrezygnować z dalszej gry. Dla Polki oznaczało to błyskawiczny awans do drugiej rundy, w której już czeka Karolina Woźniacka. Gdyby i ten mecz udało się wygrać Idze Świątek, w trzeciej prawdopodobnie będzie miała okazję się zmierzyć z inną wielkoszlemową mistrzynią, wiceliderką rankingu Naomi Osaką.
Generalnie, w Toronto jest o co grać. Polka już zapewniła sobie 90 punktów rankingowych i 15 tysięcy dolarów, ale są szanse na dużo więcej.

O coraz większe stawki gra także Hubert Hurkacz. 44. w światowym rankingu Polak znakomicie zaczął zmagania w Montrealu. On po Wimbledonie, podobnie jak Iga Świątek, wyjechał na krótkie wakacje. Tydzień temu w Waszyngtonie grał z dwoma Amerykanami, z Donaldem Youngiem gładko wygrał, z potężnym Johnem Isnerem nieznacznie przegrał, po czym… panowie umówili się na wspólne występy w deblu w Montrealu. Z gry podwójnej jednak wiele nie wyszło, polsko-amerykański duet odpadł już w pierwszej rundzie, choć na papierze wyglądał naprawdę mocno.

Znacznie ważniejsze są jednak występy HH w singlu. W Montrealu wylosował średnio, ale to tak mocno obsadzony turniej, że tak naprawdę ciężko o łatwe losowanie. Z pierwszą przeszkodą w postaci notowanego na 28. miejscu na liście ATP Taylora Fritza poradził sobie bez straty seta. Teraz czeka go spotkanie ze starym znajomym – Stefanosem Tsitsipasem. Grek to szósty tenisista świata, z którym w ostatnich miesiącach Hurkacz rywalizował już trzykrotnie. Najpierw na turnieju Next Gen w Mediolanie (ośmiu najlepszych młodych graczy, gwiazdy następnej generacji), gdzie przegrał jeszcze dość wyraźnie. Potem w Marsylii, gdzie momentami wyglądał naprawdę nieźle, choć ostatecznie uległ w dwóch setach. I wreszcie w Dubaju, gdzie na pewno nie było widać ponad 60 miejsc różnicy. Pierwsze dwa sety kończyły się po tie-breakach, w trzecim Polakowi zabrakło już sił.

Teraz jednak HH ma dużo więcej doświadczenia w meczach ze światową czołówką, w rankingu lada moment będzie w czwartej dziesiątce i jego ewentualne zwycięstwo nad Tsitsipasem nie byłoby żadną sensacją. Jak na tenisową pustynię – całkiem spoko…

KOMENTARZE (2)