Yo, Pierre! Jak tu ciebie ocenić?
Anglia

Yo, Pierre! Jak tu ciebie ocenić?

„Zwycięzców się nie sądzi” to jeden z najgorszych pustych, bezrefleksyjnie powtarzanych frazesów. Czy skoro Pierre-Emerick Aubameyang dwiema bramkami w ostatniej kolejce ligowej zapewnił sobie Złotego Buta w pierwszym pełnym sezonie w Premier League, branie go pod lupę i postawienie pytania: „czy nie mógł zrobić więcej” jest zasadne?

Oczywiście, że jest.

Wobec żadnego innego piłkarza z czołówki klasyfikacji strzelców Premier League nie można bowiem wysnuć tak poważnych zarzutów o marnotrawstwo. I wcale nie trzeba duetu Harvey Specter-Mike Ross, by udowodnić winę.

Tak, 31 bramek w pierwszym pełnym sezonie dla Arsenalu to świetny wynik. O 5 trafień lepszy niż Thierry’ego Henry’ego czy Iana Wrighta, o aż 21 goli przebijający dorobek z pierwszego sezonu w Arsenalu Robina van Persiego.

Tak, Aubameyang wypracował średnią liczbę minut potrzebnych do zdobycia gola gorszą wśród czołowych strzelców w lidze tylko od Sergio Aguero, regularnością więc przebija tych, z którymi dzieli tron za ten sezon – Salaha i Mane.

KbTGuxh

Ale czy tenże dorobek nie mógł, a wręcz nie powinien, być znacznie lepszy? Dać Arsenalowi pewne miejsce w Top Four i kwalifikację do Ligi Mistrzów nim zmierzy się o nią w meczu ostatniej szansy – finale Ligi Europy?

To pytanie z gatunku retorycznych.

Spośród snajperów ekip Big Six tylko Gabriel Jesus zanotował gorszy stosunek strzelonych goli do bramek prognozowanych współczynnikiem xG.

EtY5Ohi

Jeśli weźmiemy pod lupę czterech najlepszych strzelców ligi, widać wyraźnie, który wysłał najwięcej doskonałych szans na śmietnik (im większe koło, tym lepsza okazja według modelu expected goals).

Zrzut ekranu 2019-05-15 o 09.12.00

Zrzut ekranu 2019-05-15 o 09.13.01

Zrzut ekranu 2019-05-15 o 09.13.25

Zrzut ekranu 2019-05-15 o 09.12.14

Expected goals oczywiście nie opowiadają całej historii, niech więc na ich potwierdzenie wjedzie kilka najbardziej pamiętnych obrazków z zakończonych ostatnio rozgrywek.

Każde z tych pudeł wystąpiło w meczu, którego Arsenal nie wygrał. To ostatnie przesądziło w 37. kolejce o tym, że w 38. serii gier Arsenal będzie mieć już tylko iluzoryczne szanse, by dogonić Tottenham. Wygrana 2:1 z Brighton przy układzie wyników z ostatniej kolejki dałaby Kanonierom awans do Champions League, a Koguty zepchnęłaby na piątą pozycję. A przecież we wcześniejszej części sezonu Aubameyang pudłował też z karnego w samej końcówce zremisowanego 1:1 meczu na White Hart Lane.

Nic więc dziwnego, że gdy spojrzymy w prowadzoną przez Premier League statystykę „Big Chances Missed” („Zmarnowane świetne okazje”), nie znajdziemy nikogo, kto miałby podjazd do Gabończyka.

Zrzut ekranu 2019-05-15 o 13.59.52

No ale dobrze, dość znęcania się nad regularnym marnotrawstwem. Bo dużo w kontekście tego, co Gabończyk daje Arsenalowi mówiło się jednak nie tylko o strzelanych bramkach. Bo też o tym, że Aubameyang był kluczem do wydobycia maksimum z Alexandre’a Lacazette’a. Gołym okiem widać, jak ci dwaj doskonale dogadują się i na boisku, i poza nim. „Auba” podkreślał zresztą ostatnio, że to pierwszy raz, kiedy gra z zawodnikiem, z którym mógłby konie kraść.

– Z rozmów w szatni wynika, że postrzegamy piłkę w ten sam sposób, mamy podobne pomysły i odczucia. Fakt, że rozumiemy się tak dobrze, robi różnicę.

50 goli w sezonie, które ci dwaj podzielili między siebie, to faktycznie istotna różnica i trudno z tym dyskutować. Tak jak i z tym, że Aubameyang zdecydowanie rozkwita, gdy na boisku jest wraz z nim Lacazette. Liczbowo wygląda to tak:

– Aubameyang strzelił 21 goli w 2350 minut gry z Lacazettem, co daje gola średnio raz na 112 minut;
– Gabończyk trafił 10-krotnie, gdy przez 1419 minut grał sam, a więc trafiał średnio raz na 142 minuty.

W przypadku Lacazette’a jest odwrotnie, gdy gra z Aubameyangiem strzela rzadziej niż występując w pojedynkę. Ale za to rozkwita jako napastnik rozgrywający – w żadnym z wcześniejszych sezonów Lacazette nie uzbierał aż 13 asyst we wszystkich rozgrywkach, dotychczasowy rekord to dycha z sezonu 2012/13. 6 z tych ostatnich podań to zagrania właśnie do Aubameyanga, 3 kolejne miały miejsce, gdy Gabończyk również był na boisku.

Arsenal v Newcastle United - Premier League - Emirates Stadium

Gdy kupujesz piłkarza, decydujesz się na określony pakiet zalet, ale i wad, których nie zdążył/nie zdołał się wyzbyć. To logiczne. Najdroższe, skórzane buty też potrafią obetrzeć. Mając Aubameyanga w swoim zespole, za cenę skrętu kiszek, gdy spartoli najprostszą okazję, dostajesz gwarancję kilku wizyt motyli w brzuchu, kiedy z kolei Gabończyk wykorzysta swoją ruchliwość i szybkość, by stworzyć kolejną, następną i jeszcze jedną sytuację. No i najdroższy piłkarz w dziejach Arsenalu dorzuci do analizy SWOT po stronie mocnych stron współpracę z drugim najdroższym zawodnikiem w historii klubu.

No i umówmy się, że Arsenal ma na chwilę obecną znacznie poważniejsze problemy niż to, że napastnik, który powinien strzelić koło 40 goli, strzelił ich „tylko” 31.

Pilka nozna. Euro 2016. Niemcy - Francja. 07.07.2016

SZYMON PODSTUFKA

fot. NewsPix.pl/FotoPyK

KOMENTARZE (1)