Kluby podzieliły się tortem. Nawet 30 milionów dla mistrza
Weszło

Kluby podzieliły się tortem. Nawet 30 milionów dla mistrza

Czołowe kluby Ekstraklasy ugrały swoje. To znaczy maluczcy dzielnie walczyli o sprawiedliwy podział praw telewizyjnych, ale i tak wzrost nagród pieniężnych najbardziej odczują kluby z TOP4 ligi. Za rok (zmiany w kwotach i podziale wchodzą od sezonu 2019/20) mistrz Polski będzie mógł przytulić blisko 30 milionów złotych z tytułu praw TV. Jak wygląda nowy podział, kto jest z niego zadowolony i ile polskie kluby mogą zarobić?

Nowy kontrakt z praw telewizyjnych opiewający na 250 milionów złotych będzie solidnym zastrzykiem pieniężnym dla całej ligi. Oczywiście znamy naszych działaczy i wiemy, że nie ma takiej kasy, których nie przepuszczą na Słowaków i Serbów siódmego sortu. Natomiast wykorzystanie tych środków to temat na zupełnie inną rozprawkę. W tym tekście chcemy bardziej pochylić się nad kwestią „kto i za co dostanie kasę?”, a nie „na co, w jaki sposób i w jakim celu zostanie wydana?”.

Przedstawiciele klubów Ekstraklasy w środę przez kilka godzin debatowali nad tym jak podzielić się tym większym tortem. „Większym”, bo zgodnie z obowiązującym kontraktem telewizyjnym do kas klubów trafia 150 milionów. Teraz trafi o 75 dużych baniek więcej (brakujące 25 milionów to m.in. koszty związane z obsługą meczów przez Ekstraklasa Live Park). Skoro doszły pieniądze do podziału, to trzeba było uzgodnić kwestie gdzie dosypiemy, komu zabierzemy, co nagrodzimy.

No i po dość burzliwych rozmowach udało się dojść do porozumienia.

Zatem co ustalono?

– kwota stała do podziału została zmniejszona z 55% do 44% (nominalnie wzrosła z 5,173 mln na klub do 6,187 mln)

– zespoły, które wywalczyły awans do europejskich pucharów, dostaną 14% kwoty do podziału zamiast 8,5% (mistrz 12,6 mln, dalej – 9,45 mln, 6,3 mln, 3,15 mln)

– wzrost kwoty do podziału za zajęcie miejsca w tabeli z 17,5% do 20% (45 milionów, mistrz 5,5 mln, ostatnia drużyna około 400 tys.)

– kwota z rankingu historycznego zwiększona minimalnie z 17,5% do 18% (nominalnie 40,5 mln)

– bonus solidarnościowy dla drużyn z dolnej ósemki został zmieniony – zamiast 1,5% jest 4%, zespoły z miejsc 9.-13. dostaną po 250 tys. na klub, a spadkowicze po 750 tys.

– dochodzi wypłata za Pro Junior System w wysokości 5,6 mln złotych do podziału według punktacji

W dużym uproszczeniu – tak teraz wygląda podział pieniędzy:

rsS549W

A tak wygląda symulacja tego ile pieniędzy dostanie klub za zajęcie danego miejsca. Na niebiesko zaznaczyliśmy bonus historyczny (od 0,4 do 5 mln złotych uzależniony od wyników osiąganych przez klub w ostatnich czterech sezonach):

L5CLA2p

Żeby wyjaśnić ile zmienia nowy podział praw – weźmy na tapet taką Legię Warszawa. I na dodatek załóżmy, że Legia zostanie mistrzem Polski w sezonie 2019/20 (czyli wtedy, gdy wejdzie nowy podział pieniędzy). Warszawianie dostaliby zatem: 6 187 500 zł kwoty stałej4 941 000 zł za pierwsze miejsce w ranking historycznym5 490 000 zł za pierwsze miejsce w lidze12 600 000 zł za najwyższe miejsce wśród pucharowiczów = 29 218 500 zł razem. Do tego może dojść jeszcze kasa z Pro Junior System. Granica 30 milionów jest do złamania. Dla porównania – za poprzedni sezon Ekstraklasa SA wypłaciła Legii 16 716 787 zł.

Zatem kto najmocniej odczuje zmianę w podziale praw? Przede wszystkim czołówka. Teraz czterech pucharowiczów dzieli się 12,79 mln złotych, a przy następnym rozdaniu ciut mniej od tej kwoty dostanie sam mistrz. Wywalczenie sobie większego procentu od całej kwoty (8,5% => 14%) i wzrost całej puli pieniędzy powoduje, że najlepsza czwórka zamiast 12,79 mln będzie dzielić się kwotą 31,5 mln.

– Mamy nadzieję, że te większe pieniądze zostaną przeznaczone na rozwój klubów – dotyczy to zwłaszcza naszych pucharowiczów – a nie na jakieś spłaty zadłużenia czy większe kontrakty dla piłkarzy, którzy mogą nie być ich warci. Jeśli tak by to wyglądało, liga nie pójdzie do przodu, tylko po prostu wyda jeszcze więcej niż wcześniej. My za tę nadwyżkę planujemy wybudować szatnie przy hali czy podgrzewaną murawę w akademii. Sądzę, że wszyscy musimy iść drogą inwestowania w szkolenie młodzieży – jak Ajax. Przy tym brakuje mi dyskusji o innych kwestiach, na przykład unormowania pracy pośredników transakcyjnych czy w zakresie współpracy samorządów z akademiami piłkarskimi – mówi Mateusz Dróżdż, prezes Zagłębia Lubin. I dodaje: – Takie rozmowy to zawsze wytyczanie kierunku rozwoju ligi: czy chcemy stawki, w której mniej więcej wszyscy prezentują podobny poziom, czy jednak ligi, w której są kluby wyraźnie dominujące i reprezentujące potem ligę na arenie międzynarodowej. Patrząc na trendy w Europie, przeważnie mamy punkt drugi. Raczej nie dzieje się tak, że różnice między większością zespołów są minimalne. Trzeba też rozmawiać o systemie rozgrywek. Dla mnie na przykład formuła w obecnym kształcie bez podziału punktów w fazie finałowej nie ma sensu. Takie stanowisko przedstawiałem już wcześniej, będąc w radzie nadzorczej Ekstraklasy SA.

Swój kawałek tortu ugrały też zespoły, które marzą nie tyle o pucharach, nawet nie o górnej ósemce, a po prostu liczą na utrzymanie. I to ugrały konkretnie w środę, bo „wielcy” początkowo chcieli zagarnąć dla siebie jeszcze więcej. – Na środowym spotkaniu wynegocjowano wsparcie finansowe dla spadkowiczów oraz podtrzymanie opłaty solidarnościowej dla pozostałych drużyn z grupy spadkowej. Pierwotnie nie było tych rzeczy w przedstawionych nam propozycjach – zdradza Dróżdż.

– Na korzyść mniejszych klubów udało się przesunąć procentowe wartości kwot stałych, za wynik sportowy, młodzieżowców i ranking historyczny. Na początku w każdym z tych aspektów wyglądało to trochę niż gorzej niż w ostatecznym kształcie. Zależało nam na tych kwotach bezpieczeństwa dla spadkowiczów i udało się je uzyskać – wyjaśnia Jacek Kruszewski, prezes Wisły Płock: – Nie potwierdzę, czy będzie to 750 tys. zł na klub, bo te kwoty mogą się jeszcze trochę zmienić – nie chodzi wyłącznie o wpływy z praw telewizyjnych, ale również od innych sponsorów, których jest sporo i nie wszystkie są już określone. Plus dochodzą zobowiązania Ekstraklasy SA wobec swoich kontrahentów. Była też rozważana opcja pozostawienia starego podziału, ale zarząd i rada nadzorcza zdecydowały inaczej.

Skoro mistrz Polski dostanie potencjalnie 2x więcej pieniędzy po nowym rozdaniu, to o ile więcej kasy wpadnie w ręce spadkowiczów? Weźmy za przykład Zagłębie Sosnowiec, które hipotetycznie dostałoby najmniej pieniędzy:  6 187 500 zł kwoty stałej 405 000 zł za ranking historyczny + 441 000 za miejsce w lidze + 750 000 za bonus solidarnościowy7 783 500 zł razem. Jak to wygląda w zestawieniu z aktualnym podziałem? W zeszłym roku najmniej wynagrodzenia z ESA dostała Sandencja Nowy Sącz, na konto której wpłynęło 5 971 840 zł.

Zatem wzrost wypłat dla najgorzej usytuowanej drużyny może wynieść 30%, a dla najlepszego klubu nawet i 75%.

– Nowy podział premiuje najlepsze kluby, które będą reprezentowały ligę w pucharach. Z jednej strony jest to logiczne, bo te największe marki przyciągają największą uwagę i generują największe przychody, próbowaliśmy jednak wywalczyć jak najwięcej dla klubów z dolnej ósemki. Już dziś różnica w możliwościach finansowych jest duża, a po podziale jeszcze się zwiększy – twierdzi Kruszewski. – Końcowe porozumienie nie jest dla nas do końca satysfakcjonujące, ale nie narzekamy, nie rozstaliśmy się pokłóceni. Trzymamy kciuki, żeby przyszli pucharowicze jak najlepiej wykorzystali dodatkowe środki. Musimy w końcu zaistnieć w Europie, bo to buduje wizerunek całej ligi i nakręca koniunkturę na polską piłkę – dodaje.

– W symulacji, którą nam zaprezentowano za ten rok, za obecne miejsce dostalibyśmy bodajże 8,4 mln zł. Rok później byłyby to kwoty znacząco większe, ale teraz koncentrujemy się na tym, żeby w przyszłym sezonie faktycznie nas ten temat dotyczył. Czeka nas jeszcze ciężka walka o utrzymanie – mówi Andrzej Dadełło, właściciel Miedzi Legnica.

– Gdyby Zagłębie Lubin zakończyło przyszły sezon na tym miejscu, na którym jest obecnie, to dostałoby od Ekstraklasy SA o około 40-50 procent więcej niż mogłoby otrzymać teraz, a więc dla nas są to bardzo duże pieniądze, które pozwolą na dalszy rozwój klubu. Można dyskutować, czy procentowe dysproporcje między top4 a resztą nie staną się za duże, ale to chyba lepsze rozwiązanie niż jak za czasów komunizmu: każdemu po równo. Może trochę naiwnie liczę, że te pieniądze pozwolą wypromować polskie kluby w Europie i wtedy zyskają również pozostali – zaznacza prezes Zagłębia Lubin.

J6563CS

A jak wyglądały same rozmowy i gdzie leżała kość niezgody?

Andrzej Dadełło: – Jeśli się nie mylę, większość klubów opowiadała się za dotychczasowym sposobem dzielenia środków, natomiast rada nadzorcza zaaprobowała nowy podział stosunkiem głosów sześć „za”, jeden wstrzymujący się. Nie kryłem się ze swoimi opiniami co do przedstawianych wcześniej rozwiązań, ale uważam, że musimy zachowywać porządek korporacyjny. Gdybyśmy mieli w szesnastu prezesów dyskutować o każdym aspekcie, to nigdy byśmy się nie dogadali, więc skoro ostateczną decyzję podejmowała rada nadzorcza, dzisiejszą decyzję przyjmuję i mam nadzieję, że cele, które mu przyświecają zostaną zrealizowane. A są one takie, by nasze kluby zaczęły lepiej grać w europejskich pucharach. Co nie zmienia faktu, że moim zdaniem, o czym też mówiłem na spotkaniu, powinniśmy zostawić marzenia i skupić się na budowaniu od podstaw. Skoro jednak postanowiono inaczej, niejako reszta ligi daje kredyt zaufania pucharowiczom, dostają więcej kasy, a oni mają tej szansy nie zmarnować. Musimy wykorzystać najbliższe lata, żeby jako liga pod każdym względem pójść do przodu.

Mateusz Dróżdż: – Pewien kompromis musiał zostać zachowany. Końcowe decyzje podejmowała rada nadzorcza. My jako Zagłębie Lubin mogliśmy wyrażać swoje zdanie, ale nie było to nic wiążącego dla rady. Mogła wziąć pod uwagę nasze spostrzeżenia, choć z formalnego punktu widzenia nie musiała. Gdybyśmy mogli coś zmienić, to na przykład sposób naliczania punktów za grę młodzieżowca i dlatego ja dzisiaj byłem sceptycznie nastawiony do tej propozycji. Z informacji, jakie uzyskaliśmy, kwoty nie będą tutaj stałe, tylko zależne od końcowego miejsca w tej klasyfikacji. Ma się premiować podwójnie zawodników wychowanych przez klub od samego początku lub przebywających w klubie określoną liczbę lat. Przykładowo: gramy dwoma chłopakami z akademii i minuty liczą im się 1 do 1, a ktoś ma jednego chłopaka szkolonego na miejscu dłużej i dostaje podwójną liczbę punktów. Uważam, że na przyszłość warto zostawić kwotę stałą, ale nie są to kwestie, które mogłyby przeszkodzić w porozumieniu.

Jacek Kruszewski: – Była też rozważana opcja pozostawienia starego podziału, ale zarząd i rada nadzorcza zdecydowały inaczej. Rada nadzorcza przedstawiła propozycje zaakceptowane przez zarząd, my ewentualnie mogliśmy zgłosić swoje propozycje i zastrzeżenia. Jako Wisła nie mamy wiele argumentów w kwestii uatrakcyjnienia ligi jako produktu. Ubolewamy, że ze stadionem jesteśmy w Płocku trochę czarną owcą Ekstraklasy. Powoli odbiega on już nawet od standardów pierwszoligowych.

Z tych wszystkich wyliczeń i rozmów wyjawia się jasny wniosek – kluby będą bogatsze, podział nie wszystkim odpowiada, ale wypracowano kompromis, który ma premiować zespoły walczące o puchary. Nagrodą pocieszenia dla maluczkich ma być bonus solidarnościowy i nominalny wzrost wypłat, który wynika wprost ze zwiększonej ogólnej puli. Wydaje się, że w sedno trafia Dróżdż – to szansa dla polskich klubów. Szansa, której nie można zaprzepaścić: – To będzie 6-7. kontrakt telewizyjny wśród lig europejskich, a jedyny, którego częścią będzie telewizja publiczna. Liga jako całość nie jest taka słaba, problemem jest poziom czołówki, która reprezentuje nas w Europie. Pamiętam, że gdy graliśmy w pucharach i nawet wyeliminowaliśmy Partizana Belgrad, to potem w październiku się posypaliśmy, bo kadrowo nie byliśmy przygotowani na tyle frontów. Te pieniądze są szansą na zmiany, ale jeśli w ciągu 2-3 lat coś się nie ruszy w pucharach, sponsorzy będą odchodzić, a następny kontrakt telewizyjny będzie niższy. Nie możemy tej szansy zmarnować, tym bardziej, że na horyzoncie są zmiany w europejskich pucharach, które w przypadku słabych występów polskich drużyn w tych rozgrywkach, mogą spowodować, że nieosiągalna będzie nie tylko Liga Mistrzów, ale też tzw. 2. liga UEFA.

DAMIAN SMYK
PRZEMYSŁAW MICHALAK

KOMENTARZE (21)