Oferty z MLS? Rozmawiałem z Bogiem i serce wskazało na Śląsk
Weszło Extra

Oferty z MLS? Rozmawiałem z Bogiem i serce wskazało na Śląsk

Wiara odgrywa w życiu Lubambo Musondy szczególną rolę. Marzył o zostaniu księdzem, który nauczyłby ludzi miłości i wybaczania. Odwiedza zambijskie sierocińce, przywożąc do nich paczki z żywnością i podstawowymi artykułami.  Swojego syna nazwał „Światło”, by niósł ludziom dobrą nowinę. Długo rozmawiał z Bogiem przed przyjęciem propozycji Śląska i odrzuceniem tym samym zainteresowania dwóch klubów MLS. 

O pierwszym boisku w Lusace, które okazuje się być kawałkiem jezdni. O polskiej mentalności, w której Afrykanina dziwi to, że nie zna sąsiadów. O tym, co oznacza imię „Żebro”. O uciekaniu przed psami, które rozwijało dynamikę. O miesiącu spędzonym w Chelsea, graniu w akademii Kalushy Bwalya, dwumeczu Gandzasaru z Lechem. Zapraszamy.

***

Największą różnicą kulturową, jaką zaobserwowałem w Afryce, jest nasze podejście do relacji międzyludzkich. Europejczycy skupiają się na sobie, siedzą zamknięci w domach. Afrykanie natomiast całe dnie spędzają na zewnątrz, w grupach, z sąsiadami, przyjaciółmi, całą rodziną. Ryszard Kapuściński, polski reportażysta, trafnie to porównał mówiąc, że „Europejczyk żyje tak, jakby był kroplą oliwy w wodzie, a Afrykanin zachowuje się tak, jakby był w wodzie kroplą atramentu. Afrykanin jest rozpuszczony w swoim środowisku, natomiast Europejczyk – to zamknięta, wyizolowana kropla”. 

Jak się odnajdujesz w Polsce wśród ludzi, którzy rzadko wychodzą na zewnątrz i spędzają większość czasu w domach?

Mamy po prostu inne kultury. U nas faktycznie tak to wygląda, że codziennie mamy kontakt z wieloma przyjaciółmi, spotykamy się ze wszystkimi ludźmi żyjącymi dookoła, ciągle rozmawiamy, znamy się ze wszystkimi sąsiadami. Żyjemy w jednej wielkiej wspólnocie, znacznie bliżej siebie. U was jest o wiele inaczej. Częściej siedzicie w domu i nie znam nawet imion osób, które mieszkają obok mnie. W Polsce żyję w podobny sposób – po treningach zawsze siedzę w domu, relaksuję się. Jeśli jestem poza domem, to zwykle spędzam czas w klubie, pracuję na przykład na siłowni. Czy się w tym odnajduję? Czasami rzeczywiście to problem. Ale jestem w ciągłym kontakcie z moją rodziną, regularnie rozmawiam przez telefon z moim synem, który został w Zambii. W drużynie dobrze dogaduję się z każdym. Chłopaki dają mi dużo wsparcia, pozytywnej energii. Pomagają. Czuję się jak w rodzinie. 

Tęsknisz za rodziną? 

Tęsknię i to bardzo. Rodzina, miłość do niej, jest u mnie zawsze na pierwszym miejscu. Jej błogosławieństwo jest dla mnie niezwykle ważne. Dodaje mi pewności siebie i pcha do przodu w tym, co robię. 

Co było dla ciebie najtrudniejsze po wyjeździe z ojczyzny w młodym wieku? 

Właśnie ta tęsknota za rodziną. Nigdy wcześniej nie opuściłem jej na tak długi okres. Z racji odległości nie było możliwości, byśmy się zobaczyli. Byłem sam, nie mogłem zrozumieć języka, w którym mówi się w szatni. Mało kto w Armenii posługiwał się angielskim. Komunikacja była problemem. Początkowo byłem trochę na uboczu.

Angielski jest w Zambii językiem urzędowym, ale nie jest twoim głównym językiem. 

Na co dzień mówi się u nas lokalnymi językami.

W jakich językach mówisz? 

Mój pierwszy język to bemba. Mogę rozmawiać również w nyanja, rozumiem języki kaonde i tonga. 

Twoje imię znaczy w lokalnym języku „Żebro”, prawda? 

Tak, w języku bemba każde imię coś znaczy. 

To symbol? 

Tak. Żebro oznacza życiowy balans. Tata zdecydował, że powinienem się tak nazywać. Moje drugie imię to Silas. Też jest szczególne, bo nosił je misjonarz, który wskazywał ludziom drogę do Boga. Ale działo się to bardzo dawno, pisze o tym Biblia. 

Jak nazwałeś swojego syna? 

Chengelo, czyli „Światło”. Mój syn będzie niósł ludziom światło. Myślę, że to dobre imię. W moim kraju musisz dopasować do dziecka dobre imię. Jeśli użyjesz nieodpowiedniego, może to źle wpłynąć na dziecko. Podoba mi się też imię Emmanuel. Oznacza „Bóg jest z nami”. 

Pochodzisz z rodziny wielodzietnej, masz siedmioro rodzeństwa. W Polsce to wręcz niespotykane, ale w Zambii to normalny model rodziny. 

Tata przeszedł już na emeryturę, miał dobrą pracę, był księgowym w ministerstwie. Mama pracuje w administracji szpitala. Bracia pracują w korporacjach, jednia z sióstr w jednym z największych supermarketów w Afryce. Inne się uczą na uniwersytecie. Ale nikt oprócz mnie nie gra w piłkę. 

Jak na zambijskie warunki, pochodzisz chyba z dość bogatej rodziny.  

Nie jest bogata, ale mieliśmy zapewnione normalne życie. Głównie dzięki tacie, który miał naprawdę dobrą pracę. Zambia nie jest tak biedna, jak się wydaje. Uważam, że to taka klasa średnia. To bardzo dobre miejsce. Dobre także z turystycznego punktu widzenia. Mamy piękne Wodospady Wiktorii, które przyciągają masę osób i wiele innych atrakcji turystycznych. 

2019.02.18 KRAKOW SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 KOLEJKA 22 WISLA KRAKOW - SLASK WROCLAW NZ LUBAMBO MUSONDA RAFAL PIETRZAK FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl 2019.02.18 KRAKOW SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2018/19 ROUND 22 WISLA KRAKOW - SLASK WROCLAW FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Jak wspominasz swoje pierwsze boisko piłkarskie? 

Graliśmy na ulicach. Dosłownie na ulicach, bo na nich była twarda nawierzchnia. Czasami robiło się przerwę, gdy ktoś się wywrócił i zostawił skórę na ziemi. Ale grało się dalej, lepszych warunków nie było. Wracało się do domu z całymi obdartymi kolanami. Tata zawsze się złościł: – Co ty znowu nawywijałeś?! Na ulicach Lusaki chłopaki grali w piłkę wszędzie. Ja od zawsze kochałem kopać, więc dla mnie była to wymarzona sytuacja. Dało mi to umiejętności, które potem mogłem pokazać potem poza ulicami, w klubie, później też na poziomie międzynarodowym. 

Ale grając na ulicach o karierze podobno nawet nie śniłeś. 

Tata powtarzał, że powinienem skupić się na nauce, bo ona przyniesie mi najwięcej korzyści. Jako mały chłopak chciałem poświęcić całe życie Bogu i zostać księdzem. Byłem ministrantem. Po zdaniu egzaminów poprosiłem o to, by rodzice wysłali mnie do katolickiej szkoły, w której uczyłbym się z katolickimi braćmi. To było moje marzenie, złożyłem podanie o przyjęcie, ale odpowiedź nie przychodziła. Przyszła za to z innej szkoły, jednej z najlepszych w Zambii, więc wybrałem ją. Rozwinąłem się tam sportowo. Było dużo możliwości, więc cieszyłem się grą w piłkę, meczami. Często mnie chwalono, że gram bardzo dobrze i mam potencjał. Szkoły w Zambii biorą udział w czymś w rodzaju mistrzostw, rozgrywają między sobą mecze. To bardzo ważne rozgrywki, zakończone wręczeniem trofeum. Dzięki mistrzostwom międzyszkolnym trafiłem do młodzieżowej reprezentacji Zambii U-17. Później, wciąż będąc w szkole, grałem w U-19 i U-20. Równolegle zostałem zaproszony do reprezentacji międzyszkolnej, do której trafiali najlepsi piłkarze właśnie z tych rozgrywek międzyszkolnych. W nagrodę pojechaliśmy na miesiąc do Chelsea. Trenowaliśmy w Londynie i braliśmy udział w międzynarodowym turnieju, w którym oprócz nas grały reprezentacje międzyszkolne z innych krajów Afryki. Wygraliśmy ten turniej.

Dla młodego chłopaka taki wyjazd to zawsze wielka sprawa. Co wywarło na tobie największe wrażenie obcując w jednym z największych klubów na świecie? 

Nauczyłem się tam naprawdę bardzo dużo, zwłaszcza od takich piłkarzy jak Drogba, Essien czy Kalou. Mówili nam, że najważniejsza jest samodyscyplina. Bez tego nigdy nie wejdziesz na międzynarodowy poziom. Jeśli masz pracę do wykonania, musisz po prostu ją rzetelnie wykonać. Przekazali nam dużo wiedzy i pokazali, jak wygląda profesjonalna piłka. Trenerzy oprowadzili nas po Stamford Bridge, centrum treningowym, zabrali do szatni, opowiedzieli jak wygląda codzienność w tak wielkim klubie. To takie przeżycie… Jesteś tam i mówisz sobie: OK, to jest właśnie to, co chcę robić. Bardzo dużo się modlę i każdego dnia dziękuję za to, jakie życie Bóg mi ofiarował. 

A propos wielkich klubów, w pewnym momencie, jeszcze w zambijskiej lidze, pojawiły się pogłoski, że obserwuje cię Arsenal. Jak na młodego chłopaka wpływają takie informacje? 

To prawda, pojawiały się takie głosy, ale nigdy nie zgłosili się do mojego agenta. Dawałem z siebie jednak jeszcze więcej. 

Zdolny chłopak z Zambii traktuje wyjazd gdziekolwiek jako jedyną szansę, na lepsze życie? 

Tak. Nasza liga nie jest obserwowana przez większe kluby i to jej największy problem. Gra w niej naprawdę dużo talentów, ale jest bardzo ciężko wyjechać. Jestem przekonany, że wielu piłkarzy dałoby sobie radę wyżej. Ja zostałem wypatrzony dlatego, że skaut Ulisses Erewan oglądał mecz reprezentacji U-17 w Egipcie. 

W kilku wywiadach wspominałeś, że w lidze zambijskiej grają kluby policyjne i wojskowe. Jak to dokładnie wygląda? 

Nkwazi FC to klub złożony z czynnych policjantów, z kolei Green Buffaloes, Green Eagles i Red Arrows to kluby, w których grają zawodowi żołnierze. Bardzo trudno się przeciwko nim gra. Musisz być naprawdę silny, jeśli chcesz wyjść z takiego meczu cało. Kiedyś brali do tej drużyny cywilów, ale ci zwykle nie dawali rady w treningach, które są ciężkie i dość specyficzne. Jeden z naszych kluczowych reprezentantów kraju jest ważną postacią w zambijskiej armii. Całe szczęście, że jestem szybki, więc dawałem radę im uciec. Wygrywaliśmy, bo mieliśmy najlepszych piłkarzy w lidze. 

KADRIYE 25.01.2019 ZGRUPOWANIE SLASKA WROCLAW W TURCJI - TRENING --- SLASK WROCLAW TRAINING CAMP IN TURKEY ROBERT STACHURA LUBAMBO MUSONDA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jaką misję miałby ksiądz Lubambo? Co chciałby przekazać ludziom? 

Przede wszystkim uczyłbym wybaczania. I oczywiście miłości. 

Miałeś wśród księży swojego mentora? 

Tak, ojciec Laston Lupupa, ksiądz z mojej parafii. Uwielbiam jego kazania, oglądam je czasem na YouTube. Religia jest dla mnie najważniejsza. Bóg to stwórca, Bóg to życie. Zambia to jeden z najbardziej chrześcijańskich krajów na świecie. Kochamy się modlić.

Chrześcijańską postawę prezentujesz też w życiu, pomagając w Zambii tym, którzy mają trudniejszą sytuację.

Dobrze jest wyciągnąć dłoń do tych, którzy nie mają tak dobrego życia. Wielu zambijskich piłkarzy postępuje w ten sposób. Kupuję jedzenie, jakieś podstawowe artykuły do życia i rozdaję ludziom albo domom dziecka. 

To prawda, że w przyszłości chcesz się temu poświęcić?

Kocham to robić i zawsze chciałbym okazywać pomoc potrzebującym. Jeśli Bóg pozwoli, chciałbym móc kiedyś prowadzić działalność charytatywną dla domów dziecka w Zambii. Dzięki fundacjom życie w sierocińcach w Zambii wygląda znacznie lepiej. W przyszłości pomyślę nad taką fundacją. To coś, co uczyniłoby mnie szczęśliwym. Póki co nie prowadzę żadnej działalności, po prostu przyjeżdżam i zabieram ze sobą jedzenie i inne rzeczy. Dzieci z domów dziecka są szczęśliwe, że ktoś o nich myśli. Żyją tam bez żadnego wsparcia…

Masz przedmeczowe rytuały związane z religią? 

Na zgrupowaniu reprezentacji przed snem zawsze mamy wspólną modlitwę. Czasami też wspólnie śpiewamy religijne pieśni. Przed meczem jest podobnie. To daje nam dużą pewność i pomaga nam na boisku. W Śląsku przed meczem też zawsze się modlę. W domu, gdy jestem sam, czasami śpiewam. 

Pamiętasz moment, w którym modlitwa naprawdę pomogła w twojej karierze? 

Modliłem się dużo przed przyjściem do Śląska. Pytałem Boga, która opcja będzie dla mnie najlepsza, bo miałem też inne oferty. Myślałem nad dwoma propozycjami z MLS. Rozmawiałem z trenerami tych dwóch klubów i bardzo chcieli, bym dołączył do ich zespołów. Rozmawiałem z Bogiem i serce wskazało, bym dołączył do Śląska. 

Nie żałujesz? MLS to generalnie lepsza liga, pieniądze na pewno też dostałbyś większe. 

Kariera jest o wiele ważniejsza niż pieniądze. Ciągle jestem młodym piłkarzem, chcę się rozwijać i wciąż robić kroki do przodu. Tak mówiło serce. 

Ze Śląskiem rozmawiałeś już latem. Czemu wtedy nie udało się odejść? 

Gandzasar nie chciał, żebym opuszczał klub. Byłem jednym z najlepszych piłkarzy w drużynie i zespół mógłby mieć beze mnie problem. To był też problem dla mnie, bo nie chcieli mnie puścić. Chciałem zrobić krok do przodu. Czasami czułem się przez to bardzo źle. Przekładało się to na boisko, traciłem koncentrację. Na szczęście udało się odejść, jestem tu i daję z siebie wszystko dla Śląska. 

Wychowywałeś się w akademii Kalushy Bwalya, najważniejszego piłkarza w historii zambijskiej piłki. Jak młody chłopak czuje się w akademii legendy? 

To wielka osoba w zambijskiej piłce. Byłem bardzo szczęśliwy, bo to była wówczas jedna z najlepszych akademii w całym kraju. Każdy chciał w niej grać. Pierwszy zespół grał w trzeciej lidze zambijskiej. To była bardzo dobra drużyna, ale akademia skupiała się na wychowaniu, więc piłkarze osiągając odpowiedni wiek odchodzili do klubów w wyższych ligach. To wielki przywilej, że mogłem wychowywać się w K-Stars Sports Academy. Bwalya często oglądał nasze treningi i dawał swoje wskazówki. Grał w wielkich klubach jak PSV, więc gdy mówił, że „powinieneś robić to i to”, znaczyło to wiele. Pomógł nie tylko mnie, ale wielu chłopakom, którzy się jednak nie przebili. Akademia pomagała mi bardzo w szkole, po jej ukończeniu dołączyłem do National Assembly w zambijskiej ekstraklasie. Po moim pierwszym sezonie wyróżniłem się na tyle, że zgłosiło się Power Dynamos, jeden z największych klubów w Zambii. 

Z Bwalyą wiąże się przykra historia – jako jeden z nielicznych przeżył tragedię z 1993 roku, gdy rozbił się samolot, którym cała zambijska reprezentacja leciała na mecz. Przeżył dlatego, że dolatywał prosto z Europy. 

Oglądałem wiele dokumentów na ten temat. To tragedia, która złamała serce każdemu mieszkańcowi Zambii. To była wówczas jedna z najlepszych drużyn w całej Afryce. Pamięć o nich jest ciągle żywa. Zostali pochowani przy stadionie w Lusace. To miejsce jest zawsze zadbane, udekorowane. Rocznica ich śmierci jest u nas jak święto. Ludzie przychodzą i oddają im cześć, respekt, mimo że minęło już tyle czasu. Zwycięstwo w Pucharze Narodów Afryki w 2012 było szczególne, bo finał rozgrywał się w Libreville, czyli tam, gdzie rozbił się samolot. 

BELEK 23.01.2019 MECZ TOWARZYSKI: SLASK WROCLAW - GNK DINAMO ZAGRZEB 0:2 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: SLASK WROCLAW - GNK DINAMO ZAGREB 0:2 PILKARZE DINAMA LUBAMBO MUSONDA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Kontakt z Polską miałeś już latem grając jako piłkarz Gandzasaru z Lechem. Po dwumeczu byliście bardziej zadowoleni czy rozczarowani? Nie da się ukryć, że to Lech był faworytem. Postawiliście się jednak i byliście blisko zwycięstwa. To porażka, po której można wracać z podniesionym czołem. 

Rozczarowani, zdecydowanie. Byliśmy bardzo blisko awansu do następnej rundy, co w Gandasarze nigdy się nie wydarzyło. Mogliśmy napisać historię. Czekaliśmy na to, ale się nie udało. Mówiliśmy sobie, że przyszło nam grać z dobrą drużyną, ale rozczarowanie wzięło jednak górę. 

Byłeś zaskoczony, że Lech nie był w stanie narzucić swoich warunków? 

Pamiętam, co czuliśmy, gdy na obozie przygotowawczym dowiedzieliśmy się, że przyjdzie nam grać z Lechem Poznań. Każdy mówił to samo: – Lech Poznań. Duży klub i bardzo dobra drużyna. 

Ale powiedzieliśmy sobie, że trzeba próbować w każdym meczu. W pierwszym spotkaniu popełniliśmy kilka błędów w defensywie. Za bardzo myśleliśmy na zasadzie: przyjechał do nas duży klub. W drugim złapaliśmy większą pewność siebie i nasze myślenie się zmieniło: OK, możemy zrobić coś fajnego, nawet wygrać. 

Gdy oglądam mecze Śląska, mam wrażenie, że biegasz dwa razy więcej i szybciej niż pozostali piłkarze. Urodziłeś się z tą dynamiką czy ją wypracowałeś? 

Zawsze w swoich klubach tyle biegałem. Kocham pracować dla drużyny. Dynamika? Urodziłem się z tym. Mój tata, który też próbował w młodym wieku grać w piłkę, również jest tak dynamiczny. Widać to nawet teraz, mimo że ma już swoje lata. Ale oczywiście też nad tym ciągle pracuję. 

W dzieciństwie pomagały ci w tym okoliczne psy. 

(śmiech) Tak, mieliśmy taką zabawę! Graliśmy w piłkę na ulicy i gdy pojawiały się psy, prowokowaliśmy je, a potem musieliśmy uciekać. Na całe szczęście żaden mnie nie dogonił. 

Jaki masz plan na karierę? Chcesz przez Śląsk zrobić krok do lepszej ligi? 

Oczywiście, każdy piłkarz marzy o grze w jak najlepszej lidze. Ale jestem teraz w Śląsku i muszę się skoncentrować, dawać z siebie jak najwięcej, wznieść klub na jak najwyższe miejsce w tabeli i stać się najlepszym skrzydłowym ligi. Wszystko jest kwestią ciężkiej pracy. Zdaję sobie sprawę, że Ekstraklasa jest obserwowaną ligą przez skautów. 

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK 

Fot. FotoPyK / 400mm.pl 

KOMENTARZE (11)