Magic Mike
Inne sporty

Magic Mike

To długo nie był amerykański sen. Niby szybko kupił zawodników swoim stylem bycia wyniesionym z kraju Wuja Sama, ale wyniki nie szły w parze z dobrą atmosferą. Aż w końcu część kibiców, dziennikarzy i ludzi z tzw. środowiska zaczęło domagać się jego głowy. Mike Taylor nie dość jednak, że ją zachował, to jeszcze dziś może nosić ją wysoko, bo przeszedł do historii polskiej koszykówki. Kim jest wiecznie uśmiechnięty coach, który wprowadził naszą kadrę na mistrzostwa świata po 52 latach posuchy?         

***

Kwarta nr 1 – Chcę być trenerem

Dorastając w Pensylwanii ponoć nigdy specjalnie nie marzył o karierze zawodnika NBA. Owszem, uwielbiał gapić się na mecze i grać na podwórku z kumplami, ale w pewnym momencie znacznie bardziej kręciła go ławka trenerska.

Wyniósł to z domu, bo jego ojciec zarabiał na chleb właśnie jako szkoleniowiec miejscowych drużyn. Mały Mike często był zabierany przez niego na mecze, pałętał się między zawodnikami na sali treningowej, podróżował razem z drużyną autobusem – po prostu chłonął basket. Według anegdoty, którą opowiadał po przyjeździe do Polski, kiedyś w szkole w ramach pracy domowej jego klasa miała napisać krótkie wypracowanie. Temat? „Kim chciałbyś zostać w przyszłości?”. Mike napisał, że chciałby być oczywiście trenerem. Jego ojciec, dumy z dzieciaka, zachował ponoć tamtą kartkę na lata.

Jak widać młody nie rzucał słów na wiatr, bo po zakończeniu studiów – a więc mając raptem 23 lata – rozpoczął swoją trenerską ścieżkę. Na początek został asystentem w Golden Eagles, czyli uczelnianej drużynie Clarion University of Pennsylvania. Później taką samą funkcję pełnił trzy lata wracając na stare śmieci na uniwersytet w Indianie, a na koniec zaliczył epizod na uczelni w Pittsburghu. Na koniec, bo już w 2001 r., zadzwonił telefon z Europy. Konkretnie od włodarzy grającego w niższej lidze niemieckiej Chemnitz 99. Kierunek może nie był dla niego specjalnie wymarzony, ale o wykupieniu biletu do Europy zadecydował jeden podstawowy argument – w Saksonii Taylor miał w końcu zadebiutować w roli pierwszego trenera.

Nie spaprał roboty, dlatego wkrótce dostał propozycję z Ratiopharm Ulm. I właśnie tam zaliczył swój pierwszy sukces: w 2006 r. awansował z drużyną do Bundesligi. Przygodę z najwyższą klasą rozgrywkową w Niemczech zaczął od 12. miejsca, ale już w trzecim sezonie zdołał wprowadzić drużynę do fazy play-off. Taylor z Ulm wyjechał w 2011 r. po dwóch nieco słabszych sezonach, ale szczerze trzeba przyznać, że to także on zbudował fundamenty pod przyszłe duże sukcesy Ratiopharm. Bo takimi były przecież dwa srebrne medale na krajowym parkiecie.

Mike Taylor – który od 2010 r. łączył też pracę w Niemczech z rolą asystenta w reprezentacji Czech – po rozstaniu z Ulm przyjął propozycję z NBA G League, a więc z zaplecza NBA. Tam prowadził najpierw Rio Grande Valley, a następnie drużynę Maine Red Claws (zespół filialny Boston Celtics). Jego zawodowe życie było więc rozdarte między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Taktykę na mecze często rozpisywał w samolocie na wysokości kilku tysięcy metrów.

Kwarta nr 2 – Z ziemi czeskiej do polskiej

5 września 2013 r., EuroBasket w Słowenii. Reprezentacja Polski kierowana przez Dirka Bauermanna gra z Czechami. Biało-czerwoni w składzie Marcin Gortat, Maciej Lampe, Thomas Kelati, Mateusz Ponitka i Łukasz Koszarek.

Jeszcze na minutę przed końcem nasi prowadzą 67:62, ale końcówkę rozgrywają fatalnie. Pudłują na potęgę, co wykorzystał rywali – Polaków dobiły przede wszystkim dwie trójki załadowane przez Lubosa Bartona i skończyło się porażką 68:69. Drużyna po tym meczu już się nie podniosła, zajęła ostatnie miejsce w grupie, a na koniec została sklasyfikowana na 21. w całym turnieju. Załamka.

Gościem, który na treningach do znudzenia przypominał Bartonowi i jego kumplom schemat pod tamtą trzypunktową akcję, był Mike Taylor.

Ten sam Mike Taylor, który cztery miesiące później został wybrany na nowego trenera reprezentacji Polski. W kraju tę nominację odebrano jako dużą niespodziankę, bo w konkursie brali też udział trenerzy z lepszym CV. Ówczesny prezes Polskiego Związku Koszykówki Grzegorz Bachański przekonywał jednak, że nie jest to człowiek z kosmosu, tylko „młody i ambitny trener ze Stanów Zjednoczonych, który bardzo dobrze zna specyfikę europejskiej koszykówki”.

Szef związku tłumaczył wybór tym, że szukał kandydata, który oprócz prowadzenia pierwszej drużyny zaangażuje się też we współpracę z trenerami kadr młodzieżowych. Chociaż cele jakie przed nim postawiono – patrząc na niedawne popisy kadry – były godne Ethana Hunta z filmu „Mission: Impossible”. Jak mówił Bachański, drużyna miała wywalczyć na EuroBaskecie w 2015 r. miejsce dające awans do igrzysk olimpijskich w Brazylii lub w najgorszym wypadku lokatę dającą możliwość gry w dodatkowym turnieju kwalifikacyjnym.

2018.12.02 Gdansk Mecz kwalifikacyjny do Mistrzostw Swiata Chiny 2019 Polska - Wlochy N/z Mike Taylor Foto Piotr Matusewicz / PressFocus 2018.12.02 Gdansk Basketball Qualification match World Cup China 2019 Poland - Italy Mike Taylor Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Taylor zaczął robotę w Polsce od oklepanych słów o dobrej atmosferze oraz ciężkiej pracy, ale zaznaczył też, że jego drużyna ma być mieszanką starych wyjadaczy i młodych wilków. – Wiem, że wszyscy pytają o Gortata czy Lampego, bo dobrze znają te nazwiska, ale nie możemy zapomnieć o generacji młodych koszykarzy, którzy mają ogromny potencjał. Przemysław Karnowski czy Mateusz Ponitka mają po 21 lat i już teraz grają bardzo dobrze, a w kolejnych latach będą jeszcze lepsi. Chciałbym, aby kilku młodych zawodników miało w tym roku duży wpływ na wyniki drużyny narodowej i budowało swoją markę. To będzie dla mnie wspaniałe wyzwanie. Chciałbym wywrzeć pozytywny wpływ na polską koszykówkę – mówił w 2014 r. selekcjoner.

Chociaż nie wszyscy podzielali jego optymizm. Kiedy dziś pytamy byłych reprezentantów, jak odebrali powierzenie kadry Amerykaninowi, niektórzy wprost mówią, że uważali ten pomysł za poroniony. – Od początku byłem sceptycznie nastawiony do trenera Taylora – mówi Weszło Radosław Hyży, dziś trener Śląska Wrocław.

Nie rozumiałem tej decyzji związku. Jakoś nie miałem przekonania, że człowiek niepracujący w klubie, a więc niemający styczności z tym koszykarskim chlebem powszednim, da sobie radę w reprezentacji – wspomina z kolei Mariusz Bacik, bo jeszcze w tym samym roku Taylor przestał być trenerem Maine Red Claws.

Jak widać, w Polsce nie wszyscy z radości skakali pod sufit.

Kwarta nr 3 – Taylor out!

Pierwsze zadanie, a więc wprowadzenie drużyny na mistrzostwa Europy w 2015 r., Mike Taylor wykonał sumiennie – Polacy wygrali swoją grupę eliminacyjną. Sam Eurobasket drużyna skończyła na 1/8 finału, gdzie miejsce w szeregu pokazała jej Hiszpania. 11. miejsce to oczywiście nie wstydliwe 21., ale i tak oznaczało to, że marzenia o udziale w igrzyskach można odłożyć na później.

Nie byłem wprawdzie zwolennikiem jego zatrudnienia, ale muszę przyznać, że przez pierwsze dwa lata byłem pod wrażeniem, jak reprezentacja skonsolidowała się personalnie. Wielu zawodników chciało przyjechać na kadrę i to było bardzo pozytywne – dodaje Hyży.

Mimo to dla wielu zaskoczeniem było, że Polski Związek Koszykówki dał mu nowy, dwuletni kontrakt jeszcze przed EuroBasketem w 2017 r. – To był turniej towarzyski w Legionowie, gdzie graliśmy z Izraelem, Wielką Brytanią i Węgrami. To tam odbyło się oficjalne podpisanie kontraktu i paru ludzi aż łapało się za głowy, że Taylor pozostał na stanowisku. Późniejszy nieudany występ na EuroBaskecie też dawał argumenty przeciwnikom trenera, ale drużyna wzięła się do pracy i to przyniosło efekty – wspominał niedawno na Weszło Ryszard Łabędź, komentator koszykówki w TVP Sport.

Po turnieju w Finlandii polscy koszykarze mogli co najwyżej ze smutków obalić kilka butelek Finlandii, bo bilans pięć porażek-jedno zwycięstwo był beznadziejny. 18. miejsce na mistrzostwach idealnie wpisywało się niestety w koszykarski marazm, w jakim od lat tkwił polski basket.

Uważałem, że coś się wtedy skończyło i po tych mistrzostwach w 2017 r. trener powinien odejść. To, co zaprezentowaliśmy w Finlandii, to był skandal w porównaniu do potencjału, bo moim zdaniem personalnie to był jeden z lepszych zespołów, jaki trener kadry miał – uważa Radosław Hyży i dodaje: – Po obiecującym początku kolejne dwa lata to była już stagnacja i uważałem, że trenera Taylora należy wymienić na polskiego szkoleniowca. Czułem, że ta współpraca już się przejadła, że to nie ma najmniejszego sensu, że trener Taylor sprzedawał nam tylko jakieś fajne amerykańskie rzeczy, ale one działały jedynie na początku.

W Taylora jak w bęben walili też inni. Chociażby znany z ostrych opinii Jacek Łączyński. Były reprezentant, a od lat komentator telewizyjny przekonywał, że należy już dać sobie spokój z zagranicznymi szkoleniowcami. W rozmowie z TVP Sport ironizował, że przez ostatnie kilkanaście lat selekcjonerami reprezentacji byli obcokrajowcy, wszyscy przegrali i „nasi zapewne też by tak potrafili”. Nabijał się, że po Taylorze przyjdzie pewnie Litwin, bo jeszcze z tego kraju nie mieliśmy szkoleniowca.

Mike Taylor jednak przetrwał nawałnicę, chociaż jedna z tez mówiła o tym, że w pewnym sensie mógł mu pomóc… terminarz. Jak pamiętamy był to czas zmiany kalendarza reprezentacyjnego, co wiązało się z tym, że kadra inaugurowała eliminacje do mistrzostw świata w Chinach już dwa miesiące po EuroBaskecie w Finlandii. Zmiana szkoleniowca w takim momencie byłaby jeszcze większym ryzykiem.

Taylor dostał więc szansę poprowadzenia drużyny także w eliminacjach MŚ, chociaż i podczas tej kampanii jego robota w Polsce wisiała na włosku. Było tak szczególnie po przegranym meczu z Węgrami w Szombathely w pierwszej rundzie. – Nigdy nie miałem tak negatywnej chwili, by myśleć, że lepiej byłoby, gdybym się rozstał z kadrą. Jestem naturalnie pozytywną osobą, więc skupiam się na czekających nas wyzwaniach – mówił jednak po porażce na łamach „PS”, kiedy zapytano go o możliwą dymisję.

Amerykanin pozostał na stanowisku i dalsza zaskakująca historia jest już wszystkim doskonale znana – dwa wielkie zwycięstwa nad Chorwacją, pokonanie Włochów i awans na imprezę z trzeciego miejscu w grupie. Po 52 latach polska reprezentacja drugi raz dostała się na mistrzostwach świata.

Mariusz Bacik: – Na szczęście myliłem się co do niego, cieszę się, że muszę przyznać się do tej pomyłki. I tutaj nie ma co gdybać, czy taktyka była dobra, czy on jest magiem, trenerem, selekcjonerem czy kimkolwiek innym – udało mu się awansować do mistrzostw świata. Obroniły go wyniki. Taylor przeszedł do historii polskiej koszykówki.

Trener Taylor zaliczył reaktywację. Moim zdaniem spore znaczenie w jego zmianie miało to, że w 2018 r. podpisał kontrakt z Hamburgiem (zaplecze Bundesligi – red.). Od razu zobaczyliśmy innego człowieka. Taylor zaczął inaczej prowadzić zespół, wykonywał bardzo dobre zmiany, zobaczyliśmy odmienioną reprezentację – to z kolei teza Radosława Hyżego.

Kwarta nr 4 – Amerykański luz

Sierpień 2017 r., kilka dni do rozpoczęcia EuroBasketu. Reprezentacja siedzi w hotelowej stołówce i wcina obiad. Mike Taylor już sprząta z talerza ostatnie brokuły, kiedy nagle dochodzi do skoordynowanego ataku – na jego twarzy lądują dwa kawałki urodzinowego tortu z bitą śmietaną:

Happy birthday to you, happy birthday to you! Dawaj Polska!

I knew it was coming! I knew it was coming! It was too quiet here! – śmiał się Taylor odklejając z facjaty plastikową tackę.

Taki prezent urodzinowy to w obecnej reprezentacji już tradycja i obrywa każdy solenizant. Trzeba przyznać, atmosfera w drużynie musi być naprawdę zajebista, skoro zawodnicy wywinęli taki numer nawet własnemu szefowi. I w dyskusjach nad rewolucją w reprezentacji właśnie dobry klimat wewnątrz zespołu wymieniany jest jako jeden z głównych motorów napędowych tej kadry. Przypadek Taylora i koszykarzy można nawet w pewnym sensie odnieść do naszych siatkarzy. Kiedy kadrę prowadził sztywniacki Ferdinando De Giorgi, drużyna była hermetyczna, skostniała, funkcjonowała jak wojsko, co wielu graczom się nie podobało. Kiedy jednak stery w kadrze przejął pozytywnie stuknięty Vital Heynen, grupa odżyła. Kiedyś był „trener De Giorgi”, teraz jest „Vital”. W reprezentacji koszykarzy jest podobnie – po prostu „Mike”.

Pozytywne fluidy na zgrupowaniach sprawiły, że zawodnicy zaczęli na nie przyjeżdżać z chęcią, bo przecież w ostatnich latach nie zawsze było to takie oczywiste.

Gdansk, 24.02.2019 KOSZYKOWKA MEZCZYZN REPREZENTACJA POLSKI TRENING ELIMINACJE MISTRZOSTW SWIATA 2019 --- BASKETBALL FIBA POLAND NATIONAL TEAM WORLD CUP QUALIFIERS TRAINING --- NZ maciej lampe , trener mike taylor coach , FOT. GRZEGORZ RADTKE / 058sport.pl / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Radosław Hyży: – Z tego co wiem od kolegów i moich zawodników, Taylor jest świetnym człowiekiem jeżeli chodzi o kontakty międzyludzkie. Myślę, że to było nowością dla polskich koszykarzy, dlatego oni chcieli dla niego grać. Powiem szczerze, nie wierzyłem w to, że uda mu się przekonać do powrotu Macieja Lampego. Nie odmówił mu też Łukasz Koszarek. Był już na reprezentacyjnej emeryturze, ale wrócił i dał dużo drużynie. Przykład? Według mnie jego trójki przełamały Chorwatów i były kluczowe w tamtym decydującym o awansie meczu. Adam Waczyński też przecież wcale nie musiał przyjeżdżać na kadrę. Wydaje mi się, że tymi relacjami interpersonalnymi trener zapracował sobie na ich zaufanie i wysoki poziom gry. Zawodnikom to odpowiada, bo wreszcie są traktowani normalnie.

I dodaje: – Taylor umie też wydobyć z zawodników coś ekstra. Przypominam sobie pierwszy mecz z Chorwacją i tam dwóch zawodników było szczególnie ważnych. Pierwszym był Adam Hrycaniuk, który mając grubo ponad 30 lat zagrał być może najlepszy mecz w życiu, a drugim Krzysztof Sulima, który zagrał około 10 minut, ale dał drużynie taką wartość, jakby był w niej kilka lat. Jestem dziś pełen podziwu dla Taylora, bo bardzo ciężko prowadzi się naszą reprezentację. Jest wielu malkontentów, mamy manię krytykowania, ale on radzi sobie.

Mariusz Bacik zwraca uwagę, że kiedy reprezentacja po raz ostatni zaliczyła niezły wynik na poważnej imprezie, a więc podczas EuroBasketu w 1997 r., grupa też była zgraną paczką. – Nasze siódme miejsce w Europie nie jest oczywiście żadnym sukcesem w porównaniu do awansu na MŚ, ale my też tworzyliśmy wtedy kolektyw. Rozumieliśmy się bez słów nie tylko na boisku. Był dobry klimat, bo charaktery były dopasowane. Teraz jest chyba podobnie.  

Dogrywka – Chiny

Miesiąc miodowy reprezentacji trwa i przeciągnie się pewnie aż do długo wyczekiwanych mistrzostw świata w Chinach. Mike Taylor, podobnie jak wielu zawodników życzył sobie, żeby los wrzucił ich do grupy ze Stanami Zjednoczonymi, nawet mając świadomość mikroskopijnych szans na dobry wynik w takim starciu.

Krótko przed losowaniem trener Polaków opowiadał w rozmowie z serwisem KoszKadra, że kiedy cztery lata temu był w USA, podczas spotkania z trenerem Amerykanów Mikiem Krzyzewskim powiedział, że jego marzeniem jest, aby Polska zagrała kiedyś z jego drużyną. Szkoleniowiec, który ma polskie korzenie, uśmiechnął się tylko i powiedział „obyście zagrali bardzo dobrze”. Krzyzewskiego zastąpił wprawdzie później na stanowisku Gregg Popovich, ale marzenie pozostało i stawało się coraz bardziej realne. Ostatecznie okazało się jednak, że ekipa Taylora zagra na MŚ z Chinami, Wybrzeżem Kości Słoniowej i Wenezuelą. Trener Polaków uznał losowanie za udane.

Granie przeciwko Chińczykom będzie oczywiście wielkim wyzwaniem. Wenezuela i Wybrzeże Kości Słoniowej to bardzo konkurencyjni rywale dla nas. Dla mnie fantastyczne jest to, że w naszej grupie są drużyny dosłownie z całego świata – mówił.

Radosław Hyży: – Jeśli będziemy grać tak, jak w meczach z Chorwacją czy Włochami, to powinniśmy powalczyć. Nie będzie łatwo, ale odnoszę niestety wrażenie, że kibice lekko nie doceniają takich drużyn jak WKŚ czy Wenezuela. To bierze się z niewiedzy, a przypomnijmy sobie piłkę, gdzie ostatnio też mieliśmy wygrać z Senegalem.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)