Hubert Hurkacz to Krzysztof Piątek światowego tenisa
Inne sporty

Hubert Hurkacz to Krzysztof Piątek światowego tenisa

To, co wyprawia ten chłopak w ostatnich miesiącach, jest niesamowite. Jasne, wszyscy wiedzieliśmy, że ma wielki talent i duże predyspozycje, ale od słów do czynów – zwłaszcza w przypadku polskich talentów – najczęściej droga jest długa i wyboista. Tymczasem Hubert Hurkacz sprawia sensacje za sensacją w takim tempie, że niedługo jego zwycięstwa nad dużo wyżej notowanymi rywalami trudno będzie traktować w charakterze niespodzianek. Dziś w nocy w Miami wyeliminował czwartego w rankingu Dominica Thiema!

Na koniec poprzedniego sezonu 79. w rankingu Hubert Hurkacz rzutem na taśmę zakwalifikował się do turnieju Next Gen, w którym walczy ośmiu najlepszych zawodników następnej generacji, czyli do 21. roku życia. W Mediolanie nie zdołał awansować do półfinałów, ale pokazał się z bardzo dobrej strony i potwierdzając to, co już wiedzieliśmy: ma wielki potencjał i zdecydowanie jest na krzywej wznoszącej.

Mediolan wspominamy nieprzypadkowo, bo trudno nie zauważyć analogii pomiędzy Hubertem Hurkaczem, a najsłynniejszym polskim mieszkańcem włoskiej stolicy mody – Krzysztofem Piątkiem. O „Il Pistolero” też wszyscy wiedzieli, że młody, zdolny, obiecujący i tak dalej. Ale kiedy przechodził z Cracovii do Genoi, niewielu było takich, którzy by postawili złamanego grosza na to, co się wydarzyło w ciągu kilku następnych miesięcy. A wydarzyło się „Pio, Pio, Pio”, „Il Pistolero”, bezpośrednia walka z Cristiano Ronaldo o koronę króla strzelców, gruby transfer do Milanu i wejście smoka w meczu z Austrią. Kilka miesięcy zmieniło wszystko: dziś gole Piątka to żadna niespodzianka, raczej coś równie oczywistego, jak kluski i marchewka w niedzielnym rosole.

Dokładnie tak samo jest z Hurkaczem. Hubert rozwijał się w dobrym kierunku, ale w swoim tempie. Od czasu do czasu błysnął w jakiejś Ekstraklasie, czyli turnieju niższej rangi. Aż nagle eksplodował. Ale i tak jego zwycięstwo nad szóstym w rankingu Keiem Nishikorim w Dubaju można było rozpatrywać w charakterze miłej sensacji, czegoś, jak kilka pierwszych niespodziewanych bramek Piątka w Genoi. Ot, wydarzyło się, bardzo fajnie, przyjemnie, ale przecież trudno zakładać, że to coś więcej niż wyjątek od reguły.

A jednak. Piątek nie zdjął nogi z gazu i dalej ładuje gola za golem. A Hurkacz? W Indian Wells znów ograł Nishikoriego, do tego dołożył bardzo cenne zwycięstwa nad Lucasem Pouille (#30. ATP) oraz Denisem Shapovalovem (#25). Zatrzymał się dopiero na Federerze, z którym przegrał po zaciętym meczu.

Minął tydzień, gra przeniosła się do Miami, gdzie znów zameldowali się wszyscy najlepsi. Wygraną nad 52. na świecie Matteo Berrettinim (6:4, 6:3) potraktowaliśmy jak coś oczywistego, mniej więcej jak dwie bramki Pio w meczu Coppa Italia z jakimś drugoligowcem, choć przecież Włoch jest notowany wyżej o dwie pozycje od Polaka. Prawdziwe wyzwanie przyszło dziś w nocy, gdy po drugiej stronie siatki stanął Dominic Thiem. Austriak to nie tylko 4. rakieta listy ATP, ale także świeżo upieczony mistrz z Indian Wells. Tam w finale pokonał Rogera Federera, odnosząc najcenniejsze zwycięstwo w karierze. Jakby nie patrzeć – jest w życiowej formie. A jednak – z Hurkaczem sobie nie pograł. Polak rozegrał perfekcyjny mecz, doskonale serwował (tylko dwa razy w czasie całego meczu jego serwis był zagrożony), czterokrotnie przełamał gwiazdora, grał rewelacyjne skróty, z którymi faworyt sobie nie radził i w pełni zasłużenie wygrał spotkanie. A skoro już porównujemy Hurkacza do Piątka, wypadałoby napisać, że wspólnymi siłami zapewnili nam 2:0 z Austrią.

Teraz HH czeka teoretycznie łatwiejszy rywal. W walce o 4. rundę zmierzy się jutro z 18-letnim Kanadyjczykiem Feliksem Augerem-Aliassime (#58), który do turnieju przebijał się przez kwalifikacje. Stawką meczu będzie 91 tysięcy dolarów, ale dla Polaka ważniejsze jest co innego – 90 punktów rankingowych. Jeśli wygra i je zdobędzie, zapewni sobie awans do pierwszej pięćdziesiątki na świecie. Dodajmy tylko, że mamy końcówkę marca, a wskoczenie do Top 50 było celem Huberta na cały sezon. Co ważne, jak oceniają eksperci, to wcale nie jest ostatnie słowo HH, bo w jego grze wciąż są duże rezerwy.

Hubert nie ma słabych stron, natomiast we wszystkich elementach tenisowego rzemiosła może się jeszcze poprawić o kilka, kilkanaście procent. Najmocniejsza strona: mental i przygotowanie fizyczne. Najsłabsza strona: wciąż za mało akcji przy siatce, ale z tym jest coraz lepiej – podkreśla Dawid Olejniczak, były tenisista, dziś komentator.

foto: newspix.pl