Jak co tydzień… ELDO
Blogi i felietony

Jak co tydzień… ELDO

Witam państwa. Dzisiejszy artykuł miał być kontynuacją moich spostrzeżeń z poprzedniego odcinka na temat zmian w sporcie. Niestety mimo tego, że wolałbym nie skakać po tematach, nie sposób przejść obojętnie wobec wydarzeń z ubiegłego tygodnia. Proszę mi to wybaczyć.

***

Tyrady, wielkie słowa, analizy. Głowy się gotują. Każdy ma receptę. Nawet Doda przeprasza się z Edzią. Powiedzą państwo, że jestem niepoważny? Trudno być, jeśli zamiast realnej rozmowy nad tym co się stało mamy klasyczną próbę kradzieży. Jedni chcą ukraść ludzkie emocje i słuszne oburzenie wywołane morderstwem. Zimno, wyrachowanie, planowo wykorzystać to co się stało dla swoich celów. Drudzy chcą przy okazji wydarzenia opisywanego tak powszechnie, mówiąc brutalnie, „podłączyć” się pod nie tak, żeby przenieść zainteresowanie na siebie. Wszyscy natomiast obwieścili zgodnie. Winny jest język nienawiści.

Naprawdę?

***

Czy język używany publicznie się zmienił? Nie sposób tego nie zauważyć, a zabawne w tym jedynie jest to, że stałem się człowiekiem mówiącym „w moich czasach”. Myślałem, że potrzeba do tego skończyć co najmniej 60 lat, a okazuje się, że wystarczy trochę ponad dwadzieścia lat dorosłego życia.

Wulgaryzacja rzeczywistości nastąpiła w zasadzie w każdej dziedzinie. Nie czują państwo tego? Wystarczy skorzystać z komunikacji miejskiej albo np. wybrać się do któregoś z fastfoodów w godzinach w jakich kończą lekcję gimnazja i licea.

***

Anonimowość internetu spowodowała prawdziwy wysyp ludzi, którzy leczą swoje niepowodzenia i kompleksy za jego pomocą. W zasadzie na żadnym forum wymiany zdań czy po prostu rozmowa nie są możliwe. W większości przypadków w pewnym momencie zostaje przejęta przez trolli albo ludzi których bawi po prostu pisanie wymyślnych obelg. Dodatkowo każdy ma możliwość zaprezentowania siebie światu. Jedni robią to kreatywnie, innym wydaję się, że świat czeka na kolejnego idiotę. Tylko czy nie czeka? A bardziej prawidłowo… nie czekamy? Wydaję się, że popularność tzw. pato streamów jest ostateczną granicą, za którą jest już tylko przepaść. Ja myślę, że niestety trzeba napisać… spokojnie… poczekajmy, to jeszcze nic…

W Stanach Zjednoczonych modne było np. filmowanie ataków na przypadkowych przechodniów. W naszej rzeczywistości na razie modna jest jedynie „beka z bejów” albo filmowanie „gorszych” koleżanek przez nastoletnie sadystki. Potrzeba zupełnie opacznie rozumianego „zaistnienia” przesuwa tolerancję wobec przemocy i agresji niebezpiecznie daleko.

Brak odpowiedzialności za słowa? Nie chciałbym zamykać ludziom żadnej możliwości wypowiedzi. Uważam wręcz, że dla zdrowia psychicznego dobrze, że ktoś może napisać anonimowo „ty ch..u”. To lepsze niż miałby wyrazić siebie kopiąc psa sąsiada. Osobę, która napisała „wyr….m mu córkę jak dorośnie” nie chciałbym ścigać. Jest mi jej zwyczajnie żal. I nie jest to język agresji, jest to język wyrażający własną słabość. Język nieudanego życia i braku marzeń.

Ściganie z urzędu idiotów wypowiadających się przed kamerką internetową moim zdaniem nikomu nie służy, jeśli nie ma groźby realnego ataku. Na drodze ewolucji zdarzają się błędy. Należy się nad nimi pochylać ze współczuciem. Procesy prywatne? Jeżeli kogoś stać na drogiego erudytę i ma czas łazić po sądach to proszę bardzo. Pamiętajmy, że popularność tych osób zdarzyła się przez nas…

Przecież to nic takiego w przerwie w pracy znaleźć „śmieszny filmik” i wysłać go kolegom.

„Stop making stupid people famous”. Głupców i szaleńców nie było kiedyś mniej. Nie mieli po prostu platformy do wypowiedzi. Szaleńców izolujmy, głupców nie stawiajmy na świecznik. Proste?

***

Sposoby w jaki przesyła się informacje. Format stron, z których korzystają użytkownicy sieci wymusił zupełnie nową formę komunikacji. Nikt nie próbuje już przeprowadzić logicznego wywodu. Nie ma miejsca na analizę, jest jedynie miejsce na mocną treść w założeniu mającą wzbudzić emocje. Sto kilkadziesiąt znaków zwyczajnie na to nie pozwala. Świat nie czeka, w pogoni za klikami non stop pompowane są treści nie mające żadnego znaczenia. Treści zwyczajnie śmiecące szpalty. Hiperbole językowe nie mające żadnego uzasadnienia zastąpiły racjonalny język dyskusji. Ważne jest to, żeby uderzyć, nieważne jak. Cel to wygranie wyścigu, a nie dostarczenie prawdy. Nie ma miejsca na kontekst. Zawieszone w próżni opinie przenoszą dyskusję w świat emocji zamiast świata faktów.

Kolorowe dzienniki przez cały tydzień wylewały tony krokodylich łez po tragedii, która wydarzyła się w Gdańsku. Polecam redaktorom tych pism sprawdzić, jakie nagłówki i treści towarzyszyły ich artykułom o prezydencie Adamowiczu. Wszystkie te apele o powstrzymanie języka nienawiści to po prostu „mowa trawa”. Miną dwa tygodnie i wszystko wróci do normy. Sąsiad sadysta, polityk złodziej, ksiądz gwałciciel, siostry Godlewskie, cycki.

Nikt jednak nie nawołuje do samosądów. Żadna z gazet nie uprawia nawet w drobnym procencie takiej publicystyki politycznej, jak się im zarzuca. Polecam poczytać artykuły z przedwojennej prasy. Sposoby w jakich opisuje się politycznego przeciwnika są nieporównywalnie bardziej ostre i wręcz nawołujące do fizycznych konfrontacji. Do nich również dochodziło, bardzo często na ulicach miast. Dzisiejsze drobne przepychanki przy okazji różnego rodzaju marszów są zabawą przy tamtych czasach.

***

Czy język polityki jest ostrzejszy? Nikt nie pali już kukieł przeciwników. Koledzy z knajp i restauracji uprawiają swoje gry przed publicznością, po czym razem zamawiają wódkę. Niemoc intelektualna zresztą nie pozwala tym ludziom na nic innego jak obrzucanie się inwektywami. Dyskusja o poglądach nie ma znaczenia, bo nie ma poglądów. Te dopasuje się do aktualnego zapotrzebowania. Tylko czy te inwektywy są powodem tego, że zabito? Przecież każdy, który obserwuje politykę, widzi jej teatralność. Na tym przecież ona polega. Nie zabił ideowiec. Zabił szaleniec z dorastającego „pokolenia dopalaczy”. Wszelkie próby politycznego zawłaszczania tej tragedii są mocno nieuprawnione. To nie czytelnik Żiżka czy wielbiciel Primo Rivery. To nie te czasy. Teatrzyk polityczny bez mrugnięcia okiem dodał do scenariusza nowy wątek i wszyscy przepychają się o to, kto obsadzi główne role. Cynizm tych ludzi jest tak widoczny, że powinien wywoływać jedynie obrzydzenie. Za kilka dni znowu będzie dorabianie sobie gęby na pokaz. Wszelkie apele o zmianę wypowiedzi są po prostu demagogią i próba dopasowania się do oczekiwań. Ot kreacja. Na tydzień, dwa przyzwoitości może starczy. Do kampanii wyborczej.

***

Język nienawiści.

Jadąc do redakcji usłyszałem w radio o tym, że Doda poruszona wydarzeniami z Gdańska postanowiła zacząć akcję walki z hejtem. Przy okazji przeprosiła swoje muzyczne rywalki i poprosiła swoich fanów o powstrzymanie się od agresji wobec nich. Pod apelem natychmiast podpisało się kilkudziesięciu wykonawców. O wszystkim wokalistka poinformowała na swoich mediach społecznościowych, okraszając wpis zdjęciem w ręczniku. Prezenterka radiowa poruszona komentarzami pod postem poprosiła o powstrzymanie się od „hejtu i języka przemocy”. Naprawdę? Powinna pani pochwalić tego człowieka, który napisał pod zdjęciem „puknij się w głowę idiotko”. Prawo do wyrażenia dezaprobaty dla głupoty, a w tym przypadku braku przyzwoitości, nie powinno zależeć od okoliczności. Osoba znana z szarpania się po toaletach, konfrontująca się nieustannie z wyimaginowanymi przeciwnikami, ogłasza Pax Romana. Podejrzana w sprawie o wynajęcie ludzi do nastraszenia jej byłego partnera. Osoba, która karierę budowała atakami na ludzi i powstrzymywała zainteresowanie mediów kolejnymi wybrykami. Każdy może się zmienić? Pewnie, że tak, a ja jedynie jestem małostkowy i doszukuję się niskich pobudek.

Takie zachowanie budzi jednak we mnie obrzydzenie. Jest wstrętną próbą przeniesienia zainteresowania na siebie i wykorzystania tragedii dla własnej promocji. Za każdym razem, kiedy różnego rodzaju twórcy zaczynają takie apele, dzwoni mi dzwonek ostrzegawczy. Mało we mnie wiary w autentyczność takich akcji i mało we mnie wiary w to, że właśnie Doda ma dla nas receptę.

***

Skala reakcji i moc ludzkich emocji budzi jednak pewną nadzieję. Być może zastanowimy się nad własnym udziałem w higienie naszej rzeczywistości. Autentyczne oburzenie może poprowadzić do refleksji nad tym, na ile my sami dokładamy się tej brutalizacji świata. Diagnoza: winny jest język! Ot tyle. Jest zbyt banalna i moim zdaniem obraźliwa dla tego wydarzenia.

***

Mam nadzieję, że to ostatni raz na długi czas ,kiedy to nie sport zajmuje tę rubrykę.

***

Życzę państwu spokojnego weekendu.

Ps. Stop zwolnieniom z WF-u.

KOMENTARZE (36)

WordPress Lightbox