Liga od kuźni: Górnik Zabrze
Weszło Extra

Liga od kuźni: Górnik Zabrze

W ostatnich miesiącach jedną z ulubionych przyśpiewek kibiców Górnika jest ta o młodzieży, do której świat należy. I w Zabrzu bynajmniej nie są to puste słowa. Marcin Brosz regularnie posyła w bój jedenastki o najniższych średnich wieku w lidze, złożone w dużej mierze z chłopaków z miasta, z regionu. Z kolei do dwumeczu I rundy eliminacji Ligi Europy z Zarią Balti zgłoszonych zostało aż dwunastu zawodników z przeszłością w akademii zabrzańskiego klubu. Wybraliśmy się więc do Zabrza, by porozmawiać z ludźmi, którzy w dużej mierze odpowiadają za to, że górnicza młodzież coraz śmielej poczyna sobie na ekstraklasowych boiskach.

– Klub najbardziej dumny jest na tę chwilę z Rafała Kurzawy, z chłopaków, którzy aktualnie występują w ekstraklasie, czyli Adama Wolniewicza, Bartka Kopacza. Damian Michalik gra w GKS-ie Katowice. Rafał Pietrzak co prawda był u nas krótko, ale przez te dwa lata zdobył z nami wicemistrzostwo, dlatego postrzegamy go niejako jako wychowanka. Jest jeszcze Sobczak i dwóch bramkarzy na poziomie ekstraklasowym – Dawid Kudła i Daniel Kajzer, który występuje w tym momencie w Bułgarii, niemniej jednak razem z Dawidem tworzyli zaporę nie do przejścia na MP w 2011 roku. Darek Pawłowski, który był wicemistrzem Polski juniorów młodszych w kategorii U-17. Są też zawodnicy niemający na koncie laurów juniorskich, tacy jak bracia Wolsztyńscy, Daniel Bielica, Daniel Liszka, Przemek Wiśniewski, Bartek Bartczuk, Kacper Michalski. Także tych wychowanków w pierwszym zespole Górnika jest bardzo dużo – mówi z nieskrywaną dumą Sławomir Kapciński, jeden z najbardziej doświadczonych trenerów Akademii Górnika.

6 - TMH21gRSławomir Kapciński

Wszyscy w klubie jak jeden mąż podkreślają te same czynniki, które sprawiają, że dzieciaki tak chętnie przychodzą właśnie na treningi Akademii Górnika. Że klub zajmuje się obecnie niemal tysiącem zawodników w wieku od czterech do dziewiętnastu lat.

– Marka. To dość oczywiste, bo przecież Górnik ma jedną z najlepszych marek w Polsce, w regionie szczególnie. A oprócz tego fakt, że to akademia w ramach klubu grającego w ekstraklasie, co działa na wyobraźnię, bo przecież można tutaj przejść całą drogę od dziecka aż po wiek seniorski i debiut w pierwszej drużynie. Współpraca pomiędzy klubem, który utrzymuje pierwszy zespół i drużynę rezerw, a Akademią Górnika, jest naprawdę bardzo dobra – cieszy się Bartosz Sarnowski, prezes klubu z Zabrza od maja 2016 roku.

7 - hjy6GQoBartosz Sarnowski

Trudno się nie zgodzić, patrząc na bardzo płynny przepływ zawodników pomiędzy zespołami juniorskimi i rezerwami a pierwszym zespołem. Gdy zabrzanie znaleźli się w I lidze, zatrudnili w dodatku Marcina Brosza – trenera, który nie bał się postawić na klubową młodzież. Najodważniej w końcówce rozgrywek, która dała awans. I to mimo że w wyliczeniach portalu 90minut.pl Górnik nie miał nawet jednego procenta szans na powrót do ekstraklasy. Seria sześciu kolejnych zwycięstw pozwoliła jednak po roku banicji znów znaleźć się w elicie.

Podczas tej serii dwoma asystami popisał się wychowany w akademii Łukasz Wolsztyński, jedną dołożył mający na finiszu pewne miejsce na prawej obronie Adam Wolniewicz, ale prawdziwy popis dał Rafał Kurzawa, który do Zabrza trafił jako siedemnastolatek z Marcinek Kępno. Bez jego 4 goli i 5 asyst nie byłoby mowy o sześciu wygranych z rzędu.

Zrzut ekranu 2018-09-24 o 13.38.27

Dziś w zespole z Zabrza wychowanków mocno się namnożyło. Trudno stwierdzić, czy większa w tym zasługa tych, którzy skutecznie przetarli szlaki, czy faktu, że Górnik nie może sobie w tej chwili pozwolić na wielkie transfery i windowanie budżetu płacowego. Klub nie zarobił bowiem kokosów na sprzedaży Damiana Kądziora czy Rafała Kurzawy, a najcenniejszy diament – Szymon Żurkowski – wciąż nie znalazł odpowiedniego kupca. Trzeba jednak przyznać, że oto mamy do czynienia z ciekawym studium przypadku. Czy da się pozostać w ekstraklasie, czy da się w niej uzyskiwać porządne rezultaty, mając kadrę składającą się z tak wielu mało doświadczonych wychowanków?

Dpgs7Tl

Jednego można być pewnym. Wszyscy ci chłopcy, powiedzmy to wprost: kandydaci na piłkarzy, na pewno ani na moment nie spuszczą nogi z gazu. Na ile pozwoli im silnik, to inna sprawa. Ale walka o swoje jest w ich DNA.

– Wybiegani, waleczni, techniczni. Naszym celem jest, by tacy własnie byli nasi wychowankowie. Mają nieustępliwie walczyć od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty, do ostatnich sekund doliczonego czasu gry – mówi Łukasz Milik, od półtora roku dyrektor zabrzańskiej akademii. Prywatnie – brat jednego z najmilej wspominanych w Zabrzu napastników. Arkadiusza.

– Na tablicy w siedzibie akademii mamy jedenaście zasad wpajanych nieustannie piłkarzom i akademii, i pierwszego zespołu. Zasad, które chcemy, by nas definiowały. Podstawowa wartość wpajana zawodnikom, to duma z tego, ze jest się piłkarzem Górnika Zabrze, że wpisuje się w jego legendę – mówi Kapciński.

IMG_5736

Łukasz Milik jest zafascynowany niemiecką szkołą, co zrozumiałe choćby ze względu na zagraniczne początki brata, ale jak sam mówi, ostatnio bardzo mocno przygląda się pracy z młodzieżą w Kraju Basków. Dlaczego?

– Niech pan spojrzy, ilu wychowanków te dwa kluby – Athletic Bilbao i Real Sociedad – mają w ligach TOP5 Europy. Większość gra u nich. Baskowie to specyficzna grupa, funkcjonująca w ramach Hiszpanii, ale mocno podkreślająca swą odrębność. Trochę jak Ślązacy. Skoro więc oni są w stanie zbudować na swoich wychowankach skład na tyle mocny, by utrzymywać się od wielu lat w LaLiga, by co jakiś czas wejść do europejskich pucharów, to dlaczego tutaj miałoby się to nie udać?

5 - pqjlgTuŁukasz Milik

Akademia robi jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz, jeśli chodzi o przybliżanie chłopców trenujących w Górniku do europejskich wzorców.

– Nie znam wartości liczbowych dla reszty ligi, ale w moim odczuciu zapewniamy bardzo dużo turniejów, w których nasi zawodnicy mogą się sprawdzać. I to już poczynając od grup najmłodszych – mówi Sarnowski.

Milik, niejako precyzując, dodaje: – Byliśmy w Turcji, na turnieju w Stambule, gdzie graliśmy z Galatasaray, Besiktasem, Fenerbahce, a więc absolutną czołówką w tamtym kraju. Byliśmy całym autokarem, w 5 roczników, na turnieju w Splicie, gdzie graliśmy działającym z nami w przyjaźni Hajdukiem czy z Dinamem Zagrzeb. Nie mówię już o turniejach niemieckich, gdzie graliśmy z zespołami jak Bayern, Borussia, Schalke, Leverkusen, ale też choćby Manchester City, Sevilla, Sporting, Porto. Można długo wymieniać. Chcemy przez to tym chłopakom pokazać, w jakim miejscu są, ile przed nimi pracy. Czasem z tymi drużynami wygramy, choć częściej oczywiście przegrywamy. Ale nie boimy się porażek, nie jest dla nas wstydem przegrać 1:2 z Dortmundem czy 0:3 z Bayernem, zremisować z Hannoverem 2:2, przegrać ze Sportingiem 1:2 po ciężkim, ale fajnym i wyrównanym meczu.

Oczywiście są jeszcze aspekty, w których Górnik zdecydowanie musi się poprawić, by aspirować do miana wiodącej akademii. Owszem, jego wychowankowie mają przed sobą prawdziwą autostradę do gry w ekstraklasie, szczególnie w obecnym modelu pierwszej drużyny. Ale też muszą pewne trudności po drodze przezwyciężyć.

Plany oczywiście są, ale Górnikowi wciąż brakuje jednego ośrodka akademii z prawdziwego zdarzenia. W tym momencie treningi dzieci i młodzieży rozrzucone są po czterech obiektach – na boiskach bocznych stadionu przy ulicy Roosevelta, na obiektach Walki Zabrze, Sparty Zabrze oraz Klubu Sportowego Gazobudowa. Zawodnicy nie mają też do dyspozycji takich specjalistów jak dietetyk czy psycholog. Część obowiązków tych ludzi wciąż muszą przejmować na siebie trenerzy. Do wszystkiego – jak mówi Milik – w Akademii Górnika dochodzą małymi, ale konsekwentnie i regularnie stawianymi krokami.

Sarnowski: – Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, co wszyscy mogą już dziś zobaczyć na własne oczy. Że jeśli dobrze pracujesz, jeśli masz talent, to miejsce w pierwszym zespole Górnika jak najbardziej na ciebie czeka.

SZYMON PODSTUFKA