Lech i Lechia ograbieni z punktów
Weszło

Lech i Lechia ograbieni z punktów

W naszej piłce działa zasada, że jeżeli coś w miarę funkcjonuje, to za chwilę przestaje.

I to właśnie stało się z dobrym sędziowaniem w ekstraklasie. Przed tygodniem arbitrów niemal wyłącznie chwaliliśmy, dziś tak miło i przyjemnie już nie będzie. A to dlatego, że panowie z gwizdkiem aż dwóm drużynom odebrali punkty.

Pierwszą ekipą, której sędzia rzucił sporych rozmiarów kłodę pod nogi, był Lech Poznań. Rzecz jasna do piłkarzy Djurdjevicia można mieć uzasadnione pretensje o bardzo wiele rzeczy, bo ostatnimi czasy są po prostu pod formą i nieszczególnie widać symptomy poprawy. Ale akurat w Gdyni lechici przegrać najzwyczajniej w świecie nie powinni. Dlaczego?

No i co, tu niby Zbozień faulował Trałkę? Już bardziej dopatrzylibyśmy się tu pociągania ze strony obrońcy Arki. Gdyby tego typu starcia były gwizdane, prawdopodobnie trzeba byłoby anulować połowę goli, jaka w tym sezonie wpadła w ekstraklasie. Umówmy się – Wojciech Myć popełnił tu ewidentny błąd. W naszej ocenie tzw. zero-jedynkowy błąd, więc i system VAR miał obowiązek interweniować. A tego nie zrobił, pewnie zasłaniając się tym, że Trałka dał sędziemu pretekst do użycia gwizdka. No nie, żadnego pretekstu tu nie było, także w niewydrukowanej tabeli mecz kończy się remisem.

Drugą skrzywdzoną drużyną jest Lechia Gdańsk. W meczu z Zagłębiem Lubin przy stanie 3:2 dla gospodarzy Balić zagrał piłkę ręką na pograniczu pola karnego. Jarosław Przybył w pierwszej decyzji wskazał na wapno, a później – po analizie VAR – zamienił rzut karny na rzut wolny. Problem w tym, że Balić dotknął piłkę ręką dwa razy, a w takim przypadku decyzja powinna być na korzyść drużyny przeciwnej. Czyli pod rozwagę powinien być wzięty ten drugi kontakt:

Okej, ten kadr nie wskazuje w stu procentach, iż przewinienie miało miejsce na linii, która jest częścią pola karnego, ale wydaje się, że tak właśnie było. A skoro tak, z jakiej paki VAR w ogóle interweniował? To z pewnością nie była wspomniana już wcześniej sytuacja zero-jedynkowa, a tym bardziej w kontekście faktu, że na wozie nie ma możliwości rysowania jakichkolwiek linii pomocniczych. Dla nas a) przewinienie miało miejsce raczej w polu karnym i b) VAR nie miał prawa zmieniać pierwszej decyzji arbitra. A zatem dopisujemy Lechii jednego gola z tytułu niepodyktowanej jedenastki, dzięki czemu ta wygrywa u nas ten mecz.

Idealnie pod względem sędziowskim nie było także w spotkaniu Cracovii z Wisłą Płock, które prowadził Mariusz Złotek. Arbiter w 25. minucie nie pokazał ewidentnej drugiej żółtej kartki Vareli, który łokciem wybił przeciwnikowi zęby. Jako że podopieczni Michała Probierza i tak wygrali ten mecz, uzupełniamy jedynie kolumny „sędzia pomógł”, „sędzia zaszkodzi”. A przy tym zwracamy uwagę, że to już drugi z rzędu mecz Złotka, w którym popełnia bardzo poważny błąd.

Sporą kontrowersję mieliśmy też we wczorajszym meczu Korony z Zagłębiem Sosnowiec, w którym Tomasz Kwiatkowski pokazał bardzo dyskusyjny rzut karny dla gości. Jako jednak, że jedenastka nie została wykorzystana, szczęśliwie po całej sytuacji w niewydrukowanej tabeli nie pozostał nawet ślad. A zatem przechodzimy do meritum – po 9. kolejce ligi sytuacja kształtuje się następująco: