Rosolska bez wygranej, Serena Williams w roli drama queen
Inne sporty

Rosolska bez wygranej, Serena Williams w roli drama queen

Było naprawdę blisko. Alicja Rosolska i Nikola Mektić przegrali finał US Open w mikście o… dwa punkty. Dosłownie. Grali jednak tak, że pozostaje tylko być dumnym z poczynań Polki. Szczególnie, że gdyby na początku sezonu ktoś powiedział nam, że dojdzie do finału wielkoszlemowej imprezy, uznalibyśmy go za wariata. 

Alicja i Nikola faworytami w żadnym razie nie byli. Jeśli ktoś uważał przed tym meczem inaczej, to – mówiąc wprost – nie zna się na tenisie. Naprzeciwko siebie mieli bowiem dwie wielkie postaci debla i miksta. Zresztą, wystarczy spojrzeć na osiągnięcia całej czwórki, a wszystko stanie się jasne. Najlepszy wynik Polki w deblu to półfinał Wimbledonu z tego roku. Poza tym? Nigdy nie przekroczyła trzeciej rundy, a w mikście doszła do niej raz – w 2010 roku. Chorwat pochwalić może się dwoma półfinałami w deblu. W grze mieszanej wyrównał wynik Alicji.

Rywale? Jamie Murray – tak, to brat Andy’ego – poznał smak wielkoszlemowych zwycięstw już wielokrotnie. W mikście to jego czwarty triumf, w deblu wygrywał w Australii i US Open. Bethanie Mattek-Sands to z kolei ośmiokrotna mistrzyni turniejów Wielkiego Szlema: z partnerką wygrywała pięć razy, z partnerem to jej trzecie zwycięstwo. Choć, co ciekawe, obie pary na korcie grały ze sobą po raz pierwszy.

Jasne, mikst to trochę trzeci szereg. To widać – mniejsze są nagrody pieniężne, zazwyczaj gra się na bocznych kortach (choć finał miał miejsce na głównej arenie), publiczność też raczej te mecze omija. Łagodnie rzecz ujmując. Ale to wciąż US Open, jeden z czterech najważniejszych turniejów na świecie. I zwycięstwo w grze mieszanej smakuje tu bardzo dobrze. Dojście do finału zresztą też – jeśli nie widzieliście, polecamy zobaczyć uśmiechy Rosolskiej i Mekticia przy odbieraniu nagrody za drugie miejsce. Wzruszenie Mattek-Sands, która straciła ponad pół roku na walkę z kontuzją i musiała odpuścić sobie udział w amerykańskim turnieju przed rokiem, też warto obejrzeć.

Sam mecz? Nie stanie się pożywką dla tych, którzy chcą grę mieszanę wyśmiać. Oglądało się go fantastycznie. Obie pary wzniosły się na wyżyny swoich umiejętności, choć na Szkota i Amerykankę musieliśmy poczekać do drugiego seta. W pierwszym lepsza okazała się para polsko-chorwacka, z wiodącą prym Alą Rosolską. Widzieliśmy w życiu trochę jej spotkań i stwierdzamy, że chyba nigdy nie grała tak dobrze jak dziś. To by się zresztą zgadzało, bo przecież to najlepszy sezon w jej karierze. Tak naprawdę i w przypadku drugiego seta, i partii rozstrzygającej wygrało doświadczenie rywali. Poziomem Ala i Nikola w żadnym razie nie odstawali.

Zresztą super tie-break przepełniony był dramaturgią. Tym, którzy nie wiedzą, tłumaczymy, że to wynalazek stosowany na Wielkim Szlemie w turniejach miksta – zamiast trzeciego seta gra się do 10 wygranych punktów lub dwóch przewagi. Innymi słowy: jest to powiększony tie-break z normalnej partii. Trochę tak, jakbyście zamiast zwykłego obiadu chcieli zjeść hamburgera, tyle że z dodatkowym mięsem. W tym przypadku bardziej pojemne żołąki mieli rywale Rosolskiej. I wygrali, 11:9.

Szkoda, bo zaczęło się od prowadzenia 4:1 na korzyść polsko-chorwackiej pary, ale i tak trzeba Ali i Nikoli pogratulować. Bo walczyli do końca. W pewnym momencie przegrywali już 6:9, Murray i Mattek-Sands mieli trzy piłki meczowe… ale musieli się jeszcze chwilę pomęczyć. Rosolska i Mektić byli naprawdę blisko. W piłce nożnej taka porażka to ta, gdy rywale strzelą gola w ostatniej akcji meczu. Mogą czuć niedosyt, jednak – biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia obojga – mamy wrażenie, że będą z siebie zadowoleni.

A, ważna rzecz: po meczu Alicja powiedziała, że oboje „będą ciężko pracowali, żeby się poprawić”. Nie mamy nic przeciwko, żeby zrobili to już przy następnej okazji.

*****

Kilka godzin później na kort wyszły Serena Williams, wielka faworytka i nadzieja gospodarzy na zwycięstwo, oraz Naomi Osaka. Dla dwudziestoletniej Japonki był to pierwszy finał imprezy wielkoszlemowej w karierze. W przypadku jej rywalki można takowe liczyć w dziesiątkach przypadków. Ale liczby nie grają i wszyscy o tym wiedzą doskonale. Serena też się o tym przekonała, bo bardzo szybko straciła pierwszego seta, zdobywając w nim zaledwie dwa gemy. Okazało się zresztą, że wreszcie pojawił się ktoś, kto potrafił odpowiedzieć na potężne uderzenie Amerykanki… jeszcze mocniejszymi.

Serio, trudno było wskazać słaby punkt w grze Naomi Osaki. Nie tylko dziś, przez cały turniej. Właściwie widzimy tylko jeden: drugi serwis. W grze Amerykanki dziś takich było kilka, ale jej największym przeciwnikiem stała się chyba jej psychika. Jeśli włączyliście ten mecz w połowie drugiego seta, to mieliście pełne prawo zastanawiać się, co tam właściwie się odpieprza? No cóż, odpieprzało się to, że Serena Williams nie potrafiła przyjąć do wiadomości ostrzeżeń, które dostała od sędziego. I rozkręciła niezłą dramę, godną polskich youtuberów.

Przepisy są znane wszystkim i równe dla każdego, od dawna:

  • pierwsze ostrzeżenie to… po prostu ostrzeżenie. Williams dostała takie za niedozwolony coaching – rozmowę z trenerem, siedzącym w boksie na trybunach. I tego nie potrafiła przyjąć do wiadomości, krzycząc sędziemu w twarz, że „nigdy w życiu nie oszukiwała”, „powinien ją przeprosić” i „jest oszustem”. Sęk w tym, że po meczu Patrick Mouratoglou, trener Amerykanki przyznał, że… faktycznie udzielał porad swojej zawodniczce i ostrzeżenie było prawidłowe;
  • drugie to strata punktu. Serena dostała je, gdy rozwaliła rakietę;
  • trzecie = strata gema. To otrzymała za kłótnię z arbitrem i obrazę jego pozycji. Słuszne, jak najbardziej. Ale Williams nie potrafiła tego zaakceptować.

Do akcji włączyła się jeszcze publiczność, która ostro reagowała na wydarzenia na korcie, mimo że większość osób na trybunach nie miała prawa wiedzieć, o co właściwie chodzi. Nie wierzcie Andy’emu Roddickowi, który pisał na Twitterze, że to „najgorsze sędziowanie, jakie widział”. Sędziowanie było dobre, zachowanie Sereny nie. Gdy już zaczęła się ceremonia nagradzania finalistek, wszyscy zgromadzeni na korcie zgodnie buczeli, a Naomi Osaka zaczęła płakać. Nie ze szczęścia, mimo zwycięstwa. I tu oddamy Serenie jedno: sama to nakręciła, ale sama też poprosiła ludzi, by Japonkę oklaskiwali i darowali sobie buczenie. Potrafiła się zreflektować, szkoda tylko, że po fakcie, bo niesmak pozostał.

Co do Osaki – ta dziewczyna ma potencjał na zostanie jedną z największych w historii. Gra fenomenalnie, na korcie nigdy nie traci chłodnej głowy i, co już napisaliśmy, brak jej słabych punktów. Dziś podniosła swój pierwszy puchar wielkoszlemowy. Szkoda, że w takich okolicznościach, ale do kolekcji dołoży zapewne kolejnych kilka.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
PerrySaturn

Czarna japonka o aparycji mordy a’la chomik Hamtaro… jej się nie da lubieć.

Nightcrawler

„Lubieć” to możesz sołtysa u siebie na wsi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Benis Jądro
K S K 1953

Myślę, że nie straciła kibiców, bo Ameryka i tak ją kocha, a reszta świata nigdy nie kochała. Gratulacje dla Japonki

MaciekGKS

Tak wielki sukces Osaki na tym etapie jej kariery to tak naprawde dramat WTA i ogromny regres tej dyscypliny. Dziewczyna surowa technicznie, grajaca jednowymiarowo, zeby nie powiedziec prymitywnie. Tutaj zdalo to egzamin bo miala po drugiej stronie zalosna Serene. Zreszta nawet sama droga to finalu to troche autostrada: Siegemund, Glushko, Sasnovich, Sabalenka, Tsurenko i Keys. Ani jednej dziewczyny z TOP 10, dwie z TOP 20. Kobiecy tenis w pelnej krasie…
Piszecie ze Osaka ma potencjal na bycie jedna z wiekszych gwiazd w historii? Bede zdziwiony jesli w ciagu nablizszych paru lat zawita do TOP 5 rankingu WTA. O liderowaniu chocby przez „jeden dzien” nawet nie wspominam.

Maciej Stolarczyk Hard Pressing
Wisła Kraków

przecież bracia Williams też są surowi technicznie (relatywnie) i po prostu jebią serwisy oraz returny na pełnej kurwie, w ten sposób wygrywając turnieje od prawie dwóch dekad. Technicznymi tenisistkami to były Dementieva, Radwańska albo Ivanović i jak skończyły? Problem z damskim tenisem jest taki, że część tenisistek idzie w masę mięśniową i to jest niestety decydujące, bo każdy słaby serwis jest natychmiastowo rozstrzelany przez czołgi pokroju Williams, Davenport, Clijsters, Azarenki czy innej Osaki. Jak widziałem mecz „Radwańska vs Williams” to od razu mówiłem „meh” bo na 10 pojedynków 9 skończyła się rzezią. Jedyną szansą dla technicznej tenisistki było wtedy serwowanie 4 dabli z rzędu w gemie serwisowym i granie dokładnych kątowych podań i skrótow, co w sumie raz na ruski rok się udawało. Pamiętam mecze Williams czy Clijsters z Dementievą i widzisz co robiła Rosjanka, biegała jak szalona, walczyła na szpagatach i rozkrokach, grała slajsy, skróty, rozganiała przeciwniczkę, jakieś szalone zagrania typu lob pomiędzy nogami albo smecz z trzeciego piętra. Po drugiej stronie miałeś tylko JEB JEB JEB JEBbumJEB 40:15, następny gem proszę RETURN JEB NET JEB. Tego nie dało się oglądać.

MaciekGKS

Nie przesadzajmy. Sa zawodniczki, ktore jednak potrafia polaczyc w sobie technike i sile. Williams, szczegolnie Serena, rzeczywiscie glownie opiera sie na mocnych uderzeniach z koncowej linii oraz poteznym serwisie (jak na damskie realia), ale jednak jest asortyment zagran i tak jest o wiele bogatszy niz to oferuje Osaka. Stad tez wiele tytulow w grze deblowej, gdzie wbrew pozorom samo bycie drwalem nie gwarantuje sukcesow.
Zreszta wystarczy spojrzec na inne numery 1 kobiecego tenisa z minionych lat by zobaczyc, ze tam nie tylko brutalna sila fizyczna robila robote. Skrajne przypadki pod teze: Halep, Wozniacki, Kerber – to jednak bardzo szeroki wachlarza zagran, poparty przy okazji solidnym przygotowaniem fizycznym (szybkosc i sila). Z bardziej silowych to oprocz samej Sereny byly jeszcze Muguruza, Sharapova i Azarenka. Lista dotyczy ostatnich lat, bo dopiero teraz ten aspekt silowy wsrod kobiet nabral tak wyraznego znaczenia.
Osaka na tle w/w zawodniczek jest po prostu prymitywna w kazdym aspekcie tenisowego rzemiosla. Dlatego jej zwyciestwo w US Open odbieram jako regres kobiecego tenisa.

wpDiscuz