Nie Benevento, nie Cracovia, tylko druga liga belgijska. Cóż za zjazd Kapustki…
Weszło

Nie Benevento, nie Cracovia, tylko druga liga belgijska. Cóż za zjazd Kapustki…

Kariera Bartosza Kapustki póki co jest jedną z najbardziej zmarnowanych w ostatnich latach. Tuż po Euro zastanawialiśmy się, jak wysoko ten chłopak się zatrzyma. Dziś raczej zasadne byłoby pytanie „jak nisko?”, ponieważ zalicza ogromny zjazd.

I można odnieść wrażenie, że wychowanek Cracovii coraz bardziej się miota. Mamy przecież 31. sierpnia, okienko transferowe zamknie się lada moment i do dziś nie znalazł sobie nowego klubu. Mistrz Anglii z sezonu 2015/16 też jest tutaj winien, ponieważ blokował mu niektóre ścieżki. Nie pozwolono mu na przykład odejść do Cracovii, choć tajemnicą poliszynela jest to, że Pasy się o niego bardzo starały. – Był taki temat, osobiście go namawiałem do powrotu, ponieważ uważam, iż mógłby się u nas odbudować, to by był najlepszy dla niego krok. Tutaj mógłby sobie pozwolić na dwa-trzy mecze większego zaufania – mówił Michał Probierz w programie „Cafe Futbol”. Do takiego ruchu ostatecznie nie doszło, wszak Leicester chciał ponoć zbyt wysokie pieniądze za wypożyczenie go.

Coś jednak Lisy musiały z nim zrobić. Ileż można grać w Premier League U23, jednocześnie nie dostając szans w pierwszym zespole? Kapustka nie mógłby o tym nawet pomarzyć. Jak na dłoni widać, że przechodząc do tego klubu porwał się z motyką na słońce. Na wypożyczeniu we Freiburgu też mu skrajnie nie poszło. Co prawda tam trochę pokopał piłkę w Bundeslidze, ale że nie potrafił wywiązywać się z założeń taktycznych, to i Christian Streich szybko go odstawił. Nie stawiano też dla niego dlatego, iż był jedynie wypożyczony, czyli tym samym nie był perspektywiczny dla klubu. Po prostu nie opłacałoby się w niego bardziej inwestować.

Myśleliśmy, że jakaś Holandia byłaby dla niego właściwym kierunkiem albo inna tego typu podobna liga. Może belgijska? Na pewno nie jest tak wymagająca jak angielska czy niemiecka. No i rzeczywiście Bartosz ma przenieść się do ojczyzny frytek i smerfów, tyle że… na drugi poziom rozgrywkowy.

Matko boska, co za regres! No ale skoro Leicester City chce tak, a nie inaczej, to my możemy urządzać tu sobie koncert życzeń do woli, a i tak nic to nie da. Gdzie ma wylądować były piłkarz Cracovii? OH Leuven. Nie martwcie się, nam też niewiele to mówi. Ale czy to jest klub wybrany przypadkowo? Ani trochę, wystarczy bowiem spojrzeć na to, kto jest właścicielem belgijskiej ekipy – Vichai Srivaddhanaprabha, czyli ten sam gość, który dowodzi mistrzami Anglii sprzed trzech sezonów. Co ciekawe, jako szkoleniowiec w Leuven pracuje Nigel Pearson, który swego czasu musiał ustąpić miejsca Ranieriemu na ławce trenerskiej Lisów.

Oprócz Polaka do ekipy już wcześniej trafiło dwóch piłkarzy Leicester – 21-letni Elliott Moore oraz 18-letni Kamal Sowah. Niedawno dołączył do niej równie młody George Hirst, którego możecie kojarzyć chociażby z tego, iż w towarzyskim meczu z Polską w kategorii U19 zapakował naszym hattricka.

Trudno jednoznacznie oceniać ten transfer. Niewątpliwie Kapustka musi zrobić krok w tył, aby jeszcze pograć w poważnej piłce, aczkolwiek czy to na pewno dobry kierunek? Czy w piłkę gra się tam lepiej niż w angielskiej lidze rezerw? Czy lepiej niż w ekstraklasie? Śmiemy wątpić, a przecież tym właśnie Lisy argumentowały brak chęci do wypożyczenia go do Cracovii. W końcu też trzeba wziąć pod uwagę, iż za pomocą Polaka Leicester realizuje swoje wewnętrzne ambicje, niekoniecznie kieruje się dobrem samego zawodnika. Ambicją właściciela obu klubów jest awans OH Leuven do Jupiler Pro League i to jest dla niego celem nadrzędnym.

Sami już nie wiemy czy Kapustka naprawdę stał się taką marionetką w rękach pana Vichaia, czy może po prostu karma do niego wraca? Okej, może druga liga włoska pod względem fizycznym też nie byłaby dla niego idealna, lecz Serie B to przynajmniej brzmi jak sensowny wybór, a nie desperacka opcja, do tego na bazie wątpliwych intencji. Coś nam mówi, iż za jakiś czas sam bohater tego tekstu będzie żałował, że rozmyślił się z transferu do Benevento, choć z powodzeniem przeszedł tam testy medyczne.

Fot. FotoPyK