COPAnina: Powrót koszmarów późnego Del Bosque
Blogi i felietony

COPAnina: Powrót koszmarów późnego Del Bosque

Choć uwielbiam hiszpański futbol, paradoksalnie nigdy nie byłem wielkim entuzjastą zespołu La Roja. Reprezentacyjnie zawsze bardziej kręciła mnie Ameryka Południowa, ze szczególnym wyróżnieniem Urugwaju. Od jakiegoś czasu jednak nie potrafiłem przejść obojętnie obok hiszpańskiej drużyny, głównie za sprawą poszczególnych zawodników – bo zaczął pojawiać się w niej Marco Asensio, Iago Aspas, odpalił Diego Costa, a za sterami zasiadł Isco.

Isco, który de facto we wczorajszym meczu zawiódł mnie chyba najbardziej.

Tak, wiem, że hiszpańskie media wystawiły mu praktycznie najwyższą notę ze wszystkich graczy. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, iż – zachowując proporcje – był wczoraj takim naszym Piotrkiem Zielińskim. Gościem, od którego zależało wszystko, a w sumie nie zrobił nic. Odbijecie we mnie argument ze statystykami, które na pierwszy rzut oka miał niezłe – 88% celnych podań, 75% celnych zagrań w strefę ataku, 82% udanych dryblingów… Kontaktów z piłką też zaliczył najwięcej bo aż 197. De facto tyle samo co Sergio Ramos, a to akurat najlepiej o Hiszpanach nie świadczy. Nie zamierzam więc dyskutować z faktami – pomocnik Realu nie przeszedł obok meczu, próbował najbardziej ze wszystkich. Inna sprawa, że co z tych prób wynikało? 2 kluczowe podania z czego jedno z rożnego, zaledwie jeden strzał i to zablokowany, do tego aż 8 strat (najwięcej w zespole). Ostatecznie zatem praktycznie dopasował się do poziomu wręcz niemoralnie nudnych kolegów.

Spotkanie La Rojy z Rosją sprawiło, iż znów przeżywałem koszmar na jawie. Ten sam, który nawiedzał mnie podczas każdego meczu za czasów późnego Del Bosque, gdy lekarze przepisywali pacjentom grę Hiszpanów jako łagodny substytut dla osób cierpiących na bezsenność. Ja wczoraj właśnie miałem ochotę przybić gwoździa głową w biurko, kiedy widziałem dziesiąte w ciągu ostatnich trzech minut podanie do Ramosa, siódme w ciągu dwóch minut odegranie do Koke, trzynaste w poprzednim kwadransie rozkładanie rąk Pique czy Busquetsa, bo nie za bardzo mieli do kogo zagrać, pierdyliardowe kółeczko Isco, Silvy czy później Iniesty, z którego wynikał co najwyżej delikatny zawrót głowy.

1114 podań. Absolutny mundialowy rekord od 1966 roku, czyli od chwili, gdy zaczęto gromadzić przeróżne szczegółowe statystyki. Stypa, albo nawet gorzej – powolna śmierć tiki-taki w najnowszym wydaniu. Idei, która znów zatoczyła koło zupełnie tak jak kilka lat temu, kiedy ciekawsze od oglądania jej było patrzenie jak rośnie trawa, jak schnie farba, jak powietrze cyrkuluje i tym podobne. Tiki-taka znienawidzona przez Guardiolę. – Podawanie dla samego podawania to totalne gówno – mówił niegdyś. Jeśli oglądał starcie z Rosją, zapewne odczuwał deja vu.

Sztuka dla sztuki urosła do tego stopnia, że w pewnej chwili zastanawiałem się nawet, czy podczas serii rzutów karnych La Roja też nie zacznie podawać do boków, zamiast ładować na bramkę Akinfiejewa.

Smutne to jednak żarty, w dobie których zastanawiam się nad rolą Fernando Hierro w całym tym dramacie. Gdy nieco ponad dwa tygodnie temu obejmował stanowisko selekcjonera sam pisałem o nim: „musi działać tak, aby nie popsuć tego, co już wypracował Lopetegui”. Tak zresztą swoją tymczasową kadencję zapowiadał – jako chęć przedłużenia projektu Julena, którego drużyna nie przegrała ani jednego z 20 meczów. Który – wydawało mi się – zbudował samograj.

To określenie zawsze mnie denerwowało i kolejny raz przekonaliśmy się bowiem, iż ma ono tyle wspólnego z rzeczywistością, co istnienie życia na marsie. Nie żebym miał z tego tytułu jakąkolwiek satysfakcję – Rosja po prostu obnażyła wady przywództwa legendy Realu w reprezentacji. Bo o ile szaleństwem byłoby wymaganie od niego, aby w jeden dzień dzień, a potem w trakcie turnieju jakkolwiek przebudowywał kadrę, o tyle nie można go usprawiedliwiać względem tego, że na marną grę swojej drużyny nie potrafił odpowiednio zareagować.

Dało się to zauważyć chociażby po wczorajszych decyzjach personalnych. Jakie zadania miał niby realizować Marco Asensio przeciwko Rosji? Ten chłopak, żywe srebro, wczoraj po prostu zniknął. Dlaczego trzymał go na boisku aż do 104. minuty? Zerkam w statystyki – blisko 4 razy mniej kontaktów z piłką niż wcześniej wspominany Isco! Czyżby zamiast reprezentacyjnego trykotu nałożył pelerynę niewidkę? Czy przez cały turniej miał ją na sobie Alvaro Odriozola, że Hierro zamiast na niego wolał kombinować z nienadającym się na prawego obrońcę Nacho? Dlaczego szkoleniowiec zdjął w 80. minucie Diego Costę, skoro Czerczesow zaparkował we własnym polu karnym zajezdnię autobusów? Czy nie widział, że to właśnie dzięki fizycznej sile napastnika Atletico La Roja w ogóle wyszła z grupy?

Co ciekawe tylko 11% z ankietowanych Marki widzi w nowym selekcjonerze największy problem. Ponad połowa zaś wiesza psy na Luisie Rubialesie, który RFEF dowodzi od półtora miesiąca. Wiadomo, do czego piją – vox populi oraz media ładują w niego za kierowanie się emocjami w pracy, która wymaga raczej chłodnej głowy niż bycia reakcjonistą. Za stawianie górnolotnych wartości takich jak honor ponad dobro drużyny narodowej. Krótko mówiąc, za zwolnienie Lopetegueigo na dzień przed mundialem. Za sabotażem.

Idę zatem pod prąd twierdząc, że prezes federacji postąpił słusznie. W moim mniemaniu to Julen zachował się nielojalnie zarówno wobec związku jak i oddanej mu drużyny. Też nie chciałbym pracować z gościem – a w zasadzie podwładnym – który kompletnie bez mojej wiedzy dogaduje sobie kontrakt z nowym pracodawcą, nie informując mnie o niczym. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż jego obecna umowa obowiązywać powinna jeszcze przez kilka lat. Jedyne za co RFEF zasługuje, aby dostać po łbie, to kretyńsko niska klauzula (2 miliony euro) wpisana w kontrakt Baska. To było naprawdę idiotyczne. Czym są dwie bańki dla Realu Madryt? Mniej więcej tym samym co dla mnie wydanie 20 złotych byle gdzie. Proporcje.

W całym tym chaosie piłka zeszła gdzieś na drugi lub nawet trzeci tor, a przecież to nią, nie zaś czyszczeniem gabinetów powinni w pierwszej kolejności zająć się Hiszpanie, jeśli chcą podtrzymać dawny blask. Teraz właśnie nadchodzi czas na ponowne zdefiniowanie się La Rojy, ponieważ wydaje się, iż w obecnej formie funkcjonować już dłużej nie może. Musi ewoluować i to znacznie, zwłaszcza, że jej dotychczasowi liderzy powoli będą usuwali się w cień. Już zrobił to Pique, już dokonał tego Iniesta. Za chwilę podobną decyzję może podjąć David Silva, Sergio Busquets też już nie młodnieje.

A zatem praktycznie wszyscy ci, co w ostatnich latach narzucali reprezentacji Hiszpanii styl. Już z nimi podtrzymanie go nie dało oczekiwanych efektów, tym bardziej więc bez nich trzeba będzie przemyśleć to, w jaki sposób La Roja będzie grać w przyszłości. Żeby znów mogła ruszyć do przodu, bo póki co chwilowo stanęła by patrzeć, jak odjeżdża jej świat – wertykalny niczym Francja, szybki niczym Mbappe.

Mariusz Bielski

Fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (11)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Hiszpania, od czasu krachu za del Bosque, niewiele się zmieniła. Oczywiście pojawiło się kilka nowych nazwisk, ale wrażenie artystyczne jest podobne. Niestety efektywność też. Dalej mamy klepanie, miliony podań w bok, a w samym polu karnym raczej bryndza i nie wynika to nawet z niskiej jakości napastników, bo Costa zaliczył niezły Mundial, swoje dołożył też Aspas (choć braku Moraty żal). Gracze La Furia Roja są świetnie wyszkoleni technicznie, niby błyskotliwi, ale cholernie brakuje w tej drużynie dynamiki i kreatywności. Dynamiki pewnie wyjaśniać nie muszę, wszystko widać, gdy trwa mecz, a w zasadzie sesja chodzonego na połowie rywala, ale pewnie wielu z Was zdziwi ten brak kreatywności. Jak jednak tłumaczyć godziny jałowego klepania piłki, które nie przekładają się na sytuacje i strzały na bramkę? Dla mnie to brak pomysłu. Wiemy jak posiadać piłkę, nie wiemy co z nią zrobić… Czasem wjedziemy do bramki, czasem coś się uda, ale, statystycznie rzecz biorąc, dominuje jazda na biegu jałowym. Słabe są też skrzydła, które dają bardzo mało piłek w pole karne. Czasem odnosiłem wrażenie, że Hiszpanie grają pięcioma środkowymi pomocnikami.
Isco… Symbol tej drużyny. Wreszcie zasiadł za ster! No i co? Fajnie się gościa ogląda, ale on jest w gruncie rzeczy królem jałowej jazdy La Furia Roja. Znam to doskonale z jego występów w Realu. Porównanie do Zielińskiego jest chybione (chyba, że mówimy o skali rozczarowania), bo nasz pomocnik chowa się w krzaki, podczas gdy Hiszpan jest pod grą, piłki szuka, a on kiwa, czaruje i … guzik. Przeważnie też bardzo aktywnie zaczyna mecz, by w drugiej połowie… zmienić się w Piotrka Zielińskiego (może jednak porównanie ma swoje podstawy?). Od dawna słychać narzekanie, że Isco jest w Madrycie za mało wykorzystywany, że Zidane nie miał do niego serca, że niezrozumiałe było sadzanie go na ławkę, a ja mam wrażenie, że Zidane był rozdarty pomiędzy niewątpliwym talentem i możliwościami, które ma ten gracz, a zbyt częstą jałowością jego popisów. Miewał fantastyczne okresy, gdy czarował fenomenalnymi zagraniami (nawet nie meczami, zagraniami), by za chwilę jakby o tym zapominać, by przez długie minuty jedynie… holować, kiwać, tracić, znikać, by się potem pojawić i … holować…
Obecna reprezentacja Hiszpanii w pigułce.
Zmiana pokoleniowa? Nieodzowna, ale czy młodzi będą lepsi? Nie wątpię, że piłkę będą umieli posiadać, jak nikt!

serek
Zagłębie Lubin

panie kolego, mam podobne uczucia odnośnie Isco. Natomiast mnie jako sympatyka Realu martwi, że Lopetegui jest jego dużym zwolennikiem. Uważam, że to najbardziej przeceniany zawodnik Realu. Świetny przegląd pola, doskonała techika i podania – wszystko się zgadza. Ale tak samo jak milionowe kółeczko wokół własnej osi, zerowa dynamika. W finale LM Real zaczął grać jak zdjął mętnego Isco i wszedł energiczny Bale. On imo nie pasuje do stylu Realu, lepiej sprawdził by się w Barcelonie, mnie irytuje, że postawiono na niego a nie na Jamesa, którego cenie znacznie wyżej

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Kłopoty Jamesa zaczęły się za kadencji (o matko) Rafaela Beniteza. Hiszpan sadzał go na ławce, były bodaj jakieś tam zarzuty o słabe przygotowanie fizyczne itd… Dokładnie już nie pamięta, ale chłopcom było bardzo nie po drodze. Beniteza szybko z Madrytu wykopano, ale kłopotów Jamesa to nie zakończyło i w zasadzie nie skończyły się one aż do końca. Szczerze mówiąc, to choć liczby miewał potem nawet niezłe (choć były one efektem przebłysków a nie ogólnie dobrej formy), to jakoś nie umiał, w moich oczach, nawiązać do postawy ze swego pierwszego sezonu w Hiszpanii. Zizou jakoś nie miał na niego pomysłu, ale trzeba przyznać, że konkurencja była wyjątkowo silna, a Kolumbijczyk sprawiał wrażenie, jakby był bardziej aktywny poza boiskiem, niż na nim i od pewnego momentu wiadomo było, że James myśli już tylko o odejściu. Ciężko z takim graczem pracować. Z niewolnika pracownika nie będzie. Isco też nie zawsze był zadowolony ze swej pozycji w klubie, też tego specjalnie nie krył, ale jednak różnica była taka, zachowywał się profesjonalnie. Mała rzecz, a cieszy.
Rzeczywiście jest pewien dysonans pomiędzy stylem Isco, a grą Realu, choć w ostatnich latach owe style się zbliżyły, bo Real nieco bardziej zaczął grać piłką i zwiększał jej posiadanie. Rzeczywiście Barcelona wydawała by się bardziej odpowiednia, choć z drugiej strony chyba ta z okresu sprzed Valverde. Taki paradoks, co nie?
Istotnie Lopetegui jest jego zwolennikiem i martwi mnie to, bo wolę konkretną grę i nie koniecznie musi jej towarzyszyć 70% posiadanie piłki. Sam Isco nie jest graczem tego kalibru, by mógł być liderem topowej ekipy. To jednak rodzaj kuglarza. Potrafi zabawić publikę, pokazać ładne sztuczki, często dostaje brawa i gdy go nie ma, to jest jakoś smutniej, ale sam ciężaru widowiska nie udźwignie. Nasuwa mi się analogia z (wybaczcie) Minionkami. Przesympatyczne i prześmieszne stworki zrobiły światową furorę, jako postacie drugoplanowe, w filmach „Jak ukraść księżyc” i „Minionki kontratakują” (swoją drogą koszmarne tłumaczenia oryginalnych tytułów „Despicable me” i „Despicable me 2”). Gdy dostały własny film, wyszło słabo. Potencjału starczyło na 15 minut niezłej zabawy, reszta filmu była męczeniem buły.

stasiorowski

Gino mistrz. Porównanie świetne. Pointa trafiona. Mądrego to i dobrze poczytać

LOBO

Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że w przeciwieństwie do Zielińskiego Isco brał każdą piłkę na siebie, natomiast nasz grajek po oddaniu piłki najbliższemu chował się za przeciwnikiem byle tylko nie dostał piłki.

obwarzanek

Największym wygranym odpadnięcia Hiszpanów jest paradoksalnie Julian Lopetegui. Myślę, że z nim na ławce trenerskiej Hiszpania grałaby takie same gówno, a że go nie ma to cała wina spada na federacje, piłkarzy i aktualnego trenera :)

Olala
Widzew POLSKA Liverpool (L) Polonia Kotwica ŁKS Szerszenie Weszło

Rozmawiasz z poważnym facetem, przedłużasz z nim kontrakt, on w to wchodzi, klauzulę wpisujesz dla picu, bo uważasz staroświecko że morda droższa pieniędzy, raczej by pan Górski nie rzucił polskiej kadry dla jakieś greckiej drużyny, za kilka dni czytasz w internetach, że Lopesrope ma w dupie cały kraj za wyjątkiem połowy Madrytu. Teraz Hiszpanie muszą wypracować zupełnie inną, młodszą formułę, nawet kosztem walki o 1-2 kolejne tytuły. A Real lubi być nielubiany, dołożył do tego kolejną cegłę.

Filip Piotr Skóra

Czy Pan Redaktor Mariusz Bielski byłby tak łaskaw przedstawić mi ze trzy argumenty na tezę, według której Nacho nie nadaje się na prawego obrońcę? Zakładam, iż Pan Redaktor zna się lepiej, niż Mourinho, Benitez, Zidane, Lopetegui czy Hierro, zatem chętnie owe argumenty poznam.

cinek882

Hiszpania to jednak nie samograje. Nawet drużynę gwiazd trzeba poprowadzić, ażeby osiągnęła sukces. Szanse Hiszpanii spadły po zwolnieniu trenera, typowy strzał w kolano. Hierro zagubiony we mgle, zerowe przygotowanie trenerskie, dziwne decyzje, nie potrafił dotrzeć do zawodników, brak konkretów.

Kcramsib

A może Hiszpania wraca po prostu, po dekadzie niesamowitych sukcesów, na swoje miejsce? W końcu przez dekady funkcjonowało tam hasło „gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze” oddające jakość występów tamtejszej kadry… oni zawsze mieli armię genialnych piłkarzy, ino drużyny z sukcesami brakowało. A teraz, gdy ostatni ze „złotej generacji” odejdą, demony przeszłości mogą wrócić. Już w sumie wróciły.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz