Reprezentacja zrzygała się na swój honor
Blogi i felietony

Reprezentacja zrzygała się na swój honor

Kadra Nawałki grała dziś mecz o honor i choć padł wynik 1:0, to niestety o żadnym honorze mowy być nie może. Nie widać go, bo reprezentanci na niego nasrali i narzygali, a potem zakopali sto metrów pod ziemią, a co za tym idzie: pokazali nas jako naród cwaniaków, tchórzy i nieudaczników.

Jesteście niegodni koszulek z tym herbem.

Jeśli ktoś powie, że Japończycy zrobili ze swoim honorem coś podobnego, to wybaczcie, ale ja mam prawo mieć to w dupie, bo jak ostatnio sprawdzałem, jestem Polakiem, nie Japończykiem. I niestety, ale to kadra Nawałki, gdy nie miała nic do stracenia, pozwoliła na ten teatrzyk. Nie ruszyła na rywala, nie chciała odebrać piłki, tylko postanowiła bronić wyniku, który nic nam nie dawał. Piłkarze woleli ustawić się z rywalem. To nie jest mundial, to są lata 90., to jest rok 1993.

A co najgorsze – wszystko za pozwoleniem trenera Nawałki, który pokazywał do Grosickiego, by ten się przewrócił i wymusił w ten sposób wejście Błaszczykowskiego. Uwaga, powtórzę, jeśli nie wszyscy zrozumieli: reprezentant Polski na mundialu udawał skurcz w meczu o kiść pomarańczy, by jego kolega mógł sobie potruchtać 60 sekund, a jego drużyna mogła wywieźć wymęczone 1:0. Tyle dobrego, że sędzia w tym wszystkim się połapał i stwierdził, że on przyjechał gwizdać mecz, a nie występy cyrkowe i tenże cyrk zakończył.

Kadry Engela i Janasa grały, jak grały, ale akurat po ostatnim meczu nikt nie miał do nich takich pretensji. One w minimalny sposób sprzątały swój bałagan, natomiast zespół Nawałki gasił pożar benzyną.

To jedno o tym meczu, natomiast chciałbym zapytać Roberta Lewandowskiego, co tym razem przeszkodziło mu w strzeleniu gola? Czy jutro będzie konferencja prasowa i pan kapitan powie, że Grosicki nadaje się do tarcia chrzanu, a nie do grania, bo wystawił mu patelnię, ale nie na pustaka? Najwidoczniej, by Lewandowski strzelał gole na dużych turniejach, koledzy nie mogą mu tylko wystawiać setek, oni powinni też prosić bramkarzy o zejście z boiska. W innym wypadku gwiazda naszej drużyny jest bezradna i z pięciu metrów potrafi kopnąć dwa za wysoko. Cóż, dobrze, że Robert przynajmniej zrezygnował z walki o Złotą Piłkę. Przyznał przecież, że nikt go nie nauczył dryblować, a do tej nagrody takie umiejętności są potrzebne. Kapituła na pewno weźmie to pod uwagę, być może napastnik dostanie nawet jakiś order za szczerość. A inna kapituła przyzna mu order uśmiechu za te wszystkie opowiadane brednie o możliwościach zespołu.

Kapitan od siedmiu boleści, dbający w pierwszej, drugiej i trzeciej kolejności o siebie. Nie wiem, czy drużyna łapie się do pierwszej setki tego zestawienia, prawdę mówiąc wątpię.

Kolejny bezbarwny występ za Zielińskim. Nie wiem, Kurzawa, piłkarz z ekstraklasy może grać bez kompleksów, Zieliński, piłkarz z Serie A już nie. Jedno dobre podanie do Grosickiego, gdy zawodnik Napoli miał tyle miejsce, że mógłby planować wokół siebie budowę hipermarketu. Z ogromnym parkingiem. No, brawo, na to właśnie liczyliśmy. Cóż, nie da się ukryć, że Zieliński to drugi najgorszy rozgrywający tego turnieju – obok Neuera.

I jeszcze ostatnia myśl: miło się gra mecze jednak z kimś poważnym między słupkami, prawda? Ładne zdanie zobaczyłem dziś na Twitterze: Fabiański jest dobrym bramkarzem, natomiast Szczęsny tylko myśli, że jest dobrym bramkarzem. Każde wyjście Łukasza na przedpole to spokój, każdy spacer Szczęsnego to burdel. Jest różnica.

No, a teraz czas do domu. Turniej bez historii, bez honoru i bez sensu.

Fot. FotoPyk