W Szczecinie walczą z pseudokibicami – zaczęli od pani z przedszkola
Weszło

W Szczecinie walczą z pseudokibicami – zaczęli od pani z przedszkola

Walka ze stadionowym bandytyzmem nabiera tempa – całkiem niedawno opisywaliśmy sytuację, gdy mundurowi wlepili mandaty piłkarzom za przeklinanie po nieudanych akcjach. Szczecińska policja także nie próżnuje – na rozprawę czeka pani Joanna, która podczas meczu Pogoni z Sandecją Nowy Sącz ośmieliła się chwycić jubileuszową sektorówkę.

Kobieta pierwszy w życiu pojawiła się na meczu, ale policja właśnie ją wytypowała jako członkinię zorganizowanej grupy, która – poprzez rozwinięcie wielkiej, trzymanej w sumie przez jakieś sto osób flagi – próbowała zamaskować ultrasów, przebierających się w specjalne kombinezony i odpalających race.

– Wyszłam już ze stadionu i zostałam zatrzymana, gdy chciałam wsiąść z mężem do taksówki. Podbiegła do mnie pani policjantka i powiedziała, że jestem zatrzymana za „trzymanie sektorówki”. Ja się jej zapytałam, co to w ogóle jest, bo nawet nie wiedziałam – opisuje swoją sytuację pani Joanna dla Radia Szczecin. – Chłopak mnie poprosił, czy mogę potrzymać. Ja sobie stałam ze znajomymi no i złapałam ten róg. Nie wiedziałam, że to jest karalne, w ogóle nie byłam tego świadoma. W ogóle nigdy wcześniej na meczu nie byłam, bo meczów nie lubię. Mąż i moich dwóch synów mnie zabrało – tak mnie namawiali, siedemdziesięciolecie, fajnie będzie…

No cóż, okazało się, że nie było zbyt fajnie. Pani Joanna, na co dzień pracująca w przedszkolnej kuchni, a – jak się okazuje – od święta także pseudokibicka, nie jest jedyną osobą, która po meczu z Sandecją napytała sobie poważnych kłopotów z prawem. Choć, co ciekawe, jedną z zaledwie dwóch, które odpowiedzą za zbrodnicze trzymanie w dłoni stadionowej oprawy. Wokół pani Joanny stała cała gromadka dzieci, które też ściskały oprawę w piąstkach. Im się akurat upiekło.

-Zarzut wobec pani Joanny jest taki, że ona – trzymając tę sektorówkę – robiła to celowo, żeby kibice odpalający race mogli się tam schować. Pani Joanna trafiła na dołek, zabrano jej sznurówki, dostała koc i posiedziała tak do trzynastej dnia następnego. Dopiero wtedy zwolniono ją do domu – wyjaśnia Radek Jaczmiński z Radia Szczecin, który zajmuje się całą sprawą. – Panią Joannę, podobnie jak resztę zatrzymanych, potraktowano w trybie przyspieszonym, ale ona wciąż czeka wyrok z innych powodów. To dosyć osobista sytuacja, kwestia zdrowotna i właśnie z tych względów rozprawa została o jakiś czas odroczona.

-Dzisiaj zeznawał policjant, odpowiedzialny za to, żeby wyłapywać na stadionie ludzi naruszających prawo – dodaje Radek, który był na rozprawie. – Rozprawa tyczyła się drugiej z osób, która – obok pani Joanny – trafiła na dołek za trzymanie sektorówki. Ten policjant uzasadniał swoje wskazania tak, że wyłapuje ludzi, którzy jego zdaniem są prowodyrami, którzy są częścią zorganizowanej grupy kibiców i działają z premedytacją. Paradoks polega na tym, że gość nie był w stanie odpowiedzieć na żadne podstawowe pytania – jak często Pogoń gra u siebie, jak często pojawiają się na trybunach sektorówki i tak dalej.

I właśnie taki bystrzak wychwycił swoim nieomylnym okiem panią Joannę – przypomnijmy, pierwszy razy w życiu na meczu piłkarskim, z mężem i dziećmi u boku – jako uczestnika zorganizowanej akcji, mającej na celu odpalenie na trybunach materiałów pirotechnicznych. Dziś kobieta jest kłębkiem nerwów i kiepsko sobie radzi z całą tą paskudną sytuacją.

Niby brzmi to wszystko jak absurd, jak ponury dowcip, ale to przecież jest realna, ludzka tragedia. Już pal licho zakaz stadionowy, ale chodzi o co najmniej dwa tysiące złotych grzywny. To srogi cios w domowy budżet.

Kiedy pani Joanna znalazła się na dołku, obecni tam policjanci byli w ciężkim szoku, ze kogoś takiego w ogóle do nich doprowadzono. Mieli twierdzić, że ta meczowa obława to „decyzja z góry”. I tym sposobem pani Asia, zamiast spędzić sympatyczny wieczór z rodziną, wylądowała pod celą, z jakąś inną rezydentką, kompletnie pijaną.

Oto oficjalny komunikat w sprawie działań służb mundurowych podczas meczu.

„W związku z imprezą masową policjanci zatrzymali 21 osób. Większość z nich głównie za wniesienie bądź spożywanie alkoholu wbrew obowiązującym przepisom. Wśród nich są również osoby, które nie stosowały się do poleceń służby porządkowej, posiadające narkotyki, a także posiadające race. Czynności w sprawach zatrzymanych osób trwają, większość z nich odpowiada w trybie przyspieszonym co skutkuje szybkim wydaniem wyroku za załamanie prawa. Do tej pory skierowano 6 wniosków do sądu o ukaranie za popełnione wykroczenia. Policjanci w czasie imprezy masowej wylegitymowali blisko 500 osób i nałożyli blisko 140 mandatów karnych.”

(źródło: http://zachodniopomorska.policja.gov.pl)

140 mandatów! Naprawdę niezłe żniwo. Do tego 21 zatrzymanych osób, z których w zasadzie wszyscy zostali potraktowani w trybie przyspieszonym, więc zapadło już na ten moment kilkanaście wyroków. Zazwyczaj są to stadionowe zakazy i grzywny opiewające na kilka tysięcy złotych. W sumie siedemnaście osób dostanie karę w trymiga – zwykle chodzi o nielegalne picie alkoholu. Ale wśród pojmanych znalazł się też niejaki pan Marek, który zgrzeszył, bo nie usiadł na krzesełku, tylko stanął sobie na schodach.

– Skuli nas w kajdanki, nie z przodu, tylko z tyłu. Tak nas trzymali na komendzie, w radiowozach. Do momentu przewiezienia na izbę zatrzymań, byliśmy traktowanie jak przestępcy – relacjonuje pan Marek, któremu przyklepano trzy i pół tysiąca złotych grzywny. No i musi się upewnić, że z dekoderem wszystko gra, bo przez następne dwa lata mecze Pogoni będzie mógł oglądać wyłącznie w telewizji. Pana Marka – jak to na stadionie, każdy to kiedyś przeżył – ktoś podsiadł na jego krzesełku, ten nie chciał się wykłócać, więc grzecznie stanął sobie na schodach. Zresztą – na tyle, na ile się dało, z boku, żeby nikomu nie przeszkadzać. Widać to na zdjęciach, które sobie zrobił podczas meczu.

Trzeba jednak było ostro wojować o swoje siedzonko, bo szczecińska policja nie zna litości dla takich łobuzów.

Alkohol, narkotyki, race – okej, wszystko rozumiemy. Ale pościg za przypadkową dziewczyną, która bezmyślnie sięgnęła dłonią po sektorową oprawę? Zamknięcie na dołku znerwicowanej kobiety, groźba grzywny i zakazu stadionowego? To drugie i tak pani Joannie nie straszne, bo mało prawdopodobne, żeby postanowiła jeszcze kiedykolwiek pójść na jakiś mecz. Mało tego – pani Asia, korzystając z przedszkolnych doświadczeń, może sama zaordynować stadionowy zakaz mężowi i synom, organizując im od teraz przymusowe leżakowanie podczas spotkań Pogoni.