Wiesz jak legalnie wejść na stadion Legii, kiedy jest zamknięty nawet dla prasy? Wywiad ze skautem Lecha
Weszło Extra

Wiesz jak legalnie wejść na stadion Legii, kiedy jest zamknięty nawet dla prasy? Wywiad ze skautem Lecha

Dlaczego Jan Urban sięgnął po Sisiego, choć cały skauting optował za Rafałem Wolskim? W jaki sposób Lech deprecjonuje pierwszą ligę i do których zawodników z tego poziomu nie mógł się przekonać, czego dziś na pewno żałuje? Z jakim zawodnikiem Nenad Bjelica chciał przedłużyć kontrakt, choć ten przez pół roku chodził o kulach? Który trener uważał, że z wyborem zawodnika jest jak z wyborem dziewczyny? Czy istnieje patent na „włamanie się” na stadion Legii, gdy ta gra sparing zamknięty dla kibiców i mediów? Jak to jest stać stać się zakładnikiem podczas oglądania meczu w Bułgarii? O tym wszystkim opowiada Łukasz Mika. Skaut Lecha Poznań, z którym przeprowadziliśmy bardzo długą i konkretną rozmowę. Mieliśmy skupić się głównie na ostatnim letnim okienku transferowym, a wyszło z tego znacznie więcej wątków. Zapraszamy.

*

1Uevid3

Po jakim czasie powinno się oceniać dany transfer?

Pełen sezon to czas, w którym można dokładnie przyjrzeć się każdemu nowemu zawodnikowi i wydać obiektywny osąd. Wiemy wtedy, czy jest w stanie udźwignąć presję i zaprezentować pełnię swoich umiejętności. W Lechu zazwyczaj dajemy graczom pół roku na aklimatyzację. Staramy się ułatwiać im wiele spraw, żeby cały proces trwał krócej, bo to jednak pełna runda. Nie wyciągamy w tym czasie pochopnych wniosków. Oczywiście, w skrajnych przypadkach, już po pół roku widać, że nic z tego nie będzie i nie ma sensu kontynuować współpracy. Ale nie można tego robić tak samo radykalnie u wszystkich. Gdybyśmy po nieudanym półroczu mieli „odpalać” krytykowanych zawodników, to pozbylibyśmy się między innymi Paulusa Arajuuriego, który uchodził za totalne nieporozumienie, a sezon mistrzowski kończył jako najlepszy stoper ligi. Opinia publiczna nie wiedziała o problemach, jakie przechodził ten chłopak. Podobnie było z Tamasem Kadarem, którego sprzedaliśmy z pięciokrotnym zyskiem, choć wcześniej jego pozyskanie określano „kadarstrofą”. Łukasz Teodorczyk w pierwszej rundzie zdobył dla Lecha tylko jedną bramkę, a rok później odchodził za kwotę wyższą niż Robert Lewandowski. Obecnie kimś takim jest Niklas Barkroth. Trafił na życiową formę Makuszewskiego, ale teraz po jego kontuzji powinien grać więcej. Nie ma na koncie wielu rozegranych minut, a zaliczył już trzy asysty. Jest krytykowany, ale to dopiero pierwsze pół roku – moim zdaniem zbyt krótki czas, by kogoś skreślać. Jasne, każdy by chciał, aby zawodnik wkomponowywał się w zespół bramką zdobytą piętką w debiucie, jak wspomniany Lewy, czy hattrickiem z Juventusem, jak Rudnevs, ale to niemożliwie. Większość potrzebuje po prostu czasu i zaufania.

Jarosław Kołakowski powiedział, że transfer powinno się oceniać z perspektywy momentu, w którym został dokonany, a nie tego, co wydarzyło się później.

Zgadzam się. Najlepiej będzie posłużyć się przykładem. Sprowadzony latem Emir Dilaver to nominalny prawy obrońca, o którym wiedzieliśmy, że w razie czego może zagrać zarówno na środku obrony, jak i na szóstce. To była okazja – uniwersalny zawodnik, któremu kończył się kontrakt. Przychodził do nas jako boczny obrońca. Wydawało się, że zajmie miejsce Tomasza Kędziory. Jednak sytuacja z bardzo szybko rozwijającym się Robertem Gumnym zmusiła nas do pewnych przetasowań. Numerem jeden na boku stał się „Guma”, co wymogło na Dilaverze zmianę pozycji. Nie mieliśmy wątpliwości, że sobie poradzi – widać to choćby po statystykach i po tym, jak często wybierano go do jedenastki kolejki ekstraklasy. Spójrzmy na to w ten sposób: jeżeli Emir nie potrafiłby grać na stoperze, byłby zapewne oceniany jako niewypał, pomimo że nie jest złym graczem. Po prostu przegrałby rywalizację z Gumnym. Słowa Kołakowskiego dobrze oddają tę sytuację. W momencie dokonania tego ruchu był to bardzo dobry transfer na bok defensywy. Na koncie doświadczenie w Lidze Mistrzów, mistrzostwo Austrii, mistrzostwo Węgier. Mimo to byłaby ławka – na ten moment tylko dzięki swojej uniwersalności jest oceniany pozytywnie.

Podobnie z Gytkjærem. Dziś powiemy, że jego transfer nie był udany, ale w momencie dokonania transakcji można było go oceniać jako bardzo dobry. (Rozmawialiśmy kilka godzin przed hat-trickiem z Termaliką – dop. NS).

Nie do końca zgodzę się z tym, że transfer Gytkjaera wydawał się aż tak dobry. Christian nie wyglądał tak, jak za czasów gry w Rosenborgu, kiedy zwróciliśmy na niego uwagę. Spadł z drugiej Bundesligi, zdobywając tylko dwa gole. Gdyby przyszedł do nas pół roku wcześniej jako król strzelców w Norwegii, owszem, byłby to hit, ale akurat wtedy nie mieliśmy 2,25 mln na wydanie. Musieliśmy ocenić jego ostatnie pół roku przez inny pryzmat. Rosenborg to najlepszy zespół w lidze, a TSV się rozpadało. Tego typu napastnik zawsze będzie wyglądał korzystniej w lepszym zespole niż w drużynie walczącej o utrzymanie. Gytkjaer jest zawodnikiem mało kreatywnym i samemu nie stworzy sobie wielu sytuacji. Trzeba kreować mu okazje, najlepiej do uderzenia bez przyjęcia po zejściu na bliższy słupek. Znaliśmy jego mankamenty, głównie braki szybkościowe, ale wydawało nam się, że dzięki ściągnięciu kilku dobrych skrzydłowych, będzie miał mnóstwo okazji do strzelania bramek.

To był wasz numer jeden, jeżeli chodzi o wybór napastników?

Tak. Spośród wszystkich obserwowanych napastników wybraliśmy właśnie jego, ponieważ wiedzieliśmy, że jest o półkę wyżej od pozostałych. Dość późno wpłynął do nas sygnał od jego agenta, który poinformował o korzystnym zapisie w kontrakcie w przypadku spadku TSV, ale i tak  szybko skorzystaliśmy z okazji. Sprowadzenie Gytkjæra było możliwe tylko i wyłącznie dzięki problemom finansowym i sytuacji, w jakiej znalazł się klub z Monachium. Wykorzystywanie takich okazji poprzez szybką weryfikację to też jest skauting.

Cały czas jest w waszym okresie aklimatyzacyjnym. Wciąż ma szansę.

Oczywiście, dlatego nie zgodzę się z tym, że to nieudany transfer. Napastnik żyje z podań, a on zbyt wielu tych podań nie otrzymuje. Widziałem statystyki, że bardzo duży procent jego strzałów trafia do bramki. Oddał znacznie mniej strzałów na bramkę niż na przykład Świerczok. Nie jest tak, że on nie wykorzystuje wielu sytuacji, te sytuacje po prostu nie są mu stwarzane. Mimo to jest najlepszym strzelcem zespołu. Wiem, że będzie grał lepiej.

Zdania w kwestii letnich transferów były podzielone nawet u nas. Przykład Vernona De Marco. Na Słowacki wyróżniał się dobrym wyprowadzaniem piłki, grą głową i przyzwoitą lewą nogą. Znaliśmy go zarówno z Zemplina Michalovce, jak i Slovana Bratysława. Przyszedł jako uzupełnienie składu. Planowo mieliśmy występować na trzech frontach, sytuacja ułożyła się jednak tak, że gramy na jednym i on nie ma zbyt wielu szans na regularne występy. Kostewycz jest w stanie bez problemu zagrać jeden pełny mecz w tygodniu. Z automatu wypada więc możliwość gry na lewej stronie defensywy, a na środku jest spora rywalizacja. Janicki, Dilaver, Nielsen, Vujadinović, choć on głównie się leczył, zimą dojdzie jeszcze Thomas Rogne. Trudno oceniać go w kategorii niewypału. Nie przebił się u nas, miał pecha, że tak szybko odpadliśmy z pucharów. Dalej uważam, że to sensowny zawodnik, niekoniecznie na miarę Lecha, ale w ekstraklasie mógłby się załapać. Osobiście jednak byłem przeciwny temu transferowi. Wiedziałem, jaka będzie sytuacja kadrowa i nie widziałem dla niego większych szans na grę.

Z kolei Rakels przyjechał do nas po kontuzji. Był nieprzygotowany. Lubię jednak tego typu mało ryzykowne transfery – mamy na pewien czas wypożyczonego zawodnika i na podstawie jego występów podejmujemy decyzję. Denis jest na rok, ale już zimą będziemy się zastanawiali, co robić dalej. Koszty transferu były zerowe. Zawodnik się nie sprawdził, przegrał rywalizację, ale nic wielkiego się nie stało. To jest palenie jakichś tam pieniędzy, bo jednak pobierał co miesiąc pensję, ale ze względu na okoliczności, nie zaliczałbym tego ruchu do jakiejś wtopy transferowej.

Macie sobie coś do zarzucenia odnośnie do lata?

Jako dział skautingu jesteśmy głosem wspólnym, ale pomiędzy nami jest dużo dyskusji, często się ze sobą nie zgadzamy. To jest dobre, bo rodzi się merytoryczna dyskusja na argumenty, ale niestety nie zawsze wygrywają najrozsądniejsze wnioski. Nie chcę wypowiadać się za wszystkich, rozmawiasz w końcu tylko ze mną. Opowiem ci, co ja myślę o naszych letnich transferach. Według mnie jeszcze przed otwarciem okna popełniono pewne błędy. Nie rozumiem, jakim cudem nie dostaliśmy zadania, by szukać „ósemki”. Z całą sympatią dla Macieja Gajosa, ale to nie jest najlepszy środkowy pomocnik ligi. Powinniśmy znaleźć kogoś lepszego lub chociaż kogoś do konkurencji, bo na razie ma monopol. To nie pomaga w rozwoju. Zamiast tego wykupujemy Makuszewskiego, przedłużamy kontrakt Raduta, ściągamy z wypożyczenia Jóźwiaka, po czym… pozyskujemy kolejnych trzech skrzydłowych: Rakelsa, Barkrotha i Situma! Mając ich na oku, nie powinniśmy przedłużać Raduta, bo skoro się nie przebił do składu w poprzedniej rundzie, to logicznie rzecz biorąc, nie zrobi tego przy zwiększonej konkurencji, prawda? W jego przypadku szybko skorzystaliśmy z opcji, pewnie gdybyśmy wiedzieli, że uda się zrobić pozostałe transfery, to decyzja byłaby inna. Z kolei decydując się na danie szansy wychowankowi, Kamilowi Jóźwiakowi, sprowadzamy mu liczną konkurencję, blokując go i prowokując sytuację, do jakiej ostatnio doszło. Po co? W ogóle sprowadzając tak dużą liczbę skrzydłowych, z automatu nastawiliśmy się na to, że część nie wypali, co już jest sprzeczne z moim rozumieniem transferów. Ale jestem tylko skautem i nic nie mogę na to poradzić. Gdybym na zimę dostał wytyczne, żeby szukać kolejnych skrzydłowych, nie zgadniesz – musiałbym szukać kolejnych skrzydłowych. Po prostu jestem zobligowany do wykonywania zleconych zadań. Dodajmy, że na jednym z dwóch boków pewny plac ma nominalna dziesiątka, Jevtić. Powiedzieć, że mamy nadmiar skrzydłowych, to jak nic nie powiedzieć.

Do Lecha zimą przyszedł też zawodnik, który nie zagrał nawet minuty. Traktujemy go jako nieudany transfer, czy zadecydowało coś innego?

Elvis Kokalović. Na jego temat nie chciałbym się zbytnio wypowiadać, ponieważ dawno nie byłem aż tak przeciwny sprowadzeniu jakiegoś zawodnika. To nie był gracz wywodzący się ze skautingu, ale z polecenia trenera. Kokalović miał syndrom Macieja Wilusza, czyli grał solidnie do momentu pierwszego błędu – najczęściej bramkowego – po którym kolejne wpadki sypały się już lawinowo. W moim osobistym odczuciu jest to dyskwalifikujące. Wiadomo, że każdy piłkarz popełnia błędy, ale nie mogą mieć one tak dużego wpływu na jego dalszą grę, zwłaszcza w Lechu. A ten gość przyszedł, swoje zarobił, nawet nie zadebiutował, bo zataił kontuzję, pod koniec umowy dalej chodził o kulach, a trener Bjelica… chciał przedłużyć jego umowę! Na całe szczęście mu się to nie udało. Ale skończmy ten temat. Na samą myśl o tym się wewnętrznie gotuję.

Miałeś jeszcze przypadek, kiedy kompletnie nie zgadzałeś się ze ściągnięciem jakiegoś zawodnika?

Oczywiście, że były takie przypadki, między innymi wspomniani Wilusz czy Djoum. Ale nie chcę sypać dalszymi nazwiskami, bo choć w kilku przypadkach rzeczywiście byłem przeciwny, to nie wypada, żebym się wybielał i zrzucał z siebie odpowiedzialność. Jestem i byłem w tym dziale, także muszę się utożsamiać również ze wpadkami, bo widocznie zrobiłem zbyt mało, żeby przekonać innych do mojego zdania. Na pewno jestem jednym z najbardziej krytycznie oceniających skautów w naszym dziale. Może nawet najbardziej krytycznym. Ale pamiętam niecodzienną sytuację, kiedy cały skauting był jednogłośnie przeciwny jednemu graczowi. To Sisi, wynalazek Jana Urbana. Wybór gracza na tę pozycję rozgrywał się między nim a Rafałem Wolskim, grającym wtedy w Mechelen. Musimy weryfikować polecenia od trenerów, dlatego oglądaliśmy tę nieszczęsną drugą ligę koreańską. Jak to w ogóle brzmi… ci amatorzy potrafili wywracać się o własne nogi! Na zebraniach co rusz pokazywaliśmy śmieszne sytuacje z tamtej ligi, a po jego przyjściu nawiązując do niskiego wzrostu stworzyłem nawet jego portret na naszej tablicy korkowej. Zaraz ci pokażę.

fV9F2Vu

Pomijając tę przygodę w Azji, Sisi na poziomie Primera i Segunda Division miał rozegranych 200 meczów, w których strzelił 11 goli i zanotował 4 asysty. Sorry, ale skrzydłowy, czyli gracz ofensywny, powinien takie liczby wykręcić w góra dwa sezony, a nie przez całą karierę. Nie muszę dodawać, że wszyscy w dziale głosowali za Wolskim. Rafał trafi w tym czasie do Wisły Kraków, gdzie wyglądał bardzo dobrze, a teraz już w barwach Lechii strzela dla reprezentacji. Ale cóż, decyzja trenera jest wiążąca, a skauting nie ma wtedy zbyt wiele do powiedzenia. Problem w takich wypadkach jest taki, że trener potem odchodzi, a zawodnik zostaje, choć akurat w przypadku Sisiego nie było tej kwestii, bo on był opcją na pół roku. Jednak żeby nie stawiać Hiszpana wyłącznie w negatywnym świetle, muszę powiedzieć, że zrobił też jedną dobrą rzecz. Na miesiąc przed końcem kontraktu przyszedł i zrzekł się ostatniej pensji. Uznał, że nie wszystko potoczyło się tak, jak powinno i na tę wypłatę nie zasłużył. Duży plus dla niego, nie każdego w tym środowisku byłoby na to stać.

Z jakich transferów jesteś najbardziej zadowolony? Niekoniecznie z letniego okienka.

Na pewno wykonaliśmy bardzo dobrą robotę, sprowadzając Kostewycza, Arajuuriego, Douglasa, Hamalainena, Tetteha, Kadara, Jevtica, Teodorczyka czy Makuszewskiego. Podobnie jak w przypadku niewypałów, wymieniając tych graczy zaznaczam, że pracujemy zespołowo i wspólnie jesteśmy rozliczani. Nie chcę, żeby zaraz gdzieś było: „ooo, Mika to znalazł tego i tego…”. Nie, jesteśmy jednym działem i razem odpowiadamy zarówno za udane transfery, jak i za wpadki. Wymienieni gracze pochodzili z różnych lig, różni skauci ich weryfikowali – to są wspólne sukcesy działu.

Skąd u was w ostatnich latach tak duże nakłady na Skandynawię?

To wyszło naturalnie. Nie jest tak, że my ot tak się przerzucamy: „ok, robiliśmy Bałkany, teraz czas na Skandynawię, a potem na Półwysep Iberyjski”. Stale obserwujemy dane ligi, a to, że ostatnio często pasują nam pod profil zawodnicy akurat z tego regionu, to czysty przypadek. Dalej obserwujemy Węgry czy Bałkany, choć z Bałkanami jest taki problem, że mało krajów z tamtego regionu należy do Unii Europejskiej. Przez limit trzeba mieć na uwadze możliwy brak paszportu zawodnika i dowiadywać się, czy dany gracz nie ma przypadkiem jakiegoś innego pochodzenia. Jak Vujadinović, który jest Czarnogórcem, ale ma bułgarski paszport. Gdyby nie to, nie trafiłby do nas.

Co sądzisz o tym limicie?

Uważam, że jest idiotyczny. Słyszałem, że miał na celu ograniczenie ściągania tak zwanego szrotu, ale najwyraźniej coś nie wyszło. Nadal możemy hurtowo sprowadzać Słowaków czy Czechów, w przeciwieństwie na przykład do Ukraińców. Klubami rządzą dorośli ludzie i jeśli mają ochotę ściągać takich graczy, to niech to robią. Przez limit ograniczamy się i „uciekają” nam interesujące piłkarsko ligi. Nam latem uciekł bardzo solidny gracz z Ukrainy. Mieliśmy ciekawy temat stamtąd, dopięty niemal na ostatni guzik, ale przy przedłużającej się decyzji o braku polskiego paszportu dla Buricia, musieliśmy zrezygnować. Skaut odpowiedzialny za ten rynek poinformował agenta, że jednak musimy się wycofać. Tamten chciał znać powód, dla którego poświęciliśmy tyle czasu, praktycznie dogadaliśmy się zarówno z zawodnikiem, jak i klubem, a nagle skończyliśmy temat. Usłyszał prawdę, czyli że z powodu limitów nie możemy pozwolić sobie na kolejnego gracza spoza Unii Europejskiej. Jego odpowiedź była krótka i dosadna: – No job wasza mać! Toście nie wiedzieli, że on Ukrainiec?!

Mieliśmy sporo sytuacji, gdzie na przeszkodzie przy dokonywaniu transferu stawał paszport. Dla Ukrainy jesteśmy zachodem, są tam polityczne problemy, zawodnicy wiedzą, że mogą się w Polsce wypromować. Ich liga idzie mocno w dół, nie gra już Metalist i Dnipro, jedynie Dynamo i Szachtar trzymają jako taki poziom. A przykład Kostewycza pokazuje, że nawet w ostatnim zespole ligi znajdują się przyzwoici zawodnicy. Wyobraź sobie Lecha z lat 2008-10 bez Arboledy, Henriqueza, Buricia, Tanevskiego, Injaca, Kriwca, Stilica i Rengifo. To ponad połowa składu, a dziś mógłbyś grać w lidze jedynie dwójką spośród wymienionych nazwisk, plus Serbem Djurdjeviciem, który miał już portugalski paszport. To daje do myślenia.

Czemu Lech praktycznie nie dokonuje transferów z pierwszej ligi?

To przez założenie klubu. Mamy skauta – Wojtka Wróblewskiego – który jest specjalistą między innymi od pierwszej ligi. Dzięki niemu widzieliśmy, jak prezentuje się Góralski w Wiśle Płock czy Kądzior w Wigrach. Lech wychodzi jednak z założenia, że tacy zawodnicy powinni się najpierw ograć w nieco lepszym zespole na poziomie Ekstraklasy, a dopiero później zrobić następny krok, czyli przejść do Poznania. My jako skauci, a przynajmniej część z nas, chcieliśmy mieć ich wcześniej, ale klub nie wierzył, że sobie poradzą, blokując takie rozwiązania. Nie po raz pierwszy zabrakło odwagi i wiary w naszą pierwszą ligę. Z jednej strony klub deprecjonuje zaplecze, a z drugiej chętnie ogrywa tam juniorów, jak wcześniej Jóźwiaka i Gumnego, a obecnie Tomczyka. W takim przypadku będąc skautem jesteś bezradny.

Nie uważasz, że Lech odszedł od dobierania piłkarzy pod kątem charakterologicznym?

Kiedyś mieliśmy założenie, by ściągać głównie kapitanów innych zespołów. Kadar był kapitanem Diosgyoru, Arajuuri Kalmar, Tetteh Plataniasu i to było bardzo dobre. Często jednak bywa tak, że kapitanami zostają nie zawodnicy, którzy mają najlepsze walory charakterologiczne, a młodzi gracze z potencjałem sprzedażowym. U nas w lidze między innymi Cracovia od niedawna robi tak z Piątkiem. W słabszych ligach kluby nastawiają się na promocję takich zawodników, stąd takie decyzje. Trzeba mieć to na uwadze, ale kiedy obserwujesz piłkarza na żywo, widzisz, czy jest prawdziwym liderem, czy opaskę ma ot tak. To było bardzo dobre kryterium, szkoda, że od niego odeszliśmy.

Na co, oprócz umiejętności, zwracacie uwagę u zawodników?

Zwracamy uwagę na tak wiele aspektów, że nie jestem w stanie teraz wymienić wszystkich. Pomijając kwestię mentalne, na pewno bierzemy pod uwagę historię transferów danego zawodnika. Nie chcemy ściągać graczy, którzy co chwilę zmieniają kluby, bo wiadomo, że z takim graczami musi być coś nie tak. Z drugiej strony trzeba uważać na tych, dla których Lech miałby być drugim klubem zaraz po macierzystym. Tacy zawodnicy nigdy nie zmieniali otoczenia i samo to jest już dla nich dużym wyzwaniem. Mieliśmy ten kłopot z Muhamedem Keitą, który w Oslo mieszkał piętro nad swoimi rodzicami, a przychodząc do nas, został po raz pierwszy odcięty od bliskich. Do tego trafił do zupełnie innego kraju pod względem kulturowym. Podobnie było z Davidem Holmanem, który przed przyjściem do Lecha przez całe życie mieszkał w domu rodzinnym. Wyciągając wnioski z Keity, w jego przypadku zdecydowaliśmy się na bezpieczne wypożyczenie z opcją wykupu, by sprawdzić, jak odnajdzie się w nowych warunkach. Nie odnalazł się, ale dla niego jako człowieka wyprowadzenie się było ważnym życiowym krokiem. Krok zaprocentował i dzisiaj Holman jest dużo dojrzalszym zawodnikiem. Nie tak dawno Slovan zapłacił za niego 700 tysięcy euro i na Słowacji notuje przyzwoite liczby. Wyjątkiem od tej reguły jest Kostewycz, ale dużą rolę odegrała tutaj bliskość naszych krajów, a i sama bariera językowa była zdecydowanie łatwiejsza do pokonania. Uważamy także, by nie sprowadzać zawodników, którzy zdążyli już odbić się od jakiegoś klubu. Wolimy inwestować w graczy rozwijających się, będących na krzywej wznoszącej, dla których Lech będzie kolejnym krokiem naprzód w karierze. Samo odbicie się należy rozróżniać. Nie uważam na przykład, że Tetteh odbił się od Udinese, które sprowadziło go w bardzo młodym wieku, tak samo nie można powiedzieć, że Jevtić odbił się od FC Basel. Po prostu nie był zawodnikiem na miarę tego klubu, a przychodząc do Lecha miał już zagraniczny epizod w Austrii. Z pewnością staramy się też zdobywać jak najwięcej informacji z otoczenia zawodnika.

Robicie szeroki wywiad środowiskowy.

Bardzo szeroki. W umiejętnościach piłkarskich to my się raczej nie pomylimy. Każdy skaut obejrzy po kilkanaście spotkań danego zawodnika, więc mamy szeroki pogląd. Inną kwestią jest to, czy dany zawodnik będzie umiał pokazać w Poznaniu pełnię swoich umiejętności. Przydatna jest obserwacja całej kariery zawodnika i tego, przy jak dużej publiczności grał i jak się zachowywał. Celnie opisał to w swojej książce Alex Ferguson. Kazał sprawdzać analitykom, który zawodnik przyjeżdżający na Old Trafford po raz pierwszy gra przeciwko Manchesterowi i to na niego kierował większość ataków. Tego, czy gracz sobie poradzi, nigdy nie będziemy w stu procentach pewni, ale musimy w jak największym stopniu zminimalizować ryzyko. Dlatego rozmawiamy z zawodnikami, z którymi zainteresowany dzielił szatnię, choć nie można do tego przywiązywać zbyt dużej wagi, bo jest taka niepisana zasada, że piłkarz o piłkarzu źle nie powie. Cenniejsze informacje zdobywany od znajomych prezesów i trenerów, którzy z nim współpracowali. Uświadamiamy nowych graczy o czekającej na nich presji. Nie mogą się przestraszyć otoczki czy zdziwić, że będą niemile widziani na mieście, gdy wyniki będą niekorzystne. Nastawienie kibiców i oczekiwania mają działać motywująco. Szukamy graczy, którzy tak to odbierają.

Niektórzy się jednak przemotywowali. Nielsen pokazywał, że nienawidzi Legii nawet podczas śniadania.

To nie jest przemotywowanie, tylko dość nieudolna próba stworzenia wokół siebie w Poznaniu pozytywnego PR-u. Dla mnie zachowanie z kategorii żenujących. Zaprzeczmy od razu, jakoby ktokolwiek z klubu podpowiadał Nickiemu takie ruchy. Natomiast sam Bille Nielsen był faktycznie zmotywowany przychodząc do Lecha. Personalnie jest bardzo pozytywnym gościem. Niestety, przyjechał nieprzygotowany i zapuszczony pod względem fizycznym, a został od razu rzucony do gry. W pierwszym meczu, w którym zdobył bramkę i dostał brawa na stojąco, odniósł kontuzję, która ciągnęła się za nim przez rok aż do czasu operacji, po której gra słabo. Nie pomógł sobie, próbując ją zatuszować na drugie spotkanie w barwach Lecha, gdy musiał zejść z boiska już po 25 minutach. To już na pewno było przemotywowanie. Innym przykładem był Arnaud Djoum, który dostał od Macieja Skorży szansę gry od pierwszej minuty w jednym ze spotkań, a po 25 minutach opuścił boisko za dwie żółte kartki. Po meczu trener wziął to na siebie, przyznając, że nakręcał go na ostrą grę. To są jednak jednostkowe przykłady.

iXlgTxU

Jak wygląda struktura skautingu w Lechu?

Jest szef skautingu nadzorujący pracę skautów. Wspomaga nas dwóch analityków, będących na pół etatu w skautingu i na pełnym w analizie. Oni bardziej odpowiadają za weryfikację niż wyszukiwanie. Reszta, w zależności od obowiązków, obserwuje określoną ilość lig. Najczęściej są to dwa-trzy kraje, chyba że ktoś pracuje na pół etatu, to wtedy zazwyczaj ma tylko jeden. Wspólnie mamy więc pod nadzorem kilkanaście europejskich lig. Zaraz po zakończeniu jednego okna transferowego dostajemy wytyczne od trenera i zarządu, na jakie pozycje powinniśmy się przygotować na najbliższe dwa okienka. To zależy od potencjału sprzedażowego obecnej kadry, kontuzji, luk w składzie i tak dalej. Przez pierwsze dwa-trzy miesiące każdy z nas wnikliwie obserwuje swoje ligi i typuje z nich zawodników, których rekomenduje do tak zwanej obserwacji krzyżowej. Potem jeździmy na graczy polecanych przez pozostałych skautów i z tygodnia na tydzień coraz bardziej krystalizuje nam się lista potencjalnych wzmocnień. Nie działamy na zasadzie, że poszczególni skauci odpowiadają za konkretne pozycje. Myślę, że każdy z nas jest na tyle profesjonalny, że podawalibyśmy w znacznej większości tych samych zawodników, gdybyśmy równolegle obserwowali tę samą ligę, więc wybór krajów nie ma większego znaczenia.

Każdy z was może pochwalić się zupełnie innym doświadczeniem. Macie różne spojrzenia.

Na tym bazujemy. Są w naszych strukturach trenerzy, analitycy, były piłkarz, legenda Lecha Andrzej Juskowiak ze spojrzeniem boiskowym, a nawet były tłumacz Jose Marii Bakero. Jesteśmy więc mocno zróżnicowani, każdy ma nieco inne podejście. To dobrze, ponieważ jeden zwróci uwagę na sytuację, którą inny mógłby pominąć. Uważam, że nasza różnorodność to wartość dodana, dzięki której mamy szeroki pogląd na danego zawodnika.

Jak wygląda proces decyzyjny, kiedy macie już upatrzonego konkretnego gracza?

W idealnym przykładzie wygląda to tak, że wszyscy skauci przynajmniej raz na żywo obejrzeli danego zawodnika. Nie zawsze się to udaje, ale czołowa piątka z listy musi być obejrzana. Każdy z nas wypowiada się na temat omawianych graczy, po czym robimy ranking zbiorczy. Listę przekazujemy trenerowi, który zna ich wszystkich z profili i ściągniętych spotkań. Nierzadko bywa tak, że my na pierwszym miejscu wskazujemy jakiegoś gracza, a trener ponad nim umieszcza gościa z dziesiątej pozycji. Nasza lista jest więc tylko poglądowa, liczy się zdanie szkoleniowca, choć dobrze jest, gdy to się pokrywa. Dzieje się tak, kiedy trener potrafi szczegółowo podać, czego oczekuje, wtedy pracuje się nam najlepiej. Gorzej, gdy konkretów nie ma. Maciej Skorża na początku współpracy rozkładając ręce, powiedział nam takie zdanie: „u mnie z zawodnikami jest jak z dziewczyną – w jednej się zakochasz, a w drugiej nie”. Dobrze by było chociaż wiedzieć, czy skupić się na blondynkach czy brunetkach. (śmiech)

Jako skauci jesteśmy rozliczani z zawodników podanych na komitet transferowy. Także z tych, którzy nie przyszli, ale byli tam podani – byli w naszym zasięgu transferowym, sportowo przystawali do klubu, ale z różnych przyczyn nie zostali ściągnięci. Nasza praca kończy się na rozpoznaniu zawodnika i pierwszych kontaktach z agentem. Dalej decyzje zapadają na wspomnianym komitecie transferowym, gdzie reprezentuje nas Piotr Rutkowski. Musimy być wtedy jednogłośni – albo polecamy danego zawodnika, albo nie. Mimo że przykładowo trzech na ośmiu skautów było przeciwnych lub miało wątpliwości.

Naprawdę oglądacie po 100 meczów na żywo rocznie?

Możliwe. Trudno mi powiedzieć. W telefonie robię sobie panoramy każdego stadionu, na którym jestem, więc pewnie mógłbym to sprawdzić, ale tych wyjazdów jest mnóstwo. Przez to, że się dzisiaj umówiliśmy, jestem w ten weekend w Poznaniu, a mecz z Termaliką będzie dopiero moim trzecim spotkaniem Lecha w tym sezonie, który obejrzę na żywo. Wcześniej byłem, gdy graliśmy z Utrechtem i Wisłą Kraków. Oczywiście wszystkie inne oglądam z odtworzenia. Generalnie rzadko zdarza się, by weekendowy wyjazd polegał na obserwacji tylko jednego meczu. Zdarzały się sytuacje, gdzie oglądało się po pięć-sześć spotkań w kilka dni, w tym trzy w ciągu kilku godzin. Nie wiem, skąd wziąłeś tę liczbę, ale myślę, że jest bliska prawdy. Choć raczej mniej niż sto niż więcej.

Masz jakieś szczególne wspomnienia z wyjazdów?

Oj, mnóstwo! To jest praca pełna przygód. Zdarzały się sytuacje zarówno groźne, zabawne, jak i takie gdzie trzeba było kombinować. W promieniu tysiąca kilometrów jeździmy samochodem, wtedy można zaliczyć kilka meczów w krótkim odstępie czasu. Była jedna taka sytuacja, że… jadąc z kolegą, innym skautem, zablokowaliśmy autostradę Monachium-Berlin. Rozbiliśmy bardzo dobrego Mercedesa. Jechaliśmy w dużym deszczu, wpadliśmy w poślizg, zaczęliśmy się kręcić i uderzyliśmy w bandę. Przyjechała policja, zablokowała wszystko, nam na szczęście nic się nie stało. Na koniec, kiedy policja chciała zepchnąć auto na bok, jeden z nich jeszcze raz wstrzymał ruch, pobiegł kilkadziesiąt metrów i przyniósł nam połamaną gwiazdę Mercedesa. Była więc pamiątka.

Raz pojechałem do Bułgarii na stadion CSKA Sofia. Bardzo miło mnie powitali: czerwony dywan, wejście VIP, wszystko ładnie pięknie. Pani z obsługi kazała czekać. Po chwili przyszedł po mnie jakiś gość. Uściskaliśmy się, wszystko sympatycznie, powiedział jeszcze, że zaraz przyjdzie prezes klubu, więc w ogóle super powitanie, to mi się podoba. Po chwili przyszedł ten prezes z bardzo groźną miną, chwycił mnie za ramię i powiedział:

– Twój klub wisi nam pieniądze, a gość, z którym przed chwilą się witałeś, będzie cię pilnował na meczu. Widzimy się po spotkaniu.

Chodził za mną krok w krok. Gdy byłem w toalecie, stał przy drzwiach. Chciałem iść po składy, to powiedział, że mi przyniesie i musiałem iść z nim. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy naprawdę różne myśli krążyły mi po głowie. W czasie meczu, szczerze powiedziawszy, bardziej niż na obserwacji, skupiałem się na tym, który palec będzie mi najkorzystniej stracić. (śmiech) Z meczu za dużo nie pamiętam. Po spotkaniu wzięli mnie do pokoju prezesa, który otwierali i zamykali na klucz. Miał tam swój bar, pani stojąca za barem została wyproszona z pokoju… zaczynało się robić bardzo nieprzyjemnie. Siedzieliśmy w trójkę przy małym stoliku – filmowa sytuacja, brakowało tylko pistoletu. Prezes przekazał mi w niecenzuralnych słowach, że Lech wisi mu pieniądze za procent od transferu Aleksandara Tonewa i trzeba jakoś to rozwiązać. Nie chcieli mnie wypuścić, dopóki klub nie zapewni, że ureguluje wszystkie zaległości. Byłem swego rodzaju zakładnikiem. Sytuacja wyglądała tak, że chwilę wcześniej w CSKA zmieniły się władze, a ci ludzie chcieli się podszyć za wcześniejszy zarząd i wyłudzić jeszcze raz pieniądze – Lech oczywiście z niczym nie zalegał. Tych ludzi już dawno nie ma, klub upadł, potem znowu się odbudował. Nie wiem, co oni sobie myśleli, ale chcieli chyba, żebyśmy wykonali ten przelew raz jeszcze. Najpierw nawet im uwierzyłem. To było zaraz po okienku, w którym Lech sprzedał Tonewa do Aston Villi. Posiedzieliśmy tam dłuższy czas, na koniec wyszedłem razem z tym prezesem, którego od razu obskoczyły wszystkie kamery, więc do jakiejś telewizji też się załapałem. Na dniach wypuścili do mediów informacje, że niby Lech pomylił konta – nawet w Polsce o tym pisano. Potem się z tego wycofali i przeprosili, ale co przeżyłem przez te kilka godzin to moje.

Wypadek samochodem i zatrzymanie w Bułgarii nastąpiły jakiś tydzień-dwa po sobie, miesiąc po tym, jak oficjalnie zostałem zatrudniony. W klubie chłopaki śmiali się, że nikt nie miał takiego wejścia i że jeśli chcę to dalej robić, to mam jaja. W tamtym okresie obserwowaliśmy jednego z zawodników CSKA Sofia, dlatego każdy, kto po mnie przyjeżdżał na obserwację, zarówno przed rozwiązaniem sprawy, jak i po kupował bilety na miejscu, zamiast informować klub o przybyciu, tak na wszelki wypadek. Później podobnych historii było jeszcze sporo, ale na razie zatrzymam je dla siebie. Jeszcze tylko opowiem o jednej. Wiesz jak legalnie wejść na stadion Legii, gdy ten jest zamknięty nawet dla prasy?

Opowiadaj!

Październik 2012. Obserwujemy zawodnika Żalgirisu Wilno. Mistrz Litwy przyjeżdża do Warszawy na sparing z Legią, która zamyka stadion dla kibiców i prasy. Na to spotkanie miałem pojechać wraz z drugim skautem, ale nasze podania o wejściówki zostały odrzucone. Wpadliśmy więc na pomysł skontaktowania się z Żalgirisem, który zgodził się wprowadzić nas na stadion jako członków swojego sztabu. Przyjeżdżamy na Łazienkowską, dzwonimy do kierownika zespołu, on po nas przychodzi, tłumaczy ochronie, że to ta spóźniona dwójka, o której mówił – my jako Zydrunas i Mindaugas tylko przytakujemy głowami – po czym ochrona, patrząc to na siebie, to na nas, zgodziła się, żebyśmy weszli. Także w ten oto sprytny sposób z poziomu ławek rezerwowych obejrzeliśmy mecz, którego pierwotnie obejrzeć nam nie pozwolono. Po powrocie do Poznania i przyjściu na zebranie powitano nas w dziale słowami: „Skąd wracają Litwini?” i taki też pseudonim dostała ta akcja. (śmiech)

Jesteś najmłodszy w waszym zespole?

Tak. Przychodziłem do Lecha w 2010 roku, jako dziewiętnastolatek, zaraz po maturze. Trenowałem piłkę przez ponad dziesięć lat, więc naturalnym wyborem był poznański AWF. Tam pojawiła się informacja, że klub szuka chętnych do odbycia stażu w dziale skautingu. Polegało to na tym, że stażyści obserwowali ligi nieprzydzielone do żadnego ze skautów. Akcja miała trwać sezon i być tylko przygodą do CV, rok wcześniej nie zatrudniono nikogo. Ja jednak wiedziałem, że to jest praca idealna dla mnie, i że muszę zrobić wszystko, by zakotwiczyć tam na dłużej. Po nieco ponad roku swoją determinacją i zaangażowaniem zmusiłem ich do dania mi szansy. Dostałem sezon próbny, uczęszczałem na wszystkie zebrania, miałem swoją ligę, jeździłem na obserwacje. Po tym czasie stwierdzono, że będą ze mnie ludzie i podpisałem pierwszy pełnoprawny kontrakt. A co do wieku, to bardzo często agenci, którzy przyjeżdżali do hotelowego lobby, by zabrać mnie na mecz, nie mogli uwierzyć, że jestem tak młody. Według nich na sto procent byłem najmłodszy na świecie.  Utożsamiali ten zawód z byłymi piłkarzami, ale nigdy tego nie sprawdzałem. Dziś mam 26 lat i dalej jestem najmłodszy w dziale, pomimo tego, że pod względem długości stażu jest zupełnie odwrotnie. Ale tu nie liczy się wiek, tylko dobre oko.

Jak zmienił się skauting w ciągu siedmiu lat?

Bardzo mocno rozwinęła się platforma Wyscout. Powstał InStat. Są znacznie większe nakłady finansowe na nasz dział, przez co zwiększyła się liczba wyjazdów. Teraz każdy ma indywidualne konto na Wyscoucie, kiedyś mieliśmy jedno wspólne na wszystkich. Kiedy jedna osoba się logowała, druga automatycznie zostawała wyrzucana z programu. Na szczęście można było ściągać dalej mecz pomimo wylogowania. Nie ukrywam, miało to swój klimat, ale w poniedziałki wieczorem – dzień przed zebraniem – ciężko było się poruszać, bo zaraz ktoś naciskał „forced login” i cię wyrzucał. Pod względem osobowym trochę osób do nas przyszło, trochę odeszło. Pojawiając się na stażu, szefem skautingu był Piotr Rutkowski, a kontrakt podpisywałem już z Tomaszem Wichniarkiem. Na pewno rozwinęliśmy się też jako dział. Zaliczyliśmy kilka spektakularnych wpadek, ale zapewniam, że każda nas czegoś nauczyła.

Na czym polega Wyscout? Słyszałem, że oglądacie na nim ponad dwadzieścia meczów tygodniowo.

Myślę, że dwadzieścia to za dużo, nawet jak na tydzień bez wyjazdu na obserwację. Przyszedłem do działu z myślą, że muszę się okazać lepszy od kogoś, żeby mnie zatrudniono. Mówiło się, że skauci oglądają średnio dwa mecze dziennie na Wyscoucie, dlatego ja narzuciłem sobie trzy spotkania dziennie i trzymam tę średnią do dziś. Do tego oczywiście mecze Ligi Mistrzów, Manchesteru United czy inne hitowe spotkania albo turnieje, więc rocznie oglądam spokojnie ponad tysiąc spotkań na ekranie, plus około stu na żywo. Nie wiem, czy znajdziesz kogoś, kto w ostatnich pięciu latach obejrzał tego więcej. A sam Wyscout to platforma, dzięki której masz dostęp do każdego meczu na świecie pokazywanego w jakiejkolwiek telewizji czy nagrywanego na kamerze z trybun. Każdego. Więc na weekendy wyjeżdżasz, a w tygodniu właśnie tam oglądasz mecze. Do tego możesz wybrać interesującego cię zawodnika i obejrzeć w jego wykonaniu to, co chcesz: akcje jeden na jeden, podania otwierające czy dośrodkowania z ostatnich kilku sezonów. Kiedyś te opcje były dostępne tylko dla kilku najlepszych lig, teraz da się obejrzeć wycinki z większości obserwowanych przez nas krajów. Trzeba jednak pamiętać, że Wyscout wycina praktycznie tylko te fragmenty, gdy gracz jest przy piłce. A przed ponad dziewięćdziesiąt pięć procent meczu zawodnik jest bez posiadania, dlatego takie rzeczy, jak ustawienie trzeba wycinać samemu, na co też ten program pozwala.

Spełniasz się w tej pracy?

Zdecydowanie. Już od młodego wieku byłem nastawiony na robienie czegoś, co będzie mnie pasjonowało i rozwijało. Kierowałem się słowami: „Wybierz sobie zawód, który lubisz, a całe życie nie będziesz musiał pracować”. Nie potrafiłbym chodzić do normalnej pracy na osiem godzin, byleby tylko ją odbębnić. Muszę mieć wyzwania i brak ram. Jeżeli jest zadanie do wykonania, potrafię nie spać przez trzy noce, by weryfikować zawodnika. W sumie jakby nie patrzeć zaangażowałem w Lecha całe swoje dotychczasowe dorosłe życie. A pomimo rozpoczęcia już ósmego roku w roli skauta, daleko mi do wypalenia – kocham to, co robię i kocham ten klub. Jestem rodowitym Poznaniakiem, wychowanym na Grunwaldzie, więc nie może być inaczej. Niestety w ostatnim czasie nie do końca zgadzam się z polityką i filozofią klubu, któremu tak dużo zawdzięczam. Kiedyś wyobrażałem sobie, że przepracuję tutaj całe swoje życie, a dziś wiem, że pewnie nadejdzie dzień, w którym podejmę się innych wyzwań. Tak prywatnie, w głębi, jestem też nieco dumny z siebie, że udało mi się dopiąć swego, pomimo że bliscy i znajomi pukali się w głowę, gdy mówiłem, że będę skautem w Lechu. Wierzyłem w to, bo skoro istnieje taki zawód, i ktoś go wykonuje, to dlaczego miałbym nie wierzyć? Z drugiej strony wiem, że to tylko piłka nożna. Podziwiam ludzi, którzy poświęcają całe życie, ratując innych, zmieniając świat i pchając go do przodu. W tym kontekście motywuję się tym, że pośrednio mogę chociaż dawać radość tym kilkunastu-kilkudziesięciu tysiącom ludzi zgromadzonym na Bułgarskiej. Uwierz mi, że kiedy cały stadion skanduje po strzelonej bramce nazwisko zawodnika, którego polecałeś, to największa forma zapłaty za włożone serce i wysiłek w tę pracę. Ale są też minusy. Kiedy jesteś skautem, mocno cierpi życie prywatne. Weekendowa obserwacja to bardzo rzadko jest tylko sobota i niedziela, najczęściej także piątek i/lub poniedziałek. We wtorek idziesz na zebranie, więc tak naprawdę w gorączce sezonu nierzadko jesteś w domu tylko w środę i czwartek. Zdecydowana większość znajomych pracuje w tygodniu, a weekendy ma wolne. Kwitnie wtedy życie towarzyskie, z którego jesteśmy przez większość roku wyłączeni. To zawsze jest coś za coś, ale ja swojego wyboru nie żałuję. Twardo stąpam po ziemi i wiem, że jestem dopiero na początku obranej drogi.

Rozmawiał Norbert Skórzewski

Obserwuj Norberta na Twitterze

fot. FotoPyK/archiwum prywatne Łukasza Miki

KOMENTARZE (70)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Baton

Po zdaniu o polityce klubu względem transferów z Iszej ligi, można śmiało przestać czytać. Wynika z tego, że pracują tam a) amatorzy i b) debile. Żaden polski klub nie wyciągnie z drugiego polskiego klubu gwiazdy(chyba, że kończy się kontrakt i dany kopacz chcę wbrew zdrowemu rozsądkowi zostać w kraju). Jak czytam na forach, że np. niektórzy kibice Legii myślą o Żurkowskim, to szeroko się uśmiecham. Facet na dzisiaj jest wart powyżej 3 mln euro(absolutnie nie jestem kibicem Górnika), a ta cena i tak będzie szła w górę(kadra, wyjazd na MŚ). Biedne kluby(w skali Europy) powinny penetrować niższą ligę, bo jest na miejscu(czyli dany gracz rozebrany na czynniki pierwsze) i piłkarzyk może pograć dłużej(od szrotu zagranicznego, który po pół roku myśli o transferze).

Stan Levy
Dawajcie, zbanujcie mnie jeszcze raz!

Trzy, pięć, dziesięć, dwadzieścia! Znaczy jak będzie go chciała Legia to oczywiście że będzie cena z kosmosu, przecież nie można sprzedać piłkarza do lepszego klubu z kraju, a co dopiero do Legii. Piłkarz który w życiu nie zagrał meczu o wysoką stawkę pójdzie na Zachód, a potem będzie z górki. Rok na trybunach, potem powrót na wypożyczenie, następnie gra w Lechii Gdańsk.

Geralt

Standardowy bełkot kibica legii. Skoro ktoś z zagranicy da za Żurkowskiego np 3M ojro to niby czemu Górnik miałby go sprzedawać do Legii czy innego polskiego klubu typu Lech, którego nie stać na połowę tej kwoty? Pomijając fakt, że Szopen tak chce „dla dobra ligi” oczywiście.

kibic_z_dala

ble, ble, ble…toż nie wiesz acan, że w tymkraju cena rośnie wykładniczo? Jak się Legia pyta o wkłada? Nieważne czy to kocur na CL (drugi Arrubarrena??) czy tylko wymiatacz na Lotto ekstraklapę (taki nie przymierzając Robert…przez DUŻE RL)

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Górnik troszczy się o siebie czyli o jak najwyższą cenę. Żurkowski zatroszczy się o siebie wybierając klub – niewolnikiem nie jest, a o Legię niech troszczy się Legia. Nikt im za darmo talentu nie odda. Operacja Bielik tym razem nie wypali. :)

kibic_z_dala

Opcja Bielik zgadzam się nie… bo – po I primo – za późno, po II primo – zmienił się wydający kasę (kaskę) na Łazienkowskiej

MaLk

Przecież to rzecz oczywista, że dany klub sprzedając kluczowego zawodnika chce zrobić to z jak największą korzyścią dla siebie. Czyli:
1/ za jak największą kwotę,
2/ nie wzmacniając przy tym bezpośredniego rywala.
W ekonomii istnieją różne kategorie wartości. Jeśli chcesz się wzmacniać kosztem swojego rywala, to musisz się liczyć z tym, że to kosztuje i rywal dopisze sobie to do rachunku. Normalne i oczywiste. Nieważne czy Legia, kiedyś na tym samym miejscu były Wisła czy Polonia.

A to, że przeciętny, a nawet słabszy klub zagraniczny jest w stanie zawodnikowi (i klubowi) dać tyle, że ten z pocałowaniem ręki wybierze jego, a nie najwspanialszy klub nad Wisłą, to świadczy tylko o poziomie naszej ligi i zdolnościach finansowych jej potentatów, a nie o polskim spisku antylegijnym. To nie magia nazwy Legia sprawia, że cena robi się z kosmosu, skoro Legia nie jest w stanie zapłacić przeciętnej ceny dla przeciętnego średniaka europejskiego. A doliczanie opłaty za „wzmocnienie rywala”, o której pisałem wyżej, zaczyna się dopiero od tego miejsca. Czyli jak europejski przeciętniak chce dać te trzy bańki za zawodnika, to do krajowego klubu kupisz go za trzy bańki plus bonus, a nie za bańkę, bo na tyle stać krajowego potentata. Tak to działa. Legia, Lech, Lechia – transferowo nic nie znaczą na tle przeciętnych średniaków europejskich i nikt normalny nie będzie się do nich dokładał, rezygnując z dwóch baniek euro, bo komuś się ubzdurało, że cena, która jest normalna dla kilkuset innych klubów zagranicznych jest z kosmosu.

Jeszcze jedno – klub sprzedający nie ma obowiązku zastanawiać się nad tym, czy Iksiński poradzi sobie w silnej lidze, nie ma myśleć za dorosłego człowieka, który chce odejść i po transferze nie będzie miał już żadnych związków z klubem. Klubu sprzedającego nie obchodzi czy Iksiński idzie zarabiać kasę do Chin, Arabii Saudyjskiej, przeciętniaka austriackiego, drugoligowca niemieckiego czy potencjalnego spadkowicza z ligi top-5. Obchodzi go tylko to, że odchodzi, przygoda się kończy i trzeba to załatwić tak, żeby klub odniósł z tego maksymalne korzyści i minimalne straty. To, czy dany zawodnik poradzi sobie w klubie zachodnim, zależy już od niego samego, w ocenie czego powinien mu pomóc jego agent, bo to temu ostatniemu powinno najbardziej zależeć na tym, żeby jego zawodnik się rozwijał.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

MaLk

I gra w polskiej lidze, w konkurencyjnych klubach, jest w stanie mu to zapewnić? Przypomnę, że rozmawiamy od zawodnikach kluczowych, czyli takich, którzy już się sprawdzili – w samym Lechu (jeśli już mamy pisać o Lechu)…

madoo

Masz rację, klubowi aspirującemu do bycia kopalnią diamencików (Lech) zależy na tym, by jego zawodnicy dobrze grali w swoich następnych klubach. I to nie będzie w Legii, a raczej za granicami Polski :)
A Górnik czy np. Cracovia (z ogromnym szacunkiem dla tych zasłużonych klubów) na ten moment raczej nie aspirują do takiego miana, wiedzą że taki talent i przy tym okazja na zarobek jak Żurkowski czy wcześniej Kapustka im się szybko nie trafi, więc co zrozumiałe chcą (będą chcieli) ich jak najlepiej spieniężyć. I znowu – to nie będzie Legia, Lech czy Lechia, a średniak ligi z top5.

Michal Sz

Mylisz się co do tego, że w interesie sprzedającego klubu nie jest to czy zawodnik sobie poradzi. Naszych klubów może to i faktycznie nie obchodzi, bo u nas to amatorka, ale w poważnej piłce to bardzo ważne. Jak jakiś klub będzie opylał samych nieudaczników to inni przestaną z nim robić duże interesy, w rezultacie klub będzie zarabiał mniej. To jest budowanie reputacji, myślenie długofalowe, którego u nas nie ma i dlatego nasze kluby są jakie są.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

kibic_z_dala

Zaraz…Ty piszesz o profesjonalizmie? W polskiej skopanej? Głupiś waćpan czy o Drogbę pytasz?

Michal Sz

A ty czytać umiesz? Napisałem wyraźnie, że w Polsce jest amatorka.

kibic_z_dala

Jak się wkład odbije to jego problem…przyzwyczaiły się wkłady, że jajko nad nimi przelewają…A co do ejdżentów – większości polskich urwałbym jaja, patrzą tylko za swoją kasą…Przyjdzie taki złamas, napierdzieli gówniarzowi do łba, że ten spać nie może ile to kasy zarobi, a potem Sienkiewicz (od kupy, nie Trylogii – żeby nie było)

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

„Po zdaniu o polityce klubu względem transferów z Iszej ligi, można śmiało przestać czytać. Wynika z tego, że pracują tam a) amatorzy i b) debile.”
Bardzo inteligentnie. Przegapiłeś ciekawy wywiad dlatego, że nie podoba Ci się filozofia Lecha. Wywiad jest ze skautem, który często się z włodarzami nie zgadza. Nie nazwę Cie jednak debilem, a nawet amatorem. :)
Z Żurkowskim pełna zgoda – zbyt drogi nawet dla Legii.

Przem37

W temacie I ligi, rozumiem, że powinni powiedzieć kim się jeszcze interesują i ile klub może dać maksymalnie? Ty naprawdę uważasz, że w takim wywiadzie odkryją się reszcie ligi.
Lech ma nie tylko skautów na poziomie I ligi, ale również skauting młodzieżowy, którzy przed wszystkim mają wyłapywać wyróżniających się piłkarzy znacznie wcześniej.

Nenad Bjelica
Građanski Nogometni Klub Dinamo Zagreb

Nasze skautu najlepsze, wszystku potrafiu, dobry piłkarzu sprowadzu, tylku nie każdu potrafiu w taku miastu jak Poznań się odnajdu. Ale to okienku bedu najlepszu w historiu. Gytkyeru bedzie królu strzelcu bo hattricku strzelu w każdu meczu i wyprzedzu Angulu. Bedziem mistrzu w tym sezonu, a Legiu bedu na kolanu. A VAR bedu zlikwidowaniu na moju wniosku.

krawiczek.cwelusiu

chujowo, podszywka w stylu rumunskim a nie chorwackim

Szuetam

Fajny wywiad, który daje do myślenia. Gość nie boi się powiedzieć, co myśli o polityce klubu i jeżeli jego opowieści są prawdą, to cała polityka transferowa Lecha strasznie śmierdzi amatorszczyzną. Podejście do piłkarzy pierwszej ligi żenujące, a założenie, że klub nie potrzebuje „ósemki” też mocno dyskusyjne, bo środek pola nie jest mocną stroną zespołu.

Chata Kumba

Gościu powiedział na tyle dużo o skautingu Lecha , że się zastanawiam czy to nie jest efekt jakiejś wojenki z zarządem. Widać niezadowolenie z tego jak się sprawy mają i kolo idąc z tym do mediów może chce coś ugrać. To że nie biorą pod uwagę graczy 1 ligi jest tak głupie że aż nie mogłem w to uwierzyć. Przykład Górnika Zabrze który praktycznie pierwszoligowym składem masakruje ekstraklasę jest aż nadto oczywisty. A ograniczenia dla graczy spoza unii to kompletny debilizm. Taki zawężenie możliwości poszukiwania dobrych grajków to jest zbrodnia popełniana na biednych polskich klubach. Powoduje to też, że jakiś Jozin Z Bazin automatycznie staje się droższy bo wiadomo, prawo popytu i podaży

KCD

Też jestem zdziwiony, że w tekście znalazło się kilka krytycznych uwag wobec klubu i jego byłych szkoleniowców. Taki wywiad musi być chyba autoryzowany. Jeśli Lech dał wolną rękę co do treści to sam nie wiem o czym to świadczy.
A co do założenia, że klub nie kupuje z polskich niższych lig to nie wydaje mi się ono głupie. Lewandowski to wyjątek potwierdzający regułę. Poziom ciśnienia w Lechu czy Legii jest taki, że z dużym prawdopodobieństwem zdecydowana większość wyróżniających się piłkarzy 1-ligowych spaliłaby się. Więc nie dziwię się, że wolą wyłapać wyróżniających się młodych piłkarzy jako juniorów i wyszkolić w klubie. W takiej strategii wchodzi przecież w grę ogranie w niższej klasie na wypożyczeniu (patrz Gumny). Inna sprawa, że po kilku celnych kopnięciach piłki w innym klubie e-klapy piłkarz jest już poza zasięgiem finansowym więc szansa przepada:)

Szuetam

„Lech wychodzi jednak z założenia, że tacy zawodnicy powinni się najpierw ograć w nieco lepszym zespole na poziomie Ekstraklasy, a dopiero później zrobić następny krok, czyli przejść do Poznania”
Wg mnie własnie to założenie jest irracjonalne. Tak jak mówisz, gość jak tylko kilka razy prosto kopnie piłkę w e-klapie, to jego wartość przekracza milion euro, więc jego ściągnięcie do lecha jest niemożliwe. Zarząd powinien dobrze o tym wiedzieć, bo przecież nie od dziś wiadomo, że rynek transferowy wewnątrz ligi praktycznie nie istnieje.
Co do presji, to jest to jakiś argument, jednak nie mogę się z nim do końca zgodzić, bo presja i radzenie sobie z nią jest zależne od podejścia piłkarza, ale też trenera i całego otoczenia. Jeden sobie z nią poradzi, drugi nie.

KCD

Problem polega na tym, że przejście z 1 ligi do Lecha to nie jest „jeden sobie poradzi, drugi nie”. Bardziej „jeden sobie poradzi, dziesięciu nie”. Klub z tej półki, zakładający grę na kilku frontach, nie może sobie pozwolić na loterię i włączać do rotacji czy rywalizacji o miejsce graczy, którzy najpewniej nie zniosą presji. Nie dziwię się wręcz, że odpuszczają takie podejście. Nawet jeśli może im raz na jakiś czas umknąć jakaś perełka. Ta ewentualna perełka byłaby byt kosztowna sportowo bo poprzedzona wieloma niewypałami. Poza tym jeśli na drugim poziomie pojawi sie ktoś faktycznie wyraźnie przerastający ligę to zawsze można zrobić wyjątek.

madoo

Nie do końca tak jest. Lech wewnątrz ligi sprowadził w ostatnich latach Gajosa, Makuszewskiego, Janickiego, Legia Mączyńskiego, Dąbrowskiego, Pazdana, a Jagiellonii się to udało z Cernychem i Frankowskim. Po prostu trzeba wtedy działać inaczej, być cierpliwym i czekać na okazje. Tak, takiego Żurkowskiego już się nie uda sprowadzić, ale chociażby Kurzawa zaraz będzie dostępny za darmo i pewnie parę klubów o niego powalczy. Można się z tą drogą obraną przez Lecha nie zgadzać (tak jak Ty, ja też), ale nie można też mówić, że jest totalnie irracjonalna, bo to nie jest tak, że Lech wychodzi na tym tylko źle. Dodam tylko, że Lech od jakiegoś czasu kręci się wokół Tomasika i Cernycha i może w końcu dopnie swego, skoro niedługo kończą im się kontrakty…? 😉
Poza tym, te transfery z niższych lig jakieś były (Wilusz i Formella mi się kojarzą), a w nieco bliższej przeszłości było też bardzo duże zainteresowanie Recą, ale Wisła Płock chciała za niego kupę kasy. Tak więc to nie jest tak, że w ogóle nikt w Lechu się nie interesuje 1. ligą (sam Mika mówi w wywiadzie, że Wróblewski ją ogląda).

Zdjęcie profilowe 14mistrz14 !
Pewnie zadowoleni nie będą :) Ale na ich miejscu bardziej interesowałbym się reakcjami kibiców na ten wywiad. Na niektórych może zrobi wrażenie, inni sobie zadają pytanie dlaczego nie wspomniał nic o tym, że pozytywnie opiniował Nicki Bille Nielsena 😀

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Lechowy

Co mają powiedzieć? Tu nie ma co gadać tylko dać wypowiedzenie i tyle.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

tolep
Hejko Lejorz

Normalność polega na tym że nikt nie zwraca uwagi na wyrzygi umysłowe takich jak ty.

To musi was bulwrrsowac..

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Fidel

Muszą wywieszać celtyki jak wszędzie w Polsce i jeszcze walczyć z komuną (w Korei?) bo w „to my kibice” napisali, że tak trzeba inaczej nie jest się prawilnym ultrasohooliganem.

Pasta

Po co piszesz takie glupoty? Masz 9 lat i wydaje ci sie, ze to smieszne?

Fidel

Raczej uważam, że to smutne. Młodzież na trybunach łyka wszystko co powie starszyzna i zarządzą decyzyjni a że jest obecnie moda i klimat na skrajną prawicę to dzieciaki to podchwytują i myślą, że są ultrapatriotyczni jak wywieszą celtyka. Nawet wśród kibiców którzy de facto mają wywalone na politykę pojawia się tendencja do przyjmowania postawy nacjonalistycznej tylko po to żeby być akceptowanym przez „środowisko kibicowskie” w Polsce. Moda i presja środowiska, ot tyle.

kibic_z_dala

W Poznaniu łosiu, w przeciwieństwie do Paryża i Twojego peesże jest normalność. Powieś ciulu celtyka na Parc des Princes

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Damiano_L

Dziwne, że z I ligi nie chcą kupować. A Lewego to skąd wykupili?

areq
Kolejorz (w dniach 14.06-15.07 tylko reprezentacja!!)

Ale kiedy? Sam Mika mówił że dołączył w 2010r.Lewy chyba w 2008.To co wiedział na temat ówczesnej pracy skautów? :)

technojezus
FC Sturmabteilung

Przyznam akcja z Żalgirisem fajnie rozegrana.

madoo

no fajna, ale na skrócie meczu na YT widać, że mecz był otwarty dla mediów, tylko kibiców nie było

Witek83

doczytałam do połowy zero Polaków bo nie wiadomo co ale obcokrajowcy tak niby za pół darmo ale pensje europejskie a potem ojoj się nie udało

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

qdlaty81
WIDZEW

Ta. A miejsce w czołówce ligi samo się zrobiło.

Lechowy

Wszystkie transfery są niewypałami? Dliaver jest wyróżniającym się obrońcą, Gytkjear 10 bramek jednak strzelił,mógł więcej ale niewypałem bym go napewno nie nazwał,Situm i Janicki wielkiej furory nie robią ale do niewypału im bardzo bardzo daleko. Barktoth,Rakels i De Marco,ok zgadzam się z Tobą

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Carlitos
Wisła Kraków

Facet po prostu chce zmienić robotę i dlatego ten wywiad.

qdlaty81
WIDZEW

Ty lepiej też zmień. I potral też

Carlitos
Wisła Kraków

Na pewno nie zmienię na Widzew.

MaLk

Pytanie kto chciałby zatrudnić pracownika, który otwarcie w mediach krytykuje politykę swojego pracodawcy…?

Inna sprawa, że teraz mamy rynek pracownika, ciekawe czy jego skutki objęły też specjalistów od scoutingu?

kibic_z_dala

ten rynek jest raczej mały…więc c**j wie 😀

Hanocri

Świetny wywiad !

Ted
Barakowozy Klęskowo

Ludzie co się pieklicie ? Facet przedstawił jasno i otwarcie prawdę o rodzimej piłce skopanej 😛
Menago to dyletanci, jedyne co ich interesuje to szybki szmal 😀
Skauci to ściema dla naiwnych tatusiów, mamuś i innych dziadków, cioć 😀
Rodzima piłka nożna to nic innego jak drobni geszefciarze 😛
Co wy myślicie że w domu macie Ronaldo czy innego Messego ?
Nie wy w macie kilka zetów na koncie i o te kilka zetów chodzi, NAIWNIACY 😀

Bbfan

Hat trick Gytkaera zaciemnia obraz. Tę rundę miał słabą, jeśli liczyć 9 goli w 21 meczach…Tyle to strzelają pomocnicy…

Jacek_komentuje
KKS Lech Poznan

Pan Mika przy pomocy p. Norberta napisał obszerny list motywacyjny. Ciekaw jestem, czy nowi potencjalni pracodawcy skorzystają z okazji i złożą ofertę zatrudnienia pacjenta, który obsrywa aktualnego pracodawcę, w tym wiceprezesa, trenera oraz kapitana drużyny, dla której póki co pracuje. Pracownik roku po prostu – mam nadzieję, że ktoś w Lechu wyciągnie wnioski i konsekwencje z tego wywiadu.

Bbfan

Mówiłem, że z Urbana żaden trener.

Bbfan

„Co sądzisz o tym limicie?

Uważam, że jest idiotyczny. Słyszałem, że miał na celu ograniczenie ściągania tak zwanego szrotu, ale najwyraźniej coś nie wyszło. Nadal możemy hurtowo sprowadzać Słowaków czy Czechów, w przeciwieństwie na przykład do Ukraińców. Klubami rządzą dorośli ludzie i jeśli mają ochotę ściągać takich graczy, to niech to robią. Przez limit ograniczamy się i „uciekają” nam interesujące piłkarsko ligi. Nam latem uciekł bardzo solidny gracz z Ukrainy. Mieliśmy ciekawy temat stamtąd, dopięty niemal na ostatni guzik, ale przy przedłużającej się decyzji o braku polskiego paszportu dla Buricia, musieliśmy zrezygnować. Skaut odpowiedzialny za ten rynek poinformował agenta, że jednak musimy się wycofać. Tamten chciał znać powód, dla którego poświęciliśmy tyle czasu, praktycznie dogadaliśmy się zarówno z zawodnikiem, jak i klubem, a nagle skończyliśmy temat. Usłyszał prawdę, czyli że z powodu limitów nie możemy pozwolić sobie na kolejnego gracza spoza Unii Europejskiej. Jego odpowiedź była krótka i dosadna: – No job wasza mać! Toście nie wiedzieli, że on Ukrainiec?!”

Pamiętam dyskusję w Stanie Futbolu między Bońkiem, a Marcem. to jest klucz do problemu.

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Jestem węgierskim agentem. Do 7 wcześniejszych zachcianek dorzucam jeszcze trzy!!!
8) International Titans League of Football dla Polski, Czech, Słowacji i Węgier
9) International Titans League of Handball dla Polski, Czech, Słowacji i Węgier
10) Oddać Węgrom kawałek Polski i Słowacji. Ze Słowacji oddać wszystko na wschód od miast Svidnika, Kvakovców, Vranova nad Toplou, Secovców i Trebisova. To oznacza oddanie Węgrom takich miejscowości jak Michalovców, Humennych czy Hrania i wszystkiego co na wschód. Ale Słowacja nie potrzebuje graniczyć z Ukrainą, bo po co? Wystarczy, że granicą ze swoimi kolegami Czechami i Austrią. Gdyby próbować połączyć Węgry z Polską ze strony zachodniej, to musielibyśmy zabrać Słowakom ich stolicę Bratysławę.
Z Polski oddamy Węgrom wszystko z województwa podkarpackiego co jest poniżej Dębicy, Ropczyc, Rzeszowa, Łańcuta, Przeworska i Radymna. Słowakom możemy oddać dla rekompensaty wszystko, co jest poniżej Wisły, skoczni Małysza, ośrodka narciarskiego Cieńkowa, Twardorzeczki, Żywca, Świnnej, Pawła Małej, zakładu produkcyjnego Żywca Zdroja, parków Cerlej i Polanicy, studenckiego schroniska turystycznego „Laska” i Koszarawej, czyli Istebną, Stecówkę, Baranią Górę, Przybędzę, Radziechowy, Wieprza, Trzebinię, Przyłękowa, Jeleśnią, parka Klimczówkę, Przyborowa, rzekę Przybyłkę i wszystko co poniżej tych miejscowości.
Obie wersje Internationala Titansów League’a (czyli piłki nożnej i piłki ręcznej) będą miały takie założenia, że najpierw będą 4 grupy po 6 klubów. Grupa polska, czeska, węgierska i słowacka. Po dwa kluby wychodzą z grup do ćwierćfinałów. Później mega-ceremonia losowania ćwierćfinałów. Najpierw ekipy z drugich miejsc w grupach będą losowane do ćwierćfinałów nr 1, 2, 3 i 4. Później ekipy z pierwszych miejsc będą losowane do ćwierćfinałów nr 1, 2, 3 i 4. W ćwierćfinałach pierwsze mecze odbędą się na stadionach tych, co zajęli 2. miejsce w grupach, rewanże u zwycięzców grup, natomiast półfinały tak jak to zostanie wylosowane, czyli najpierw na boiskach tych co zostali wylosowani do ćwierćfinałów nr 1 i 3, a rewanże u zwycięzców ćwierćfinałów nr 2 i 4. Bo to będzie tak, że w jednym półfinale zmierzą się zwycięzcy ćwierćfinałów nr 1 i 2, a w drugim półfinale zmierzą się zwycięzcy ćwierćfinałów 3 i 4. Tutaj wszystko będzie w 100% wynikiem losowania. Ci co trafią do ćwierćfinałów nr 1 i 3 będą mieli pecha, ci co trafią do parzystych ćwierćfinałów, czyli 2 i 4 będą mieli szczęście. Ale to pasuje do chrześcijańskich założeń.
Jeśli chodzi o piłkę ręczną, to jest na pewno dużo lepszą dyscypliną od siatkówki, bo jest dużo popularniejsza na Węgrzech, a poza tym zawodników w drużynie jest więcej (7 do 6), boisko jest większe i wymagania wzrostowe są dużo niższe (wystarczy porównać reprezentacje Polski, Niemiec, Francji i Hiszpanii w koszykówce, siatkówce i piłce ręcznej na wikipedii). Poza tym w siatkówce wszystkie akcje są bardzo podobne i trwają bardzo krótko, 1, 2, 3 i koniec. Siatkówka to mała, prymitywna dyscyplina z ogromnymi wymaganiami fizycznymi, podczas gdy piłka ręczna jest pod każdym względem bardziej rozbudowana, wyrafinowana i mniej wymagająca wzrostowo. Jedynie brutalność jest większa w piłce ręcznej, ale po to są tu kartki i kary czasowe jak wiadomo.
Ze wszystkich państw grupy Wyszehradzkiej Węgry zasługują na najwięcej, Słowacy zasługują na najmniej. Koniec końców jednak wszystkie cztery państwa muszą ze sobą mocno współpracować w przyszłości. Mądre to i sprawiedliwe.
Koniec końców moje plany dotyczą głównie czterech państw, czyli Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Jeśli chodzi o dyscypliny sportowe, to liczą się dla mnie piłka nożna, piłka ręczna i kolarstwo. Poza tym tak jak już wcześniej wspominałem myślę o partii politycznej, konkursie piosenki Tytanowizji i rankingu ludzi, czyli czegoś nowego w stylu pejsbuka.

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

W zasadzie skoro w naszej komunie będą znajdowały się cztery państwa, czyli Polska, Czechy, Słowacja i Węgry, to możemy stawiać na 4 dyscypliny również, i do kolarstwa, piłki nożnej oraz piłki ręcznej dorzucić jeszcze hokeja na lodzie. Sekcja piłki nożnej będzie miała w środku logo / herbu FTE, sekcja piłki ręcznej HTE, sekcja hokeja na lodzie ITE i sekcja kolarstwa CTE. Wtedy będą odbywać się International Titans League of Football, International Titans League of Handball i International Titans League of Ice Hockey. To może odbywać się zarówno w wersjach męskich jak i żeńskich. Jeśli chodzi o kolarstwo, to na pewno należy stworzyć wyścig Tour of the Titans z moimi zasadami. Oprócz tego można stworzyć cykl wyścigów Titans Tour. Wszystko to oczywiście w naszej komunie czterech państw. Piłka nożna w Łodzi, piłka ręczna w Budapeszcie, hokej na lodzie w Pradze i kolarstwo w Bratysławie.

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Do Słowacji można dołożyć jeszcze Babiogórski Park Narodowy, Wielką Polanę, Sidzinę, Podwilk, Danielki, Piekielnik i oczywiście wszystkie wewnętrzne miejscowości tego układu. Hyrb, Polica czy Zagrody już zostaną w Polsce. Nie da się nic więcej zrobić. To już chyba tyle, jeśli chodzi o teorię. Teraz czas zacząć w praktyce realizować mój wielki projekt Tytanicznej Unii Wyszehradzkiej (Titanic Union of Visegrád) albo Tytania Wyszehradu (Titania of Visegrad)!

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Te trzy komentarze powyższe można skasować.

Porter

Z tymi Litwinami, to są bajki. On przebrał sie za kupę, ukrył w sedesie i zerkał przez uchyloną klapę oraz półotwarte drzwi w toalecie. W ten sposób obejrzał ten zamknięty sparing.

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Dobra, czas na prawdę ostateczną dla Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Jestem Mr Gold / MR1 / Tytan Wszechczasów i od dzisiaj to ja jestem jedynym naprawdę sprawiedliwym sędzią i wszystko jest dla mnie już w zasadzie jasne. Moje założenia zawsze będą ekstremalnie proste, przejrzyste i konkretne. Oto moje postulaty (już z ostatecznymi nazwami):
1) Tytania PL – polska, centro-prawicowa partia polityczna o profilu konserwatywno-liberalnym (na przyszłość)
2) Titania CZ – czeska, centro-prawicowa partia polityczna o profilu konserwatywno-liberalnym (na przyszłość)
3) Titania SK – słowacka, centro-prawicowa partia polityczna o profilu konserwatywno-liberalnym (na przyszłość)
4) Titania HU – węgierska, centro-prawicowa partia polityczna o profilu konserwatywno-liberalnym (na przyszłość)
5) The Powerland Firefield Football Empire w Łodzi (FTE) sekcja męska
6) The Powerland Firefield Football Empire w Łodzi (FTE) sekcja żeńska
7) The Powerland Firefield Ice Hockey Empire w Pradze (ITE) sekcja męska
8) The Powerland Firefield Ice Hockey Empire w Pradze (ITE) sekcja żeńska
9) The Powerland Firefield Cycling Empire w Bratysławie (CTE) sekcja męska
10) The Powerland Firefield Cycling Empire w Bratysławie (CTE) sekcja żeńska
11) The Powerland Firefield Handball Empire w Budapeszcie (HTE) sekcja męska
12) The Powerland Firefield Handball Empire w Budapeszcie (HTE) sekcja żeńska
13) International Titans League of Football dla mężczyzn
14) International Titans League of Football dla kobiet
15) International Titans League of Ice Hockey dla mężczyzn
16) International Titans League of Ice Hockey dla kobiet
17) International Titans League of Handball dla mężczyzn
18) International Titans League of Handball dla kobiet
19) Tour of the Titans – wyścig kolarski dla mężczyzn
20) Tour of the Titans – wyścig kolarski dla kobiet
21) Titans Tour – cykl wyścigów kolarskich dla mężczyzn
22) Titans Tour – cykl wyścigów kolarskich dla kobiet
23) Titanvision Song Contest – Konkurs Piosenki Tytanowizji
24) World of Titans – ranking ludzi z paroma fajnymi opcjami
25) Rewizja granic Polski, Słowacji i Węgier. Tylko w taki sposób możemy stworzyć korzystny układ (komunę), kiedy wszystko zostanie sprawiedliwie rozdane.
26) Zamierzam zreformować system polskiej polityki na dwupartyjny na wzór USA, z tą różnicą, że tylko członkowie dwóch największych, jedynych oficjalnych partii będą mogli tworzyć nowe, mniejsze, półoficjalne. W tej sytuacji trzeba dogadać się z PiSem lub PO. Reszta partii, oprócz mojej Tytanii i PiSu lub PO zostanie zdelegalizowana. Nowe, mniejsze, półoficjalne partie będą mogli tworzyć tylko oficjalni członkowie PiSu lub PO i mojej partii Tytania. W taki sposób będzie można kombinować, jak dostać się do koryta, bo przecież nie wszyscy członkowie wielkich partii się tam dostają. Będzie można więc stworzyć mniejszą partię, pół-oficjalną i dzięki temu walczyć o koryto. Członkinią dwóch partii jest moja kochana Julia Kurzawska z partii Wolność oraz Endecji, która była kawałkiem partii Kukiza, ale zdaje się, że się na niego obrazili i odłączają się. Dlatego będzie można tworzyć mniejsze partie i tam będą mogli się mieszać członkowie obu jedynych dwóch oficjalnych partii, po to żeby dzięki nowym pomysłom mieć większe szanse na dostanie się do parlamentu, czyli koryta tak zwanego, bo nie wszyscy członkowie największych partii tam się dostają. Przykładowo w chińskim parlamencie jest miejsce tylko dla 3 tysięcy posłów, a Komunistyczna Partia Chin zawiera prawie 100 milionów członków. To pokazuje, że Chińczycy są mocno upolitycznionym narodem, ale pod względem gospodarczym i tak rozwijają się najszybciej na świecie.
Moim celem jest wprowadzenie sprawiedliwego i nieobalalnego systemu politycznego (zakaz likwidacji jakichkolwiek partii stworzonych przez członków dwóch oficjalnych partii, jeśli jakiś prezes partii zostanie sam, to i tak będzie musiał utrzymywać swoją partię, ale będzie mógł robić z nią, co będzie chciał, czyli zmieniać cały czas nazwę, logo, poglądy itp. itd., po prostu będzie miał przymus utrzymywania partii politycznej i tyle).

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Małe uzupełnienie:
25) Rewizja granic Polski, Słowacji i Węgier. Tylko w taki sposób możemy stworzyć korzystny układ (komunę), kiedy wszystko zostanie sprawiedliwie rozdane.
Oddać Węgrom kawałek Polski i Słowacji. Z Polski oddamy Węgrom wszystko z województwa podkarpackiego co jest poniżej Dębicy, Ropczyc, Rzeszowa, Łańcuta, Przeworska i Radymna. Ze Słowacji oddać prawie wszystko na wschód od Trebisova. To oznacza oddanie Węgrom takich miejscowości jak Michalovców czy Humennych i wszystkiego co na wschód. Ale Słowacja nie potrzebuje graniczyć z Ukrainą, bo po co? Wystarczy, że graniczą ze swoimi kolegami Czechami i Austrią. Gdyby próbować połączyć Węgry z Polską ze strony zachodniej, to musielibyśmy zabrać Słowakom ich stolicę Bratysławę. Według mapy z wikipedii granica Słowacji z Węgrami może przebiegać przez następujące miejscowości: Oľšinkov, Zbojné, Jabloň, Ľubiša, Humenné, Strážske, Zbudza, Michalovce, Sliepkovce, Drahňov, Veľké Raškovce, Oborín, Sirník, Cejkov, Borša.
Słowakom możemy oddać dla rekompensaty wszystko, co jest poniżej Wisły, skoczni Małysza, ośrodka narciarskiego Cieńkowa, Twardorzeczki, Żywca, Świnnej, Pawła Małej, zakładu produkcyjnego Żywca Zdroja, parków Cerlej i Polanicy, studenckiego schroniska turystycznego „Laska” i Koszarawej, czyli Istebną, Stecówkę, Baranią Górę, Przybędzę, Radziechowy, Wieprza, Trzebinię, Przyłękowa, Jeleśnią, parka Klimczówkę, Przyborowa, rzekę Przybyłkę i wszystko co poniżej tych miejscowości. Do Słowacji można przyłączyć jeszcze Babiogórski Park Narodowy, Wielką Polanę, Sidzinę, Podwilk, Danielki, Piekielnik i oczywiście wszystkie wewnętrzne miejscowości tego układu. Hyrb, Polica czy Zagrody już zostaną w Polsce. Nie da się nic więcej zrobić.
Jeśli chodzi o piłkę ręczną, to jest na pewno dużo lepszą dyscypliną od siatkówki, bo jest dużo popularniejsza na Węgrzech, a poza tym zawodników w drużynie jest więcej (7 do 6), boisko jest większe i wymagania wzrostowe są dużo niższe (wystarczy porównać reprezentacje Polski, Niemiec, Francji i Hiszpanii w koszykówce, siatkówce i piłce ręcznej na wikipedii). Poza tym w siatkówce wszystkie akcje są bardzo podobne i trwają bardzo krótko, 1, 2, 3 i koniec. Siatkówka to mała, prymitywna dyscyplina, podobna do gry w kółko i krzyżyk, albo papier-nożyce-kamień, ale z ogromnymi wymaganiami fizycznymi, podczas gdy piłka ręczna jest pod każdym względem bardziej rozbudowana i wyrafinowana, ale mniej wymagająca wzrostowo. Jedynie brutalność jest większa w piłce ręcznej, ale po to są tu kartki i kary czasowe jak wiadomo.
Ze wszystkich państw grupy Wyszehradzkiej Węgry zasługują na najwięcej, natomiast Słowacy zasługują na najmniej. Koniec końców jednak wszystkie cztery państwa muszą ze sobą mocno współpracować w przyszłości. To będzie Wyszehradzkie Imperium Tytanów (Visegrád Empire of Titans). Po polsku WIT, po angielsku VEoT.

kibic_z_dala

Oszczędź pracy adminom i sam się skasuj

fr33

Pomnę już litościwie że ten jegomość, wyrzucił wielu byłym i obecnym pracownikom klubu kompromitujące wpadki ze szczegółami, a o sobie mówi na zasadzie „ja oczywiście też robię błędy jak wszyscy…” Swoją megalomanię i bufonadę pięknie więńczy stwierdzeniem że ogląda 1000 spotkań rocznie i pyta z dumą retorycznie czy ktokolwiek tyle ogląda co on. Otóż zasmucę tego Pana: znam osobiście przynajmniej kilku emerytów i rencistów, co oglądają przez cały tydzień na okrągło, wszystko co się rusza, we wszystkich możliwych dostępnych telewizjach. Ale merytorycznie. Oceniać piłkarzy pod kątem charakterologicznym przez pryzmat opaski kapitana, to bardzo powierzchowne i to zdecydowanie za mało powiedziane. I że kąśliwie się zapytam: A Billiego i Rakelsa to charakterność wyliczyliście przez nową, jakże policzalną zmienną – ilość tatuaży? No ale jak już gość mówi że transfery trzeba oceniać w momencie ich robienia, a nie po czasie to aż się chce krzyknąć z bólu. Potem jest jak jest. Zamiast Stępińskiego swego czasu był Thomalla, a dziś zamiast Świerczoka jest Gytkjear. Idąc tym tokiem rozumowania, czyli najważniejsze są statystyki i postawa w przeszłości na danym poziomie, to Górnik powinien wycofać się przed pierwszym meczem, albo wywalić wszystkich młodych i naściągać w ich miejsce pełno szrotu. Gdyby nie Lewy, Stilić i Peszko w 2008 roku (poza Peszko pozbawieni jakichkolwiek statystyk na poziomie naszej ekstraklasy i zbliżonym) to nie byłoby wspaniałej postawy Lecha w Pucharze Uefa w tamtym okresie, Panie szanowny: trochę wizji i antycypacji kur… ! Podsumowując: Nigdy w życiu bym tego jegomościa nie zatrudnił w swoim klubie i to wcale nie za to że okazał się świnią wytykającą kolegom kompromitujące wpadki, ale za mierną wizję skauta którą chcąc, nie chcąc tu przedstawił.

Boston

Interesujący wywiad. Po tylu latach pracy w Lechu tak się wysypać?! Głupota. A taką miał fajną pracę.

wpDiscuz

INNE SPORTY