post Avatar

Opublikowane 19.01.2017 09:16 przez

Kamil Gapinski

We wrześniu ubiegłego roku wygrał w Weymouth prestiżowe zawody na dystansie Ironman. Między innymi dzięki temu został wybrany triathlonistą 2016 w Polsce. Michał Podsiadłowski to fenomen: na rowerze jeździ na poziomie światowej czołówki, mimo że treningi zaczął w wieku… 27 lat. Jak to się stało, że jest AŻ TAK dobry? Dlaczego zamiast na dworze woli pedałować w domu? Zapraszamy do lektury.

Jest maj 2011 roku. Stajesz na wadze. Pokazuje ponad 100 kg przy wzroście 173 cm. Nie oszukujmy się, jesteś grubasem.

I to takim mega! Kiedy zszedłem z wagi, czułem się kiepsko. Uznałem, że jest naprawdę źle. Że to jest ten moment, kiedy trzeba powiedzieć stop. Czasem patrzymy w lustro i nie jesteśmy co prawda zadowoleni, ale stwierdzamy: e, tragedii nie ma. No to u mnie była.

Tycie to jest w ogóle dziwna sprawa. Człowiek nie dostrzega, jak przybiera kilogramy i nagle jest zdziwiony ile waży. Jak się chudnie, bywa inaczej. Patrzysz na własne ciało i co chwila myślisz: ooo, tu mi się zrobiło mniej, jak fajnie!

Przybity swoją wagą dochodzisz do wniosku, że chcesz schudnąć. W pracy zaczyna się szydera.

Umówiliśmy się kiedyś z kolegą na dojazd rowerem do roboty i stwierdziłem, że będę tak docierał częściej. Koledzy oczywiście zaczęli się śmiać. „Zaraz wymiękniesz” – słyszałem zewsząd. Ale nie pękłem. Regularnie jeździłem z Ząbek na „Mordor” na Domaniewskiej. Całkiem przyjemna trasa, wzdłuż Trasu Siekierkowskiej jest ścieżka rowerowa, dobrze się nią poruszało.

W końcu uznałem, że potrzebuję jakiegoś wyzwania. Celu, do którego będę dążył. Po głowie chodziła mi nazwa Ironman, ale w sumie to nie wiedziałem co to jest. Wszedłem w Internet, zobaczyłem o jakich odległościach mowa i pomyślałem: kurde, to chyba jednak nie to. Na szczęście nie zamknąłem artykułu na Wikipedii, tylko doczytałem do końca. (śmiech) Pisali tam o połówce Ironmana. Czytam, że to 1900 m w wodzie, myślę: w podstawówce pływałem po 1500, więc dam radę. Dalej widzę, że trzeba zrobić na rowerze 90 km. Kiedyś trzepnąłem stówę na jakiejś wycieczce, da się zrobić. Półmaraton? Jakąś dychę przebiegłem w życiu, to tylko dwa razy więcej, powinno być OK. Szczególnie, że kumpel chwalił się kiedyś na piwie, że zaliczył ten dystans. Uznałem, że jeśli on dał radę, to ja też mogę.

DSC_3138

No i wziąłeś się za trening, ale taki mało intensywny.

Musiałem być regularny, bo zapisałem się na start w Borównie. Fajnie wyglądały u mnie chociażby ćwiczenia w basenie. Braliśmy córkę na zajęcia „Bąbelki pływają”. Wejście było opłacone na półtorej godziny, zajęcia trwały 30 minut. No więc po nich małżonka brała małą i ją przebierała, a ja w tym czasie miałem godzinkę, żeby spokojnie potrenować. Na dłuższy rower szedłem za to np. w niedzielę przed śniadaniem. Robiłem trasę nad Zegrze i z powrotem, jeszcze wtedy góralem. Wychodziłem z domu w takich momentach, żeby moja nieobecność była jak najmniej odczuwalna.

Ponad pięć lat później wygrałeś zawody na dystansie pełnego Ironmana. Kariera od pucybuta do milionera.

Jak patrzy się na to z boku, moja historia może tak wyglądać. Niektórzy się śmieją i pytają, czy powstanie na jej bazie film z Tomaszem Kotem w roli głównej (śmiech), ale ja tak naprawdę liczę, że przykład Podsiadłowskiego „pomoże” innym w treningu. Szczególnie, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa w triathlonie.

Doprecyzujmy: okazałeś się najlepszy na imprezie w Weymouth. Nie było tam zawodowców, ale występowali za to najlepsi triathloniści-amatorzy z całego świata.

Nie ma specjalnie słabych zawodów Ironman, szczególnie w Europie. Impreza, mimo że nie najpopularniejsza, dawała sloty na Hawaje. Możliwość zakwalifikowania się na mistrzostwa świata zawsze przyciąga poważnych ludzi. Dam przykład: na drugim miejscu za mną był Duńczyk Soren. Niby triathlonista-amator, ale jednak mistrz czy też wicemistrz kraju zawodowców w duathlonie. Miło jest wyprzedzić kogoś takiego!

Przed startem w Anglii zakładałeś, że możesz go wygrać?

Celem było zakwalifikować się na Hawaje, ale skłamałbym gdybym powiedział, że nie chciałem być pierwszy. Wcześniej sprawdzałem listy startowe i po ich przestudiowaniu doszedłem do wniosku, że jest to możliwe. Udało się, chociaż w trakcie jazdy na rowerze miałem defekt i pomyliłem trasę. (śmiech) Łącznie straciłem przez to wszystko około piętnastu minut.

W kolarstwie jesteś niesamowicie mocny. Podczas mistrzostw kraju na dystansie pół Ironmana najlepszy okazał się Mikołaj Luft. Mimo że to zawodowiec, 90 km na rowerze przejechał od ciebie wolniej o… ponad cztery minuty.

Rzeczywiście, na rowerze daje radę. Jak to możliwe? Mam nie najgorszy, choć już troszkę zmęczony sprzęt, utrzymuje właściwą agresywną pozycję i to chyba tajemnica sukcesu.

Gdyby to było takie proste, co drugi amator osiągałby super wyniki…

OK, pewnie mam też trochę talentu, takich wrodzonych predyspozycji. Jeśli chodzi o moc jaką generuję na rowerze, to wskoczyłem na poziom światowej czołówki triathlonistów. Mówię o zawodowcach, a nie amatorach.

Prawda, na półironmanie w Barcelonie miałeś nieznaczną stratę do Jana Frodeno. A to przecież Leo Messi triathlonu.

Na dystansie 90 km okazał się ode mnie szybszy o około dwie i pół minuty. Ale jechałem jeszcze wtedy w słabym kasku i bez ceramicznych dodatków do roweru. Generalnie: mój ówczesny sprzęt odstawał od tego, jakim dysponował Niemiec czy inni zawodnicy z topu. Dodatki robią niesamowitą różnicę, uwierz mi.

IMG_6047

Na czym można urwać kolejne minuty na rowerze?

Po pierwsze, nie wolno być „trzepakiem”, czyli nie kładziemy na swoją furę wszystkiego co popadnie. Nie może być tak, że nasz sprzęt wygląda jak rower, którym jedzie się na piknik. Na zawodach nie przyczepiamy sobie do niego kanapek, nie robimy „jeża” z żeli ułożonych na ramie, nie bierzemy ze sobą dziesięciu bidonów wystających na wszystkie możliwe strony, żadne kable nie mają prawa się majtać. Dalej: strój nie może być luźny, a pozycja jazdy nie powinna przypominać tej „na emeryta”, czyli takiej, w jakiej czyta się gazetę w świątyni zadumy. Nie, wszystko musi być dopieszczone. Wrócę jeszcze na chwilę do kasku: jeśli masz odpowiedni, czasowy, to zyskujesz dzięki niemu na zawodach około 12 watów. Na dystansie 90 lub 180 km to niesamowicie dużo, można znacznie poprawić swój czas.

Nie boisz się rozwijanych przez siebie prędkości? Na 1/2 Ironmana w Suszu miałeś średnią 43,6 km/h, jak się człowiek wypierdzieli jadąc takim tempem, może sobie zrobić krzywdę.

Jak jadę po płaskim, to czuję się pewnie. Lampka zapala mi się podczas zjazdów. We wspomnianym Weymouth „leciałem” z góry z prędkością 92 km/h. Wtedy rzeczywiście zastanowiłem się, co to by było gdybym miał wypadek. Ale to była przelotna myśl, po chwili skupiłem się już po prostu na tym, żeby wygrać.

W jakim wieku zacząłeś poważnie jeździć na rowerze?

Mając 27 lat.

Nie jest ci przykro, że odkryłeś kolarstwo tak późno? Gdybyś zaczął trenować jako nastolatek, może mielibyśmy kolejnego Rafała Majkę albo Michała Kwiatkowskiego…

Czasem mnie to męczy. Myślę sobie tak: jakbym zaczął ruszać się wcześniej, może odkryłbym kolarstwo jako młody chłopak i coś by z tego wyszło. Z drugiej strony: jak patrzę na życie zawodowców, to im nie zazdroszczę. Jeśli wygrają, to mają co włożyć do garnka i są uwielbiani, jeśli przegrają mogą pojawić się kłopoty z kasą. Mimo wszystko chyba nie chciałbym tak żyć i cenię sobie to, że mam stabilną pracę.

W rozmowie z Polsatem Sport nie wykluczyłeś jednak, że w 2018 roku przejdziesz na zawodowstwo.

Chciałbym startować w kategorii Pro, ale nie znaczy to, że rzucę pracę i zacznę żyć tylko z triathlonu.

Po co ci to? Jako amator jesteś jednym z najlepszych zawodników na świecie, jako Pro będziesz jednym z wielu.

Jako amator nie mogę startować w fali elity, z którą to de facto się ścigam. Kiedy startujesz z falą wiekową, wyścig jest korespondencyjny. Bycie Pro oznacza też możliwość występowania w poszczególnych zagranicznych zawodach za darmo. Koszty udziału w Ironmanach są wysokie, więc to się opłaca. Inna sprawa, że jeśli jesteś zawodowcem, trudno wywalczyć kwalifikacje na mistrzostwa świata. Na Hawaje łapie się tylko sześćdziesiątka najlepszych triathlonistów. Jak to rozwiązać? Idealnie byłoby w tym roku zostać mistrzem świata amatorów, a na kolejny postawić sobie nowy cel: wywalczyć slota na MŚ w rywalizacji z prosami (śmiech).

Jeden z najlepszych polskich triathlonistów Marcin Konieczny powiedział mi, że nie da się przygotować do Ironmana mając małe dzieci. Przypomnij, w jakim wieku są twoje?

Córka ma siedem lat, syn sześć miesięcy.

No właśnie…

Daje radę, jeszcze, ale nie będę ukrywać jest ciężko.

Odpowiedzialna praca, rodzina, wielogodzinne treningi. Masakrycznie napięty grafik.

Prawda, najbardziej cierpi na tym mój organizm, nie mam czasu na regenerację. Nie ma takiej opcji, żebym sobie usiadł na godzinę i włączył telewizor, czy poczytał książkę. Jeśli nawet na chwilę zalegnę, to okazuje się, że już po pięciu minutach trzeba coś zrobić, chociażby syn płacze i należy go utulić. Ale wtedy nie narzekam, bo generalnie i tak nie udaje mi się spędzać z dziećmi tyle czasu, ile bym sobie życzył. Szczególnie w środku sezonu, gdzie przygotowuje się do kluczowych zawodów. Wówczas trenuję nawet po 20 godzin tygodniowo.

Nie boisz się, że organizm w pewnym momencie powie ci „stop”?

Jest to prawdopodobne. Na ten moment nie mam pomysłu jak to wszystko poukładać, żeby było lepiej. Po prostu robię swoje. Liczę, że odpocznę… podczas obozu. W lutym wyjeżdżam na dwa tygodnie, zamierzam wtedy nie tylko solidnie trenować, ale wysypiać się oraz pobyczyć między zajęciami (śmiech).

Nie miewasz myśli w stylu: „przesadzam z tym triathlonem, może warto byłoby ruszać się mniej, tylko tyle, żeby znowu nie przytyć”?

To już jest uzależnienie. Wszedłem w tym sporcie na taki poziom, że ciężko byłoby mi teraz rzucić triathlon w cholerę. Rodzina też przyzwyczaiła do moich treningów: gdy przez dłuższy czas nie jeżdżę na rowerze, żona stresuje się, że coś jest nie tak (śmiech).

Jesteś jednym z nielicznych zawodników, którzy jeżdżą więcej na trenażerze niż na dworze. Dlaczego tak jest?

Są trzy powody. Pierwszy: w domu jest bezpieczniej. Na zewnątrz miałem kilka sytuacji stykowych z autami. Raz wypadłem z drogi, znalazłem się w rowie, zniszczyłem sobie nowy, piękny kask. Było mi go żal, ale ochronił mi głowę. Oczywiście pierwsze co zrobiłem po wypadku, to sprawdziłem, czy rower jest cały (śmiech).

Drugi: trening na trenażerze jest efektywniejszy. Kiedyś trener zwracał mi uwagę: „pojeździj trochę na szosie, bo to ważne. Ustawisz się odpowiednio do wiatru, wyrobisz sobie pozycję, nauczysz się balansu ciałem”, bla bla bla. Okazało się, że chyba po prostu mam to coś i że w mieszkaniu też mogę się przygotować dobrze. A skoro tak, po co to zmieniać?

Trzeci: po powrocie do domu z pracy, po wykąpaniu dzieci wsiadam na rower przeważnie około 21. O tej porze nie ma opcji, żebym wyszedł na dwór, bo jest ciemno. Znam takich, co po zmroku jeżdżą nawet zimą po lodzie, ale dla mnie to zbędne ryzyko, sorry.

Czasami jednak odbywasz zajęcia jeszcze później.

Tuż po narodzinach drugiego dziecka nie było łatwo. Po całym dniu pracy i opieki nad nim, o 23 musiałem się zmobilizować, by poćwiczyć. Byłem masakrycznie zmęczony, bliski płaczu, ale wiedziałem, że nie mogę odpuścić zajęć, bo potem na zawodach wyjdzie kaszana. Piłem Red Bulla, siadałem na dwie godziny na rower, a potem jeszcze szedłem na zewnątrz biegałem. Po takich zajęciach kładłem się spać o trzeciej w nocy.

Ile km przejechałeś w poprzednim sezonie na trenażerze?

Myślę, że około 14-15 tysięcy. Na szosie – 4,5 tysiąca.

Wiem, że monotonny dźwięk trenażera może działać jak… środek nasenny. Zdarzało ci się w ten sposób uśpić swoje małe dzieci?

Nie miałem okazji spróbować, zostałem wyeksmitowany przez żonę z sypialni na klatkę schodową. Tam teraz trenuję.

Nie zakłócasz tym pedałowaniem ciszy nocnej? Sąsiedzi nie dzwonią po policję? (śmiech).

Na szczęście mieszkamy w domu. W swoim nowym miejscu do treningu odnajduje się całkiem dobrze, szczególnie, że dostałem od żony fajny prezent: stolik do trenażera. Niesamowita sprawa! Regulujesz sobie jego wysokość, odległość, możesz jednocześnie jechać i pisać na klawiaturze komputera.

No ale wtedy nie trzymasz pozycji triathlonowej.

To prawda.

Jeśli notorycznie ćwiczysz w innej pozycji niż startujesz na zawodach, możesz mieć podczas nich problem.

Nie mam żadnego. Kiedy przychodzi czas startu, kładę się na „lemondce” i jadę.

A jak z twoim zdrowiem? Przez lata nie robiłeś nic, potem zacząłeś mocno trenować, to nie wpływa negatywnie na przykład na plecy?

Zupełnie nie mam z nimi problemów. W tamtym sezonie miałem kłopoty z mięśniami uda, nierównomiernie napięcie pasm powodowało skręcanie się rzepki i ucisk na tkanki miękkie kolana, 20 minut na rowerze to był max, ale mogłem biegać i pływać. Fizjoterapia, masaże i elektostymulator od żony szybko pomogły, od tej pory – odpukać – nic mi nie dolega.

Targi-7

Paweł Zagumny powiedział mi w wywiadzie, że kocha siatkówkę, ale nienawidzi w niej rozgrzewki. Co jest częścią triathlonu, której nie znosisz?

Pływanie (śmiech). Trening w basenie jest obciążający psychicznie, człowiek czasem naprawdę miewa dosyć.

Zabawne, że ja zaczynałem przygodę ze sportem od tej dyscypliny. Ojciec prowadził mnie i brata na najpierw na naukę pływania, potem pracowaliśmy z ratownikami. Miał marzenie, żebyśmy dobrze radzili sobie w basenie. Niestety, do dziś go nie spełniłem (śmiech), ale nadal nad tym pracuję. Wiem, że jeśli nie poprawię pływania, zawsze będę trochę tracił do innych zawodników. Ta myśl pcha mnie do przodu, ale zajęcia nadal bolą. Podczas ćwiczeń w wodzie intensywność jest wyższa niż na rowerze. Czasem po wszystkim siadam na dupie, podziwiam świat i naprawdę nie mam siły się ruszyć.

Pracy jednak nie olewasz. Nie tak dawno dostałeś w niej awans. Czyli nie jest tak, że sport i małe dzieci zabierają ci całą energię.

Nie potrafię niczego robić na pół gwizdka. Jeśli idę na trening i mam rozpisane, że ma być coś zrobione dziesięć razy mocno, to robię to mocno 10 razy. A w robocie nie dopuszczam do sytuacji, w której ktoś musiałby coś po mnie poprawiać.

Co dokładnie robisz?

Jestem Scrum Masterem. Przewodzę drużynie siedmiu developerów i testerowi, i jestem odpowiedzialny za koordynację pracy tych ludzi. W największym skrócie: tworzymy aplikacje dla klientów korporacyjnych banków. Mam dużo roboty, nie jest tak, że wpadam do pracy o 7 a wychodzę punkt 15. Nie pomaga to w treningu, ale co zrobić? Nie marudzę, mam intensywne życie, ale jestem szczęśliwy, bo mam kochającą rodzinę, która pozwala mi realizować się.

ROZMAWIAŁ KAMIL GAPIŃSKI

Fot. archiwum prywatne

Opublikowane 19.01.2017 09:16 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Trollosiewicz
Trollosiewicz

Świetny wywiad Kamil! Tak trzymaj!

Janusz Kibol-Cebula
Janusz Kibol-Cebula

Idzie na Pulitzera, wybitne dziennikarstwo (ironiczny śmiech)

Trollosiewicz
Trollosiewicz

Ja się tak zastanawiam nad tym wszystkim i wiesz co, może się jednak okazać, że paradoksalnie to wyjdzie finansowo Stanowskiemu na dobre. My jako fani piłki stracimy, no ale przecież kto by w to wnikał…

bsimpson
bsimpson

Gapa, obczaj gościa: Marek Musiał, stroiciel fortepianów, w młodości aktor u Grotowskiego, zaczął biegać w wieku około 60l, od tego czasu wywalczył dwie kwalifikacje na MŚ Iron Man w Kona na Hawajach

Weszło
06.07.2020

A dlaczego nie na podium Złotej Piłki?

Choć wiele lig jeszcze gra, choć nie znamy jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć choćby w Hiszpanii czy we Włoszech, trzeba pamiętać – weszliśmy tydzień temu w drugie półrocze, a więc za nami półmetek rywalizacji w wyścigu po Złotą Piłkę. Tak, przez dwa miesiące cały światowy futbol stanął w miejscu. Tak, powrót do występów reprezentacyjnych to na razie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

– 648 to nie tylko numer. To całe życie – napisał Gianluigi Buffon po meczu z Torino. Meczu wyjątkowym, bo golkiper Juventusu został dzięki niemu zawodnikiem z największą liczbą występów w Serie A. Paolo Maldiniego wyprzedził o „oczko”. Jedni powiedzą, że na siłę, bo przecież Gigi miał już w Juventusie nie zagrać, jednak wrócił właśnie po to, […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wachowski: Arka i Korona? W PZPN-ie nie przekręcaliśmy polskiej piłki i nie przekręcimy

Gościem w dzisiejszym poranku Weszło FM był Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu rozgrywek w PZPN. Co będzie ze spadkowiczami, Arką Gdynia i Koroną? Kiedy ruszy nowy sezon Ekstraklasy, a kiedy pierwszej ligi? Czy jest szansa na VAR na zapleczu Ekstraklasy i jeśli tak, to od kiedy? Kto będzie sędziował mecze barażowe w 1. lidze? O tych […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Sequel lepszy od „jedynki”. Milewski i Tuszyński ZNÓW to zrobili

Świat filmu od lat staje przed dylematem – kręcić sequel hitowej historii, a może odpuścić sobie i spocząć na laurach wspaniałej „jedynki”? Druga część „Nagiego instynktu” to komplety szajs, przy „Batman i Robin” można wydłubać sobie oczy, sequel „Głupiego i głupszego” wywołuje fizyczny ból. Nakręcenie „dwójki” to wyzwanie, wszak twórca musi unieść ciężar oczekiwań po […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Derby Łodzi się oddalają? Widzew znów przegrywa w II lidze…

To jest nie do wiary. Już w ubiegłym sezonie wydawało się, że Widzewowi awansu do I ligi nie jest w stanie odebrać nic, żaden kataklizm ani katastrofa. Później zaś zawodnicy z al. Piłsudskiego zremisowali 10 meczów z rzędu, na finiszu przegrali jeszcze z GKS-em Bełchatów i ostatecznie pozostali na trzecim szczeblu rozgrywkowym. W tym sezonie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Zagłębie w tym sezonie zawiodło, ale Bohar gra życiówkę

Zagłębie Lubin to bez wątpienia jedna z najbardziej rozczarowujących ekip w tym sezonie Ekstraklasy. W jej składzie sporo jest bowiem naprawdę jakościowych zawodników, którzy skleceni w spójną całość powinni bić się o ligowe podium, a nie kotłować w dolnej połówce tabeli. No ale wyszło jak wyszło. „Miedziowi” na własne życzenie nie załapali się do grupy […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła się utrzyma, ale pytanie: co dalej?

Bardzo prawdopodobne, że dzisiaj kibiców Arki czeka smutny dzień. Tylko punktu zdobytego przez Wisłę Płock w starciu Górnika Zabrze potrzeba, by Nafciarze utrzymali się w Ekstraklasie. Mieliby 43 oczka, dziewięć zapasu nad Arką, a że po rundzie zasadniczej Wisła miała więcej łupów, to matematyka byłaby na trzy kolejki przed końcem prosta. Ale chyba nie tylko […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Powrót Grosika, show Linettego, 10 goli Polaków. Świetny tydzień stranierich!

Polscy piłkarze w minionym tygodniu gościli na okładkach gazet w całej Europie. Nie ma w tym cienia przesady, bo nasi stranieri dawali kapitalne popisy. Tu dublecik, tam dublecik, tu gol i asysta, tam wyciągnięty rzut karny… Ciężko było znaleźć zakątek świata, w którym nasi nie daliby popisu. Aż przyjemnie zasiąść po takim tygodniu do zestawienia […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

PRASA. Sikorski: Kołakowski obiecywał mi transfer do Legii Warszawa

– W ogóle obcokrajowcom trudno trafić do Hiszpanii w niższych ligach, mają tam mnóstwo swoich zawodników. Jako polskiemu Austriakowi lub austriackiemu Polakowi udało mi się tam wcisnąć i zobaczyć to z bliska. Przeanalizowałem, że w polskiej ekstraklasie jest coraz więcej Hiszpanów. Carlitos, Dani Ramirez czy Jesus Imaz grali w niższych ligach, przenieśli się do Polski […]
06.07.2020
Włochy
05.07.2020

Roma zapomniała, że nie tylko bramkarz musi być kozakiem, ale Lopez napsuł krwi Polakom

Derby słońca, tak mówi się o starciach Napoli z Romą. Dziś to słońce zaszło nad Rzymem i nie był to zachód piękny. Porażka Giallorossich może pogrążyć drużynę Paulo Fonseki w walce o europejskie puchary. Nie pomógł nawet Pau Lopez, który dwoił się i troił między słupkami, żeby uratować tyłki kolegów z zespołu. Ale jeśli mamy wskazać […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Villarreal rozbity. Tak grającą Barcę aż chce się oglądać

Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie mecze wyjazdowe, Barcelona do dzisiejszego meczu z Villarrealem przystępowała zaledwie jako piąta siła hiszpańskiej ekstraklasy. Katalończycy przegrali już w lidze pięć meczów na wyjeździe, kolejnych pięć zremisowali. Dlatego wiele wskazywało na to, że i dzisiaj podopieczni Quique Setiena mogą zanotować jakąś wpadkę. Tym bardziej że marnie im się w ostatnim […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bednarek jak skała. Southampton poskromił Manchester City

Organizacja gry, znakomita defensywa, mnóstwo heroicznych interwencji. Southampton w naprawdę wielkim stylu zwycięża dzisiaj z Manchesterem City. „Wielkim” nie w sensie dominacji na boisku, bo „Obywatele” w drugiej połowie wręcz miażdżyli rywali posiadaniem piłki i liczbą strzałów posłanych w kierunku bramki. Ale znakomitą obronę też trzeba doceniać i nie należy szczędzić dla niej komplementów, a […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Ekstraklasa w najprzyjemniejszym wydaniu, ale tylko Piast ma punkty

Gdyby wszystkie mecze Ekstraklasy wyglądały jak ten Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław, nie moglibyśmy od niej oderwać oczu. Przy Okrzei dostaliśmy niesamowicie przyjemne dla postronnego obserwatora widowisko, w którym nie było żadnego dłuższego przestoju odnośnie braku emocji. Serio, ciągle się coś działo. Strach było nawet iść po lód do herbaty, bo istniało ryzyko, że przegapi […]
05.07.2020
Inne sporty
05.07.2020

Dobrze, że jesteś! Emocjonujący początek sezonu Formuły 1

Najlepsza seria wyścigowa świata wróciła w piorunującym stylu. Nie brakowało kolizji, awarii, czy nawet kar skutkujących…. wypadnięciem z podium. Taki los spotkał Lewisa Hamiltona, który widocznie bardzo nie lubi się z torem w Austrii. Na domiar złego problemy z bolidem wyeliminowały innego faworyta, Maxa Verstappena. Wygrał, a może po prostu przetrwał tę zawieruchę (czego nie […]
05.07.2020
WeszłoTV
05.07.2020

LIGA MINUS. Milewski, Białek, Kowalczyk, Paczul

Nadszedł niedzielny wieczór, a więc czas na kolejny odcinek popularnego programu publicystyczno-rozrywkowego: Liga Minus. Dzisiaj Paweł Paczul poprowadzi gorącą dyskusję o ekstraklasowej piłeczce z następującym gronem wybitnych ekspertów: Wojciechem Kowalczykiem, Leszkiem Milewskim i Jakubem Białkiem. Zapraszamy! 
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Lechia Gdańsk przecieka w tyłach. Gdzie leży problem?

46 straconych goli w 34 meczach, bilans bramkowy -2. Kiepska jest to statystyka Lechii Gdańsk, drużyna jakby oduczyła się bronić, bo nikt w grupie mistrzowskiej nie dostał tyle ciosów, a przecież sezon temu chwaliliśmy gdańszczan właśnie za grę w tyłach. Gdzie leży problem? Przede wszystkim trzeba zauważyć, że zmieniła się podstawowa para stoperów. W zeszłym […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Meczyk w Szczecinie dobry, ale w roli głównej sędzia Marciniak

No nie spodziewaliśmy się, że w tym meczu dostaniem naprawdę fajne widowisko. Wiadomo, Jaga jeszcze w teorii walczy o puchary, Pogoń walczy o frytki, ale jeśli chodzi o formę w grupie mistrzowskiej – spodziewaliśmy się lekkiego paździerzu. A tu cztery gole, ponad trzydzieści strzałów, czerwona kartka, mnóstwo kontrowersji, walka do ostatnich minut o trzy punkty. […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Jak muchy w smole, ale w stronę mistrzostwa

Gdyby ten mecz odbywał się w Polsce, a nie w Hiszpanii, to komentatorzy pewnie trąbiliby na prawo i lewo, że wolne tempo spotkania determinuje wysoka temperatura. Takie typowe pierdu-pierdu na wytłumaczenie. Ale to  La Liga, tutaj nikt w ten sposób się nie tłumaczy. Po prostu spotkanie Athleticu Bilbao z Realem Madryt przypominało zawody urządzone przez […]
05.07.2020