Oferty walk? Wklepuję gościa w YouTube’a i zdaje mi się, że nie istnieje
Inne sporty

Oferty walk? Wklepuję gościa w YouTube’a i zdaje mi się, że nie istnieje

O innych mówi się, że mają zaledwie 29 lat i pięściarski świat stoi przed nimi otworem, o nim, że to jego ostatni dzwonek. Innych ceni się za odwagę, gdy nie odmawiają trudnych, wyjazdowych potyczek, o nim pisze się, że znów robi z siebie mięso armatnie. Za Mateuszem Masternakiem, który – jak przyznaje – często sam zaniża swoją samoocenę, bardzo ciężki rok. Naznaczony polityką, walką z opinią publiczną i bolesnym oczekiwaniem na szansę. Oczekiwaniem,  wbrew pozorom, wcale nie w przytulnej złotej klatce. Od dziewięciu miesięcy w gotowości, ale i bez oficjalnych występów.

***

Lotnisko, reprezentacja Polski wraca ze zgrupowania. Wszyscy odlecieli, tylko nie Tomasz Kuszczak. On zamiast do Warszawy, podróżował do Manchesteru, w którym był wiecznym rezerwowym. Stoi więc w kolejce, obok dwóch dziennikarzy.

– Tomek, usiądź sobie, to trochę potrwa.

– Nie, postoję.

– Co, już się nasiedziałeś?

– Coś ty powiedział? Coś ty powiedział?!*.

***

Czujesz się jak sportowiec na ławce rezerwowych? Odstawiony na bocznicę?

Ostatni raz walczyłem na początku kwietnia…

W 2015 r. były cztery pojedynki, w zeszłym tylko jeden.

Ciągle pytałem promotora co dalej, czy są jakieś opcje. Raz przesłał mi propozycję walki. Wrzuciłem nazwisko potencjalnego rywala w YouTube’a i… nie było żadnej jego potyczki. W imieniu Sauerlanda o ofercie poinformowała mnie menadżerka grupy. W mailu było nazwisko anonimowego pięściarza i dopisek: „Daj znać jak najszybciej. Chociaż z góry zakładam, jaka będzie odpowiedź”. Nie wiem, jak mam to traktować. Później były dziwne perypetie z Usykiem.

Czytałem, że jego obóz kilkukrotnie ponawiał ofertę.

Na początku temat Ukraińca pojawił się na zasadzie: być może będzie taka walka. Mówię: „Ok, dajcie mi dwa dni, zastanowię się. Wstępnie jestem na tak”. Minęły. Pewny decyzji przedstawiam ją Niemcom. Oni na to: „Negocjacje oziębły”.

Wyszło na jaw, że jesteś opcją rezerwową?

Początkowo brano mnie pod uwagę bardzo serio. Z czasem ludzie Usyka zwietrzyli nowe możliwości. Dowiedziałem się, że negocjuje z nimi m.in. Włodarczyk. Mija 5-6 tygodni, nie dzieje się nic. Ponaglam: „Panowie, jeżeli traktujemy sprawę poważnie, czas na decyzję. To ostatni moment, abym rozpoczął przygotowania”. Dochodziła przecież kwestia zmiany strefy klimatycznej i czasowej (Ukrainiec zamierza kontynuować karierę w Stanach – przyp. HK). Cisza. Po kolejnych 2-3 tyg. piszą: „Dobra, jest propozycja”. Zrobiłem wielkie oczy. „Teraz? Jak ja ostatni raz boksowałem w kwietniu, zabraknie czasu na sparingi”. Nie mam 38 lat, żeby chwytać się brzytwy, a Usyka nie można lekceważyć.

Menadżer „The Cata” wykrzykuje, że Ukrainiec może rozruszać kategorię cruiser podobnie jak dywizję średnią rozbujał Gołowkin.

Usyk jest cholernie popularny na Ukrainie, to na pewno. Ostatnio strzygła mnie pani, która lekko zaciągała. Pytam, czy zna kogoś poza Kliczkami. „Usyk!” – nie musiałem długo czekać. „Łomaczenko? (dwukrotny mistrz olimpijski, aktualny czempion dwóch kategorii wagowych) Nie, nie znam”. Babcia mojej żony żyje na wschodzie i potwierdza fenomen pięściarza z Symferopolu. Kliczkowie powsadzali go do różnych reklam i mamy efekt (Usyk reprezentuje barwy grupy K2 Promotions), na swoim terenie jest mega gwiazdą. Czy będzie taką samą w Stanach? Śmiem wątpić. Bo ilu pięściarzy z zagranicy zrobiło karierę w USA? Mamy Portorykańczyków, Meksykanów – Ameryka od nich tonie, to jasne. Ale taki „Prince” Naseem Hamed? Anglię miał u stóp, Stanów nie podbił.

Nie ma wyjątków?

Wyjątkiem jest Pacquiao. Ale z drugiej strony, co pokazała jego walka z Mayweatherem? Był potrzebny biznesmenom, dopóki wciąż boksował „Money”. Wciąż mówiło się o ich starciu, więc pompowano jednego i drugiego, obaj zarobili krocie. A jak Mayweather odszedł na emeryturę, Pacquiao stracił HBO.

Boks zawodowy to specyficzna dziedzina. Każdy, kto jest dobry, sprzedaje się tylko i wyłącznie przed własną publicznością. Rzadko który aktor gra na wszystkich scenach świata. Zastanawiam się nawet, czy to Gołowkin rozruszał kategorię średnią. Moim zdaniem to zasługa Bernarda Hopkinsa. Nie uważam, że „GGG” jest gorszym pięściarzem. Po prostu nie jest Amerykaninem.

Skoro nie bałeś się Usyka, musi cię wkurzać opinia Tomasza Babilońskiego, że tchórzysz przed Głowackim. W końcu Ukrainiec zabrał mu pas.

To co wymyślił Babiloński, przechodzi jakiekolwiek normy przyzwoitości. Albo nie pomyślał o tym co pisze, albo jest zwykłym złośliwcem. W sprawie Głowackiego zadzwonił do mnie nie on, lecz nasz wspólny kolega. Zaczął wypytywać o różne rzeczy.

Sugerowałeś później, że mogło chodzić o prowokację. Za negocjowanie za plecami promotora groziły ci pewnie kary pieniężne.

Odniosłem się do tych zapytań jednoznacznie: „Bez wiedzy Sauerlanda nie będę z wami niczego ustalał”. I stanęło trochę na niczym. A na drugi dzień widzę wpis na Twitterze: była propozycja, Masternak oczywiście odmówił. Nie wiem, może Tomek chciał mieć więcej obserwujących? Pamiętam, że jak zamierzali mi odebrać pas mistrza Europy, to wiedzieli gdzie się zgłosić. Mój promotor pytał tylko: „a kto to jest Głowacki?”.

A obiecywane kibicom starcie z „Diablo”? Nie chce ci się już rzygać tym zestawieniem?

Jestem w zawodowym boksie od 2006 r., mam odpowiedni dystans do spekulacji. Prawda jest taka, że projekt Masternak-Włodarczyk nigdy nie wszedł w fazę negocjacji. To było zwykle medialne podkręcanie atmosfery. Ten pojedynek budzi w Polsce sporo emocji i uważam, że dałby większe zyski z PPV niż starcie z Głowackim.

Obaj jesteście w kropce.

Przypomnij mi, ile lat ma Włodarczyk?

We wrześniu skończył 35.

No, to jemu zostało jeszcze mniej czasu, żeby się zastanawiać. Jak to mówią, im dłuższe czekanie, tym lepsze śniadanie.

Powtarzasz, że przed rokiem wygrałeś z niedocenianym wówczas Bellew. Kalle Sauerland ma inne zdanie. „Kiedy podpisywaliśmy kontrakt, celem było doprowadzenie Masternaka do tytułu mistrza świata. Został mistrzem Europy, lecz nie poradził sobie z Kalengą, a następnie z Bellew. Obaj okazali się po prostu lepsi”.

Nie jest dla mnie nowością, że były promotor nie otaczał mnie specjalną troską. Długo godził się na trudne walki wyjazdowe. Nie mam pojęcia, jak na tym wychodził, ale nadając mojej karierze taki kierunek, musiał mieć świadomość, że przy wyrównanych starciach mogę przegrywać. Nie zależało mu na mnie, skoro dopuszczał do określonych sytuacji.

Zdziwiło mnie, że natychmiast się do tego nie odniosłeś. Szczególnie, że jesteś pięściarzem dość pedantycznie dbającym o wizerunek. Publikując dłuższe oświadczenia, zastrzegasz, że należy je kopiować w całości. Ewentualne wybiórcze cytowanie odbywać ma się za twoją zgodą.

Pragnę, aby został zachowany sens mojej wypowiedzi. Ktoś coś wytnie, zmieni kolejność i  powstaje artykuł, w którym niby widnieją słowa Masternaka, a tak naprawdę wynika z nich coś zupełnie przeciwstawnego mojej woli. Nieraz ktoś dzwoni i pyta np. o Włodarczyka. „Tak, teoretycznie jestem zainteresowany takim pojedynkiem”. Później otwieram gazetę i czytam: „Masternak rzuca wyzwanie Diablo”.

Marcin Piechota po gali w Anglii napisał o tobie: „Młody, perspektywiczny, na telefon”. Ostro zainterweniowałeś. Boxing.pl opublikował błyskawicznie komunikat, że portal odcina się od tekstu.

No bo co to znaczy bokser na telefon?

To nieco zbyt ostre określenie. Dla mnie pięściarz na telefon to np. Bartosz Grafka. Dziesięć występów w poprzednim roku.

Tym większy szacunek dla niego, że jest „na telefon”. W lutym gościłem na gali Tymexu, Radom. Michał Żeromiński boksuje z Marcinem Cybulskim. Cybulski to facet, który latem pracuje za granicą, zimą zajmuje się boksem i gdzieś tam dorabia. Ma rodzinę, dzieci, zobowiązania. Dowiaduje się o walce z tygodniowym wyprzedzeniem, przyjeżdża bez trenera – bo temu trzeba byłoby zapłacić, bez sparingów i daje kapitalne widowisko! Po końcowym gongu unosi rękę i słyszy gwizdy.

Żeromiński to pięściarz z Radomia.

Wiem, nie w tym rzecz. Widziałem, ile ten facet zostawił w ringu zdrowia, ile zdrowia zabrał człowiekowi mającemu zaplecze, dużo poważniej zajmującemu się swoją karierą. I zrobił to dla głupich paru złotych. Stanął za gardą, przyjął, poszedł na rywala. Ok, przegrał. Pewnie nawet wszystkie rundy. Ale w jaki sposób!

Dlatego po odczytaniu werdyktu nie wytrzymałeś, wkroczyłeś na ring i powiedziałeś parę mocnych słów?

Uważam, że można zrobić z chłopaka polską wersję Firata Arslana. Popełnia straszne błędy i nigdy nie będzie mistrzem świata. Nie pozwolą mu na to warunki, motoryka, wiek. Ale jest cholernie odporny, ma szczelny blok. Niech potrenuje ze mną trzy miesiące. Chcę widzieć jego walkę z Szeremetą.

2016.04.02 KRAKOW GALA BOKSERSKA POLSAT BOXING NIGHT FINAL CALL BOKS SPORT TAURON ARENA KRAKOW NZ MATEUSZ MASTERNAK ERIC FIELDS FOT MICHAL STAWOWIAK / 400mm.pl

U ciebie to „na telefon” oznacza także, że nie pękasz przed wyzwaniami. Byłeś gotów walczyć z Usykiem, rozważałeś ponowny wyjazd do Rosji. Nie masz dobrych wspomnień. Porażka z Drozdem strąciła cię z europejskiego tronu.

Mówiło się o walce z Lebiediewem, bez konkretów. Kiedyś był też temat wspomnianego Czakijewa.

Najgłupszy pięściarz świata.

Bo idzie na ostrą wymianę?

Bo idzie na ostrą wymianę i przegrywa najważniejsze pojedynki.

Myślę, że to trochę krzywdzące określenie dla pięściarza, który zdobył wicemistrzostwo świata i złoty medal olimpijski. Ja wszystkie swoje sukcesy chętnie zamieniłbym na jego. Przynajmniej miałbym emeryturę. (śmiech)

Musimy pamiętać, że Rachim Czakijew rywalizował w kadrze Rosji z nieżyjącym już Romanem Romańczukiem. Romańczuk większość swoich walk wygrywał przez nokaut. Widziałem ich starcie amatorskie, Rachim trzykrotnie lądował na deskach. I mimo to – w finalnym rozrachunku – okazał się lepszy i to on pojechał do Aten. Niezależnie od tego, każde uderzenie rywala siało spustoszenie w jego organizmie. Starszy kolega tak go  porozbijał, tak naruszył jego mózg, że dzisiaj Czakijew zupełnie nie trzyma ciosu. Poza tym nie potrafi rozłożyć sił na pełen dystans. To może być konsekwencja zarówno tego, że za szybko puszczono go na dużą walkę, jak i faktu przewagi włókien białych, szybkokurczliwych. Rosjanin to zawodnik stworzony na amatorstwo, na walki trzyrundowe. Jest bardzo silny, dynamiczny, ale na krótki dystans. Są pięściarze, którzy – choćby nie wiadomo jak mocno trenowali – nie zrobią określonej kondycji.

Wobec braku ofert od Sauerlanda, byłeś gotów walczyć z popularnym w Polsce  Mollo. Akt desperacji?

Z Mikiem przed laty sparowałem, był wtedy w dużo lepszej formie niż obecnie. Uważam, że to prosty bokser. Dlaczego w ogóle z moich ust padło jego nazwisko? To było tuż po tym, jak znokautował Zimnocha. Ja Krzysztofa pamiętam z ringów amatorskich, tam był prawdziwym postrachem. Moi koledzy wychodząc z nim do ringu bali się, że przegrają przed czasem. Ten gość boksował faktycznie dobrze, czego dowodzi wygrana z Wilderem. A tu przyjeżdża do niego facet, który pracuje na budowie oraz w jakimś klubie fitness. I taki pięściarz na jedną trzydziestą etatu powala w pierwszej rundzie naszą nadzieję wagi ciężkiej. No sorry… Ja nie kreuję się na przyszłego mistrza świata najwyższej kategorii, a jestem pewien, że Mollo nie wytrzymałby ze mną pięciu rund. Przecież on by z dwa razy przestrzelił, przewrócił się i nie miałby siły wstać. Niedotlenienie mózgu, stan przed zawałowy – koniec. Krzysiek później szuka usprawiedliwień, że sędzia mu nie pomógł. To przykre, że pięciokrotny mistrz Polski amatorów przegrywa w taki sposób.

Współpromujący Zimnocha Andrzej Wasilewski ostro wypowiedział się o ostatniej gali KSW. „Gdyby pan zobaczył Pudzianowskiego na tarczy bokserskiej… Albo sparing Khalidowa z Masternakiem. Tam widać, że żaden aktor nie będzie w boksie wyglądał poważnie, a śmiesznie. Dopóki nie muszę, nie chcę robić takich cyrków”.

Nie chciałbym mówić w takim tonie o kimś, dla kogo boks jest tylko jedną ze składowych. Zawodnik MMA musi mieć wszystko. Ja mogę sobie twardo stać na nogach, przechodzić na boki. Jego zaraz ktoś złapie, wywróci, te nogi muszą być lekkie. Mamed to bardzo inteligentny fighter i podczas naszych sparingów nie najgorzej sobie radził. Ale – wiadomo – to nie jego dyscyplina.

Jest jeden aktor, który wygląda w boksie poważnie. To Eryk Lubos. Przesparowałeś z nim niedawno dziesięć rund.

Ale Eryk to zawodowiec! Pamiętam, że jak jeszcze jako dzieciak przychodziłem do Gwardii (Wrocław), to on już tam był. Teraz jadę na Legię i też jest. Eryk boksuje dłużej niż ja!

W wolnej chwili zostałeś mistrzem Polski w powożeniu, śmigałeś na windsurfingu. We wrześniu zjawiłeś się na pokazie mody Macieja Zienia. Widząc alternatywne piękno uznałeś, że następnym razem zabierzesz ze sobą prowiant.

(śmiech) To zdecydowanie nie mój typ kobiet, chodzące wieszaki. Oczywiście wiem, ile wysiłku kosztował te dziewczyny taki wygląd, lecz mimo to pozostaję fanem fotomodelek. Oglądając pokaz na żadnej nie mogłem zawiesić oka.

Zjawiłeś się także na „Odjazdowych Brykach” braci Colins. Takie wyjścia to zasługa współpracy z Sylwią Koperską?

Tak, to był jej pomysł.

To spec od marketingu, ktoś nowy w świecie polskiego boksu. Zorganizowała pięściarzom profesjonalną sesję zdjęciową w Legii Fight Club.

Sylwia działa bardzo prężnie, jej praca ma na celu przyciągnąć sponsorów. Jak będę miał ustawioną walkę, to oczywistym jest, że będzie mi ich łatwiej znaleźć. Teraz mogę apelować w mediach. Zachęcam wszystkich chętnych, by przynieśli mi marchewkę. Możemy ją zjeść wspólnie.

Nie ma walk, to i nie ma kasy?

Tak, od dziewięciu miesięcy nie zarabiam.

„Może nikt nie nazwie mnie zamożnym człowiekiem, ale po zakończeniu kariery nie będę musiał pracować” – to twoje słowa.

Wiesz, zależy jeszcze, na jakim poziomie chcesz żyć.

Ty budujesz dom, więc zakładasz wysoki.

Z salką treningową, na pewno będzie.

A na podwórku znajdzie się gołębnik?

Wiadomo nawet, w którym miejscu stanie woliera! Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to późną wiosną kupię gołębie. Rzadko spotykane, pocztowe staropolskie.

Pierwszego gołębia miałem zanim poszedłem do szkoły. Mama dała mi 5 zł na bułki, a ja wróciłem z ptakiem. Kupiłem go od sąsiadki.

Pasja do gołębi łączy cię z Tysonem. To zodiakalny rak. Odkryłeś, że najwięcej utalentowanych pięściarzy jest spod znaku koziorożca i – jak ty – byka. Co łączy Masternaka z Listonem, Louisem i Haglerem?

Upartość, zawziętość, solidność. Nigdy nie idę na skróty. Żona twierdzi, że jestem trochę przymulony, powolny. Możliwe, ale tylko w normalnym życiu. Podczas ataku zaś bardzo szybki. Prawie jak Ali, który gasił światło i był w łóżku zanim zrobiło się ciemno.

Co jeszcze planujesz mieć w ogródku?

Zarezerwowałem już stare ule dziadka. Robił je samodzielnie – żadnych gwoździ, deski cięte ręcznie. Wykonanie jednego zajmowało mu miesiąc. Dla porównania tato dziennie składał trzy, inne czasy. Te ule będą miały swoje miejsce na podwórku. Oczywiście nie będzie w nich pszczół, sąsiedzi by mnie zabili. (śmiech)

Wiedziałem, że potrafisz uprząż konia, prowadzić furmankę, orać pługiem w polu, stawiać snopki i pracować przy żniwach. Ale o tym, że byłeś szykowany na pszczelarza dowiedziałem się całkiem niedawno.

Tato, dziadek – wszystko pszczelarze. Pszczoły były u nas za stodołą, miałem pewnie z rok jak ugryzła mnie pierwsza. Któregoś dnia dopadło mnie dwadzieścia jeden. Tato naliczył kiedyś ponad dwieście ugryzień.

Panika, nerwowe poszukiwanie maści?

Jakiej maści? Nie było czasu. Wybieranie miodu trwa 3-4 dni. Nieraz nosiłem i po siedem ramek, cztery kilo każda. Gdzieś tam zaplątała się pszczoła, ugryzła mnie i co? Miałem wszystko puścić? Ojciec by mi nie darował! Przeniosłem parę metrów dalej, ładnie odstawiłem i dopiero mogłem wyciągnąć żądło.

Pszczoły to fajna rzecz. Wiesz, że niektóre mumie były balsamowane miodem? To jeden z niewielu naturalnych produktów, który się nie psuje. Może wyparować, ulotnić się, ale nic złego się z nim nie dzieje.

Ile miałeś lat, jak dopadło cię to „oczko” pszczół?

A z piętnaście. Pomagałem rodzicom. Najlepsze jest to, że odkąd mieszkam poza rodzinnym domem nie ugryzła mnie ani jedna. Od 2003 roku!

mateuszpszczelarz

Gdy oglądasz triumf podopiecznych Horngachera w Klingenthal, Polaków na podium TCS, to żałujesz, że złamana ręka zatrzymała twoją karierę skoczka?

Nie no, ważę teraz 94 kg, daj spokój. Już w wieku 15 lat było osiem dych. Fajny sport, no ale gdzie? Trzeba by mi było coś odciąć. W czasach małyszomanii byłem wielkim fanem Svena Hannawalda, który przy 184 wzrostu ważył 62 kilo. Równałem do niego, nic nie jadłem i trenowałem na pagórkach koło domu skacząc na nartach własnej roboty.

Ktoś taki jak Koperska bardzo by ci się przydał, gdyby utworzono grupę promotorską Polsatu. Miałeś być jej koniem pociągowym. Grupy nie ma, to nie ma i konia.

Nie jestem wtajemniczony w szczegóły tej koncepcji. Choć nie ma co ukrywać, tak mocna stacja telewizyjna ma ogromne możliwości. Polsat stać na taką grupę. To wygodne rozwiązanie dla telewizji, bo zawsze łatwiej dogadać się z samym sobą niż z obcymi promotorami. Ludzie Polsatu wiedzieli, że do czasu zakończenia mojej umowy z Sauerlandem nie można rozmawiać ze mną na pewne tematy.

„Mogą mi zakazać boksować, mogą mnie zablokować i wciąż podcinać skrzydła, mogą mnie oszukiwać… Ale nikt nie zakaże mi trenować!”. Pewnie teraz ciężko ci zebrać się i wyjść pobiegać?

To moja najbardziej znienawidzono jednostka treningu, choć dobrze trafiłeś, bo właśnie idę delikatnie się poruszać. Kończymy wywiad i robię 5 km. Zmuszam się. Słabość do endorfin i chęć gotowości do ewentualnej walki sprawiają, że jestem cały czas aktywny. Robię sobie wolne w weekendy, jednak nie zawsze. Dwa-trzy razy w tygodniu mam zajęcia bokserskie. Technika w parach, worki, tarcza. Byłem ostatnio w Warszawie i sam się zdziwiłem, w jak dobrej jestem formie. Mógłbym zaczynać obóz, nie potrzebuję treningów adaptacyjnych.

Każdego innego pięściarza zapytałbym, czy w obliczu braku wyzwań sportowych trudno mu odmówić sobie codziennego piwka.

(Masternak łapie za brzuch, zaczyna nim potrząsać)

Przyznam się, że wczoraj wypiłem kieliszek czystej wódki. Wylaliśmy stropy i moi robotnicy zapowiedzieli, że jak nie kupię flaszki, to popękają. Więc kupiłem. Wychyliłem ten kieliszek i poczułem się tak źle, że odpuściłem trening. Od razu położyłem się spać.

Chris Eubank wspomina, że zawsze czuł w trakcie walki, czy jego przeciwnik pił alkohol. Wiedział, że z gościem, który od czasu do czasu pozwala sobie na drinka z łatwością wygra.

Alkohol w okresie przygotowawczym to nic dobrego. Pytanie, o jakiej ilości alkoholu mówimy. Podobno wypicie 100 gram etanolu jest bezpieczne. To prawie ćwiartka 40-procentowego roztworu. Po takiej dawce nie zachodzą w organizmie żadne zmiany.

Teściowa chyba lubi jak popijesz…

Przy okazji jakiejś biesiady powiedziała, że po alkoholu jestem tak fajny, że żałuje, że nie jestem jej rówieśnikiem. (śmiech)

Poczucie humoru zamiast agresji?

Zdecydowanie. Jeszcze na trzeźwo byłbyś w stanie mnie zdenerwować, ale jak już coś przyjmę, jest to raczej niemożliwe.

Większość ma tak po marihuanie.

Największy badziew na świecie. Próbowałem raz. Wszyscy przekonywali jak to fajnie będę się czuł. A jedyny objaw miałem taki, że chciało mi się jeść. Dla mnie może zniknąć z rynku. Wolę zrobić mocniejszy trening, też będę głodny.

Zaczęliśmy temat komplementów, przybliżmy zatem sytuację z pewnego sklepu.

Któregoś dnia kupowałem sobie spodnie. Obracam się w lewo, w prawo i pytam sprzedawcy: „I jak? Dobrze leżą?”. „Na takim ciele wszystko będzie dobrze leżeć” – słyszę. (śmiech)

Mariusz Pudzianowski startując w Strongmanach dostawał mnóstwo propozycji seksualnych od mężczyzn, a ty?

Tylko dwie, za to zawsze face to face. (śmiech) Druga sytuacja miała miejsce w klubie fitness. Facet podchodzi do mnie i pyta, jak ćwiczę pośladki.

Przepraszam pana bardzo, ale ja nie ćwiczę pośladków.

Przecież widziałem, że robi pan przysiady. Chciałbym takie mieć.

Trenuję w ten sposób mięśnie nóg i grzbietu. W każdym ćwiczeniu uczestniczą także inne partie poza docelowymi.

On na to, że fantastycznie wyglądam i że ma na imię, powiedzmy, Darek.

– Dziękuję bardzo za komplementy, ale proszę mi ich więcej nie prawić. Lepiej niech pan pójdzie dalej trenować, bo zaczyna mnie denerwować ta rozmowa. (śmiech)

My tu sobie żartujemy. Rozmawiamy o alkoholu, seksie, narkotykach. A ty na palcach dwóch dłoni możesz policzyć przeżyte balety. Serio już mając 16 lat myślałeś o założeniu rodziny?

Tak, tak było. Może dlatego, że dorastałem w wielodzietnej rodzinie? Byłem wychowany, że trzeba szanować kobiety i zawsze traktowałem je bardzo poważnie. Nie zaczynałem spotykać się z kimś typowo dla przyjemności. Jeśli dziewczyna mi się nie podobała, po prostu kończyłem relację. Rodzice przekonywali mnie, że rodzina jest najważniejsza. Już mając 17 lat byłem z matką moich dzieci. Z Darią nigdy nie marzyliśmy, żeby żyć beztrosko i zwiedzać świat. Gdyby powiedziała mi, że nie chce potomstwa, nasz związek na pewno szybko by się rozpadł. Od początku była świadoma, że będę chciał mieć kiedyś rodzinę. Czekaliśmy tylko na odpowiedni moment. Żona kończyła studia i postanowiliśmy, że pracę magisterską obroni już z brzuchem. Termin wyznaczyli jej na czerwiec, we wrześniu urodził się Mikołaj.

Skoro jesteśmy przy studiach… Masz teraz dużo czasu, możesz skończyć swoje.

I wiesz, że nawet zrobiłem coś w tym kierunku? Byłem na zaległym obozie AWF w Olejnicy, ciągnęło się to za mną od czterech lat. Teraz wybieram się na obóz zimowy. Do pięćdziesiątki powinienem się wyrobić. (śmiech)

Poboksuję jeszcze trochę, coś osiągnę, coś zarobię i za 10 lat możemy rozmawiać w relacji nie dziennikarz-zawodnik, a dziennikarz-trener.

„Dopóki nie będzie szkoły Mateusza Masternaka, nie będzie polskiego boksu” – pamiętam to.

Młody człowiek ma bujną wyobraźnię, ale wiesz co? Dziwi mnie lekkomyślne podejście niektórych ludzi. „Jestem trenerem, biorę kogoś na salę, nie płacą mi, więc po cholerę mam się ścierać?”. Większość trenerów starej daty ma bardzo złe nastawienie. Nie rozwijają się i robią krzywdę zawodnikom. Młodzi? Otworzono zawód i trenerką zajmują się osoby kompletnie bez doświadczenia, bez umiejętności. Nie dość, że nic nie nauczą cię sportowo, to mogę jeszcze popsuć twoje zdrowie. Przecież taki człowiek bierze czyjąś przyszłość w swoje ręce. Pracując nieudolnie marnuje czyjś czas, energię. To jest niszczenie ludzi. Niektórych trenerów wsadzałbym po prostu do więzienia.

Andrzej Gmitruk znalazł się parę lat temu na kursie trenerskim nowopowstałej organizacji. Wstał i wypalił, że na 25 chętnych 23 od razu odesłałby do domu. Więcej go nie zaproszono.

No właśnie, to przede wszystkim biznes. Gdyby na te 25 osób kwalifikację uzyskały dwie-trzy, to już nikt by nie przyszedł do takiego organizatora, bo przecież zapłacili wszyscy. Dlatego zalicza każdy, nieważne na jakim jest poziomie wiedzy. Moim zdaniem nadawaniem uprawnień powinny zajmować się wyższe uczelnie. I to jedynie te, które zapraszają praktyków. Bo metody Feliksa Stamma były dobre, ale w latach 50, 60-tych, może jeszcze w kolejnym dziesięcioleciu. Dzisiaj? Najlepiej świadczy, jakie są, brak wyników sportowych. A boks amatorski jest naprawdę świetnie obsadzony. Jak jest z nim u nas? Oglądałem finały MP w Sokółce. Bohdanowicz – rewelacja turnieju, spory potencjał, ale wystarczy przepuścić jego atak, skrócić dystans i będzie miał problem. Wierzbicki – silny, lecz widoczne braki techniczne i wytrzymałościowe. Niezła walka Szwedowicz-Tryc, wyrównana. Weźmy jednak zwycięzcę jednej z lżejszych kategorii. Facet jest trzykrotnym mistrzem Polski, a nie umie nic. Nie potrafi zadać ani jednego ciosu, który zagrozi rywalowi. Ktoś taki nie powinien wygrać w tak prestiżowych zawodach żadnej walki.

Rafał Jackiewicz po porażce w Afryce nazywa siebie dwukrotnym wicemistrzem świata.

W boksie nie ma wicemistrzostwa.

W tym rzecz. Myślę, że taki tytuł nigdy cię nie zadowoli, podobnie jak określenie: „poprawiacz rekordów mistrzów”. Normalnie nie zadałbym takiego pytania, bo uważam je za debilne, ale w twoim przypadku ma jak najbardziej sens. Mateusz, czego ci życzyć?

Ładnej kochanki. (śmiech)

A poważnie?

Zdrowia i szczęścia. Więcej sportu, mniej polityki.

ROZMAWIAŁ HUBERT KĘSKA

Fot. 400mm.pl, archiwum prywatne

* fragment książki „Szamo. Wszystko, co wiedziałbyś o piłce, gdyby cię nie oszukano”

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Oferty walk? Wklepuję gościa w YouTube’a i zdaje mi się, że nie istnieje"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janusz Kibol-Cebula

Kęska to akurat dobry transfer weszło, znałem wcześniej i zawsze propsowalem za ciekawe wywiady. Czekam na więcej, a Gapinski niech patrzy jak wyglada dziennikarstwo.

Janis Biodro

Co z Gapom?

Janis Biodro

Szkoda Mastera, bo ma duży potencjał i jest jeszcze ciągle w dobrym pięściarsko wieku. Technicznie, kondycyjnie fajnie wygląda. Przyjąć też potrafi. Gdyby nie przegrał walki z Kalengą na własne życzenie pewnie byłby dzisiaj w zupełnie innym miejscu. No cóż, jeszcze ma czas, może się podniesie, bo na pewno stać go, żeby powalczyć o pasy z najlepszymi w tej kategorii. Pozdro Mati!

Pawuloniasty

Ale jest głupi bo przedkładał rady michalczewskiego nad Gmitruka. Skończył jako piąte koło u wozu Sauerlanda.

Devorious

Masternak wszystkie poważne walki w karierze przegrał to jest fakt niepodważalny, życzę mu jak najlepiej tylko chłopie trzymaj się jak najdalej od marnego promotora Was…..

Janis Biodro

yale to zajebisty promotor, odczep się

Pawuloniasty

Ch*j tam, ale miał pas EBU 😀

Pawuloniasty

Tak to jest jak się w kwestii kariery słucha rad volksdeutscha i koksiarza Dariusza M., a nie Andrzeja Gmitruka – mentora, świetnego fachowca, dzięki któremu Master mógł zaistnieć.

Kulturalny Komentator

Dobry wywiad. Wyjątkowo dobrze odbieram Masternaka – oby dostał szansę i użądlił jakiegoś gagatka. Powodzenia.

pulpetos

Wszystkie najważniejsze walki przegrał .Niemiłosiernie bity przez Drozda pózniej na własne życzenie z Kalenga no i walka z Bellew której nie wygrał a cały uważa jednak że było inaczej.Brakuje ciosu kończącego i zimnej głowy bez tego w boksie zawodowym próżno co szukać

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

bjoergentrening
19 lutego, 21:43
Image and video hosting by TinyPic