Drużyna Wiary Lecha przejęła arenę Euro 2012. Godnie przyjęty awans
Weszło Extra

Drużyna Wiary Lecha przejęła arenę Euro 2012. Godnie przyjęty awans

Połowa czerwca 2012, stadion przy Bułgarskiej. Włochy grają z Chorwacją, na murawie między innymi Andrea Pirlo czy Mario Mandżukić. Pod względem stawki, prestiżu, rangi, stężenia gwiazd światowego formatu na jedną drużynę – impreza numer dwa w całym świecie piłki nożnej. Połowa czerwca 2015, stadion przy Bułgarskiej. Na murawie trwa mecz… A-klasy. Miejsce przejmują kibole. Miejsce przejmuje Wiara Lecha.

– Właściwie ciężko w ogóle określić skalę trudności organizacji takiego przedsięwzięcia – mówi Paweł Piestrzyński, prezes Drużyny Wiary Lecha. Od rana odbiera dziesiątki telefonów, jest dosłownie wszędzie. A gdyby nie styczniowa kontuzja – byłby również na murawie, jako jeden z zawodników. To on jest w głównej mierze odpowiedzialny za organizację całego spotkania. A w końcu nie codziennie zdarza się, że arenę jednej z dwóch największych piłkarskich imprez, stadion, na którym gra mistrz Polski, na cały dzień przejmują kibole. I to dosłownie.

Kibole tego dnia byli wszędzie. To oni odpowiadali za organizację, marketing, rozgrywany od samego rana na bocznym boisku turniej kibiców, wreszcie to oni zasiedli na trybunach i… wybiegli na murawę. Na trybunach nieliczne, ale bardzo głośne i po zęby uzbrojone w pirotechnikę towarzystwo. Na murawie – zaprawieni wyjazdowicze. Po meczu w szatni króluje zresztą okrzyk: „banda kiboli, DWL, banda kiboli”. Skąd? Jak? Dlaczego?

GRAMY, BO JEŹDZIMY

Powstanie Drużyny Wiary Lecha nie ma konkretnej daty. Najpierw fanatycy Lecha Poznań występowali w różnych amatorskich rozgrywkach i turniejach. Potem kadra się rozrastała, a wraz z nią i apetyty. Najpierw pojedynczy występ w Pucharze Polski. Potem pomysł zgłoszenia klubu do B-klasy. Pierwsza runda, pierwsze oficjalne mecze, pierwszy awans. Zresztą, całość opisywaliśmy ze szczegółami W TYM MIEJSCU.

Reguły? Niezmienne od lat. Całość pachnie trochę klubowymi korytarzami w Bilbao. Athletic – wyłącznie Baskowie. Drużyna Wiary Lecha – kibole. Limit czterech wyjazdów rocznie to absolutne minimum. – Pucharu Polski w Warszawie nie liczymy, bo to był obowiązek – przekonują zawodnicy. Zresztą: każdy z nich znalazł się w drużynie, ponieważ jeździ na wyjazdy. Nigdy odwrotnie. Nawet przy pożegnaniu po sobotnim meczu planowanie urlopów było prowadzone pod dyktando ligowego terminarza. W końcu nadchodzi meczu Superpucharu Polski przy Bułgarskiej… Gdyby podwyższono limit wyjazdów – zespół wcale nie uległby jakiemuś szczególnemu demontażowi.

Na tym większe słowa pochwały zasługują ich osiągnięcia. Wygranie B-klasy to duże wyzwanie, ale od początku było jasne, że głównymi bolączkami Drużyny Wiary Lecha będą przeszkody organizacyjne. Wynajęcie boisk, opłacenie sędziów, zgłoszenia do rozgrywek, zebrania z udziałem policji zabezpieczającej mecze. Do tego szereg formalnych obostrzeń – jak choćby wymóg posiadania dwóch zespołów młodzieżowych, który obowiązuje w okręgówce.

Klub jednak cały czas się rozwijał. Koszulki, w których dzisiaj gra Lech Poznań oryginalnie powstały dla Drużyny Wiary Lecha. „Duszyczki” – jak nazywani są młodzi zawodnicy Kibolskiego Klubu Sportowego – w przyszłym sezonie zagrają w dwóch rocznikach, 2004 i 2006. Sobotni mecz przy Bułgarskiej był już drugim spotkaniem na tym obiekcie zorganizowanym w całości przez kiboli. Klub udostępnił im obiekt, reszta należała już do władz DWL. W ubiegłym sezonie na trybuny ściągnęło 700 fanatyków, teraz ostatni mecz Wiary Lecha w A-klasie oglądało 500 osób, które zakupiły specjalny bilet-cegiełkę.

– Pięćset sprzedanych biletów… Pewnie wystarczy nam na jakieś pół miesiąca funkcjonowania – żartowali po meczu „działacze” klubu. Koszta faktycznie są wysokie, a w okręgówce jeszcze wzrosną. Tak naprawdę od momentu, w którym za cel obrano sobie awans na szósty szczebel rozgrywkowy „zabawa w klub” zaczęła się robić dość poważna. Sponsor na koszulkach, coraz większe zainteresowanie drużyną. Profesjonalizm.

FANATYZM NA TRYBUNACH I BOISKU

– Nie umiemy przegrywać. W końcu jesteśmy kibicami – przekonuje Piestrzyński, co znajduje doskonałe odzwierciedlenie w wynikach zespołu, a raczej ich okolicznościach.

https://pbs.twimg.com/media/CFte5C3UMAAH8nJ.jpg:large

Gole w samych końcówkach, nerwówki, czasami nawet i przepychanki. Wszystko jednak wyłącznie do końcowego gwizdka, który zresztą zazwyczaj obwieszczał kolejne zwycięstwa DWL. Dwadzieścia trzy razy w tym sezonie lechici schodzili z boiska z kompletem punktów. Trzy razy przegrywali. Znamienne – nie było ani jednego remisu. Wszystko albo nic, żadnych półśrodków.

Nie trzeba zresztą wiele czasu, by zauważyć, że to właśnie styl Wiary Lecha. Podczas spotkania przy Bułgarskiej było dokładnie tak, jak we wszystkich ubiegłych meczach sezonu. Zero odpuszczania. Zero truchtu, odstawiania nogi. Brakuje umiejętności, ale nigdy zaangażowania. Zresztą, skoro nadrzędnym celem jest czerpanie przyjemności z gry – wszyscy garną się do kolejnych meczów.

A tych jest coraz więcej – DWL wystąpiła między innymi w meczu z olbojami Lecha, który uświetnił obchody 93. urodzin klubu. Legendy klubu zwyciężyły 6:2, ale ważniejsze w tym wypadku było samo wydarzenie – jeszcze raz w jednym miejscu zebrała się cała rodzina Lecha – od najmłodszych kibiców, którzy zostali tam przyprowadzeni przez rodziców, przez fanatyków, aż po zasłużonych byłych piłkarzy klubu. Jacek Dembiński, Paweł Primel, Norbert Tyrajski… Do tego oczywiście Jarosław Araszkiewicz, który intensywnie współpracuje z kibicami. Od lipca ma być twarzą całej szkółki młodzieżowej, a już dziś pełni rolę konsultanta, doradcy i dobrego ducha całego zespołu.

„Araś” był zresztą obecny na sobotnim meczu, jak zwykle udzielając porad zawodnikom. Swoją drogą… nie tylko on.

Żeby dobrze oddać relacje panujące między kibicami z Drużyny Wiary Lecha i kibicami, którzy Drużynę Wiary Lecha jedynie dopingują, zwróćmy uwagę na… fanpage facebookowy. „Nowak biegaj”. – Chyba tylko on zaliczył wszystkie spotkania Drużyny Wiary Lecha od jej powstania. Nawet trener ma nieobecności, Nowak ani jednej – żartują w klubie. Jakub Nowak stał się – jakkolwiek to brzmi w przypadku drużyny złożonej z kibiców – ulubieńcem trybun. Do tego stopnia, że jedną z przyśpiewek po ostatnim meczu rundy było właśnie „Nowak biegaj”.

https://scontent-fra3-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xft1/v/t1.0-9/10336772_268683766637365_1756240136935862408_n.jpg?oh=68ac95e38b92cf1d75c3c98e7c7bdcd7&oe=562D4812

Wspomniane przyśpiewki… Tu chyba najlepiej widać tożsamość zawodników. Po wygranym spotkaniu przy Bułgarskiej momentami ciężko było stwierdzić, czy głośniejsi są kibice na trybunach czy raczej ci z murawy.

BÓJCIE SIĘ CHAMY, DO OKRĘGÓWKI WJEŻDŻAMY

Rok temu święto przy Bułgarskiej nie wypaliło. Drużyna Wiary Lecha pomimo dopingu z siedmiuset gardeł nie potrafiła pokonać Concordii Murowana Goślina. Porażka 0:1 i – choć do końca sezonu pozostawało wówczas jeszcze kilka kolejek – przekreślenie marzeń o awansie. Na kolejny mecz tej wagi trzeba było czekać ponad rok. Tym razem już nikt nie mógł zepsuć święta przy Bułgarskiej, bo kibole już tydzień wcześniej zapewnili sobie awans na boisku Clescevii Kleszczewo.

Sam mecz na jednej z aren Euro 2012 nie rozczarował jednak tych, którzy zdecydowali się dorzucić cegiełkę do prowadzonego przez kibiców klubu. Pewne zwycięstwo, ładne bramki, niezła gra. No i tradycyjnie: zabawa na trybunach.

Dwie oprawy, dziesiątki rac, stroboskopy, świece dymne. Ktoś na Twitterze zażartował nawet: jedna raca na półtorej osoby. Co właściwie nie odbiegało daleko od prawdy.

*

Kibice dokonali więc własnym sumptem czegoś, czego chyba nikt wcześniej w Polsce nie dokonał. Jasne, powstawały różne kibolskie kluby. W zarządach Hutnika Nowa Huta, KSZO czy nawet reaktywowanego ŁKS-u zasiadali kibice, w wielu miejscach w Polsce to właśnie fanatycy brali na siebie ciężar reaktywowania swoich klubów po bankructwach czy spadkach. Zawsze jednak ich rola ograniczała się albo do zarządzania, albo do finansowania całej działalności. Na boisku incydentalnie pojawiali się wyjazdowicze, ale nigdzie w Polsce nie było dotąd drużyny złożonej wyłącznie z kiboli, która nie ograniczałaby się do amatorskiego kopania czy występów w B-klasie, ale szturmem zdobyła miejsce w okręgówce.

Szósty poziom rozgrywkowy. To właśnie tam zaczyna się powoli profesjonalizm, to tam zaczyna się wymóg szkolenia młodzieży.

Wreszcie to tam w przyszłym sezonie zagra Wiara Lecha. Gdyby interesowała nas piłka, zostalibyśmy piłkarzami? To hasło zaczyna być coraz bardziej przewrotne…

JAKUB OLKIEWICZ

KOMENTARZE (0)