Z cyklu „Weszło Retro”: świńskim łbem w Luisa Figo
Weszło

Z cyklu „Weszło Retro”: świńskim łbem w Luisa Figo

Nienawidzimy cię, bo cię kochaliśmy. Transparent o takiej treści mógł przeczytać Luis Figo podczas swojego pierwszego powrotu na Camp Nou. Czas leczy rany? Być może, ale niektóre tylko zaognia. Tak było w przypadku „Judasza Katalonii”, bowiem dwa lata później, w 2002 roku, został powitany jeszcze goręcej. W jego kierunku leciały zapalniczki, piłki golfowe, butelki, flaszka whisky, ale przede wszystkim poleciała ona. Świńska głowa. Camp Nou na moment przeniosło się z rzeczywistego świata na karty powieści Mario Puzo. To tam Jack Woltz otrzymał ostrzegawczo głowę konia.
W 2000 roku Lorenzo Sanz zlekceważył Florentino Pereza w wyborach na prezydenta klubu. Miał ku temu powody, w końcu stały za nim sukcesy, Real był aktualnym zwycięzcą Ligi Mistrzów, a zdobył to trofeum też w 1998 roku. Jaki sens było cokolwiek zmieniać? Ale Perez wyciągnął dżokera z talii. Obiecał wszystkim, że Figo przywdzieje koszulkę Realu. Za Sanzem stały fakty, za Perezem bajeczka, dlatego robił on wszystko co mógł, by ją uwiarygodnić. Przekonywał, że ma już podpisany wstępny kontrakt, a przynajmniej porozumienie. Tym rewelacjom zaprzeczył zawodnik, ale ziarno zostało zasiane. Perez był konsekwentny i obiecał, że zrefunduje wszystkim 70.000 widzom rok biletów, jeśli Figo nie pojawi się na Bernabeu w roli zawodnika. Madritistas postanowili zapomnieć o zdrowym rozsądku i dali się uwieść.

Ł»eby było śmieszniej, w tym samym czasie nowe władze wybrano w Katalonii. Gaspart wygrał prezydencję na plecach – a jakże – obietnicy zatrzymania Figo w klubie. Niewielu zwycięzców wyborów szybciej zraziło do siebie przerażającą większość wyborców, niż on. Pozostały mu tylko prasowe pohukiwania: – Ktokolwiek jest za to odpowiedzialny, zapłaci za to – grzmiał w prasie. W pewnym sensie miał rację, ale w przewrotny sposób. Odpowiedzialny był on, a zapłacił za to przechodząc do historii jako najgorszy prezydent w historii klubu.

Jeszcze kilka dni przed transferem, Figo pozował w nowej koszulce Barcelony na oficjalnych, przedsezonowych sesjach zdjęciowych. Fani byli spokojni. Tym większym szokiem była konferencja, na której Figo był prezentowany przez Alfredo di Stefano. To również miało symboliczny wymiar, bo swego czasu Barca przegrała wielki wyścig i o tę legendę futbolu. Sam transfer Portugalczyka ma historyczny wymiar z tego powodu, iż zaczął erę Galacticos. Kto wie, czy choćby z tego względu nie był jej zakupem najważniejszym. Zidane był droższy, Beckham bardziej medialny, ale to Figo dał początek.

24 października 2002. Real przyjeżdża na Camp Nou w glorii zdobywcy Pucharu Mistrzów, po deklasacji Bayeru Leverkusen w finale. Barca dla odmiany po rozczarowującym sezonie, w którym zajęła ledwie czwarte miejsce w lidze. Przed meczem wielka debata w prasie na temat tego, czy Figo będzie wykonywał rzuty rożne. To było mu oszczędzone w poprzednich grach na Camp Nou, a bynajmniej nie jest bez znaczenia. Przy kornerach byłby w zasięgu trybun, bardzo blisko kibiców, co mogło być potencjalnie zapalnikiem dla ich rozjuszenia. W drugiej połowie zrządzenie losu sprawiło, że Figo wykonywał dwa rożne w krótkim czasie. Dla fanów było tego za wiele, szczególnie, że dostrzegli w jego ruchach nonszalancję. Miał prowokacyjnie wolno do nich podchodzić i je celebrować. Obrzucili go czym się dało, poleciała także słynna głowa, mecz musiano przerwać na 13 minut.

„Marca” określiła spotkanie mianem derbów wstydu, „El Periodice de Catalunya” napisała, że każdy korner był jak Wietnam. – Figo sprowokował fanów – grzmiał Van Gaal. Portugalczyk odbijał piłkę: – Dziwi mnie, że on wypowiedział się na mój temat. Przez dwa lata, gdy był moim trenerem, nie powiedział do mnie ani słowa. A uratowałem mu tyłek więcej niż raz.

Ale ten czas, o którym mówi, gdy ratował wyniki Barcy, na zawsze został w Katalonii zapomniany. W 2010 roku, gdy przyjechał na Camp Nou w roli oficjela Interu Mediolan, ponownie naraził się na ataki. A co się stało z ową świńską głową, symbolem nienawiści do futbolowego zdrajcy? Bynajmniej nie powędrowała do śmietnika. Stała się futbolowym eksponatem, pokazywanym w muzeum, elementem historii futbolu. Bo ta zawsze ma wiele odcieni, nie tylko puchary o niej stanowią.

KOMENTARZE (0)