Widzew z rekordem. Nikt nie był tak nisko po takich transferach

AbsurDB

Autor:AbsurDB

02 lutego 2026, 19:00 • 15 min czytania 4

Widzew z rekordem. Nikt nie był tak nisko po takich transferach

Ofensywa transferowa Widzewa odbyła się z rozmachem, jakiego jeszcze polska piłka nie widziała. A jak to wygląda w większej skali? Sprawdziliśmy, jak spisywały się kluby europejskie po podobnych zimowych szałach zakupowych i wnioski nie są optymistyczne. Na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje, w których wiosną poprawiły one swoje miejsce w tabeli choćby o jedną pozycję! W dodatku – po porażce z Jagiellonią – Widzew już dziś został pierwszym w historii klubem spoza najlepszych pięciu lig, który po wydaniu zimą kilkunastu milionów euro znalazł się w strefie spadkowej. 

Reklama

Europejskie zespoły, które zimą wydały kwoty zbliżone do ostatnich wydatków Widzewa

Zimowa ofensywa transferowa Widzewa przeprowadzona została na wielką skalę. W historii polskiej piłki trudno znaleźć przypadek, by ktoś tak szybko wydał tak duże pieniądze.

W niedawnym tekście Michał Kołkowski spróbował porównać aktywność Roberta Dobrzyckiego do Bogusława Cupiała i innych najbardziej aktywnych właścicieli klubów Ekstraklasy w przeszłości.

Reklama

To był wyjątkowy projekt. Nie przypominam sobie, by jakiś inny klub sprowadzał praktycznie samych reprezentantów Polski. Błyskawicznie powstała świetna drużyna” – mówił o działaniach Bogusława Cupiała w Wiśle Kraków Krzysztof Bukalski.

Redaktor Weszło przeliczył, że wydane wtedy 2,5 miliona dolarów to dziś około 6 milionów euro. Podlicza też tureckiego właściciela Pogoni Szczecin:

„Trudno oszacować, ile pieniędzy Bekdas wydał na transfery w trakcie swoich krótkich rządów w ekipie Portowców. On sam w jednym z medialnych wystąpień rzucił coś o 14 milionach złotych, co przekładałoby się na 32 miliony (7,5 miliona euro) przy uwzględnieniu inflacji”.

Józef Wojciechowski w Polonii Warszawa na zawodników wydał znacznie mniej. Jego głównym kosztem było kupno miejsca w lidze po Dyskobolii od Zbigniewa Drzymały.

Czternaście milionów euro wydane przez Widzew Łódź w jednym tylko zimowym oknie transferowym jest więc zatem wydarzeniem bez precedensu w historii polskiej piłki. Nie da się go porównać z żadnym sezonem w historii.

Kim jest Emil Konrvig?

Lerager nigdy nie zawodził. „Jestem jak korek. Zawsze wypłynę”

Nowa nadzieja Widzewa – Osman Bukari

Szukamy podobnych przypadków w Europie

Musimy zatem posiłkować się przykładami europejskimi. Oczywiście, nie ma sensu analiza wydatków klubów z najsilniejszych pięciu lig naszego kontynentu. Tam dyszkę potrafią co sezon wydać zespoły nie tylko ze strefy spadkowej, ale nawet z drugiego szczebla rozgrywkowego. Olbrzymie pieniądze z transmisji telewizyjnych robią swoje.

Tym, co wyróżnia sytuację Widzewa jest także fakt, że szał zakupów nie ma miejsca przede wszystkim, czy też wyłącznie w letnim okienku transferowym. Wtedy kupieni zawodnicy mogą być przygotowani do całych rozgrywek, a efekty ich gry można oceniać w skali pełnego sezonu.

Dość nietypowe jest, że znaczna część środków wydatkowana została w zimowym okienku w środku sezonu i nowi zawodnicy mają na wdrożenie zaledwie kilkanaście meczów w rundzie wiosennej. Nie ma tu marginesu błędy, czy pola do pomyłki i korekty raz obranej drogi. Szczególnie, że miejsce RTS-u w tabeli jest lekko niewyjściowe. Wyniki potrzebne są na tu i teraz. Piłkarze muszą być gotowi do zmiany niekorzystnych wyników.

Sprawdźmy zatem te przypadki, w których zespoły spoza Anglii, Francji, Hiszpanii, Włoch czy Niemiec wydały jednorazowo co najmniej dziesięć milionów euro w zimowym oknie transferowym. Jak wpłynęło to na ich pozycję w lidze i w pucharach? Czy się opłaciło? Jak szybko nastąpił zwrot zainwestowanych środków? Czy zawodnicy wdrożyli się na tyle, by przynieść wartość już w trakcie rundy wiosennej?

Liczą się wszelkie wydatki bezpośrednie – niezależnie czy chodzi o transfer definitywny, czy opłatę za wypożyczenie. W swoich analizach od czasu inwazji na Ukrainę i wykluczenia z międzynarodowej społeczności futbolowej nie uwzględniam klubów rosyjskich. Tak też założyłem w tym przypadku, lecz będą od tego wyjątki. Ale o tym później.

Klub tylko kupuje, nie sprzedając nikogo

Konieczne jest też jeszcze jedno zastrzeżenie. Biorę pod uwagę te okienka zimowe, w których znacząco podniosła się wartość drużyny. Nie interesują mnie sytuacje takie, jak Benfiki sprzed trzech lat czy Porto sprzed roku.

Wówczas kluby te owszem, wydały kilkanaście milionów na zawodników (odpowiednio na: Andreasa Schjelderupa i Caspera Tengstedta oraz Williama Gomesa i Tomasa Péreza), ale w tym samym czasie sprzedały: Enzo Fernandeza do Chelsea, a także Nico Gonzaleza do City i Galeno do Al-Ahli za ponad sto milionów euro. Trudno więc uznać, czy tamte zimy były dla portugalskich klubów „szałem zakupów” porównywalnym z dzisiejszym Widzewem.

Z tego powodu analizuję dalej jedynie te sytuacje, w których klub zimą wydał o co najmniej dziesięć milionów euro więcej, niż zarobił na sprzedaży zawodników. Takich przypadków było dotąd 25 z czego ponad połowa to ostatnie pięć lat, a zaledwie dwa zdarzyły się przed 2010 rokiem.

Ukraińscy pionierzy

Pierwszy był Szachtar, gdy w 2005 roku – po ośmiu miesiącach budowy wielkiego klubu z Doniecka – Mircea Lucescu dokupił zimą dwóch brazylijskich ofensywnych pomocników – Elano i Jadsona. Obaj zdobyli mistrzostwo Ukrainy. Choć wielu dwadzieścia lat temu pukało się w głowę, dziwiąc się, po co tak peryferyjny klub płaci miliony za nieznanych graczy, to obaj zostali potem skutecznie odsprzedani.

Elano pokonał Legię

Elano odszedł dwa lata później do Manchesteru City za dwanaście milionów euro i strzelił kilka spektakularnych goli, stając się na krótko ulubieńcem kibiców, a Jadson spędził w Donbasie aż siedem lat i dołożył swoją cegiełkę do zdobycia Pucharu UEFA. Od tego czasu wiele klubów spoza najmocniejszych krajów próbuje powtórzyć takie zakupy, ale niewielu się udaje.

Nawet sam Szachtar wydawał potem zimą pokaźne kwoty w 2010, 2019, 2022 i dwóch ostatnich latach. Co ciekawe – ani razu nie przełożyło się to potem na sukcesy w Europie, bo po wszystkich zimowych szałach zakupowych odpadał najpóźniej w 1/16 finału Ligi Europy, czyli w pierwszym możliwym dwumeczu!

Mało tego, poprzedniej zimy wydał ponad trzydzieści milionów – znów na dwóch ofensywnych Brazylijczyków: Kaua Eliasa i Alissona, a efektem tego było zakończenie sezonu na dość kompromitującym, jak na ten klub, trzecim miejscu w lidze. Ligę Mistrzów zakończył wtedy na fazie ligowej.

W ślady Szachtara poszedł już w 2008 roku klub Dnipro. Jego właściciel, kontrowersyjny ukraiński oligarcha Ihor Kołomojski, wydał wówczas zimą kilkanaście milionów euro na zawodników, których nazwiska w większości nic wam pewnie nie powiedzą. Był pewnie zdenerwowany słabymi wynikami w pucharach, w których Dnipro pokonało jedynie… GKS Bełchatów.

Przyszli wtedy Rumun Mazilu, Argentyńczyk Fereyra, Czech Holek, Rosjanin Gusiew, Gruzin Kobachidze czy Litwin Klimavicius.  Jedynym znanym nazwiskiem był Rusłan Rotań, ale to wychowanek Dnipro, który wrócił do domu z Dynama Kijów.

Próbują nieudolnie naśladować Szachtara

Efekt był dość mizerny, bo klub zajął dopiero czwarte miejsce w lidze. Takie zimowe zakupy powtórzyły się trzy lata później, gdy wydał ponad dwadzieścia baniek, z czego połowę na niejakiego Giuliano, a resztę na Samuela Inkooma i Ivana Strinicia, zmuszonego później do zakończenia kariery ze względu na wadę serca. Skutek? Znów czwarte miejsce.

Za żadnego z zawodników kupionych zimą w obu okienkach Dnipro nie odzyskało potem praktycznie ani grosza.

Kołomojski wydawał dużo, ale nie tylko nigdy nie zdobył tytułu, a do tego wicemistrzostwo osiągnął tylko raz w najbardziej udanym 2015 roku. Wtedy też Dnipro dotarło do warszawskiego finału Ligi Europy, w którym przegrało z Sevillą Grzegorza Krychowiaka.

Krychowiak pociesza rywala z Dnipro

Trzy lata później finansowanie piłki nożnej oligarsze się znudziło i zasłużony klub ogłosił bankructwo.

Także w 2011 roku zimą kilkanaście milionów wydał Metalist Charków. Ołeksandr Jarosławski dołączył do grona oligarchów bawiących się w futbol. Na jego stadionie odbywały się mecze podczas Euro 2012. Piętnaście la temu wydał kilkanaście milionów na Sebastiana Blanco, Jonathana Cristaldo, Wjaczesława Szarpara, czy Lukasa Stetinę. Nic więc dziwnego, że miejsca w składzie zabrakło dla Marcina Burkhardta, który po wypożyczeniu do Jagiellonii został wtedy w Białymstoku.

Kimkolwiek nie byliby zawodnicy kupieni wtedy przez Metalista, gwiazdami futbolu nie zostali. Klub zajął trzecie miejsce w lidze, a w Lidze Europy – którą mieli zwojować – odpadli w pierwszym dwumeczu, przegrywając 0:6 z Bayerem.

Dwa lata później okazało się, że klub jest zamieszany w aferę korupcyjną, a dziesięć lat temu zbankrutował.

Fani Widzewa widzą dziś w sobie emanację PSG czy Manchesteru City. Tymczasem ważne, by ich klub nie stał się drugim Dnipro albo Metalistem.

Portugalski wyścig zbrojeń

Dopiero po trudnych przygodach Ukraińców na wielkie wzmocnienia zimą zdecydowały się inne nacje. Pierwsi byli Portugalczycy. W 2010 roku na zakupy zimą rzuciła się Benfica, a najwięcej wydała na Edera Luisa, Alana Kardeca i Jana Oblaka.

Ostatecznie zdobyła mistrzostwo, ale udział nowych zawodników był w nim dość niewielki. Po pierwsze – już w przerwie zimowej prowadziła w lidze, a po drugie żaden z nich nie rozegrał nawet dziesięciu spotkań wiosną. Oblak został od razu wypożyczony do słabszego klubu i w takich właśnie zespołach ogrywał się przez kilka sezonów, by ostatecznie z czterokrotną przebitką trafić do Atletico. Dziś to jeden z najlepszych bramkarzy świata, ale wtedy – wielkiego wpływu „na już” nie miał.

Całkiem nieźle klub zarobił też na Kardecu. W ślady Benfiki chciał wtedy pójść Sporting. Wydał ponad dziesięć baniek, głównie na Florenta Sinamę-Pongolle i João Pereirę. Efekt? Czwarte miejsce w lidze. Niżej Lwy skończyły rozgrywki ostatni raz w… 1976 roku.

Oba lizbońskie kluby marzyły wtedy o zwojowaniu Europy. Odpadły jednak w 1/8 i 1/4 finału.

Wstrzymało to zapędy na zimowe zakupy nad Tagiem na długie lata. Dopiero ostatnio jest ich więcej, a ich skutki wyglądają następująco:

  • 2018 rok, Sporting: 3. miejsce w lidze i ćwierćfinał Ligi Europy
  • 2021 rok, Sporting: mistrzostwo, wcześniej odpadł w kwalifikacjach Ligi Europy
  • 2023 rok, Sporting, 4. miejsce, ćwierćfinał Ligi Europy
  • 2024 rok, Porto, 3. miejsce, 1/8 finału Ligi Mistrzów
  • 2026 rok, Sporting – ?

Widać więc, że Benfica zupełnie wyleczyła się z takich nabytków, a Porto tylko sporadycznie zimą wydaje znacznie więcej niż zarabia. Dzięki transferowi Oskara Pietuszewskiego, o mały włos znalazłoby się na liście także teraz, ale przez środki uzyskane za André Franco, Smoki nie przekraczają dziesięciu milionów wydatków netto.

W przypadku Sportingu – jeden tytuł na cztery zimowe ofensywy zakupowe to wynik dość przeciętny.

Turcja szaleje, ale efekty mizerne

Kolejnym krajem, którego przedstawiciele przekroczyli magiczną barierę dziesięciu milionów euro wydanych zimą jest Turcja. Ona także dostarcza nam jedyne poza Widzewem przypadki, gdy klub wydaje taką kwotę w trakcie sezonu, w którym nawet nie przystąpił do europejskich pucharów. Były to Fenerbahce w 2012 i 2021 oraz Galatasaray w 2023.

Trudno jednak w przypadku tych klubów mówić o jakiejś istotnej nieobecności w Europie. Ot – zdarzyły im się pojedyncze pechowe sezony, po których wróciły do gry w rozgrywkach UEFA. Widzew jest w zupełnie innej sytuacji, bo w pucharach nie gra od ponad ćwierć wieku. Mamy zatem pierwszy w historii przypadek tak dużych wydatków zimą ze strony klubu będącego tak daleko od kontynentalnych spotkań.

W pozostałych przypadkach tureckich klubów, występowały one w pucharach, a wiosna po zimowych ofensywach transferowych kończyła się w ich przypadku następująco:

  • 2012, Fenerbahce: 2. w lidze, brak gry w pucharach
  • 2014 Galatasaray, 2. w lidze, 1/8 finału Ligi Mistrzów
  • 2021 Fenerbahce, 3. w lidze, brak gry w pucharach
  • 2023 Galatasaray, mistrzostwo, brak gry w pucharach
  • 2023 Fenerbahce, 2. w lidze, 1/8 finału Ligi Europy
  • 2024 Besiktas, 6. w lidze, wcześniej odpadł z grupy Ligi Konferencji
  • 2025 Galatasaray, mistrzostwo, 1/16 Ligi Europy
  • 2025 Fenerbahce, 2. miejsce, 1/8 Ligi Europy
  • 2026 Fenerbahce – ?

Frankowski i Muci na ratunek

Na osiem dotychczasowych prób dwie zakończyły się mistrzostwem, przy czym tytuł Galaty to żadna sensacja, szczególnie, że w obu przypadkach prowadziła w lidze już zimą. W drugim z nich jednym z nabytków był Przemysław Frankowski. Łącznie jesienią tureckie zespoły po wzmożonych wydatkach zimowych wygrały wiosną… jeden dwumecz na pięć rozegranych.

Besiktas gorsze miejsce niż dwa lata temu, gdy wydał na zawodników dwanaście milionów euro, zajął ostatni raz w 1980 roku. Gros tej sumy przeznaczył wtedy na Ernesta Muciego z Legii.

Frankowski kontra Muci

Warto zauważyć, że 1/8 finału Ligi Mistrzów we wcześniejszych latach czy 1/16 finału Ligi Europy w przypadku tureckich czy portugalskich klubów może na pierwszy rzut oka wyglądać efektownie. Jednak trzeba pamiętać, że do tego etapu zakwalifikowały się one już przed zimowym okienkiem transferowym, a następnie po prostu odpadły w pierwszym możliwym dwumeczu. Generalnie, nie widać tu przypadków, by zakupy w trakcie sezonu przynosiły regularnie jakiś wymierny korzystny efekt.

Ajax potrafi

Poza wymienionymi zespołami, o dziesięć milionów euro więcej wydał niż zarobił w zimowym okienku tylko Ajax. W 2018 roku kupił Rasmusa Kristensena, Nicolasa Tagliafico i Perra Schuursa za łącznie dwanaście milionów. Największy zwrot przyniósł ten ostatni, sprzedany cztery lata później z prawie pięciokrotną przebitką do Torino. Ajax był już wtedy poza pucharami, a jak zajmował drugą lokatę zimą, tak zakończył na niej sezon po rundzie wiosennej.

Trzy lata później wydał w styczniu ponad dwadzieścia milionów na Sebastiena Hallera, na którym w półtora roku zarobił ponad 50% jego wyjściowej ceny, gdy świetny napastnik sprzedany został do Borussii. Iworyjczyk pomógł wtedy także utrzymać klubowi z Amsterdamu pierwszą pozycję w tabeli.

W Lidze Europy Ajax odpadł wtedy w ćwierćfinale.

Widzew już z niechlubnym rekordem

Jak podsumować 25 dotychczasowych przypadków, gdy kluby spoza pięciu najmocniejszych lig wydawały zimą o co najmniej dziesięć milionów euro więcej niż zarabiały?

Dziesięciokrotnie były poza europejskimi pucharami już przed zimowym okienkiem, jedenaście razy odpadały w 1/16 lub 1/8 finału, tylko cztery razy dotarły do ćwierćfinału (za każdym razem Ligi Europy) – każdy z nich przegrały. Nikt nie dotarł nawet do półfinału.

Dziesięć razy wiosna zakończyła się dla nich mistrzostwem. Tyle tylko, że w aż dziewięciu z tych przypadków prowadziły w lidze już przed rozpoczęciem okienka transferowego. Jedynym, który wskoczył na pierwsze miejsce z drugiego był Szachtar i to aż w 2010 roku!

Także dziesięć razy drużyny te kończyły na podium, a aż pięciokrotnie znalazły się poza nim.

Ale chyba udało im się choćby poprawić ligową pozycję w stosunku do tej, którą zajmowały w przerwie zimowej? Otóż osiągnęły to… cztery z 25 drużyn.

Wspomniany Szachtar, Metalist w 2011 roku (z 7. na 3.), Sporting w 2010 roku (z 5. na 4.) i Fenerbahce w 2021 roku (z 5. na 3.). Tak, proszę Państwa. Przez ostatnie piętnaście lat JEDEN (!) zespół po zimowym szale zakupów poprawił wiosną swoją ligową pozycję o choćby jedno miejsce!

Jest też dodatkowa informacja: żaden zespół poza najlepszą piątką lig w Europie nigdy nie wydał takich pieniędzy zimą, zajmując miejsce niższe niż… siódme. Przypominam, że Widzew grudzień zakończył na czternastej pozycji. Jeżeli nawet usuniemy zastrzeżenie dotyczące wydatków netto i weźmiemy pod uwagę także tych, którzy wydawali zimą znaczne kwoty, ale pozyskane z jednoczesnej sprzedaży zawodników, to nie znajdziemy żadnego zespołu, który zajmowałby wtedy miejsce choćby zbliżone do RTS-u.

Pierwsza wiosenna kolejka Ekstraklasy dopisała do tych faktów dodatkowy smaczek. Widzew na starcie rundy dostał prawdziwy łomot od Jagiellonii i teraz zajmuje szesnaste miejsce. Można zatem stwierdzić, że jest pierwszym zespołem w historii europejskiej piłki (poza piątką najmocniejszych lig), który po wydaniu zimą w trakcie sezonu ponad dziesięciu milionów euro na zawodników, znalazł się choćby na chwilę w strefie spadkowej!

Najbardziej zbliżone przykłady… w Rosji!

Ten fakt wskazuje wyraźnie, że jakiekolwiek porównania tego, co dzieje się w Widzewie do zimowych okienek w wykonaniu Ajaksu, klubów portugalskich, tureckich czy Ajaksu lub Szachtara są po prostu nie na miejscu. RTS to nie tylko nie PSG, ale nawet nie Besiktas. Jeżeli już znajdować na siłę porównania, to niestety, najbliżej były Dnipro i Metalist. One jednak skończyły bardzo źle.

W tym miejscu muszę na chwilę zawiesić bojkot ligi rosyjskiej, bo to właśnie tylko tam zdarzały się dotąd przypadki podobne do łódzkiego, czyli wielkiej zimowej ofensywy transferowej w wykonaniu klubów spoza czołówki tabeli.

Miliony w Dagestanie

Spośród ponad 20 takich sytuacji – w Rosji zaledwie dwie zakończyły się mistrzostwem. Dokonał tego w ostatnich latach Zenit. Tylko pięć kolejnych oznaczało podium, w tym najbardziej absurdalna. Anży Machaczkała w 2013 roku wydało… czterdzieści milionów euro, z czego olbrzymią większość pochłonęło pozyskanie Williana z Szachtara. Był to wówczas jeden z najlepszych skrzydłowych świata.

Wiele lat temu, opisywał ten dziwny twór – Anży Machaczkała – Karol Bochenek:

„Władzę w klubie w 2011 roku przejął niewyobrażalnie bogaty Sulejman Kerimow, który za główny cel postawił sobie zbudowanie zespołu zdolnego do rywalizacji z największymi futbolowymi firmami. W realizacji dość karkołomnej misji wspierały Kerimowa lokalne władze, które oddały mu klub całkowicie za darmo. W zamian oligarcha miał po prostu inwestować w drużynę. Kerimow wytrwał jednak tylko dwa i pół roku. W tym czasie na transfery piłkarzy, ich pensje i premie przehulał, bagatela, 450 mln euro”.

Klub z Dagestanu niedługo po tym praktycznie przestał istnieć. Wielkie kwoty zimą potrafiły wydać także CSKA, Dynamo, Krasnodar, Lokomotiw czy Spartak. Oczywiście warto też zaznaczyć bardzo istotny kontekst – nieco inna była rosyjska specyfika, szczególnie gdy liga grała w systemie wiosna-jesień. W tej sytuacji to zimowe okienko było tym podstawowym, w którym budowało się drużynę na cały sezon. Pamiętajmy jednak, że wtedy trudniej jest wyciągnąć zawodników z lig grających odwrotnym systemem.

Willian w Anży

Tylko tam zimowe miliony przekładały się później na wynik drużyny, która była bliżej strefy spadkowej niż czoła tabeli. W 2007 roku Rubin Kazań wydał siedemnaście milionów między innymi na Serhija Rebrowa. Skończył sezon na dziesiątym miejscu.

Trzy lata wcześniej oligarcha Aleksiej Fiedoryczew, po przejęciu Dynama Moskwa, włożył w nie dziesiątki milionów. Jego klub zajął trzynaste miejsce w tabeli – o punkt nad strefą spadkową. To negatywny rekord spośród wszystkich drużyn, które wydały zimą co najmniej kilkanaście milionów euro. Właściciel odszedł z klubu zaledwie po trzech latach.

Gdzie skończy Widzew?

Czy Widzew to przebije? Dziś szansa, że zajmie wyższą pozycję wynosi zaledwie około 20%, ale takie prognozy nie uwzględniają niedawnych zakupów. Szczególnie, że tabela jest miesamowicie spłaszczona i do dwunastej GieKSy traci zaledwie trzy punkty. Pewnie skończy się tak, że RTS nie spadnie, tylko zajmie miejsce w okolicy dziesiątego. Wciąż jednak może zakwalifikować się do Europy przez Puchar Polski. Czy jednak po blamażu z Jagiellonią i z obecnym trenerem to możliwe?

Dla przyszłości Widzewa nie jest to aż tak ważne. Zaprezentowane przykłady pokazują, że wydanie zimą kilkunastu milionów euro w średnich ligach europejskich zaskakująco rzadko przynosi natychmiastowe i wymierne efekty już wiosną. Często trzeba cierpliwości i kilku tak mocnych okienek, jak ostatnie.

Dla postrzegania Ekstraklasy bardzo ważne jest jednak, by Widzew nie poszedł w kierunku poprzedników ze wschodu, a zatem jedynych klubów, które w podobnej do niego sytuacji rzucały się na wydatki zimą. Nie jest nam potrzebny Metalist, Dnipro, Anży czy Dynamo Moskwa nad Wisłą, czyli kluby z szalonymi właścicielami bawiącymi się w futbol, którzy porzucili je, gdy efekty były niezadowalające.

Najważniejsze dla Roberta Dobrzyckiego i kibiców Widzewa to podejmować przemyślane, a nie efektowne decyzje i być bardzo, ale to bardzo cierpliwym.

CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

4 komentarze

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama