Widzew strzelił Wiśle Płock dwa gole. To nie lada wyczyn!

Mikołaj Duda

14 lutego 2026, 23:49 • 2 min czytania 25

Reklama
Widzew strzelił Wiśle Płock dwa gole. To nie lada wyczyn!

Wisła Płock swoje dobre wyniki w tym sezonie w dużym stopniu zawdzięcza zwartej, niezwykle dobrze funkcjonującej defensywie. Najlepiej o tym świadczy liczba straconych goli i imponująca seria, która trwała przez 20 kolejek. Aż do starcia z Widzewem, który odniósł pierwsze zwycięstwo w tym roku i dokonał czegoś, co w tym sezonie nikomu wcześniej się nie udało.

Po raz pierwszy od awansu do Ekstraklasy zespół Mariusza Misiury stracił w meczu ligowym więcej niż jednego gola. Dość ciekawą ironią losu jest to, że dokonał tego nie kto inny jak Widzew Łódź, który w poprzednich meczach nie błyszczał skutecznością w ofensywie.

Mecz założycielski? Widzew zjada Wisłę jakością

Widzew przerwał serię rywala. Dokonał tego jako pierwszy

Widzew pod wodzą Igora Jovićevicia nie rozpieszcza swoich kibiców meczami z wieloma strzelonymi golami. W pierwszych dwóch spotkaniach tego roku Łodzianie zaledwie raz trafili do siatki – Sebastian Bergier wykorzystał rzut karny. W rundzie jesiennej za kadencji chorwackiego trenera minimum dwie bramki zdobyli tylko w dwóch spotkaniach. Pierwsze z nich to zwycięstwo 3:2 w jego debiucie z Radomiakiem, a następne to triumf 2:0 w Gliwicach z Piastem. 10 goli w dziewięciu meczach to nie był dorobek, który mógł wzbudzić wielkie obawy u defensorów Wisły Płock.

Reklama

Zresztą trudno się dziwić, ponieważ w tym sezonie już nie takim liniom ataku dawali radę.

Przykładowo, świetnie radząca sobie w ofensywie Lechia Gdańsk była w stanie tylko raz zaskoczyć Rafała Leszczyńskiego. Podobnie Górnik Zabrze, Raków Częstochowa – zarówno ten Marka Papszuna, jak i ostatnio Łukasza Tomczyka – Korona Kielce, Jagiellonia czy Motor Lublin z Karolem Czubakiem na szpicy. Z kolei Lech, Cracovia czy Legia – wtedy była jeszcze w miarę poważną drużyną – nie były w stanie nawet raz znaleźć sposobu na przechytrzenie defensywy Nafciarzy.

Tym razem do Płocka przyjechał Widzew i dokonał sztuki, jaka nikomu się nie udała. Najpierw z 11. metra piłkę do siatki skierował Sebastian Bergier, a w końcowych minutach wynik na 2:0 swoim debiutanckim golem po przenosinach do Polski ustalił Emil Kornvig. Nic nie ujmując wyczynowi Widzewa, musimy pamiętać, że linia obrony ekipy Mariusza Misiury na wiosnę musi sobie radzić bez swojego lidera, Andriasa Edmundssona. Farer w przerwie zimowej uparł się na transfer do Włoch i po małych przepychankach, ale swego dopiął. W nowych barwach zdążył już nawet zadebiutować.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
25 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Media: Niedoszły kat Polaków blisko Widzewa. Jest jeden warunek

Jan Broda
21
Media: Niedoszły kat Polaków blisko Widzewa. Jest jeden warunek