Widzew mógł sporo zarobić na sprzedaży Bergiera. Nie skorzystał

Przemysław Michalak

09 stycznia 2026, 18:20 • 1 min czytania 9

Polskie kluby niezmiennie są nastawione na to, żeby sprzedawać wyróżniających się piłkarzy, ale Widzew Łódź po zmianie właściciela idzie inną drogą. Przekonał się o tym Mariusz Piekarski, reprezentujący Sebastiana Bergiera.

Widzew mógł sporo zarobić na sprzedaży Bergiera. Nie skorzystał
Reklama

W rozmowy z Meczykami agent m.in. Oskara Pietuszewskiego ujawnił, że w ostatnim czasie pojawili się chętni na napastnika Widzewa i byli gotowi zapłacić spore pieniądze.

Widzew mógł zarobić 2,5 mln euro na Bergierze. Nie skorzystał

W klubie jednak nawet nie chcieli słyszeć o odejściu najlepszego strzelca drużyny.

Reklama

Mieliśmy bardzo poważne zapytanie o Sebastiana Bergiera, ale można powiedzieć, że odbiliśmy się spektakularnie. Pytaliśmy o 2,5 mln euro za transfer, rozmawiałem z dyrektorami, ale się odbiłem. To pokazuje, jaką ma moc finansową ma Widzew. Mówię to jako ciekawostkę – stwierdził Piekarski.

26-letni napastnik jesienią zdobył dziewięć bramek w Ekstraklasie i był głównym żądłem Widzewa. Przez długi czas wygrywał rywalizację ze sprowadzonym za 2 mln euro Andim Zeqirim. W ostatnich jesiennych meczach obaj zaczęli grać od początku i to chyba jest najlepsze rozwiązanie dla zespołu.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

9 komentarzy

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama