WRC: Nieprawdopodobny finisz na Sardynii. Evans mistrzem świata!

Marcin Ziółkowski

04 października 2026, 23:46 • 3 min czytania 0

Reklama
WRC: Nieprawdopodobny finisz na Sardynii. Evans mistrzem świata!

W WRC, gdy jest się liderem cyklu, pierwszego dnia rajdu otwiera się trasę. Jeśli mowa o rundach asfaltowych to spore udogodnienie, bo ma się ją czystą. Co innego, kiedy w grę wchodzi jazda po szutrze czy śniegu. Czyści się ją wtedy rywalom i to oni mają przewagę. Asfaltowe rajdy to obecnie ułamek kalendarza, więc wydawało się, że Elfyn Evans powtórzy smutną historię z 2025 roku. Rzeczywistość zweryfikowała prognozy, bowiem po absolutnie niewiarygodnej końcówce Rajdu Sardynii, w duecie ze Scottem Martinem został rajdowym mistrzem świata.

Reklama

Elfyn Evans mistrzem świata! Do sześciu razy sztuka

Gdy w 1998 roku Carlos Sainz z Toyoty miał „tylko” dojechać do mety Rajdu Walii na punktowanej pozycji, na pół kilometra przed metą ostatniego odcinka końcowej rundy padł mu silnik. Pilot Luis Moya ze wściekłości, stojąc już za samochodem, trzasnął kaskiem w tylną szybę Corolli WRC.

Jego rywal, Tommi Makinen miał wtedy wywiad na żywo w hotelu, bo odpadł wcześniej z rajdu. Te dwie sceny przeszły do historii Rajdowych Mistrzostw Świata.

Reklama

Wydaje się, że blisko 28 lat później ostatni kilometr Rajdu Sardynii przebił tamte legendarne wydarzenia. Drugi przejazd odcinka Sassari – Argentiera dostarczył gigantycznych emocji.

Oliver Solberg już witał się z gąską, bo prowadząc w Rajdzie Sardynii (prawdopodobnie na jakiś czas – ostatnim w WRC) na przedostatnim międzyczasie miał 1,9 sekundy przewagi nad Elfynem Evansem, pięciokrotnym wicemistrzem świata. Na Power Stage, czyli punktowanym oesie, potrzebował być po prostu przed nim, aby zgarnąć mistrzowską koronę. Aż tu nagle na kilka zakrętów do mety Szwed przeszarżował.

Reklama

Wszystko to na oczach rodziców i narzeczonej.

Objął prowadzenie w rajdzie jeszcze w sobotę i potrzebował w niedzielę zapunktować w ramach Super Sunday. To klasyfikacja odcinków tylko z ostatniego etapu rajdu, zaliczana do klasyfikacji generalnej. Wszystko szło po myśli Solberga, aż do ostatniego kilometra Power Stage’a. Grawitacja wygrała z brawurą i zawodnik opuścił na moment trasę. Stracił kilkanaście sekund, a tytuł powędrował w ręce brytyjskiej załogi Toyoty. I tak wygrał, lecz triumf w rajdzie nie wystarczył mu do zdobycia mistrzostwa świata.

Reklama

Elfyn Evans utrzymał dzięki temu trzecie miejsce na ostatniej próbie, za co zgarnął dodatkowe dwa oczka. Jak wyliczył jeden z kibiców – mistrzostwo rozstrzygnęło się na ostatnich siedmiu kilometrach sezonu, ale wcześniej kierowcy pokonali na odcinkach całego świata dystans 4200 kilometrów.

Pokazuje to skalę tego, jak dużą presję mieli na sobie dwaj główni pretendenci do tytułu mistrzowskiego, zasiadając w aucie celem pokonania ostatniej próby sportowej. Trzeci z pretendentów do tytułu – Sami Pajari – skompletował podium w rajdzie i klasyfikacji generalnej.

Reklama

Historia Rajdu Sardynii w WRC zamknęła się sympatyczną klamrą.

Walka o tytuł mistrzowski zapisze się już na zawsze w annałach najwybitniejszych finałów o wielkiej dramaturgii. Do tego warto przypomnieć, że pierwszą i ostatnią edycję rajdu na włoskiej wyspie wygrali… Solbergowie. W 2004 roku, po przeprowadzce imprezy z San Remo zwyciężył Petter, ojciec nowego wicemistrza świata.

Sardynia 2026 to także ostatnia runda dla aut Rally 1. Były one w użyciu przez kilka ostatnich sezonów. Teraz rajdowe mistrzostwa świata czeka zmiana regulacji technicznych, a celem tego zabiegu jest przyciągnięcie większego zainteresowania wśród producentów. Nowy promotor WRC chciałby też otworzyć się na nowe rynki. Niewykluczone, że w sezonie 2027 zabraknie takich renomowanych imprez jak Rajd Portugalii czy Rajd Szwecji.

Rajd Sardynii 2026 – klasyfikacja generalna rajdu

Reklama
  1. Oliver Solberg/Elliott Edmondson 3:24:57,0
  2. Sebastien Ogier/Vincent Landais +57,6
  3. Sami Pajari/Marko Salminen +1:37,4
  4. Adrien Fourmaux/Alexandre Coria +2:38,6
  5. Elfyn Evans/Scott Martin +4:48,1

…

11. Kajetan Kajetanowicz/Maciej Szczepaniak +13:33,9

Reklama

 

 

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama
Boks

W ringu Ukrainiec z maczetą, a na trybunach… Karol Nawrocki

Sebastian Warzecha
39
W ringu Ukrainiec z maczetą, a na trybunach… Karol Nawrocki