Vuković od razu namieszał w Widzewie. Sporo zmian na mecz z Lechem

Wojciech Piela

07 marca 2026, 19:35 • 2 min czytania 4

Reklama
Vuković od razu namieszał w Widzewie. Sporo zmian na mecz z Lechem

Aleksandar Vuković zadebiutuje jako trener Widzewa Łódź w sobotnim meczu z Lech Poznań. Nowy szkoleniowiec od razu wprowadził spore zmiany w składzie, co wywołało wiele pytań kibiców.

Największe zaskoczenie dotyczyło absencji podstawowego bramkarza, Bartłomieja Drągowskiego. Klub wyjaśnił jednak, że powodem nieobecności zawodnika jest uraz. W jego miejsce między słupki wskoczył Veljko Ilić, a na ławce rezerwowych znalazł się Maciej Kikolski.

Sporo zmian na mecz z Lechem. Vuković od razu namieszał w Widzewie

Z kolei nieobecność skrzydłowego Osmana Bukariego, najdroższego transferu w historii Ekstraklasy (5,5 mln euro), ma inne wytłumaczenie. Widzew podkreśla, że jest to decyzja sztabu szkoleniowego, podobnie jak w przypadku Carlosa Isaaca.

Vuković od razu pokazuje więc swoją wizję drużyny. W przeciwieństwie do poprzedniego trenera, Igora Jovicevicia, który wciąż figuruje na liście płac klubu, nowy szkoleniowiec ustawił zespół w formacji 3-4-3. Zmiany dały szansę m.in. kapitanowi Mateuszowi Żyro oraz Franowi Alvarezowi, podczas gdy na ławce rezerwowych znalazł się m.in. Mariusz Fornalczyk.

Reklama

Pierwszy mecz pod wodzą Vukovicia pokaże, jak nowe ustawienie i decyzje kadrowe przełożą się na grę Widzewa. Początek starcia z Lechem Poznań o godzinie 20:15.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

Reklama
4 komentarze
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa