Iga Świątek i Hubert Hurkacz zwolnili swoich trenerów, dosłownie dzień po dniu. Najlepsza polska zawodniczka i najlepszy polski zawodnik XXI wieku postawili więc na zmiany. Mają im pomóc wrócić na swój poziom, choć dla każdego z nich oznacza to co innego. Czy to się uda? I czego właściwie brakuje Idze i Hubertowi?
Świątek i Hurkacz poszukują formy. Czy ją odnajdą?
Rok 2023. Iga Świątek broni tytuł na Roland Garros i przez większość sezonu jest liderką rankingu WTA. Kończy go też na tej pozycji, wygrywając WTA Finals. Hubert Hurkacz tymczasem w Finałach, ale ATP, wskakuje na ostatni mecz, zaliczając swój drugi w karierze występ w kończącej sezon imprezie. To, że w ogóle się tam znalazł, to zasługa świetnej końcówki sezonu, z wygranym turniejem ATP 1000 w Szanghaju na czele.
Generalnie: mamy wtedy z tej dwójki sporo radości.
Nieco ponad dwa lata później Iga zmienia trenera i szuka formy, której ewidentnie jej brakuje, a Hubert Hurkacz notuje serię siedmiu porażek z rzędu (!). O tym, co dzieje się ze Świątek, wie każdy, kto choć pobieżnie interesuje się tenisem. O Hubercie i jego problemach przeczytacie poniżej.
Czy Hubert Hurkacz obudzi się w Miami?
Na przykład w starciu z Włochem Belluccim Hurkacz popełniał dziesiątki niewymuszonych błędów, słabo funkcjonowało jego podanie (minimalnie ponad 50 procent wygranych punktów po trafionym pierwszym serwisie, to katastrofalny wynik), a forehand był rozregulowany bardziej niż silnik w trzydziestoletnim Passacie. Kto po kolei ogrywał Polaka? Przypomnijmy:
- Ethan Quinn w Australian Open – obecnie 53. rakieta świata
- Martin Damm – 133. rakieta świata
- Alexander Bublik – 11. rakieta świata – Hurkacz urwał tu seta i toczył wyrównany bój
- Jakub Mensik – 13. rakieta świata
- Aleksandar Kovacević – 92. rakieta świata
- Mattia Belucci – 77. rakieta świata
- raz jeszcze Ethan Quinn i to w godzinę…
Hurkacz przegrał aż sześć tie-breaków, tracąc punkty w najważniejszych momentach. Wygrał tylko jednego. Po prostu napiszmy, że jest słabo. Źle to wyglądało. Ale czy zmiany w sztabie szkoleniowym jakkolwiek z tym pomogą?
Przemyślane zmiany. Tak było u Igi i Huberta
Zmiany trenerów w tenisie to nic nowego, wiadomo. Ba, zarówno Iga Świątek, jak i Hubert Hurkacz wyróżniają się na tym polu tym… że w sumie to rzadko takowych zmieniają. Odkąd Iga weszła na stałe do seniorskiego tenisa (czyli w 2019 roku) miała do tej pory trzech trenerów. Ten, którego teraz wybierze będzie jej czwartym, w założeniu przyjmijmy więc, że do końca 2026 roku zaliczy ich właśnie czterech.
Czyli osiem sezonów, czterech trenerów – średnio jeden na dwa lata (choć Piotr Sierzputowski i Tomasz Wiktorowski byli, oczywiście, dłużej). I to niewiele, tym bardziej, że Iga zmieniała w momentach, w których czuła taką potrzebę.
Te okazywały się całkiem trafione. Piotr Sierzputowski doprowadził ją do pierwszego triumfu wielkoszlemowego i wykształcił mocne tenisowe podstawy na potrzeby przyszłej dominacji. Ta niespodziewana zmiana, gdy w jego miejsce zatrudniła Wiktorowskiego, przyniosła Idze niesamowite sukcesy. Zatrudnienie Wima Fissette’a dało z kolei wygraną na Wimbledonie, o której wcześniej trudno było marzyć.
Oglądaj na WeszłoTV program Weszło w Linię o zmianie trenera u Igi Świątek:
Hurkacz też wiele nie zmieniał. Biorąc pod uwagę ten sam okres – co ma sens, to był jego pierwszy pełny sezon w TOP 100 rankingu – czyli od 2019 roku do teraz, kolejny trener będzie jego… czwartym. Dokładnie tak jak u Igi. Z pierwszym, czyli Rene Mollerem, Hubi pracował dużą część 2018 roku, a o 2019 zahaczył na kilka miesięcy. Potem – na ponad 5 lat – przejął to wszystko Craig Boynton. A ostatnio był Nicolas Massu, ze wspomagającym go Ivanem Lendlem.
I tu też wydaje się, że zmiany były przemyślane. Boynton rozwinął ten „podstawowy” styl Hurkacza, dał mu nieco więcej narzędzi, wzmocnił serwis i podstawy. Z nim Hubi osiągnął swoje największe sukcesy – dwie wygrane w turniejach ATP 1000, triumfy nad zawodnikami TOP 10, awanse do ATP Finals, a także do najlepszej „10” rankingu. Gdy jednak ta współpraca się wypaliła i zrodziły się pewne nieporozumienia – spowodowane też urazem Hurkacza – nie bał się zmiany i zrezygnował z usług Amerykanina.
Wybór Massu wydawał się naturalny, przemyślany. To trener, który prowadził do sukcesów Dominica Thiema, znanego ze świetnej defensywnej gry i kontry, ale też potrafiącego przejąć inicjatywę. Massu zresztą sam był na korcie walczakiem, potrafiącym grać różnie, zależnie od rywala (choć w skrócie: głównie biegał). Wydawał się człowiekiem wręcz stworzonym do tego, by rozwinąć jeszcze bardziej atuty Hubiego, a poza tym nauczyć go rzeczy nowych.
Ale ta współpraca nie wypaliła. Pewnie przez to, na jaki moment trafiła, różne trudności. Niemniej: trudno odmówić Polakowi tego, że dobór trenerów do tej pory był u niego przemyślany. Można więc liczyć, że i kolejny taki będzie.
Ale czy da to efekty? Cóż, to zupełnie inna sprawa.
Przypadek Świątek: potrzeba, by ktoś dotarł
Czego brakuje Idze Świątek? Cóż, aktualnie wielu rzeczy. Zostawmy na potrzeby tego tekstu na boku rozważania o tym, czy nie powinna poszerzyć zmian w sztabie o kolejne osoby (albo osobę), skupmy się na czysto tenisowych aspektach, bo to jest w tej chwili najistotniejsze. Jasne, możliwe, że te dwie kwestie się zbiegają… ale właściwie nikt z dziennikarzy nie ma do sztabu Igi – i jej samej – takiego dostępu, by mógł się na ten temat wypowiedzieć z pełnym przekonaniem.
W większości to dywagacje i nimi w najbliższym czasie pozostaną.
Oceniać można to, co widać na korcie. A widać tam wiele rzeczy, na czele z dużą nerwowością i niepewnością, przy czym ta pierwsza zapewne wynika z drugiej. Idze jakby brakuje wiary w swój tenis, a im bardziej jej brakuje, tym więcej błędów popełnia. Nakręca się to samo, istne tenisowe perpetuum mobile, tyle że właśnie im więcej tej niepewności, tym bardziej niemobilna staje się Iga, jeśli o jej grę chodzi.
Nie działa forehand. Serwis to istna loteria, a szóstka czy nawet piątka trafiają się w niej stosunkowo rzadko. Poruszanie się jest kiepskie, ale widać momentami, że nie chodzi o samą szybkość i zwrotność, a o brak jakiejś wiary u Igi, że w ogóle do piłki dotrze. Budowanie akcji też nie funkcjonuje tak dobrze, jak w przeszłości. Są przebłyski, pojedyncze mecze, gdzie Iga gra fantastycznie, ale to tylko przebłyski. Nic więcej.
Aktualnie każda tenisistka zdolna przebić piłkę w rywalizacji z Igą więcej niż trzy razy w wymianie, ma szansę wygrać punkt, a potem i gema, i seta, i mecz.
Czego potrzeba, by to zmienić?
Cóż, trenera, który wejdzie do sztabu z jasnym pomysłem na to, co zrobić z grą Igi… a przede wszystkim będzie go w stanie zaimplementować. Wim Fissette – słusznie – starał się wiele zmienić, nauczyć Polkę innych schematów, dodać opcji rozgrywania akcji. Czasem widać było, że Świątek próbuje to robić, czasem wręcz przeciwnie – gubiła się i nawet nie myślała o planie B. Trener dla Igi ewidentnie musi więc przede wszystkim przywrócić jej mocne podstawy.
Poprawić serwis, może też ruch forehandowy, pracę na nogach. Ogarnąć to wszystko, co się kompletnie przez ostatnie dwa lata rozregulowało i wraca tylko momentami. Bo jeśli te podstawy będą funkcjonować, to potem wystarczy Igę wzmocnić w słabszych aspektach. Fissette – tak się wydaje – nie był w stanie tego zrobić. Dlatego Świątek potrzebuje kogoś, kogo przekaz będzie dla niej dobrze dobrany.
I w sumie… to jest problem. Bo trenerów z warsztatem jest w WTA naprawdę wielu. Takich jednak, którzy by nie tylko mieli posłuch sam z siebie, ale też potrafili do zawodniczki dotrzeć naprawdę skutecznie – mamy już mniej. Możliwe więc, że Iga powinna sięgnąć po szkoleniowca-teoretyka, ale do tego dodać, w roli pomocniczej, legendę – kogoś, kto jadł z niejednego pieca tenisowy chleb, kto wygrywał wielkie turnieje, kto rozumie jej sytuację.
Taki układ testowało wielu wielkich zawodników i wiele wielkich zawodniczek. Więc czemu nie Iga?
Przypadek Hurkacza: zdiagnozować problem
Hubert Hurkacz, wiadomo, miał problemy zdrowotne, długo się z nich wygrzebywał – częściowo zresztą z powodu złych decyzji, jakie podjął – ale w końcu stwierdził, że trzeba dać sobie szansę powrotu w gotowości na sto procent. Tak, żeby móc grać na najwyższym możliwym poziomie.
I wiecie co? Wrócił w takim właśnie stylu.
Bo nie da się inaczej ująć tego, co stało się na United Cup. Hubert grał tam jak najlepsza wersja samego siebie, dawno nie widzieliśmy go w takiej dyspozycji, możliwe, że od końcówki wspomnianego 2023 roku, gdy zdołał nawet wkraść się na jeden mecz do ATP Finals. To był Hurkacz pewny swego, idący po wygrane, dyktujący warunki w meczach. Momentami była to wręcz ulepszona wersja Huberta.
Genialnie się to oglądało. A teraz, niecałe trzy miesiące później, ogląda się Hurkacza fatalnie. Nic w jego grze nie działa. Nie ma serwisu, nie ma forehandu, nie ma pewności, nie ma przejmowania inicjatywy, z defensywy też mało co jest w stanie zrobić. Zawodnicy z niższych pozycji rankingowych bez problemu dyktują warunki w meczach z Polakiem. Seria siedmiu porażek jest czymś absolutnie fatalnym.
Ale nie czymś, czego nie da się obrócić.
Może byśmy tak myśleli, gdyby nie to wspomniane United Cup. Hubert pokazał bowiem – w tym sezonie! – jak potrafi grać. Czyli jest tam ten potencjał. Nicolas Massu wydobył go… ale na chwilę. Potem już nie był w stanie. Zresztą cała ta współpraca była „postrzępiona” przez problemy zdrowotne polskiego tenisisty. I możliwe, że i mentalne. Jakiego więc trenera potrzebuje Hurkacz?
Przede wszystkim takiego, który wejdzie tam i natchnie go pewnością siebie. Kogoś, kto pokaże mu, jak dużo nadal potrafi. Może jak u Igi – potrzebny byłby powrót do podstaw, odpuszczenie na chwilę prób ofensywnego grania, skupienie się na tym, by piłkę po prostu przebijać i czekać na okazje? Może nie da to wielkich sukcesów, ale powinno zapewnić kilka wygranych spotkań. A za nimi, za złapaniem tej nitki pewności, mogą pójść kolejne.
Prawda jest taka, że Hurkacz w tej chwili nie może szukać kogoś, kto zrewolucjonizuje jego grę, bo nie ma to sensu. Potrzebny mu trener, który odbuduje fundamenty, a nie postawi zupełnie nowy budynek. Ktoś, kto ma doświadczenie w wydobywaniu zawodników z kryzysu. Najlepiej też ktoś, kto wie, jak radzić sobie z takim typem gracza. Można też zaryzykować i spróbować postawić na kogoś, kto nie ma trenerskiego doświadczenia, ale był walczakiem, zawsze grał do końca, a do tego stylem gry miał wiele z Hurkaczem wspólnego.
Marzenie przy takim wyborze? Andy Murray. Ale opcja z trenerem z doświadczeniem jest po prostu pewniejsza. Choć ma już Ivana Lendla jako doradcę – jego nie zwalnia – a ten kiedyś sprawił, że na szczyty tenisa awansował… Murray właśnie.
Tak więc: czemu nie? Hubert Hurkacz ma 29 lat, młodszy nie będzie, jak ryzykować – to jeszcze teraz, kiedy może wierzyć, że jest w stanie osiągać wielkie wyniki. Za 2-3 lata może być na to już za późno. A poza tym – podjęcie ryzyka to coś, czego Hubertowi czasem brakuje.
I choćby dlatego może się okazać, że warto spróbować.
Kryzysy zbieżne. Czy wyjścia z nich też?
W gruncie rzeczy przypadki Igi i Huberta są częściowo zbieżne. I u niej, i u niego widać brak pewności w grze. I u niej, i u niego zawodzą podstawy. Ale Iga spada z wyższego konia, a gdy jest się na szczytach tenisa, to wiadomo, że każdy przegrany mecz boli. Huberta boleć może to, że zaczął ten sezon doskonale, a teraz wszystko się zmieniło. Do tego, choć ich kryzysy zaczęły się w inny sposób, to w bardzo podobnym momencie – początek można wyznaczyć gdzieś na Wimbledon 2024 roku (choć Iga, wiadomo, miała w tym kryzysie „przerwy”).
To smutne strony ich dyspozycji. A pozytywy?
Oboje wciąż mają wielkie tenisowe zasoby. Podstawy, które odbudowane powinny pozwolić na osiąganie świetnych wyników, bez konieczności dokładania czegokolwiek więcej. Choć to dołożenie – w obu przypadkach – zapewne będzie wreszcie konieczne. Ale na razie: polski pozytywizm, czyli praca u podstaw ich tenisa. Praca nad tym, by wrócić na swój bazowy poziom. Bez oglądania się na rankingi, rywali czy wyniki.
Skupienie na własnej grze, a dopiero potem na wszystkim innym. Tego potrzebują i Iga, i Hubert, a wraz z nimi – polski tenis.
I pod to oboje powinni dobrać trenerów. Bo w tej chwili to dla nich absolutnie kluczowa decyzja – dobrze wybrany może zapewnić sukcesy. Źle – przedłużyć kryzys.
Oby trafili w dziesiątkę.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o tenisie na Weszło:
- Ignacik: Abramowicz nie można zabierać tego, co zrobiła z Igą
- Świątek zmieniła trenera. Szło jej gorzej niż z poprzednim
- Kto będzie nowym trenerem Igi Świątek? Faworyci według kursów
- Musimy porozmawiać o Idze. I o jej sztabie