Staszewski dla Weszło: Lewy spogląda w kierunku Arabii

Wojciech Górski

28 kwietnia 2026, 11:10 • 10 min czytania 5

Reklama
Staszewski dla Weszło: Lewy spogląda w kierunku Arabii

– Wojna na Bliskim Wschodzie? Nie słyszałem, aby ten argument miał zmniejszyć szansę Arabów na pozyskanie Roberta. Wręcz przeciwnie – kilka źródeł twierdzi, że zerka w tym kierunku z bardzo dużą ciekawością – twierdzi w rozmowie z Weszło Sebastian Staszewski, autor biografii „Lewandowski. Prawdziwy”. Wyjaśnia też, jak wyglądają obecnie relacje Roberta Lewandowskiego z Hansim Flickiem i dlaczego pozostanie w Barcelonie przestało być dla napastnika priorytetem.

Reklama

Kontrakt Roberta Lewandowskiego z Barceloną obowiązuje jedynie do 30 czerwca 2026 roku. Jaka przyszłość czeka blisko 38-letniego napastnika? Z biografem „Lewego” Sebastianem Staszewskim rozmawiamy o chłodnych relacjach z Hansim Flickiem, malejącej roli Lewandowskiego w Barcelonie, możliwej ofercie-alibi ze strony Dumy Katalonii i kuszącym kierunku Arabii Saudyjskiej. Staszewski mówi też dlaczego wszystko wskazuje na to, że kapitan reprezentacji Polski będzie kontynuował grę w biało-czerwonych barwach.

Wojciech Górski, Weszło: Wypowiedziane przez Ciebie na początku kwietnia słowa, że FC Barcelona przestała być dla Roberta Lewandowskiego priorytetem, obiły się dużym echem zarówno w Polsce, jak i w Hiszpanii. To, co wydarzyło się później – dwumecz z Atletico i dwa ligowe mecze spędzone przez Polaka na ławce rezerwowych – umocniły w Tobie przekonanie, że drogi Lewandowskiego i Barcelony się rozchodzą?

Sebastian Staszewski, autor biografii „Lewandowski. Prawdziwy”: Barcelona przestała być priorytetem Roberta co najmniej kilka tygodni temu. Co prawda zmiana jego podejścia do dalszej gry na Camp Nou wzięła się z kilku czynników, ale kluczowym stała się słabnąca pozycja w zespole. A ta jest dziś znacznie poniżej oczekiwań „Lewego”.

Reklama

Tak definiuje ją obecnie Hansi Flick.

I jako szkoleniowiec ma do tego pełne prawo. Natomiast Robert ma prawo mieć swoje odczucia. Bolesny dla niego był przede wszystkim fakt, że w ćwierćfinałowym rewanżu z Atletico zasiadł na ławce – uważał wtedy, że jego doświadczenie może być kluczowe. Ale Flick miał inny pomysł na mecz. Trudno więc dziwić się, że Lewandowski – człowiek, dla którego uznanie, status i pozycja są bardzo istotne – zaczął analizować inne scenariusze. Sądzę, że w tamtym momencie ostatecznie zrozumiał, że nie będzie już piłkarzem mającym w Barcy taki status, jaki miał tam w swoim pierwszym czy trzecim sezonie.

Flick i Lewandowski: Chłodny profesjonalizm

Czy Twoim zdaniem mecze spędzone na ławce były sygnałem wysłanym Lewandowskiemu przez Barcelonę?

Jeśli był to jakiś sygnał, to wysłał go Flick. I nie do Roberta, a kibiców. Bo Deco i Joan Laporta sygnały o potrzebie poszukania nowego napastnika dostali od Niemca znacznie wcześniej. Mimo wspaniałej przeszłości łączącej Flicka z Robertem, trener patrzy dziś na swój interes i szuka nowych, lepszych rozwiązań. To, że Barcelona potrzebuje dziś nowej, młodszej dziewiątki jest absolutnie naturalne. Myślę, że Robert też to rozumie.

Reklama

Jednocześnie Flick może znaleźć w zespole miejsce dla weterana, asa wchodzącego z ławki. Problem polega jednak na tym, że Hansi jak mało kto wie, co oznacza sfrustrowany Lewandowski. Przecież to on był asystentem Niko Kovaca, kiedy Robert wraz z grupą niezadowolonych piłkarzy wybrał się do Karla-Heinza Rummeniggego i poprosił o zwolnienie trenera, który właśnie zdobył mistrzostwo i Puchar Niemiec. Rummenigge na łamach mojej książki powiedział: – Tym, który najwięcej mówił był Lewandowski. A przecież Flick nie może zapewnić dziś Polakowi tyle albo tyle minut w przyszłym sezonie. To z kolei rodzi potencjał na ewentualne napięcia.

Jak wyglądają obecnie relacje Lewandowskiego i Flicka?

Powiem tak: ograniczają się do chłodnego niemieckiego profesjonalizmu.

Robert Lewandowski i Hansi Flick

Reklama

Flick stoi więc przed trudną decyzją. W końcu Lewandowski to snajper, z którym Hansi wygrywa trofea.

Flick wszystkie największe sukcesy odnosił z Lewandowskim w składzie. W 2020 i 2021 roku Robert był najlepszym piłkarzem świata, w sezonie 2024/25 stał się z kolei najlepszą wersją siebie w La Lidze. Można zażartować, że gdy Roberta zabrakło w reprezentacji Niemiec, Hansi nie poradził sobie tak dobrze jak z Polakiem u boku. Ale to trudna sytuacja również dla Roberta, bo Flick to trener, który podniósł go po erze Kovaca i erze Xaviego. W futbolu jest jednak pewna zasada: nic nie może wiecznie trwać…

Liczby potwierdzają to, co mówi nam „test oka”: koledzy coraz rzadziej szukają na boisku „Lewego”. W pierwszym sezonie w Barcelonie dostawał on średnio 29 podań na mecz w Lidze Mistrzów, w obecnym – zaledwie 17. Twoim zdaniem można to traktować też jako sygnał ze strony drużyny, że koledzy nie widzą już w Robercie takiego lidera jak kiedyś?

Z zasady jestem daleki od tego, żeby z suchych liczb wyciągać jednoznaczne wnioski, ale wiem też, że liczby potrafią też wiele sugerować. I być może tak jest w tym przypadku. Bo z jednej strony Lewandowski wciąż potrafi grać dobre mecze i być przydatnym dla drużyny, ale z drugiej ciężar ofensywy Barcelony dźwiga obecnie kto inny: przede wszystkim Lamine Yamal i Raphinha, a po części także Fermin czy Dani Olmo.

Reklama

Gdy prześledzimy historię Lewandowskiego, to zobaczymy, że zawsze źle znosił sytuacje, w których nie był gwiazdą.

To prawda. Będąc trzecim napastnikiem Znicza cierpiał do tego stopnia, że rozważał porzucenie futbolu. Cierpiał grając na lewym skrzydle u Franciszka Smudy w Lechu i za plecami Lucasa Barriosa w Borussii. Cierpiał nawet w Bayernie, gdy w pierwszym sezonie Pep Guardiola zmuszał go do gry na skrzydle czy dziesiątce, albo gdy w Monachium swoje taktyczne wariacje wprowadzał Julian Nagelsmann, tłumacząc to szefom Bayernu słowami: „Bez Lewandowskiego otworzą się przed nami nowe możliwości”. A jednocześnie kiedy „Lewemu” szło najlepiej? Gdy w Zniczu mocno postawił na niego Leszek Ojrzyński. Gdy Jacek Zieliński objął go przyjacielskim ramieniem. Gdy ostatecznie zaufał mu Juergen Klopp czy – po meczu z Wolfsburgiem – Guardiola. W Bayernie świetnie odnajdywał się u Ancelottiego czy Flicka, którzy Roberta traktowali w sposób wyjątkowy. To jest bardzo powtarzalny schemat, który działa od lat: doceniony, dopieszczony Robert jest szczęśliwy, a Robert któremu brakuje uwagi, miewa humory.

I tak jest w tej chwili?

Widać przecież, że Hansi inwestuje w młodszych zawodników, to z nimi buduje swoje relacje. To jednak naturalne. Lewandowskiego zapewne zaczął jednak drażnić fakt, że nikt nie rozmawia z nim o jego przyszłości. Ani Deco, ani Laporta, ani nawet Flick.

Reklama

Ktoś mógłby powiedzieć, że Lewandowski wymaga specjalnego traktowania.

Komunikacja jest dla niego bardzo ważna. Gdy jeszcze w Bayernie dyrektor Hasan Salihamidžić okłamał Zahaviego twierdząc, że klub nie interesuje się Haalandem, Robert odebrał to bardzo osobiście. Tłumaczył mi później, że oczekiwał tylko szczerej rozmowy, przedstawienia mu punktu widzenia Bayernu, a nie gierek i kłamstw. Pamiętasz słowa Zahaviego, który w mediach powiedział: „Bayern nie stracił Roberta jako piłkarza, ale jako człowieka”. To odnosiło się właśnie do tego – do rozmowy, komunikacji, zaufania.

Oferta-alibi z Barcelony?

Joan Laporta, tak jak deklaruje, chce pozostanie Lewandowskiego w Barcelonie?

Myślę, że ustna deklaracja chęci przedłużenia umowy znajdzie odzwierciedlenie w pisemnej ofercie. Bo Laporta sentyment do Roberta ma ogromny. Wynika to z tego, że „Lewy” przyszedł do klubu, gdy nikt się tego nie spodziewał. W książce jeden z graczy Barcelony opowiada mi jak jeszcze dzień przed transferem nie był w stanie w to uwierzyć. Mówił:– Co?! Gdzie?! Lewandowski do Barcelony? To się nie może wydarzyć.

Reklama

„Lewy” przyszedł do klubu, gdy ten był w fatalnej sytuacji finansowej i poprowadził go do pierwszego mistrzostwa w XXI wieku bez Messiego w składzie. Klub sprzedał też tyle koszulek z jego nazwiskiem, że w pewnym momencie, jak stwierdził Laporta, pojawił się „efekt Lewandowskiego”. Uważam więc, że prezydent Barcelony ma szczere intencje i doprowadzi do tego, że Robert jakąś ofertę dostanie. Pytanie, czy ta oferta będzie do przyjęcia. Myślę, że będzie ona odpowiedzią na pytanie: Kim Polak jest dziś dla Barcy?

Czy aby nie będzie to czasem oferta na alibi?

Taki scenariusz uważam za dość prawdopodobny.

Twoim zdaniem Robert byłby w stanie zaakceptować drugoplanową rolę w Barcelonie?

Reklama

Na tyle na ile poznałem jego charakter, wydaje mi się, że tylko w jednym przypadku: wtedy, gdyby ta rola była klarownie zdefiniowana. Za to na pewno nie wyobrażam sobie, aby Lewandowski wszedł w buty Wojtka Szczęsnego i spokojnie rozsiadł się na ławce.

A jaką rolę w tej decyzji odgrywają pieniądze?

Jak to w życiu Roberta – bardzo istotną. Ale sądzę, że – mówiąc konkretnie o Barcelonie – prędzej zrezygnowałby z pieniędzy na rzecz minut na boisku niż odwrotnie.

Sebastian Staszewski

Reklama

Arabia czy MLS? Gdzie najbliżej Lewandowskiemu?

Jakikolwiek inny europejski kierunek w ogóle wchodzi w grę?

Pojawiają się sygnały, że Zahavi ruszy w europejski tour po klubach i sprawdzi ich zainteresowanie. Natomiast trudno dziś wyobrazić sobie Roberta w innym hiszpańskim klubie. Albo Roberta wracającego do Bundesligi. Albo Roberta decydującego się na ligę francuską, której nigdy nie cenił. Transfer do Anglii? Tam intensywność jest jeszcze wyższa niż w Hiszpanii. To może kluby włoskie, o których donoszą tamtejsze media? Bardzo bym się zdziwił. Gdyby Robert miał zostać w Europie, to raczej w Barcelonie.

Mówiłeś ostatnio, że Lewandowskiemu w tym momencie najbliżej jest do tego, by obrać kierunek Arabii Saudyjskiej. Dlaczego?

Arabia oferuje dziś Robertowi status wielkiej gwiazdy i ogromne pieniądze. Ale są też inne kuszące czynniki: na przykład niższa intensywność tamtejszych rozgrywek. Nie ma przypadku w tym, że Ronaldo, Messi czy Ibrahimović w pewnym momencie trafili do Arabii czy USA. To pozwoliło im przedłużyć ich kariery, przy jednoczesnym utrzymaniu statusu gwiazdy i wielkich zarobków. Druga sprawa, to fakt, że Robert zna nieźle region Zatoki Perskiej i z tego co wiem – podoba mu się tam. Między Warszawą, a Rijadem jest tylko godzinna różnica czasu, odległość od Polski też jest znacznie mniejsza niż na przykład z Chicago. Dodatkowo w tle istnieje możliwość nawiązania współpracy ambasadorskiej przy okazji organizacji mundialu w 2034 roku. To wszystko sprawia, że kierunek arabski jest dziś dla Roberta niezwykle atrakcyjny.

Reklama

A kwestia wojny na Bliskim Wschodzie go nie odstrasza?

Do tej pory nie słyszałem, aby ten konkretny argument miał zmniejszyć szansę Arabów na pozyskanie Roberta. Wręcz przeciwnie – kilka źródeł twierdzi, że mimo geopolitycznej niestabilności regionu Robert zerka w tamtym kierunku z bardzo dużą ciekawością.

Co ma takiego Arabia, czego nie ma Chicago Fire?

To są dwie zupełnie inne oferty. Ale wydaje się, że Chicago wciąż jest w grze.

Reklama

Czyli ta propozycja nie została wycofana?

Nic o tym nie słyszałem. Amerykanie są dziś najbardziej konkretni, do tego bardzo zdeterminowani. Mówił o tym chociażby Janusz Michallik, dziennikarz piłkarski z Ameryki, który zna dobrze trenera Fire. Natomiast po czterech latach spędzonych w pięknej Barcelonie wietrzne Chicago nie budzi jakiejś szczególnej ekscytacji Lewandowskich.

To ciekawe, bo przez wiele lat to właśnie Stany Zjednoczone były wskazywane jako kierunek, gdzie mieliby podążyć „polscy Beckhamowie”.

Zgadza się. Przez długi czas życie na Zachodnim Wybrzeżu było ich marzeniem. Natomiast zmieniło się to po przeprowadzce do Hiszpanii. Poza tym Chicago to nie Kalifornia.

Reklama

Co dalej z kadrą?

Jaką rolę przy podjęciu tej decyzji odgrywa dalsza chęć gry w reprezentacji Polski?

O dziwo, zaskakująco dużą.

Czyli reprezentacyjna przygoda potrwa dalej?

W nocy po meczu ze Szwecją byłem prawie pewny, że w czerwcu ta historia dobiegnie końca. Takich sygnałów dostałem sporo. Ale im więcej dni mijało od tamtego wieczora, tym coraz jaśniejsze stawało się, że Robert nie chce się jeszcze z kadrą rozstawać.

Reklama

Dlaczego?

Po pierwsze – bardzo dobrze współpracuje mu się z Janem Urbanem, który wie jak z Lewandowskim rozmawiać. Po drugie – znów czuje gorącą miłość kibiców. Pamiętam na przykład owację na stojąco, jaką zafundowali mu fani na Stadionie Śląskim w trakcie meczu z Finlandią. Po trzecie – myślę, że spodobał mu się styl gry w meczu ze Szwecją.

Kto zna Roberta ten wie, że w reprezentacji najbardziej cenił sobie współpracę z Paulo Sousą, a za swój najlepszy turniej uznaje Euro 2020, z którego odpadliśmy mając na koncie tylko jeden punkt. Ale kadra grała wtedy ofensywnie, stwarzała dużo sytuacji. „Lewego” to kręciło. I myślę, że gdy patrzył na to, jak kadra atakuje w Sztokholmie – i to pomimo, iż wynikało to trochę z taktyki Szwedów – czuł się podobnie. Jeśli więc Robert trafi do mniej intensywnej ligi, będzie miał chęci i siły do gry w reprezentacji Polski.

Robert Lewandowski

Reklama

A czy kadra potrzebuje jeszcze Lewandowskiego?

Kiedy podczas fantastycznej akcji Łatwoganga dla fundacji Cancer Fighters zadzwoniliśmy do trenera Urbana i zapytaliśmy go o przyszłość Roberta, ten – wiedząc, że jest na antenie – dyplomatycznie odpowiedział, że kadra zawsze jest dla niego otwarta. Ale bądźmy szczerzy – to była dyplomacja. Jak patrzę sobie na dziewiątki, jakimi Urban dysponuje, to szału nie ma: Świderski, drepczący w Katarze Piątek, wciąż kontuzjowany Milik, do tego Buksa. Najskuteczniejszym polskim snajperem jest Mateusz Żukowski z Magdeburga. Lewandowski jest więc kadrze potrzebny. Nie tylko na boisku, ale i poza nim. Paradoks polega na tym, że niemający cech lidera Robert znikał w szatni, gdzie byli Błaszczykowski, Piszczek czy Glik. Ale dziś takich zawodników już nie ma i cechy Roberta nagle zaczęły ważyć dla drużyny znacznie więcej niż dziesięć lat temu.

Kiedy więc poznamy przyszłość Roberta Lewandowskiego?

Myślę, że Robert, który ceni stabilizację, chciałby poznać ją jak najszybciej. Ale dziś rzeczywistość jest skomplikowana. W Barcelonie jest częścią większej układanki, która składa się z możliwego pozyskania nowego napastnika, musi też poczekać na konkretne decyzje Saudyjczyków, nie wiadomo jak długo ważna będzie propozycja z MLS. Sądzę więc, że decyzję zapadną najwcześniej w drugiej połowie maja, albo nawet już w czerwcu. „Lewy” musi poczekać aż karuzela zacznie się kręcić – i dopiero wtedy okaże się, co realnie znajdzie się na stole.

Reklama

ROZMAWIAŁ: WOJCIECH GÓRSKI

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

Reklama
5 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Dni Arbeloi są policzone. Siła przyjaźni w Realu wygasła

Jan Broda
2
Dni Arbeloi są policzone. Siła przyjaźni w Realu wygasła
La Liga

Xavi marzył o głośnym powrocie do Barcy. Nie chodzi o Messiego

Marcin Długosz
0
Xavi marzył o głośnym powrocie do Barcy. Nie chodzi o Messiego