Rzecznik Lecha o obozie: „Tu nie ma życia nocnego”

Marcin Ziółkowski

13 stycznia 2026, 22:10 • 3 min czytania 0

Lech Poznań na zimowym zgrupowaniu przebywa w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Klub z Wielkopolski robi wszystko, aby po raz drugi z rzędu wywalczyć mistrzostwo Polski. Rzecznik Lecha, Adrian Gałuszka, odpowiedział na kilka pytań w zimowej odsłonie Ligi Minus.

Rzecznik Lecha o obozie: „Tu nie ma życia nocnego”
Reklama

Bliski Wschód oazą spokoju Lecha przed rundą wiosenną

Przez dwa tygodnie zgrupowania na Bliskim Wschodzie Kolejorz zagra trzy spotkania. Jeden ze sparingpartnerów zmienił się. Wybór rywali nie jest przypadkowy.

– Zamysł był taki, aby rywale nie schodzili poniżej pewnego poziomu. Żylina i Noah to gwarantują. Słowacy byli jesienią liderem w swojej lidze, Noah zagra w tej samej fazie Ligi Konferencji, co my (…) Co do trzeciego sparingpartnera, nastąpiła zmiana, Samarkandę zastąpił szósty zespół z ligi z Uzbekistanu.

Reklama

Nie ma w tym tajemnicy, że większość zespołów Ekstraklasy na miejsce do przygotowań do rundy wiosennej wybiera tureckie Belek. Drużyna z Wielkopolski wybrała Zjednoczone Emiraty Arabskie. Gałuszka zdradził szczegóły „operacji Abu Zabi”.

– Głównym powodem było, aby realizować swoje założenia. Wiąże się to zarówno z logistyką, wydatkiem. Mamy przez 14 dni ponad 20 jednostek treningowych, odpowiednią infrastrukturę, boisko na wyłączność – co warto podkreślić, a także niezbędną pogodę. Musi nam ona pozwolić trenować bez zakłóceń. Tu jest jej większa gwarancja niż w Turcji. Tam zdarzało się coś odwołać, przełożyć. Najpierw trzeba efektywnie wykonać swoją robotę. (..) 

– Tutaj jest spokojniej. Mniej ludzi się kręci, nie ma życia nocnego. (…) Rok temu sztab szkoleniowy chciał mieć te 2-3 dni więcej na pracę. Teraz to jest. Trener Frederiksen na pewno jednak jest zadowolony.

Do drużyny w Abu Zabi dołączył już Yannick Agnero. Piłkarz, który poczekał trochę na pierwsze trafienie dla Lecha w rundzie jesiennej, miał problem natury biurokratycznej. Drużyna czeka jeszcze na asystenta Nielsa Frederiksena, Sindre Tjelmelanda.

– Yannick stracił trzy posiłki i jedną jednostkę treningową. Wiza musiała być cofnięta i jeszcze raz złożona. Opóźnienie wyniosło dobę z hakiem. To nie kwestia złego wniosku, zabrakło jakiejś pieczątki. Nie ma jeszcze z nami Sindre Tjelmelanda, cała jego rodzina ma jakąś chorobę. Podjęliśmy więc prewencyjne środki. Myślę, że przybędzie do nas w okolicach pierwszego sparingu.

Nie zabrakło też tematu kenijskiego pomocnika, Timothy’ego Oumy. Zawodnik wypożyczony z ligi czeskiej trenuje obecnie z drugą drużyną, bowiem nie pojechał na obóz w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

– Co do Timothy’ego, obiło mi się, że ma mocne postanowienie poprawy. Nie dotrzymał zasad, które panują w zespole, jak i całym klubie. Kara jest w pełni adekwatna do przewinienia. Wszystko jest w jego nogach i głowie. Dobrze, że wysyła ten sygnał, że chce wrócić.

Bardzo ciekawym wzmocnieniem składu jest Płamen Andriejew. Bramkarz z Bułgarii dołączył zimą do zespołu z Poznania. Mimo młodego wieku, ma już na koncie bardzo wiele boiskowych doświadczeń

– Ciekawa jest historia tego bramkarza. On się „wychował” poniekąd na trybunach stadionu Lewskiego od dziecka. Miał 18 lat i już wtedy został kapitanem tej drużyny. Nie tak dawno wygrał krajowy puchar, więc dla niego była to super sprawa, duża duma i ciekawie o tym opowiadał.

– W treningach bramkarskich brał udział już w czterech krajach. Mówi, że nam najbliżej do szkoły holenderskiej pod kątem bramkarzy, bo jest dużo małych i dużych gier. Bramkarz jest włączony do reszty drużyny, bierze czynny udział, a nie uczestniczy gdzieś w rogu boiska – opowiadał o Andriejewie Gałuszka.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama