Tomasz Rząsa: „Mogliśmy sobie pozwolić na brak letnich sprzedaży”

Marcin Ziółkowski

15 października 2026, 20:18 • 5 min czytania 6

Reklama
Tomasz Rząsa: „Mogliśmy sobie pozwolić na brak letnich sprzedaży”

Regularna obecność w europejskich pucharach to dla Lecha Poznań istotna składowa do dalszego rozwoju ma każdej płaszczyźnie. Po ćwierćfinale Ligi Konferencji w 2023 roku, tym razem przyszedł „upgrade” i Kolejorz jest jednym z uczestników fazy ligowej Ligi Europy. To dobra okazja dla wielu zawodników na to, aby zapracować na transfery do lepszych klubów. Tomasz Rząsa w rozmowie z WP SportoweFakty przyznał, co musi spowodować, aby sprzedał jednego ze zdolnych Polaków, którego Lech ma w składzie.

Reklama

Nie zabrakło też swego rodzaju laurki dla pracy, którą wykonuje Niels Frederiksen, a więc autor dwóch mistrzowskich tytułów.

Rząsa w temacie transferów oraz Frederiksena

Lech Poznań wydał latem na wzmocnienia 15 milionów euro. Inwestycje pomogły osiągnąć fazę ligową Ligi Europy, choć po drugim z rzędu mistrzostwie Polski, ambicja sięgała Champions League. Rząsa podkreśla, że najważniejsze jest teraz dla Lecha, aby trzymać się wyznaczonej drogi.

– Najważniejsze, żeby nie schodzić z obranej drogi. Dalej będziemy pracować na coraz większej intensywności. Uważam, że jakością indywidualną kilku naszych graczy poradziłoby sobie w Premier League. Najważniejszą różnicą między nami a solidnymi zespołami w Europie są intensywność, motoryka, fizyczność.

– Tutaj musimy się dalej rozwijać, podobnie jak inwestować w ekspertów w danej dziedzinie. Mówię nie tylko o coraz lepszym sztabie szkoleniowym, ale także o innych działach: skautingu, medycznym i naukowym (…) Chcemy rozwijać trenerów, opłacać im konferencje czy wyjazdy do innych klubów na staże. Trzeba szukać wiedzy, Lech właśnie tak pracuje.

Reklama

W Wielkopolsce we względzie trzymania się obranej ścieżki nie rzuca się słów na wiatr. Mistrzowie Polski nie sprzedali latem żadnego z ważnych zawodników. Rząsa tłumaczy dlaczego.

– Po pierwsze – mogliśmy sobie na to pozwolić, ponieważ Lech poczynił postępy w wielu obszarach. W poprzednim sezonie zanotowaliśmy największy w Ekstraklasie przychód z tzw. działalności operacyjnej, a więc nieuwzględniającej transferów. Po drugie – jako klub chcemy (…)  oczekiwać wyższych kwot za naszych zawodników.

Reklama

– Latem przychodziły do nas różne oferty, czy to za Antka Kozubala, czy za Michała Gurgula, czy za Wojtka Mońkę. Nie satysfakcjonowały one nas jednak pod względem finansowym. Tego ostatniego chciały kluby z Niemiec, Holandii i Hiszpanii. Oferowały trochę poniżej 10 mln euro. Na Patriku Walemarku mogliśmy zarobić około 5-6 mln euro. Uznaliśmy jednak, że poradzimy sobie w tym roku bez znaczących transferów wychodzących.

– Przyjdzie moment, że trzeba będzie spieniężyć naszych wychowanków, by mieć fundusze na dalszy rozwój klubu – na poprawę infrastruktury, wzrost budżetu płacowego pierwszej drużyny, czy wyższe kwoty transferowe. Mówiąc o odejściach, mam na myśli naszych młodych zawodników czy obcokrajowców, którzy już są gwiazdami Ekstraklasy i pokazują się z dobrej strony w Europie.

Reklama

W kontekście zdolnych Polaków, Lech celuje w sprzedaż zawodnika, który jest gotowy na grę w lepszym klubie.

– Nasza strategia jest taka, że przy sprzedaży zawodników patrzymy nie tylko na kwoty transferowe, ale również na gotowość naszego wychowanka do wyjazdu. Chcemy bowiem budować wizerunek Lecha w Europie jako klubu ze stemplem jakości. Zależy nam, by nasz wychowanek dał sobie radę za granicą, a nie wrócił do nas po trzech latach.

Reklama

Rząsa bardzo ceni trenera Nielsa Frederiksena za kulturę pracy i umiejętność wychodzenia z kryzysów. Wyróżnia to jako jedne z największych zalet Duńczyka

– Kultura pracy oznacza, że trener jest w 110 procentach oddany pracy w klubie. Czyli zawsze chce wyciągać dla niego jak najwięcej. Oprócz tego: konsekwencja w działaniu zgodnie z naszą strategią i filozofią, a więc granie ofensywne, tworzenie dużej liczby sytuacji strzeleckich, troska o młodych piłkarzy. Za to wszystko bardzo cenię Nielsa.

– Przytrafiły nam się trzy porażki z rzędu [w poprzednim sezonie – MZ] na różnych frontach i nastąpiła reakcja zespołu. Wychodzenie z kryzysów to nasze wspólne działanie, łącznie z działem naukowym. Dokonujemy szybkiej, ale dogłębnej analizy odnośnie tego, co zawiodło. Ale oczywiście rola trenera jest tu kluczowa, bo na końcu to on musi tym wszystkim zarządzić.

– To nie jest łatwe, bo wiemy, jak jest w Poznaniu: po dwóch porażkach atmosfera gęstnieje. Muszę przyznać, że Niels ma w sobie olbrzymi spokój. Wynika to z jego osobowości, ale poza tym może jako obcokrajowiec mniej czyta, mniej słucha i mało rzeczy z zewnątrz do niego dociera?

Reklama

 

 

 

Reklama

Fot. Newspix

6 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barcelona wzmocniona przed El Clasico. Raphinha wznowił treningi

Jan Broda
0
Barcelona wzmocniona przed El Clasico. Raphinha wznowił treningi

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Mariusz Misiura o transferach Motoru. „Nie możemy sprowadzać tylko artystów”

Adrian Mańko
4
Mariusz Misiura o transferach Motoru. „Nie możemy sprowadzać tylko artystów”