Gdzie Polonia nie mogła, tam Rudol jej pomógł

Mariusz Bielski

02 listopada 2026, 22:38 • 4 min czytania 1

Reklama
Gdzie Polonia nie mogła, tam Rudol jej pomógł

Mecz ŁKS Łódź – Polonia Warszawa miał dużą stawkę. Czarne Koszule przystępowały do tego starcia z pozycji lidera Betclic 1. Ligi i wystarczał im remis, by utrzymać prowadzenie w tabeli. Rycerze Wiosny musieli zwyciężyć, aby ją przegonić i przez długi czas byli tego bliscy. Gospodarze zapomnieli jednak, że w doliczonym czasie gry mecz toczy się dalej i wypuścili doskonałą okazję na zwycięstwo.

Reklama

Piłkarze ŁKS-u i Polonii kiksowali na potęgę

Pierwsza połowa zaczęła obiecująco, bo tuż po pierwszym gwizdku Polonia ruszyła do ataku, a za moment odgryzł się ŁKS. Ba, zaryzykujemy tezę, iż gospodarze powinni prowadzić po tej akcji. Karasiński dośrodkował wtedy niemal idealnie na główkę Arasy, ale ten spudłował z bliskiej odległości. Czarne Koszule mogły pluć sobie w brodę niedługo potem. W 11. minucie Barkowskij wyszedł niemal sam na sam z Węglarzem, przepychając Farbiszewskiego jak pachołek treningowy, lecz potem strzelił prosto w bramkarza.

Trzeba przyznać, że ten start był obiecujący, ale potem można było mieć mieszane uczucia co do tego spotkania. Bo z jednej strony sporo się działo, lecz konkretów brakowało. Co z tego, iż w jednej z akcji Barkowskij minął trzech przeciwników, czwartego wziął na plecy, skoro potem zablokował go piąty? Albo Terpiłowski – dostał dośrodkowanie tak wymierzone, że powinien tylko dostawić nogę i przynajmniej oddać celny strzał, ale nie trafił w futbolówkę. Albo jeszcze chwilę później, gdy Polonii postanowił pomóc Węglarz. Golkiper ŁKS-u staranował swojego kolegę przy dośrodkowaniu, wyszła z tego niezła kopanina, aczkolwiek skończyło się jedynie rzutem rożnym.

Po kilku takich sygnałach ostrzegawczych gospodarze nieco się obudzili i nawet przeprowadzili parę ciekawych akcji skrzydłami, lecz kończyło się jak zwykle – niecelnym dograniem, brakiem wykończenia lub wybiciem. Natomiast najbardziej żałować mógł Arasa. Jakim cudem Hiszpan nie strzelił gola na 1:0 tuż przed gwizdkiem na przerwę? Trudno to wyjaśnić, skoro miał przed sobą pustą bramkę i świetne dogranie od Szczygła, a mimo wszystko praktycznie nie trafił w futbolówkę.

Farbiszewski pokazał, jak to się robi

Po wznowieniu gry ŁKS aż trudno było poznać, bo na początku drugiej połowy podopieczni Grzegorza Szoki wyglądali, jakby w przerwie każdy wziął solidny łyk soku z gumijagód albo czegoś równie nakręcającego. Polonia też chyba była w szoku, ponieważ parę razy wpuściła rywali we własne pole karne i tylko niedokładność Rycerzy Wiosny ich uratowała. Niezłą okazję zmarnował między innymi Koki Hinokio, oddając niecelny strzał po kombinacyjnej akcji.

Reklama

Większa aktywność graczy ŁKS-u w końcu się jednak opłaciła. Była 57. minuta, kiedy Farbiszewski pokazał kolegom z ataku, jak powinno się wykańczać akcje. Najpierw Karasiński szokująco łatwo przebił się lewym skrzydłem, następnie posłał płaskie podanie w pole karne, a stoper gospodarzy wykorzystał poślizgnięcie się Rudnickiego i uderzeniem po ziemi pokonał bramkarza.

Polonię uratował… Rudol z ŁKS-u

Piłkarze trenera Szoki ewidentnie się rozochocili, bo po chwili przeprowadzili kolejną akcję – choć zakończoną niecelnym uderzeniem. Z kolei w 64. minucie wszystkie Czarne Koszule kompletnie zapomniały o Wysokińskim. Na swoje szczęście goście jednocześnie zamurowali dostęp do bramki, więc pomocnik ŁKS-u trafił w jednego z nich.

Reklama

Chwilę później sytuacja ekipy Piotra Stokowca mogła skomplikować się jeszcze bardziej, po tym jak Tomasz Marciniak podyktował rzut karny dla Rycerzy Wiosny. Ale czy Gołoś faktycznie faulował Farbiszewskiego? Powtórki wcale nie były jednoznaczne, lecz mamy nadzieję, że sędzia otrzymał lepsze kadry niż my w telewizji. Niemniej – arbiter podyktował jedenastkę, do której podszedł Rudol i zmarnował doskonałą okazję do podwyższenia wyniku. To był wzorowy przykład, jak nie egzekwować rzutów karnych. Ravas z łatwością wyczuł ten sygnalizowany strzał i go wybronił. Według komentatorów TVP Sport był to drugi rzut karny wykonywany przez Rudola w jego karierze, no i… Cóż, widać.

Piotr Stokowiec próbował zmienić oblicze meczu, przeprowadzając kilka zmian. W ciągu 10 minut na murawie zameldowali się między innymi Dadok, Kowalczyk i Vega. Szoka odpowiedział pięknym za nadobne, by utrzymać dynamikę spotkania na korzyść swojej ekipy. Nowakowski, Terlecki, Strzałek, a nawet Piasecki zameldowali się na murawie. Kluczową roszadą okazało się jednak wejście Kostorza, bo to właśnie on w 93. minucie wykorzystał chaos w polu karnym ŁKS-u i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki. Jak na ironię, futbolówka jeszcze odbiła się od Rudola i zmyliła Węglarza. Tym samym Polonia wywalczyła remis i utrzymała prowadzenie w tabeli Betclic 1. Ligi.

ŁKS Łódź 1:1 Polonia Warszawa

57’ – Farbiszewski (1:0)

90+3’ – Kostorz (1:1)

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Mariusz Bielski

W dziennikarstwie sportowym od ponad dekady, choć z dwuletnią przerwą na copywriting. Zaczynał w czasach, gdy furorę robiły małe portale, takie jak Ole Magazyn, w którym rozpoczął swoją przygodę. To właśnie tam jeszcze bardziej rozwinął miłość do hiszpańskiej piłki. Miętę do polskiego futbolu poczuł już w Weszło i 2x45. Potem pisał też dla Wprost i Kanału Sportowego. Prywatnie kibic ŁKS-u i Barcelony. Jeśli akurat nie ogląda jakiegoś meczu piłkarskiego, tenisowego albo wyścigu Formuły 1, to najprawdopodobniej słucha muzyki lub coś o niej nagrywa. Zapalony fan rapu, soulu, funku i jazzu. W kolekcji ma zdecydowanie więcej płyt winylowych niż miejsca w domu na nie. Do tego koci tata na pełen etat.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama