W jednej z pierwszych scen dokumentu, który opowiada o życiu i pracy Luisa Enrique, główny bohater boso spaceruje po mokrej od deszczu murawie centrum treningowego PSG. Media społecznościowe Marcosa Llorente pełne są dywagacji o zbawiennym wpływie słońca na organizm człowieka oraz zdjęć samego zainteresowanego mających być na to dowodem. Podobne praktyki dotarły też do Ekstraklasy. Jak Pablo Rodriguez i Sergi Samper dążą do doskonałości w codziennym życiu?
Serial Canal Plus „Nie macie kurwa pojęcia” to jedna z lepszych produkcji zaglądających za kulisy wielkiego futbolu. Luis Enrique zostawił w nim sportretowany jako postać nietuzinkowa, inspirującą. Gdy na starcie witamy się z Paryżem, zachwyca się padającym deszczem i wychodzi – bez butów – na spacer po boisku.
– Jest pięknie! Od ponad roku uprawiam grounding. Kiedyś miałem straszne alergie, każdej nocy leciało mi z nosa. Nie mogłem jeździć na rowerze. Gdy zacząłem to uprawiać, przeszło jak ręką odjął! Czuję połączenie z naturą. Cudowna sprawa – tłumaczy.
Luis Campos, dyrektor sportowy PSG, zaraz po tej scence przyznaje iż to niewiarygodne, że można mieć w sobie tyle energii. „Właśnie kogoś takiego potrzebujemy!” – rzuca podekscytowany. Nawet słowem nie wspomniano jeszcze o futbolu.
Może to dlatego, że to, co poza murawą, ma tak wielki wpływ na to, co dzieje się na głównej scenie tego spektaklu? Ciekawe, że nietypowe praktyki w pogoni za doskonałością rozsławili akurat Hiszpanie. Nawet tu, w Polsce.
Oczywiście czytaliśmy o lekcjach snu i oddychania Roberta Lewandowskiego, ale na widok Pablo Rodrigueza paradującego bez koszulki w mroźny poranek czy Sergiego Sampera paradującego boso po zmrożonej murawie w Lublinie, gdy odczuwalna temperatura wynosiła minus dwadzieścia stopni, można po prostu zdębieć.
– Wierzę, że to wszystko „odda” na boisku – stwierdza piłkarz Lecha Poznań, gdy pytamy go o niecodzienne zwyczaje.
Może ma rację? W końcu innym „oddaje”.
Grounding, dieta paleo i słońce. Marcos Llorente dba o zdrowie w niekonwencjonalny sposób
Na przykład Marcosowi Llorente. To przypadek skrajny, radykalny. Stosuje restrykcyjną dietę paleo, która nawiązuje do jadłospisu naszych przodków. Mięso, ryby, warzywa, owoce morza. Odstępstwem mogą być orzechy i czekolada, ale w żadnym wypadku chleb. Pizza, chleb, makaron i nabiał nie wchodzą w grę. Bataty, ziemniaki, jajka i maniok to jego źródła energii.
Dzień zaczyna od kuloodpornej kawy. Kto stosował dietę keto, temu nie trzeba wyjaśniać, że to napar połączony z kawałkiem kostki masła. W tym wydaniu: konkretnego masła, prosto od krów z ekologicznego wypasu. To jedyny artykuł mleczny, który toleruje w diecie. Chwaląc się tym pomysłem piłkarz Atletico Madryt tłumaczył:
– Kawa z masłem zwierzęcym zapewnia stabilne wydzielanie energii przez wiele godzin, bez wzlotów i zjazdów. Wspiera ketozę, pomaga organizmowi inteligentnie spalać tłuszcz, wejść w stan przeciwzapalny. Zdrowe tłuszcze poprawiają witalność, długowieczność. Kofeina w połączeniu z tłuszczem poprawia wchłanianie dopaminy i acetylocholiny, co poprawia jasność umysłu, wpływa na koncentrację i nastrój.
Sama kawa z masłem stanowi ledwie wstęp do rytuałów dnia codziennego Marcosa Llorente. Piłkarz spożywa ją o świcie, koniecznie na słońcu. Ekspozycja na światło słoneczne jest dla niego równie ważna jak dieta. Dlatego dzień rozpoczyna od wyjścia na podwórko. Im mniej ubrań na sobie, tym lepiej, w końcu słońcem trzeba „nakarmić” całe ciało.
– Wystawiam się na naturalne światło słoneczne przez cały dzień. Gdy zapada zmrok, włączam lampy, które emitują światło czerwone i podczerwień, dają podobny efekt do słońca – tłumaczył ciekawskim przedstawicielom hiszpańskiej federacji, którzy zapukali do drzwi jego czerwonego jak cegła pokoju w trakcie zgrupowania.

Llorente często widujemy w specjalnych okularach. Są żółte, najskuteczniej blokują światło niebieskie – to, które bije z ekranów komputerów i smartfonów. Dyscyplina piłkarza Atletico Madryt kończy się na dodatkowych sesjach treningowych, dbaniu o zdrowie psychiczne i zamknięciu dnia posiłkiem o 17.30.
– Robię to wszystko dla zdrowia. Tak żyję i tak umrę – twierdzi.
Metody, do których się ucieka, często wywołują kontrowersje. Pal licho teorie spiskowe i stawiane przez niego pytania o to, skąd i dlaczego samoloty zostawiają smugi na niebie. Gdy ogłosił, że absolutnie nigdy nie używa kremów z filtrem, spotkał się z krytyką tych, którzy przypomnieli o chorobach skóry i możliwych skutkach ubocznych nadmiernej ekspozycji na słońce.
Marcos Llorente nic sobie z tego nie robi. Odpowiada, że „to biologia, nie on”. Tym, którzy twierdzą, że jest tylko facetem biegającym za piłką, prezentuje wyniki badań, artykuły naukowe i dowody na to, że wszystko ma dokładnie przemyślane, poukładane.
– Nie twierdzę, że czerniaki nie istnieją, nie lekceważę problemów. Moja opinia na temat słońca pokrywa się ze zdaniem wielu specjalistów, ma oparcie w dowodach naukowych. Słońce nie jest winą chorób. Czy to jego wina, że unikamy go przez cały rok i nadużywamy w wakacje? To nie słońce sprawia, że jesteśmy wystawieni na działanie sztucznych pól elektromagnetycznych przez cały dzień, że nocami niszczymy melatoninę niebieskim światłem, zaburzamy rytm dobowy – wyjaśniał w mediach społecznościowych.
Llorente twierdzi, że w zasadzie nigdy nie choruje, bo „nasze ciała rozumieją świat przez światło i ciemność”. Jego biologiczny zegar pozwala mu utrzymywać zdrowie, kondycję umożliwiającą pełnienie roli stachanowca na boisku. Kontuzje zdarzają się rzadziej, organizm lepiej się regeneruje.
– Gdy niektórzy patrzą tylko na ekran ja od lat zgłębiam, jak działa biologia. Nie skończyłem studiów, uczę się w praktyce, otoczony przez profesjonalistów. Słucham swojego ciała – uciszał krytyków.
Why is the media mocking Marcos Llorente’s light habits?
The football player wears yellow-tinted glasses indoors during the day and red-lensed glasses at night to filter artificial blue light.
Critics called him a biohacker wannabe, but recent studies prove he’s right:… pic.twitter.com/eliT8nuEMN
— Ben Smith (@bensmithlive) November 11, 2025
Rutynę zaczerpnął od rodziny, lecz rozwinął ją w sposób znaczący. Ojcu, wujkowi, którzy także grali w piłkę i wyjątkowo dbali o zdrowie, pewnie przez myśl nawet nie przeszło, jak wiele jeszcze można zrobić. Zresztą, nie mieli ku temu możliwości. Marcos Llorente twierdzi jednak, że pozytywne nawyki wdrożyć może w zasadzie każdy.
– Powinniśmy spędzać jak najwięcej godzin na świeżym powietrzu, cieszyć się słońcem. Wstać wcześnie, wyjść do ogrodu. Chodzenie boso po trawie wzmacnia stopy, zapobiega urazom. Często jestem pytany o to, co robię. Ludzie stają się bardziej świadomi, są ciekawi – opowiadał dziennikarzom „Mundo Deportivo”.
Pablo Rodriguez i Sergi Samper – bose spacery, hartowanie się na mrozie i życie z naturą
Marcos Llorente zainspirował wiele osób. Może nawet Luisa Enrique, który bose spacery nazywa „zachowaniem łączności z Ziemią, naturą”. Twierdzi, że dzięki temu zachowuje lepszą koncentrację i trzeźwość umysłu. On także trzyma dietę, redukuje spożycie nabiału. Kamery Canal Plus zaprosił do swojej lodówki, pokazując, że w zasadzie nie pije mleka.
Pablo Rodriguez twierdzi, że u niego dobre nawyki, zdrowa rutyna dnia codziennego, to nie efekt mody idącej teraz z góry.
– Trzy lata temu nie było to tak popularne, ale w Hiszpanii już się o tym mówiło i spróbowałem. To nie kwestia mody, tylko życia z naturą – mówi Weszło pomocnik Lecha Poznań.
O profesjonalizmie Rodrigueza słyszeliśmy wiele nawet przed transferem. Gdy wyruszył w drogę do Polski, zabrał ze sobą całą prywatną siłownię, sprzęt do ćwiczeń, z którego korzysta w ramach treningów indywidualnych. Skauci profilujący go przed transferem słyszeli o tych praktykach, co tylko im zaimponowało.
Jakim piłkarzem jest Pablo Rodriguez?
Pablo dorastał w akademii Realu Madryt, więc miał skąd czerpać profesjonalne wzorce. Wiadomo jednak, że nawet z La Fabriki nie wyniesiesz tego, że warto wychylić nos na zewnątrz w skąpym odzieniu, gdy termometr wskazuje porządny mróz.
– Zaczynam dzień od wyjścia na dwór bez koszulki, żeby zmierzyć się z zimnem. Wierzę, że dzięki temu hartuję się w taki sposób, że uniknąłem poważnych kontuzji. Przez trzy lata nie byłem nawet chory. Tak żyło się kiedyś i tak trzeba żyć. Moja córka ma parę miesięcy, ale wszędzie chodzi bez skarpet. Ludzie się temu dziwią, ale to naturalne, przyzwyczaja się do świata. Trzeba współgrać z ziemią – wyjaśnia Rodriguez.

Pomocnik Lecha Poznań stosuje też pozostałe tricki i nowinki. Okulary blokujące światło niebieskie, czerwone lampy. Ma własny sprzęt do regeneracji. Przyjeżdża do niego prywatny fizjoterapeuta, z Hiszpanii. Dietetyk też jest w rozpisce, w menu Pablo nie znajdziemy nawet grama cukru.
– Praca indywidualna, poza klubem, pomaga mi być profesjonalistą. To wszystko składowe zdrowego trybu życia – mówi.
Jego zdjęcia w klapkach, bez koszulki, gdy dookoła śnieg i chłód, wciąż budzą zdziwienie, wywołują pewne kontrowersje. W Lechu nie mają z tym problemu. Trzeba to traktować jak morsowanie, i tyle. Zwłaszcza że Pablo Rodriguez nie jest w tym odosobniony.
Przykładem podobnego podejścia jest Sergi Samper. Piłkarza Motoru Lublin Canal Plus przyłapało na bosym spacerze po zmrożonej płycie boiska. W jego przypadku także mówimy o czymś więcej niż chwilowej modzie.
– Od paru lat jeszcze mocniej interesuję się tym, co może jak najlepiej wpływać na moje zdrowie i dobre samopoczucie. Jedną z takich rzeczy jest grounding. Nieważne, czy na zewnątrz jest zimno, czy ciepło, taki kontakt z naturą bardzo pozytywnie na mnie wpływa. Zacząłem to stosować około półtora roku czy dwa lata temu – tłumaczy Weszło sam zainteresowany.
Słońce, deszcz, mróz – bez znaczenia. Samper regularnie „zbiera energię ziemi”.
– Z takiego kontaktu z naturą płynie bardzo dużo korzyści. To m.in. lepsze krążenie i sprawniejsza regeneracja organizmu, dodatkowo można lepiej przystosować się i przyzwyczaić do warunków jakie panują na zewnątrz – stwierdza.
– Jeśli chodzi o inne „rytuały” przed meczem, to nie jest to nic specjalnego. W dniu meczu prawie zawsze jem to samo, a dzień przed korzystam z terapii czerwonym światłem – dodaje.
Grounding, diety paleo, czerwone światło – wszystko to zyskuje coraz większą popularność w świecie futbolu. Marcos Llorente zaraził swoimi pomysłami innych. Ostatnio kamery nadawcy tureckiej ligi przyuważyły na bosym spacerze Hyeon-gyu Oha, koreańskiego napastnika Besiktasu.
Może i w Polsce zaraz ktoś podłapie to, co robią Rodriguez z Samperem i weźmie z nich przykład?
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Pablo Rodriguez jest niedoceniany. To kluczowa postać Lecha Poznań
- Szymon Czyż: Jestem wdzięczny Widzewowi [WYWIAD]
- Igor Jovićević: W Polsce piłka nożna jest… inna
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix, Twitter, Instagram