Robert Lewandowski będzie pauzował za nadmiar żółtych kartek i nie zagra w poniedziałkowym meczu w Bośni i Hercegowinie. To otwiera mu możliwość wcześniejszego powrotu do klubu i występu w najbliższym spotkaniu Chicago Fire.
Dla „Lewego” wrześniowo-październikowe zgrupowanie reprezentacji Polski było gorzko-słodkie. Najpierw zanotował słaby występ z Bośnią i Hercegowiną, potem odegrał jedynie epizod na wyjeździe ze Szwecją. Spotkanie z Rumunią miało być szansę na przełamanie i rehabilitację tak dla kapitana, jak i dla całej drużyny.
Plan się powiódł. Polacy rozbili Rumunów 6:0, a sam „Lewy” poprowadził kadrę do zwycięstwa jak w najlepszych czasach. Po faulu na nim czerwoną kartkę dostał Radu Dragusin, a sam napastnik zdobył hat-tricka.
Przy tym wszystkim dostał jednak również żółtą kartkę. A że był już zagrożony zawieszeniem, to w Zenicy nie będzie mógł wystąpić. Nie pojawiły się jeszcze informacje, czy z tego powodu piłkarz opuści zgrupowanie przedwcześnie i wróci do klubu, ale to scenariusz wysoce prawdopodobny.
A jeśli wejdzie w życie, to 38-latek będzie mógł wystąpić już w nocy z wtorku na środę czasu polskiego. Chicago Fire zmierzy się wtedy u siebie z Vancouver Whitecaps w spotkaniu, które początkowo miało zostać rozegrane w lipcu, ale wówczas przełożono je z powodu pożarów nad miastem i wynikających z tego warunków.
Piłkarzem ekipy z Kanady jest między innymi Thomas Mueller, przez lata stanowiący wespół z „Lewym” o sile ataku Bayernu Monachium.
Obecne zgrupowanie Lewandowski zamyka z łącznym wynikiem 170 meczów i 92 goli w biało-czerwonych barwach. Jeśli napastnik zdecyduje się kontynuować karierę w kadrze także w eliminacjach Euro 2028, magiczna bariera 100 bramek z pewnością może być osiągalna.