Real Madryt zaliczył sprawdzian. Dublet Kyliana Mbappe

Sebastian Warzecha

24 stycznia 2026, 23:13 • 5 min czytania 4

Real Madryt zaliczył sprawdzian. Dublet Kyliana Mbappe

Zaczęło się od fatalnej porażki z Albacete. Ale potem Real Madryt pod wodzą Alvaro Arbeloi wygrał – choć było to zwycięstwo wymęczone – z Levante, a we wtorek w znakomitym stylu ograł w Lidze Mistrzów AS Monaco. Prawdziwym testem miał być jednak mecz z Villarrealem. I Królewscy – nawet jeśli nie na piątkę – to ten sprawdzian ostatecznie zdali.

Reklama

Real Madryt wygrywa i naciska na Barcelonę

Czwarte miejsce w lidze i 41 punktów, czyli tyle co trzecie Atletico. Choć ostatnio więcej wpadek. To sytuacja Villarrealu przed tą kolejką. Żółta Łódź Podwodna w tym sezonie płynie na razie dość pewnie po Ligę Mistrzów, a jej piłkarze mówią nawet, że chcą powalczyć o coś więcej. Kluczem w tym, by utrzymać się w walce o mistrzostwo, miało być jednak powodzenie w sobotnim meczu. Opcjonalna porażka z Realem u siebie sprawiłaby, że czołowa dwójka po prostu by gospodarzom odjechała.

Reklama

A Real też bardzo chciał wygranej.

Alvaro Arbeloa do tej pory nie był bowiem – jako trener Los Blancos – poważniej przetestowany. Albacete takim testem nie było, bo sytuacja kadrowa była tam fatalna, a poza tym był to jego debiut. Wpadka – choć ogromna – została więc po części usprawiedliwiona. Levante, błąkające się w dolnych rejonach tabeli, też testu stanowić nie mogło. A Monaco zostawiało graczom Królewskich tyle przestrzeni, że nie sposób było tego nie wykorzystać. Stąd ten „nowy” Real Madryt po kilku kartkówkach miał dziś napisać klasówkę.

I ostatecznie ją zdał. I to w niezłym stylu, choć Villarreal długo trzymał się w tym meczu na zero z tyłu.

Z chaosu nie urodziło się…nic

Pierwsza połowa? Ciekawa do oglądania, jeśli lubicie piłkę w całości. Jeśli z kolei odpalając mecz czekacie na piękne akcje bramkowe i dużo goli, to już niekoniecznie. Niemniej: to było ciekawe 45 minut, w którym obie ekipy raz, że próbowały naciskać na rywala, szybko odbierać piłkę – i Realowi wychodziło to momentami znakomicie – a dwa: oba zespoły popełniały przez to multum błędów w wyprowadzeniu piłki.

Żeby było jeszcze ciekawiej – nikt tego chaosu nie wykorzystał.

Real miał kilka okazji. Raz świetnie przedarł się Arda Guler, ale strzałem z dość ostrego kąta nie pokonał bramkarza. Raz koledzy dobrze znaleźli Kyliana Mbappe, ten jednak uderzył w środek bramki. Bardzo dobrze grali w tym okresie Jude Bellingham, Franco Mastantuono (jego powrót to zbawienie dla prawego skrzydła Realu), ale też środek defensywy Królewskich, który złożony był dziś z Raula Asencio i Deana Huijsena. A to ostatnie wcale nie było tak oczywiste – Asencio gra bowiem, zgodnie z medialnymi doniesieniami, z pękniętym piszczelem, a forma Huijsena od dawna nie zachwycała.

Dziś jednak właściwie wszystkie groźniejsze akcje Villarrealu były szybko kasowane. A nawet jeśli nie – to świetnie działała asekuracja i ostatecznie ktoś piłkę wybijał, zanim interweniować musiał Thibaut Courtois. Real wyglądał jak dobrze naoliwiona maszyna. I brakowało mu w sumie tylko jednego – gola.

Bo i obrońcy Villarrealu – mimo że już w 23. minucie z urazem wyleciał Juan Foyth – dawali sobie radę. Szybko wracali, asekurowali się i zagęszczali pole gry, jak tylko się dało. Real musiał momentami polegać na indywidualnych umiejętnościach swoich zawodników i ich dryblerskich popisach. A ci z rzadka z tym gąszczem nóg rywali dawali sobie radę.

Działał więc u Królewskich pressing (tego dawno nie było), działały odbiory, ale nie działało doprowadzanie do klarownych sytuacji bramkowych. Problemy może jeszcze objawiały się w pomocy, gdzie Eduardo Camavinga grał jako samotna szóstka, a Francuz – powiedzmy sobie szczerze – najlepszy w tej roli nie jest (choć w drugiej połowie – poza jednym błędem – grał świetnie). Villarreal jednak nie potrafił wykorzystać jego fatalnej pomyłki w rozegraniu, nie potrafił też zutylizować odpowiednio faktu, że Królewskim brakuje zawieszonego za kartki Aureliena Tchouameniego.

Stąd do przerwy mieliśmy co najwyżej dużo walki, szybkiego przechodzenia piłki z jednej strony boiska na drugą, ale zero goli.

Kylian raz, Kylian dwa, Real znów trzy punkty ma

W drugiej połowie Real przejął kontrolę. Już w 47. minucie. Wtedy lewą stroną boiska popędził Vinicius Junior, ominął obrońcę zagrał do środka… ale pod nogi dobrze ustawionego Pape Gueye’a. I gdy wydawało się, że reprezentant Senegalu piłkę wybije, ta utknęła przy jego nogach i to tak, że dopadł do niej Kylian Mbappe, pakując ją do siatki obok bezradnego Luiza Juniora.

Real wyszedł na prowadzenie. I tylko tego tak naprawdę potrzebował.

Kolejnych 25 minut było popisem Królewskich. Villarreal wykreował sobie właściwie jedną dobrą okazję do wyrównania – gdy po rzucie wolnym z okolic linii bocznej pola karnego świetną okazję miał Gerard Moreno, ale w fatalnym stylu przeniósł piłkę nad poprzeczką. Poza tym goście kontrolowali wydarzenia na boisku. Szybko odbierali piłkę, utrzymywali się z nią długimi fragmentami na połowie gospodarzy, a ich opcjonalne kontry kasowali sprawnie i pewnie.

To był taki Real Madryt, jaki chcą oglądać jego kibice. Tyle że po 80. minucie pojawiło się na tym wizerunku kilka rys. Królewscy grali znów bardziej nerwowo, popełniali głupie straty, nie pomogły też przesadnie zmiany – Gonzalo Garcia wszedł za Franco Mastantuono (a Argentyńczyk był znakomity w pressingu i czytaniu intencji rywala), a Brahim Diaz za Ardę Gulera. Rozregulowało to nieco ekipę gości, jednak ci ostatecznie zdołali obronić się przed atakami rywali.

A potem wystarczyło jedno fantastyczne podanie Viniciusa do Kyliana Mbappe, zwód tego ostatniego i faul Alfonso Pedrazy. Real dostał karnego, a tego panenką na bramkę zamienił – zamykając tym samym mecz – sam Mbappe.

Królewscy więc zrobili swoje. Zdobyli trzy punkty, co najmniej do niedzieli liderują tabeli La Ligi i pokazali, że są w stanie rozegrać bardzo dobre i odważne spotkanie z wysoko notowanym rywalem.

Alvaro Arbeloa – po fatalnych początkach – zaliczył pierwszy sprawdzian.

Villarreal CF – Real Madryt 0:2 (0:0)

  • 0:1 – Kylian Mbappe 48′
  • 0:2 – Kylian Mbappe (rzut karny) 90+2’

Czytaj również na Weszło:

Fot. Newspix

4 komentarze

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Piękna laurka dla zawodnika Realu. „Może zdobyć Złotą Piłkę”

Braian Wilma
0
Piękna laurka dla zawodnika Realu. „Może zdobyć Złotą Piłkę”
Reklama
Reklama