Za moment do kraju zaczną zawijać obozowicze, o których najgłośniej – ci, którzy formę szlifują w Turcji. W międzyczasie portugalskie zespoły sprawdzał jednak Radomiak. Zajrzeliśmy na zgrupowanie klubu z Radomia, który w Portugalii wzbudził małą sensację i przyciągnął liczne media zainteresowane „portugalskim zespołem z Polski”. Jak minął obóz drużyny Goncalo Feio?
— Zagramy z drużynami z innych kultur gry. Zależało nam na tym, żebyśmy zagrali z kimś z innej kultury gry. Z punktu widzenia technicznego, operowania piłką, będą mieli jakość. Są to drużyny dobrane pod kątem odległości, nie brałem w tym udziału, ale siłą rzeczy musieliśmy z tymi zespołami zagrać. Nie rozpatrywałbym tego jako coś negatywnego. Stworzą nam problemy, do których nie jesteśmy zbyt przyzwyczajeni, scenariusze gry, które dadzą nam odpowiedzi, gdzie jeszcze możemy się poprawić — mówił Goncalo Feio przed wylotem do Portugalii.
Na miejscu sytuacja się pogorszyła. Okazało się, że FAR Rabat nie zdoła dotrzeć do Portugalii, więc zamiast sparingu z czołowym zespołem w Maroku trzeba było grać z lokalnym czwartoligowcem. Radomiak tego sparingu bardzo żałował, bo to on najbardziej ciekawił, ale też stanowił największe wyzwanie.
Mecz z Moncharapachense, w dodatku na boisku, które – jak widać na skrócie – oddawało specyfikę lig regionalnych, bo występował na nim element skaczącej piłki, można było potraktować bardziej jak „jednostkę treningową”.
Ekstraklasa. Radomiak kończy zgrupowanie w Portugalii. Dobre wyniki, słabe sparingi
Na kolejne mecze Radomiak przeniósł się na lepszy plac, sparował też z lepszymi rywalami – drugoligowymi Farense i Portimonense – lecz wciąż nie był to poziom, który rzucał na kolana. W „Ludziach z cienia”, książce Marcina Borzęckiego, Konrad Paśniewski z Legii Warszawa wspomina portugalskie zgrupowania za Ricardo Sa Pinto:
– Potrafiliśmy pojechać na dwa obozy, jeden po drugim, w tym samym miejscu. I wróciliśmy z depresją. Było beznadziejnie. Byliśmy sami w molochu, miejsce wyludnione. Boiska miały być jak od Mourinho, a wcale nie były rewelacyjne. Graliśmy z drużynami z jakiejś trzeciej ligi, które przypłynęły łódką. To był kierunek nie do powtórzenia na poważne zgrupowanie.
Tak źle w przypadku Radomiaka nie było, ale sparingi akurat wypadły podobnie. Legia w Portugalii grała wówczas sześć spotkań:
- trzy z trzecioligowcami,
- dwa z drugoligowcami,
- jeden z Vitorią Setubal z ekstraklasy.
Rywalami zespołu z Radomia były drużyny z czwartej oraz drugiej ligi. Tyle że drugoligowcy wystawili skład mieszany, bo są w trakcie ligi. Część stanowili zawodnicy podstawowi, część zmiennicy, juniorzy, prospekci sprowadzeni pod kątem rozwoju. Radomiak mógł zawiesić oko na kilku talenciakach, bo tacy występują w nich zawsze – rywalami Legii byli wówczas Beto, dziś zawodnik Evertonu, czy Bruno Langa, który gra w Champions League z Pafos FC – ale ogólny poziom odbiegał od standardów Ekstraklasy.

Gdy umieścimy przeciwników Radomiaka w rankingu klubowym Opta, który ocenia siłę zespołów z całego świata, okaże się, że pierwszy rywal to poziom ŁKS Łomża, drugi – Ruchu Chorzów, trzeci – Śląska Wrocław. Oczywiście porównanie do polskich pierwszoligowców miałoby sens, gdyby Portugalczycy wystawili pierwszy garnitur.
To niby ciekawostka, ale nie do końca, bo jednak rywal ma znaczenie. Radomiak sparował z najsłabszymi rywalami spośród ekstraklasowiczów. Pozostali, którzy nie wybrali się do Turcji, zaliczyli mocne testy jak z Broendby IF czy MSK Żilina.
Radomiak odrzucił kolejną ofertę za Capitę. Luquinhas gotowy na start Ekstraklasy
W obozie radomskim największe zadowolenie panuje więc z powodu tego, że podtrzymano dobry, praktykowany od dawna trend – sto procent dostępności, żadnych urazów. Drużyna będzie teraz schodziła z obciążeń, bo zgrupowanie było bardzo wymagające. Wiele jednostek treningowych, wysoka intensywność – także w sparingach. Portimonense może i wyszarpało remis, lecz gdyby ktoś liczył expected goals z tego sparingu, Radomiak zmiażdżyłby rywala. Tak jak zmiażdżył poprzednich przeciwników.
– Dużo sytuacji, bardzo dużo momentów dobrego pressingu, odbiorów na połowie przeciwnika. Możemy być solidniejsi w wygrywaniu drugich piłek i upłynnianiu gry. Bardzo dobre reakcje po stracie, dużo gry piłką na połowie rywala – oceniał dwa ostatnie mecze Goncalo Feio.
Radomianie narzucili wysoką intensywność od samego początku, kompletnie dominowali, szlifowali momenty pressingowe. Farense cokolwiek pograło przez pierwszy kwadrans. Portimonense wyrównało po strzale życia – piłka odbiła się od poprzeczki, pleców bramkarza i tak Radomiak stracił jedynego gola w Portugalii.
– Musimy lepiej zamykać środek, opóźniać akcje, dynamiczna odbudowa jest do odprawy – oceniał tę sytuację trener Feio.
Żaden z piłkarzy nie opuścił nawet jednego treningu. Praca – jak słyszymy – była jakościowa, wartościowa, po prostu bardzo dobra. Na bardzo dobrym etapie przygotowań są poszczególni zawodnicy. Występami na obozie odbudował się Joao Pedro, który poprawił pozycję w zespole. Luquinhas pokazał, że jest w optymalnej dyspozycji fizycznej, może z miejsca wskoczył do składu. W sztabie pełno tych, którzy pamiętają go z Legii Warszawa i żartują, że sylwetkę ma lepszą niż w niedawnym okresie gry w stolicy.
Wysoka dyspozycja dotyczy także Capity. Na chwilę ucichły tematy transferowe z nim związane – Radomiak odrzucił nawet nową, poprawioną ofertę od Samsunsporu, czyli 1,75 mln euro w ratach. O piłkarza pytała też Pogoń Szczecin, ale i w tym przypadku nie ma mowy o spełnieniu wymogów klubu z Radomia, więc – jak zapewniają w klubie – dopóki nikt nie zbliży się do granicy 2,5 miliona euro, nic się nie wydarzy.
Brak transferów wychodzących oznacza jednak i brak ruchu w drugą stronę. Radomiak ma w zasadzie pełną listę zgłoszeń dla obcokrajowców i – przede wszystkim – budżet dopięty na ostatni guzik, więc na ten moment, mimo monitorowania sytuacji na kilku pozycjach czy ciekawych opcji na rynku, nie ma pola manewru i nie zapowiada się na więcej transferów.
Po powrocie do Polski zespół nie zagra już sparingu. Ostatnim testem przed inauguracją ligi z Arką Gdynia będzie gra wewnętrzna. Dzień po tym meczu zaplanowano natomiast spotkanie wyrównawcze, w którym zmiennicy zagrają ze Stalą Rzeszów. Warto dodać, że w Radomiu zespół ma trenować na podgrzewanej płycie. Boiskiem treningowym będzie… stadion. Radomiak musi korzystać z murawy obiektu przy ul. Narutowicza 9, gdzie grzanie zamontowano właśnie dlatego, że grał tam Radomiak i wymagał tego PZPN.
Kluby Ekstraklasy są zobowiązane do posiadania boiska treningowego z podgrzewaną murawą – będzie nim właśnie drugi lokalny stadion, bo w centrum treningowym takie jeszcze nie powstało.
WIĘCEJ O RADOMIAKU RADOM NA WESZŁO:
- Radomiak cieszy się z Luquinhasa. „Wybrał najlepszy projekt”
- Niemcy chcą czołowego piłkarza Ekstraklasy. Oto szczegóły oferty
- Pierwszy gol w sparingach ekstraklasowiczów? Strzał z połowy boiska
- Piłkarz Radomiaka nie jedzie na obóz. Zdecydowała prokuratura
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix, Radomiak Radom