Wszystko fajnie Radomiaku, ale z takimi strzałami to ty możesz sobie najwyżej pokiwać palcem w bucie. Na nic wszelkie wygibasy i parę fajniejszych wymian, skoro przy tym wszystkim umyka cały sens gry w piłkę. Może gdybyś grał dziś w dziesięć podań, to szanse na sukces byłyby większe, ale nie – chodziło o strzelanie goli. Na takich zasadach lepsi byli goście z Katowic.
Oni zagrali swój klasyczny mecz – z rzutu wolnego wrzucił Nowak, piłkę do siatki wpakował, choć na raty, Jędrych i potem fajrancik. Bo nie ma powodów do zmartwień, gdy rywal uprawia sztukę dla sztuki, a jego wszelkie pomysły na przełamanie obrony są szybko i boleśnie weryfikowane. Miękkie wrzutki Wilsona-Esbranda czy Grzesika z pierwszej połowy? Na nic. Parę rajdów Luquinhasa, który z piłką przy nodze wygląda zawsze super? Na nic. Chęć założenia wysokiego pressingu? Na nic, bo podopieczni Rafała Góraka nie mają problemu z tym, żeby Strączek wybił piłkę daleko na połowę rywali, nawet za cenę straty jej posiadania.
Wszystko to takie… po prostu, GieKSa zagrała swój klasyczny mecz.
Radomiak – GKS 0:1. Goście znowu to zrobili
Nie umniejsza to im jednak w żadnym razie. Katowiczanie mają swój styl, mają swój plan na mecz i mają punkty, notując czwarte zwycięstwo w rundzie wiosennej. Może i sporą część spotkania musieli się bronić i w drugiej połowie wydawało się, że stoją zdecydowanie za blisko własnej bramki, ale jeśli czują się z tym dobrze, to nie nam na to narzekać. Nie ma to nic wspólnego z efektownym futbolem, ale jest wystarczająco efektywne.
Najlepsza sytuacja Radomiaka przyszła chyba w 72. minucie, kiedy Romario Baro świeżo po wejściu na boisko znalazł się w polu karnym i nawet uderzył, tylko piłka przelała mu się na zewnętrzną część stopy i nie można było liczyć na celny strzał.
W ogóle wejście Portugalczyka na boisko rozruszało trochę akcję. To on oddał jeden z dwóch celnych strzałów gospodarzy – z rzutu wolnego, z ostrego kąta, sprawdził czujność Strączka. Wcześniej sam zresztą wywalczył ten rzut wolny. Był tu i tam, ciągle pod grą, odmieniany w ustach komentatorów przez wszystkie przypadki. Ale i to na nic.
GieKSa to GieKSa. Sama miała zresztą swoje momenty pod bramką rywali:
- dobrą okazję stworzył Wdowiakowi Zrelak,
- sam Zrelak próbował strzału z woleja,
- każda wrzutka Nowaka siała solidne spustoszenie.
Dziś możemy z całą stanowczością powiedzieć, że ekipa Rafała Góraka zaczyna być przewidywalna, ale w dobrym sensie tego słowa. Wiadomo, co chce grać i potrafi to grać. Punktuje solidnie i potwierdza, że nie tak łatwo przeciwstawić się jej taktyce.
Piętnaście to za mało. Radomiak musi nastawić celowniki
Katowiczanom pomógł jednak trochę gospodarz meczu, powiedzmy sobie szczerze. Piłkarze Radomiaka doszli do kilku przyzwoitych okazji, lecz ich wykończenie kulało. Grali w piłkę, tak się przynajmniej mówi. Tylko z tej gry nie wyszło nic – z piętnastu strzałów tylko dwa leciały w światło bramki Strączka. Golkiper gości radził sobie nieźle, rozegrał fajne zawody, ale jego interwencje polegały głównie na zapobieganiu, a nie efektownych paradach po kolejnych bombach radomian.
W drugiej połowie Radomiak chciał bardziej, wyglądał lepiej, można nawet zaryzykować tezę, że dominował. Ale przegrał i nic mu po tych wszystkich pięknych słowach. Brawa dla GieKSy.
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Zagłębie liderem Ekstraklasy. Burić z jasną deklaracją
- Motor – Górnik: kolejny dowód, jak słaby sportowo jest ten sezon
- Żądamy sprawiedliwości dla kiboli! Rozwalone kible to efekt SAMOOBRONY!
Fot. Newspix