Polska przegrała 2:3 ze Szwecją i nie pojedzie na mistrzostwa świata, jednak w finale baraży pozostawiła po sobie niezłe wrażenie. Podobnie widzi to Graham Potter. Selekcjoner Szwedów docenił postawę Biało-Czerwonych. Nie ukrywał też radości z awansu na mundial. – To najlepszy wieczór w moim piłkarskim życiu – przyznał po meczu.
I w sumie nie mamy powodu, by nie wierzyć Potterowi na słowo, bo pod jego wodzą Szwecja podniosła się z dna. Przypomnijmy, skandynawska reprezentacja miała przecież za sobą fatalne eliminacje, w trakcie których w grupie ze Szwajcarią, Kosowem i Słowenią nie wygrała ani jednego meczu. Zdobycie przepustki na mundial Szwedom umożliwiła jednak Liga Narodów, bo dzięki zwycięstwu w Dywizji C mieli zagwarantowany udział w barażach. A w nich pokonali kolejno Ukrainę (3:1) i, niestety, Polskę (3:2).
Z piekła do nieba. Szwecja za Pottera powstała z kolan
Dla Pottera, który Szwecję objął jesienią zeszłego roku, to jak dotąd jedyne dwa zwycięstwa w czterech spotkaniach w roli selekcjonera. Jedyne, ale jakże istotne. Angielski szkoleniowiec przypomniał burzliwy okres w szeregach Skandynawów. Jego zdaniem, kluczową rolę w szybkim zażegnaniu kryzysu odegrała jedność i postawienie na kolektyw kosztem indywidualności.
– Byliśmy wtedy poranionym zespołem. Na więcej niż jeden sposób. Ale to wszystko pokazuje, jak życie – i futbol – potrafi się odmienić, gdy sięgnie się dna. »Zawsze jest najciemniej tuż przed świtem«, jak powiedział wcześniej ktoś bardziej elokwentny ode mnie. Nie tak dawno temu ten zespół był poddawany ogromnej krytyce. To część pracy w reprezentacji, ale w ciągu ostatnich kilku dni czuliśmy ogromną dumę. Kibice byli fantastyczni, zarówno w meczu przeciwko Ukrainie, jak i Polsce. Pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Daleko nam do ideału, ale jako zespół jesteśmy niesamowici. Teraz stajemy przed szansą wyjazdu na Mistrzostwa Świata, a fani będą mogli przeżyć turniejowe lato. To wspaniałe uczucie móc mieć w tym swój udział – przyznał.
Polacy w finale baraży postawili Szwedom trudne warunki gry. I choć to gospodarze dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, to podopieczni Jana Urbana za każdym razem potrafili skutecznie odpowiedzieć. Zwłaszcza w drugiej połowie Biało-Czerwoni zdominowali przebieg boiskowych wydarzeń i wydawali się bliżsi strzelenia decydującego gola, jednak chwila nieuwagi w obronie pod koniec spotkania sprawiła, że to Viktor Gyokeres przechylił szalę zwycięstwa na korzyść gospodarzy.
Szwecja – Polska 3:2. Potter miał nosa do zmian
Potter widząc rosnącą przewagę Polaków po przerwie, zareagował zmianami. W 69. minucie ściągnął z boiska Anthony’ego Elangę i Jespera Karlstroma, posyłając do boju w ich miejsce Besforta Zeneliego i Lucasa Bergvalla. Zdaniem selekcjonera Szwedów, te korekty personalne umożliwiły odzyskanie kontroli nad meczem.
– Czułem, że w drugiej połowie straciliśmy nasz rytm. Jednocześnie Polska grała bardzo dobrze. Zepchnęli nas do defensywy głębiej, niż byśmy tego chcieli. Lucas wniósł siłę do środka pola, a Besfort swoje umiejętności w wyprowadzaniu piłki i grze obronnej jako pomocnik. Straciliśmy nieco szybkości w fazie przejściowej, ale jednocześnie mogliśmy napierać do przodu dzięki fizyczności i sile – podkreślił.
Anglik, w przeciwieństwie do trenera Urbana, zdecydowanie trafił ze zmianami. W 81. minucie z ławki podniósł się Gustav Lundgren. 30-letni pomocnik, dla którego był to dopiero drugi występ w narodowych barwach, odpłacił się za zaufanie w najlepszy możliwy sposób. To właśnie on brał udział w akcji bramkowej przy trzecim trafieniu Szwedów, napędzając atak.
– Uważam, że Gustav był naprawdę dobry, kiedy wszedł na murawę. Stawka była wtedy ogromna, a wynik meczu ważył się do ostatniej chwili. Zyskaliśmy lewonożnego zawodnika na prawym skrzydle. Kiedy wszedł, przejął inicjatywę w meczu, uważam, że był fantastyczny. To on stworzył zagrożenie, które doprowadziło do trzeciego gola, i bardzo się cieszę z jego powodu. To niesamowita historia – skomplementował swojego podopiecznego.
Szwecja pierwszy raz od 2018 roku zakwalifikowała się na mundial. Skandynawowie na zbliżających się mistrzostwach świata zagrają w grupie F z kolejno Tunezją, Holandią i Japonią. Zapytany o cel na turnieju, Potter nie chciał udzielać jednoznacznych deklaracji.
– Dajcie mi trochę czasu – odpowiedział żartobliwie. I od razu dodał: – Mówiąc już jednak całkowicie poważnie, pokazaliśmy, co ten zespół potrafi zdziałać wspólnie. Większość rzeczy w futbolu jest determinowana przez finanse lub wielkość. Nie jesteśmy największym narodem, ale jeśli potrafimy stworzyć piłkarzom odpowiednie warunki i we właściwy sposób ze sobą współpracować, to niesamowite, co można osiągnąć – podsumował.
Czytaj więcej na Weszło:
- Fatalny sędzia i mundial bez Polski! Oceny za baraż ze Szwecją [Zibi Top]
- Urban przegrał. Ale ten mecz pokazał, że zna się na rzeczy [KOMENTARZ]
- Grobowa cisza w szatni Polaków. Przemawiali tylko Urban i Kulesza
- Kowal ma dość. „Obrona powinna zostać zdemolowana. Bednarek – out”
Fot. Newspix