Uwaga, pilne! Zaginął Luis Palma. Ostatni raz widziany był 23 maja na stadionie przy Bułgarskiej w Poznaniu w meczu z Wisłą Płock. Od tego czasu mamy do czynienia z podmienionym reprezentantem Hondurasu. Ten prawdziwy, nie wiadomo, gdzie jest, a jego sobowtór jakkolwiek go nie przypomina na boisku. Jeśli ktoś go widział, prosimy o kontakt, bo robi się to naprawdę niepokojące.
Nie ma innego wytłumaczenia na to, co w tym sezonie stało się z Luisem Palmą. W poprzednim miewał gorsze momenty, ale też te zdecydowanie lepsze, gdy potrafił czarować, strzelić efektownego gola lub jednym zwodem zachwycić publikę. Słowem, widać było u niego jakość przewyższającą Ekstraklasę. Czasami obrońcy mogli jedynie stanąć i przyklasnąć jego popisom. Obecnie, albo z dość sporą łatwością potrafią odebrać mu piłkę, albo patrzą jak ta leci gdzieś w trybuny.
Można się zacząć zastanawiać, czy stary-dobry Luis Palma jeszcze w ogóle do nas wróci.
Korona była idealną okazją do przełamania. Ishakowi i Agnero się udało, ale Palmie nie
I żeby nie było, nie wyciągamy wniosków na podstawie tylko jednego meczu z Koroną Kielce, ale on dobrze uwidocznił, to jak głęboko zakopany jest Honduranin. Mogłoby się wydawać, że spotkanie z tak rozbitym zespołem będzie dla niego doskonałą okazją, żeby się przełamać. Bawił się Pablo Rodriguez, bawił się Patrik Walemark, ostatnio mocno nieskuteczny Mikael Ishak sypnął dwa gole i asystę, a dobił nawet Yannick Agnero.
Luis Palma jednak konkretu żadnego zaliczył, ale nawet nie to jest w tym wszystkim najbardziej niepokojące. Gdy jego koledzy fruwali nad murawą, bawili się grą, jego w tym wszystkim nie było. Był takim ciałem obcym, taki nieobecny, a nawet gdy piłka była pod jego nogami, to albo mu odskakiwała, albo nic wielkiego z tego nie wynikało.
Gdy około 60. minuty Niels Frederiksen zdecydował się na pierwsze zmiany, to Daniel Hakans zastąpił Patrika Walemarka, a Luis Palma przeniósł się na prawe skrzydło. Komentujący ten mecz na antenie Canal Plus Tomasz Wieszczycki zwrócił wtedy uwagę, że dopiero przy tej okazji przypomniał sobie, że Honduranin cały czas jest na boisku. I rzeczywiście miał pełne prawo o nim zapomnieć. Zapewne podobnie miało wielu kibiców.
No właśnie, duński trener Kolejorza trzymał swojego skrzydłowego do ostatniego gwizdka sędziego, licząc, że uda mu się przełamać. Bo w końcu jak nie w takim spotkaniu, gdy twojej drużynie wychodzi wszystko, a rywalowi wręcz przeciwnie, to kiedy? Ale nic takiego nie nastąpiło i mamy poczucie, że nawet jakby sędzia doliczył jeszcze z kilkanaście minut, to i tak nic, by to nie dało.

Luis Palma – jedno z ostatnich zdjęć przed zaginięciem
Gdzie podział się Luis Palma? W tym sezonie to nie jest ten sam zawodnik
Nie jest to tylko nasze spojrzenie. Już we wrześniu po przegranym meczu z Górnikiem Zabrze o słabszej dyspozycji swojego zawodnika mówił Niels Frederiksen
– Nie jest tajemnicą, że Luis nie prezentuje się obecnie na takim poziomie, na jakim grał przynajmniej w końcówce poprzedniego sezonu. Staramy się, by wrócił do formy, on dobrze trenuje i robi wszystko, co w jego mocy. Wciąż jestem przekonany, że się odblokuje i – miejmy nadzieję – wkrótce wróci na swój najwyższy poziom. Nie chodzi o to, że gra źle, ale oczywiście to nie jest ten sam poziom, jaki widzieliśmy w poprzednim sezonie. Czasami zawodnicy nie są w szczytowej dyspozycji i trudno dokładnie powiedzieć dlaczego – mówił wtedy Niels Frederiksen na pomeczowej konferencji prasowej.
A od tego czasu nic nie zmieniło się na lepsze. Były nawet spotkania, że Luis Palma zaczynał na ławce rezerwowych, to miał być sygnał, żeby nim wstrząsnąć, ale tak jak zawodził, tak wciąż zawodzi. Od tych słów trenera dokładnie zero goli i zero asyst. Gdyby nie kontuzja Allahyara Sayyadmanesha, to pewnie dalej miałby problem załapać się do pierwszej jedenastki.
Na 18 występów jeden strzelony gol to bilans, jaki może mieć środkowy obrońca (zresztą, Terry Yegbe i Mateusz Skrzypczak mają dokładnie tyle samo), a nie skrzydłowy. Bramka, o której mówimy, była kluczowa, dała Lechowi zwycięstwo z Widzewem, ale Luis Palma miał przy niej sporo szczęścia. Warto docenić, że poszedł w tej sytuacji do końca, ale gdyby nie kardynalny błąd Bartłomieja Drągowskiego do spółki z Marcelem Krajewskim, to Honduranin właśnie kończyłby piąty miesiąc bez wpisania się na listę strzelców.
𝐋𝐔𝐈𝐒 𝐏𝐀𝐋𝐌𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀! 🌴 𝐆𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐋! 😲😲😲
CO ZA BŁĄD DRĄGOWSKIEGO! 🤯 LECH WYGRYWA Z WIDZEWEM 3:2! pic.twitter.com/MnczgE7P25
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 30, 2026
A też nie było tak, że Luis Palma nie miał okazji. Można przywołać słynny mecz z Aarhus, gdy nie trafił na pustą bramkę, albo spotkanie wyjazdowe z Klaksvik, w którym sytuacje marnował na potęgę. Natomiast w poprzednim sezonie Honduranin nie potrzebował setek, żeby trafić do siatki. Właśnie to go wyróżniało, że potrafił zrobić coś z niczego. Świetnie zawinąć z rzutu wolnego, jakoś fenomenalnie uderzyć z trudnego położenia lub w jeszcze jakiś inny sposób zaczarować.
Teraz tej magii nie ma. Gdzieś uleciała, ale nawet, co gorsze, nie ma nawet takiej solidności, którą często muszą mieć największe gwiazdy. Nawet jeśli nie są w szczycie formy, to potrafią coś raz na jakiś czas dołożyć. Luis Palma od skrajności w skrajność. Tyle że w tym sezonie jest tylko ta gorsza opcja.
Tak jak z Koroną, gdzieś snuje się niewidoczny na boisku, jest ciałem obcym i na pierwszy rzut oka widać, że coś jest nie tak. Może to zbytnie czepialstwo, ale na nagraniach klubowej telewizji z szatni, gdy piłkarze cieszą się ze zwycięstw, można zauważyć, że Luis Palma stoi gdzieś z boku ze spuszczoną głową. To niby tylko szczegół, ale takie detale często mogą wiele pokazać, być jakimś sygnałem alarmowym.
Pora zacząć martwić się o Luisa Palmę. Czy on jeszcze do nas wróci?
Taką lampką ostrzegawczą może być także przygoda reprezentanta Hondurasu w Celticu Glasgow. Pierwszy sezon? Świetny. Luis Palma błyszczał i to nawet w Lidze Mistrzów, gdzie trafił choćby przeciwko Atletico Madryt. Ogólnie 10 goli i tyle samo asyst we wszystkich rozgrywkach – to robiło wrażenie.
Tyle że w kolejnym nie zaliczył już żadnego konkretu i, przy sporej krytyce ze strony kibiców, najpierw na dobre wylądował na ławce rezerwowych, a następnie zimą został oddany na wypożyczenie. Jak widać, sytuacja się powtarza. Pierwszy rok znakomity, a drugi o wiele, wiele gorszy. Z taką różnicą, że Lech nie może sobie pozwolić, żeby go oddać, ot tak.
Przy problemach zdrowotnych Allahyara Sayyadmanesha, dłuższej kontuzji Aliego Gholizadeha, fakcie, że Leo Bengtsson nie może grać wszystkiego, a Daniel Hakans poza rozwijaną prędkością i pojedynczymi przebłyskami też jakoś specjalnie nie zachwyca, to Luis Palma może być pewny, że swoje szanse będzie miał. Tylko czy to coś zmieni? Czy regularne występy są sposobem, żeby wrócił do dawnego czarowania? Zaczynamy mieć coraz większe wątpliwości.
I też nie mamy zamiaru walić teraz w Lecha, że całkowicie po głupiemu przepalił cztery miliony euro. Oczywiście, że dyrektorzy, prezesi, skauci powinni widzieć więcej od zwykłego kibica, ale to też nie są magicy, którzy potrafią przewidzieć przyszłość. Na moment wykupu Honduranina był to ruch jak najbardziej sensowny.

Luis Palma i prezes Lecha Karol Klimczak. Obok właściciel Piotr Rutkowski
Luis Palma wyróżniał się nie tylko w Lechu, ale i w całej Ekstraklasie, więc klub chcąc uniknąć większej przebudowy kadry przed eliminacjami Ligi Mistrzów i mając za cel pokazanie swojego ambitnego podejścia, odważnie wyłożył na skrzydłowego rekordowe pieniądze. Miał sprawdzoną gwiazdę pod nosem, to po nią sięgnął. Wtedy wszyscy raczej zgodnie przyklasnęliśmy temu ruchowi, więc teraz hipokryzją byłaby krytyka podjęcia takiej decyzji. Po fakcie każdy może być mądry.
Natomiast to nie zmienia faktu, że trzeba na poważnie martwić się o to, co się stało z Luisem Palmą. Może to problemy mentalne, może jeszcze jakieś inne, ale na boisku nie zasługuje nawet na pierwszy skład. A co gorsza, według tego, co było rok temu, dopiero teraz powinien łapać zadyszkę.
Honduranin najlepiej czuł się, gdy było ciepło i świeciło słońce, czyli na początku sezonu oraz na jego finiszu. W miesiącach jesienno-zimowych spuścił z tonu. Teraz wchodzimy już w okres później jesieni, więc jakiegoś spektakularnego odrodzenia spodziewać się trudno.
Chyba, że ten obecny Luis Palma to ten sam, co miał gorszą formę na końcu rundy jesiennej i na początku wiosennej, a ten lepszy na okres najgorszych warunków wyjeżdża do ciepłych krajów. Być może po definitywnym wykupie wyjechał na wakacje i wciąż do nas nie wrócił.
Jeśli tak, to panie lepszy Luisie Palmo, prosimy się do nas zgłosić, a my załatwimy panu powrót do Poznania. Lech pana teraz bardzo potrzebuje.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix/ AI